Radość o Poranku

Tekst: Agata Piszcz-Wendołowicz, Foto: Agnieszka Hubeny-Żukowska

Artykuł opisujący ogród zaprojektowany przez Agnieszkaę Hubeny-Żukowska i wykonany przez Pracownię Sztuki Ogrodowej w Gdańsku. Ogród został wyróżniony nie tylko w Polsce, ale także w znaczących międzynarodowych konkursach.

Zwycięzca  A’DESIGN AWARD & COMPETITION 2015-2016 Mediolan
Wyróżnienie w International Design Award 2015 Los Angeles
Polski Krajobraz 2015 w głosowaniu internautów w kategorii ogrody prywatne
Ten ogród gościł również programach „Maja w Ogrodzie” odc. 602  oraz Dzień Dobry TVN (pogoda) 23.06.2016

delux.trojmiasto.pl, culture.plO.pl, grabska.plcomunicati.net, exspace.pl,  sztuka-architektury.pl, kobieta.onet.pl,  sztuka-wnetrza.pl,

 

O czym szumi muszla? „Świat rezydencji, Wnętrz & Ogrodów” 9/ 2015

Choć dla projektanta ogrodów tworzenie zielonych przestrzeni jest chlebem powszednim, od czasu do czasu w tej codzienności trafia mu się dzieło szczególne… W dorobku Agnieszki Hubeny-Żukowskiej jest nim ogród w Suchym Dworze na Pomorzu – zdobywca I miejsca w plebiscycie Polski Krajobraz 2014 na portalu sztuka-krajobrazu.pl.

Nazwisko Agnieszki Hubeny-Żukowskiej, właścicielki Pracowni Sztuki Ogrodowej w Blizinach, znane jest naszym Czytelnikom od bardzo dawna. Przez wiele lat dała nam się poznać jako autorka fascynujących opowieści o ogrodach całej Europy. Dzisiaj powraca na nasze łamy w roli, w której spełnia się zawodowo, czyli projektanta ogrodów.
– Ta wyjątkowa realizacja sprawiła nam szczególnie dużo satysfakcji – mówi Agnieszka. – Przyniosła nagrodę, dzięki której zyskaliśmy stuprocentowe potwierdzenie, że nasze ogrody wzbudzają mnóstwo pozytywnych emocji.
Ogród w Suchym Dworze, tak jak wszystkie inne dzieła Pracowni Sztuki Ogrodowej, jest wspólnym dziełem Agnieszki i jej męża Rafała Żukowskiego. Tworzą oni zgrany duet projektowo-wykonawczy, który przez kilkanaście lat istnienia firmy dorobił się co najmniej kilkudziesięciu realizacji w całej Polsce. Tym razem o pomoc w zagospodarowaniu przydomowej przestrzeni poprosiło ich małżeństwo w dojrzałym wieku, właściciele domu nad morzem.
Odprężający azyl dla inwestorów – wielbicieli Bałtyku i pasjonatów żeglarstwa osiedlenie się w domu, którego okna wychodzą na turkusową morską toń, było spełnieniem marzeń. Agnieszka miała za zadanie stworzyć wokół ich nadmorskiej ostoi ogród – miejsce wyciszenia i relaksu. Ale jak wykreować odprężający azyl w przestrzeni, smaganej nieustannie podmuchami północnego wiatru.
– Projektując przestrzeń, oprócz porywistych wiatrów, musieliśmy też uwzględnić bliskość sąsiednich nieruchomości oraz fakt, że działka jest narożna i z dwóch stron sąsiaduje z drogą – wyjaśnia projektantka. – Oczywiście nie mogliśmy też przejść obojętnie wobec oczekiwań klientów. Chcieli, aby ogród chronił ich przed niechcianymi widokami z otoczenia, a także swobodnie przenikał do wnętrza domu.
Otwarciu obu tych przestrzeni służyć miała duża przeszklona ściana od strony ogrodu, której klienci ze względu na piękne otoczenie nie zasłonili firanami czy roletami.
Kawa na tarasie
Od strony stylistycznej założenie oparte było na miękkich liniach, naturalnych materiałach i swobodnych nasadzeniach, w których koniecznie musiały się znaleźć rośliny kwitnące oraz przebarwiające się jesienią krzewy oraz ozdobne trawy. Mimo nowoczesnej bryły budynku sam ogród cechować powinien charakter mniej powściągliwy. Inwestorom bliższa była bowiem sielska swoboda, niż minimalistyczne pomysły. Do roli łączników z budynkiem wyznaczono materiały, wykorzystane wcześniej do wykończenia obiektu: cegła, metal, drewno i kamień.
– Bardzo szybko znaleźliśmy z inwestorami wspólny język. Projekt zagospodarowania terenu oboje przyjęli z niekłamanym entuzjazmem, jednak do bliższej współpracy ze mną została oddelegowana pani domu. Wspólnie pracowałyśmy na przykład nad doborem roślin – wspomina Agnieszka Hubeny-Żukowska
Choć w kwestiach estetycznych i wykonawczych inwestorzy bazowali na pomocy profesjonalistów, oczekiwania co do funkcji mieli przemyślane w najdrobniejszych szczegółach jeszcze przed rozpoczęciem współpracy z projektantką. Zależało im na drewutni i miejscu do grillowania, ale bez konieczności budowy stałego paleniska. Marzyli kilku drzewach owocowych oraz nieznacznej przestrzeni na zioła. Ale przede wszystkim…
– Chcieli mieć taras z widokiem na morze, na którym mogliby delektować się poranną kawą, oraz niewielką, bezwietrzną enklawę, umożliwiającą spokojną rozmowę w większym gronie – tłumaczy właścicielka Pracowni Sztuki Ogrodowej.
Zielona kurtyna
Do walki z wietrznym żywiołem Agnieszka ruszyła „uzbrojona” w specjalne żywopłoty, które w niektórych miejscach otrzymały podwójną linię. Jedna ich warstwa złożona była z grabów, druga zaś z żywotników. Obie posadzono na rysunku fali, a następnie przystrzyżono na różnych wysokościach, uzyskując tym samym ciekawy efekt plastyczny.
– Silne nasłonecznienie i wiatr postawiły nam też spore wyzwanie, jeśli chodzi o dobór innych roślin. Z drzew zdecydowaliśmy się na brzozy Doorenbos, które charakteryzują się wyjątkową wytrzymałością, niewielkimi rozmiarami i piękną korą – wspomina Agnieszka.
Brzozy miały za zadanie przefiltrowanie oraz osłabienie wiatrów poza linią żywopłotów. I choć wywiązały się z tej roli znakomicie, nie obyło się bez wsparcia. Aby utrzymać je w pionie, konieczne było ich zabezpieczenie podciągami. Spełniając marzenie gospodarzy, projektantka posadziła też kilka drzew owocowych. Mając jednak na względzie ekstremalne warunki, zdecydowała się na egzemplarze duże i dorodne. Pomysł okazał się strzałem w dziesiątkę – jabłonie od kilku już lat obficie obdarzają gospodarzy owocami. Wśród roślinności ogrodu znajdziemy także zimozielone krzewy kosodrzewiny, ozdobne trawy i kwitnące byliny, takie jak jeżówki czy kosaćce syberyjskie.
Pomysł na medal
Do rozwiązania pozostała jeszcze istotna kwestia stworzenia w ogrodzie miejsca towarzyskich spotkań, które byłoby schowane nie tylko przed ciekawskimi spojrzeniami sąsiadów, ale też wiatrem. Problem projektantka postanowiła rozwiązać za pomocą oryginalnego, obniżonego o dwa stopnie, wgłębnika, którego nawierzchnia została utwardzona kamieniem i kostką granitową. Obniżenie terenu otoczone zostało murkiem z łupka szarogłazowego, który w pewnym momencie rozszerza się i tworzy siedzisko. Otoczony ziołami, bylinami i krzewami wgłębnik jest jedynym miejscem w ogrodzie, które nie jest bezpośrednio wystawione na ostre podmuchy. Mimo że został on również otulony żywopłotem z grabu, nie udało się go całkowicie oddzielić od wiatru.
– Ciekawostką jest fakt, że wgłębnik oraz mała architektura, czyli ścieżki, murki i drewutnia razem z liniami nasadzeń, trawnikiem i żywopłotami tworzą na planie rysunek muszli i nieregularnych, zamykających w sobie cały ogród, fal – opowiada Agnieszka Hubeny-Żukowska.
Ten ciekawy pomysł projektowy, choć częściowo sprowokowany przez panujące na działce warunki, jest też symbolicznym nawiązaniem do faktu, że z ogrodu korzystają wielbiciele morza.

Tekst: Agata Piszcz-Wendołowicz
Foto: Pracownia Sztuki Ogrodowej
Proj. Agnieszka Hubeny-Żukowska/ www.pracowniasztukiogrodowej.pl

Wytrawne pomysły „Garden&Trends” 7-8/ 2015

Trawy ozdobne to jedne z najbardziej wszechstronnie wykorzystywanych roślin ogrodowych. Ich szeroka gama gatunkowa i odmianowa, a co za tym idzie różnorodność wielkości, kolorów oraz pokrojów pozwala na stosowanie traw właściwie w każdym ogrodzie. Trawy to rośliny raczej niewymagające. Nie licząc gatunków czy odmian, które pochodzą z cieplejszych klimatów i wymagają okrywania na zimę (na przykład trawa pampasowa). Trawy ozdobne mają wiele atutów. Weźmy na przykład ich barwę -występują właściwie w każdym kolorze począwszy od różnych odcieni zielonego, poprzez żółty, niebieski aż do czerwonego (np.: Imperata cylindrica „Red Baron”). Jeżeli chodzi o wielkość to najmniejsze trawy mają zaledwie kilka centymetrów wysokości, podczas gdy niektóre mogą osiągać ponad 2 metry. Jedne są delikatne i zwiewne, inne sztywne i kłujące. Również ich wymagania siedliskowe mogą być skrajnie różne. Odpowiednio dobierając gatunki trawy ozdobne możemy posadzić zarówno w pełnym słońcu jak i w półcieniu, na glebach lekkich i piaszczystych oraz na glebach żyznych a nawet wilgotnych. Ze względu na swoje walory, już od kilku lat trawy są bardzo modne i to nie tylko w założeniach przydomowych, ale i w zieleni reprezentatywnej przy budynkach siedzib firm oraz w zieleni miejskiej.

2015.7-8 Garden&Trends Wytrawne pomysły 3  2015.7-8 Garden&Trends Wytrawne pomysły 4  2015.7-8 Garden&Trends Wytrawne pomysły 2
Trawy to doskonały wypełniacz lub dodatek zwłaszcza na rabatach bylinowych. Nie dość, że dodaje ogrodowi lekkości to stanowi doskonały kontrast dla wielu kwiatów. Z trawami świetnie komponują się zarówno rośliny o dużych kwiatach i masywnych płatkach, na przykład róże, piwonie, jeżówki, dzielżany, czosnki ozdobne jak i rośliny o dużych liściach, na przykład funkie, rozchodniki okazałe czy rodgersje. Trawy pięknie wyglądają również w towarzystwie roślin o delikatnych, drobnych kwiatach, na przykład perowskia, wiązówka oraz z roślinami iglastymi na przykład kosodrzewina.
Trawy ozdobne są bardzo zmienne. Jako byliny mają do zaoferowania wiele i to o różnej porze roku. Na wiosnę pokazują się młode liście, w lecie liśćmi traw kołysze wiatr dzięki czemu mamy nie tylko efekt wizualny ale również przyjemny delikatny dźwięk. Jesienią pojawiają się cudowne kwiatostany, które mogą być ozdobne nawet zimą, kiedy osadza się na nich koronkowy szron. Trawy są tak piękne, że nie potrzebują żadnych dodatków. Wśród traw ozdobnych są też gatunki zimozielone lub częściowo zimozielone.
Trawy ozdobne to piękne rośliny architektoniczne. Mogą być ozdobą każdego ogrodu założonego w stylu nowoczesnym. Doskonale sprawdzają się także w ogrodach minimalistycznych. Dodają wnętrzom charakteru. W zależności od odmiany możemy uzyskać wrażenie surowości i czystości, ale także miękkości, delikatności i zwiewności. Odbiór wnętrza ogrodowego, w którym występują trawy ozdobne uzależniony jest nie tylko od gatunku czy odmiany roślin, ale także od sposobu ich aranżacji.
Trawy ozdobne to rośliny z pomocą, których możemy osiągnąć różnorodne efekty. W śród traw i bylin możemy na przykład stworzyć ogród sielski, nad którym unosić będą się pszczoły i motyle. Swobodne nasadzenia odpowiednio dobranych roślin to klucz do sukcesu. Wystarczy dodatek w postaci drewnianej ławeczki, miękkiego fotela czy bardziej nowoczesnych mebli i wnętrze ogrodowe jest gotowe. Ogrody wypełnione trawami ozdobnymi mogą być również bardzo ekologiczne, ponieważ nie wymagają częstej pielęgnacji (właściwie tylko raz w roku). Łany traw są także miejsce schronienia oraz źródłem pokarmu wielu gatunków zwierząt.
Trawy ozdobne są piękne same w sobie. Możemy je wykorzystywać w wielko powierzchniowych, jednogatunkowych nasadzeniach lub robić kompozycje z samych traw. Jeżeli nasz ogród nie jest wielki lub w ogóle dysponujemy jedynie tarasem lub balkonem to trawy również są trafnym wyborem. Te rośliny można z powodzeniem uprawiać w donicach lub dużych skrzyniach. Świetnie znoszą wiatry, dlatego są doskonałym rozwiązaniem również dla ogrodów na dachach gdzie wysokie trawy możemy stosować, jako zielone parawany.

Niskie trawy ozdobne doskonale zadarniają. Najmniejsze mogą być sadzone w ogrodach skalnych, przy wrzosowiskach czy niewielkich rabatach. Słabiej rosnące trawy doskonale wyglądają też w donicach zarówno, jako solitery jak i dodatki do roślin na przykład sezonowych. Wysokie możemy sadzić w towarzystwie dużych bylin i krzewów. Wysokie strzeliste trawy doskonale komponują się z małą architekturą oraz z dużymi dzbanami. Masywne trawy ozdobne mogą też tworzyć bariery oraz wygrodzenia prawie tak skutecznie jak żywopłoty.
Tekst i fot. Agnieszka Hubeny – Żukowska

Odkrycie nad rzeką Avon „Świat rezydencji, Wnętrz & Ogrodów” 7-8/ 2014

Dla miłośnika ogrodów podróż po Wielkiej Brytanii to wielka przyjemność. Oczywiście zawsze planuję sobie trasę korzystając z przewodników i Internetu jednak Anglia jest tak bogata w piękne ogrody, że właściwie za każdym skrzyżowaniem kryje się jakaś perełka. Po drodze do celów mej podróży zazwyczaj udaje mi się znaleźć jeden lub dwa dodatkowe ogrody. Często są to otwarte tylko kilka dni w roku prywatne, niewielkie ogródki. Trafiają się jednak również dwory i pałace otoczone cudownymi ogrodami, których nie można znaleźć na mapach. Takie rzeczy zdarzają się tylko na Wyspach Brytyjskich! Jak to możliwe? To dość proste, chociaż też dość niezwykłe. W niektórych małych ogrodach zamiast kas biletowych na furcie wisi puszka – skarbonka, z prośbą o uiszczenie zapłaty za wstęp. Nie ma tabliczki z nazwą ogrodu, nie ma, kogo się spytać, gdzie właśnie trafiliśmy… Takich ogrodowych perełek udało mi się w czasie moich wypraw znaleźć kilka. Jednym z nich jest ogródek w Walii, którego nazwy i miejsca nie udało mi się nigdy zlokalizować na mapie. Mam zaledwie kilka zdjęć z tego leżącego gdzieś pomiędzy „nigdzie”, a „do nikąd” ogródka. Nie będę jednak dzisiaj opowiadać o nim, a o innym ogrodzie, którego nazwę udało mi się, przez przypadek, znaleźć po 3 latach. To bardzo ciekawy, malowniczy ogród przylegający do Heale House leżącego niedaleko Salisbury nad rzeką Avon.

2014.7-8 SRWO Odkrycie nas rzeką Avon 1  2014.7-8 SRWO Odkrycie nas rzeką Avon 2
Sama historia domu jest dość bogata, nie ze względu na sławne nazwiska, a przez zmianę właścicieli. Większość brytyjskich posiadłości szczyci się tym, iż przebywają w rekach jednej rodziny przez setki lat. Heale House zmieniał swych właścicieli jak przysłowiowe rękawiczki. Na początku swej historii, czyli w XVI wieku, dwukrotnie przechodził z rąk do rąk, jako prezent ślubny. Dalsze losy nie były już tak romantyczne dla domu i ogrodów. Posiadłość została sprzedana czterokrotnie, w tym raz w celu pokrycia długów swoich właścicieli. W roku 1835 dom został zniszczony przez pożar, który uszczuplił jego rozmiar aż o dwie trzecie. Historia ma jednak swe dobre zakończenie. W roku 1894 posiadłość kupił Hon Louys Greville, który zatroszczył się zarówno o odbudowę domu jak i upiększenie ogrodów. Nowy właściciel zatrudnił nawet znanego projektanta, aby ten zagospodarował tereny wokół dworu. Harold Peto, zaprojektował ogród, jednak nie wykorzystano w całości jego planów. Dobór roślin został zmieniony, pozostała natomiast charakterystyczna dla Peto włoska architektura w postaci tarasu oraz formalny ogród przy domu. Obecnie, domem i ogrodami zajmuje się ich nowa właścicielka Frances Rasch, jest ona synową – Lady Anne, która od ponad 40 lat opiekowała się tym cudownym miejscem.

2014.7-8 SRWO Odkrycie nas rzeką Avon 3  2014.7-8 SRWO Odkrycie nas rzeką Avon 4
Dom spoczywa nad samym brzegiem rzeki, która okala posiadłość niczym fosa. Wewnątrz tej naturalnej bariery znajdują się ogrody, a na zewnątrz malownicze łąki, na których pasą się owce. Dzięki strumieniom wartkiej wody ogród nie potrzebuje wysokich ogrodzeń, co niewątpliwie dodaje mu uroku. Swą podróż po Heale House rozpoczęłam od najdalej od domu odsuniętych części ogrodu. Tu rzeka meandruje kilkoma korytami niczym górskie potoki. Wyspy połączone są ze sobą kładkami lub niewielkimi mostkami tworząc istny labirynt ścieżek. Naturalna roślinność urozmaicona została pięknymi pierwiosnkami i innymi roślinami znoszącymi ciągłą wilgoć. Bliżej zabudowy, która po pewnym czasie ukazuje się w formie majaczącego wśród drzew dach dworu, strumienie wody stają się szersze, a roślinność bardziej ozdobna. Tu królują olbrzymie gunnery, tarczownice, rodgersje i dość niespodziewane klony japońskie. Klony nie są jednak jedynym akcentem orientu w tym ogrodzie Tuż za zakrętem wita nas, bowiem czerwony, łukowato wygięty most, a zaraz za nim replika pawilonu herbacianego. Ta piękna budowla powstała tu na początku XX wieku, za czasów Louysa Grevillea, który mieszkał i pracował w Tokyo. Ogród japoński wygląda przepięknie, ale dalej też czekają nas nie lada atrakcje. Przechodząc przez most, którym zawładnęła biała glicynia trafiamy do kolejnego wnętrza ogrodowego. Jest nim ogród warzywny, który może poszczycić się nie tylko przepięknymi konstrukcjami z drewna, ale także cudownym tunelem z drzew owocowych. To elementy dodane przez obecnych właścicieli. Jabłonie i grusze tworzą nadzwyczajny tunel, w którego cieniu kryją się różnokolorowe funkie, zawilce oraz zielone paprocie. Na końcu korytarza właścicielka umieściła niewielki zbiorniczek wodny wypełniony liliami. Wokół niczym straże soją cztery olbrzymie, bukszpanowe kule. Ogród warzywny otoczony jest z 3 stron Wysokiem murem z kamienia i cegły, z czwartej strony pergolą, która jedynie w pewnym stopniu zasłania tą część ogrodu od wartkich strumieni rzeki. Dalej ogród zupełnie zmienia swój charakter. Staje się bardziej formalny, otwarty i nasłoneczniony. Wokół kamiennych tarasów posadzone zostały krzewy róż oraz pachnące lawendy i kocimiętki. Ściany budynku przyozdobiono glicynią, powojnikiem, różą oraz magnolią wielkokwiatową. Od frontowej strony budynku pojawiają się też geometryczne kwietniki, strzyżone żywopłoty oraz cisowe topiary. Tu i ówdzie rozstawione są drewniane i kamienne ławeczki, na których można przysiąść, wystawić twarz do słońca, wsłuchiwać się w szmer wody i śpiew ptaków.
Cały ogród robi niesamowite wrażenie. Mnie uwiódł najbardziej ogród japoński oraz łaciate owieczki pasące się nad brzegiem rzeki. Nie jest to miejsce odwiedzane przez tłumy, dzięki czemu można wędrować po ogrodach własnym tempem. Można je usłyszeć, powąchać i dotknąć. Jednym słowem poczuć wszystkimi zmysłami. Z żalem żegnałam się z tym ogrodem, w którym czas nie stanął w miejscu. Zwolnił jednak na tyle, aby wszyscy zwiedzający go goście poczuli się jakby znaleźli się w innym świecie, a może w innej czasoprzestrzeni..

Tekst i fot. Agnieszka Hubeny – Żukowska

Połączyła ich pasja „Świat rezydencji, Wnętrz & Ogrodów” 3-4/ 2014

Świat pełen jest ludzi pozytywnie zakręconych. Gdy nasze ścieżki krzyżują się z takimi pełnymi energii osobami nasze życie też staje się barwniejsze i ciekawsze. Moje życie jakby przyśpiesza, gdy poznaje kolejnych twórców, projektantów, artystów, architektów, ludzi pełnych pomysłów. Anię poznałam na kursie ceramiki, jej męża tydzień później… Mówi się, że na każdego gdzieś czeka jego druga połowa. I tak chyba było z tą niesamowitą parą.

2014.3-4 SRWO Połączyła ich pasja 1
Ania Wróblewska-Johnson jest architektem krajobrazu po warszawskim SGGW. Jak sama mówi pracowała w wielu miejscach w kraju i za granicą i w kilku zawodach – wciąż poszukując własnego miejsca… Najpierw, jako projektant, a po kilku latach również, jako instruktor zajęć o architekturze w Młodzieżowym Domu Kultury, w szkołach (m.in. w polskiej szkole w Glasgow), jako publicystka w magazynach branżowych. Każde z tych doświadczeń dało jej inne spojrzenie na proces projektowy i na użytkownika przestrzeni. Ania jest również autorką sztuki teatralnej „Baśń o Butelkowym Królu”, do której muzykę napisał Mikołaj Hertel i współautorką pierwszego polskiego programu edukacji architektonicznej dla gimnazjum zatwierdzonego przez MEN w 2005 roku, pt. „Dialog z otoczeniem”.
Gary Johnson – urodzony w Nowym Jorku, zamieszkały przez większość życia w Szkocji architekt, wykładowca na Universytecie Strathclyde w Glasgow, obecnie także na Gdańskiej Politechnice. Jeszcze, jako student architektury wygrał konkurs na projekt – rekonstrukcję ogrodu St Nicholas Garden przy najstarszym domu w Glasgow Provand’s Lordship. Obecnie jest on ważnym przystankiem na turystycznej mapie Glasgow. Gary pracował w wielu znanych pracowniach architektonicznych, aż w 2002 roku związał się z biurem Gareth Hoskins Architects – utytułowanej pracowni, która za swoje projekty zdobyła wiele nagród. Na swoim koncie ma wiele publikacji, uczestniczył w kilkudziesięciu konferencjach, programach i wykładach dotyczących architektury. Zdobył też kilkanaście nagród, w tym w 2008 roku otrzymał dwie nagrody od Scottish Design Awards za pawilon szkocki w Wenecji. W 2013 roku została zaakceptowana jego wizja Młodego Miasta Gdańsk. Projektu rewitalizacji terenów postoczniowych tego miasta. Oprócz tego, że jest czynnym architektem i wykładowcą bierze też udział w wielu międzynarodowych projektach dotyczących edukacji dzieci i młodzieży.
Ania i Gary po raz pierwszy poznali się w Helsinkach w 2005 roku, na seminarium – konferencji zorganizowanej przez PLAYCE (międzynarodowe stowarzyszenie popularyzujące edukację architektoniczną dzieci, młodzieży, nie-architektów) w domu eksperymentalnym Alvara Aalto. W roku 2006 ponownie ich drogi spotkały się. Tym razem z inicjatywy grupy polskich członków PLAYCE i Stowarzyszenia Akademia Łucznica w małej podwarszawskiej wsi. Od tego czasu są razem.
W następnych latach organizowali wspólnie kolejne warsztaty – „Podróże w zapomnianym krajobrazie”, Stop: Osieck”. Potem – dzięki pomocy British Council dzieci z Osiecka pojechały do Szkocji.

Od października 2013 prowadzimy Fundację Architektura Plus – mówi Ania, popularyzujemy działania związane z architekturą, architekturą krajobrazu, designem, sztuką użytkową i dialogiem społecznym, w kraju i za granicą. Od listopada w ramach działania Fundacji prowadzimy zajęcia dla dzieci, młodzieży i dorosłych w lokalnej tuBazie w Parku Kolibki; w miejscu stworzonym dla artystów alternatywnych, gdzie mieszają się innowacyjne rozwiązania, wizje twórcze, gdzie można testować różne pomysły. Marzymy też o rozbudowie własnego eksperymentalnego centrum architektury pod Gdańskiem, gdzie młodzież i studenci pracują w dużej skali – zdobywają wiedzę i umiejętności podczas konstruowania form przestrzennych zbudowanych z przyjaznych środowisku materiałów w naturalnym krajobrazie. Czy uczymy architektury i architektury krajobrazu? Tak, ale przede wszystkim pomagamy odkrywać znaną przestrzeń na nowo. Uczymy większej wrażliwości i odpowiedzialności za otoczenie, wspólnie odkrywamy jego „genius loci”. Jesteśmy przekonani, że wszystkie elementy krajobrazu – i te naturalne i te stworzone przez człowieka mogą współistnieć w harmonii. Architektura jak żadna inna dziedzina – łączy wiele dyscyplin nauki i sztuki – a my pokazujemy to w praktyce.
Wspaniali ludzie, cudowna inicjatywa! Czego chcieć więcej? Tylko tego żeby takich ludzi jak Ania i Gary można było spotykać na każdym kroku!
Tekst Agnieszka Hubeny – Żukowska

Pięć zielonych wieków „Świat rezydencji, Wnętrz & Ogrodów” 3-4/ 2014

Tym razem podczas moich ogrodowych podróży odwiedziłam hrabstwo Surrey. W tej części Wielkiej Brytanii jest mnóstwo ciekawych ogrodów do podziwiania i podczas krótkiego pobytu naprawdę ciężko jest zdecydować, który z nich wybrać. Zdecydowałam się na Loseley Park głównie, dlatego że jest to duży kompleks ogrodów składający się z kilku wnętrz. Miałam nadzieję na sporo wrażeń i się nie zawiodłam.
Posiadłość Loseley swą historią sięga XVI wieku, kiedy to została zakupiona przez ówczesnego szeryfa hrabstw Surrey i Sussex – Sir Christophera Morea. Korzystając z materiałów z oddalonych o 10 mil ruin starego klasztoru Cystersów, jego syn Sir William More rozpoczął budowę domu. Przepiękny pałac, który przez ponad 500 lat pozostaje w rękach tej samej rodziny, można podziwiać do dziś dzień. Sama zabudowa jest bardzo ciekawa, ale mnie oczywiście ciągnęło do ogrodów, które wcale nie były widoczne od strony budynku. Pałac znajduje się, bowiem po środku pięknego parku, ogrody natomiast za wysokimi murami z cegły. Dopiero z lotu ptaka można by było zobaczyć cały geometryczny układ olbrzymich ogrodów, który bazuje na oryginalnym projekcie ogrodu zaprojektowanego przez Gertrudę Jekyll. Od jej czasów wiele się tu jednak zmieniło. Ogrodnicy starają się zachować charakter starego ogrodu, z drugiej jednak strony posiadłość i same ogrody muszą na siebie zarabiać, a więc spełniać wymagania zwiedzających. Całość założenia ogrodowego zamknięta jest w prostokąt z trzech stron otoczony wysokimi murami. Czwartą granicę tworzy fosa. W środku znajduje się kilka wnętrz ogrodowych, z czego jedno jest ciekawsze od drugiego. Wchodząc główną bramą wejściową znajdującą się tuż przy pałacu natkniemy się na przepiękne glicynie, które zajmują prawie całą ścianę. Sam mur jest wiekowy, bo powstał w czasie budowy pałacu. Jednak olbrzymie glicynie są również bardzo stare – mają ponad 200lat!

2014.3-4 SRWO Pięć zielonych wieków 1  2014.3-4 SRWO Pięć zielonych wieków 2
Pierwszym wnętrzem, do którego wchodzimy jest ogród różany z centralną altaną znajdującą się na przecięciu alejek ogrodowych. Poszczególne różanki otoczone są niskimi obwódkami z bukszpanu i wypełnione ponad 1000 krzewów angielskich róż. Ogród różany w Loseley jest bardzo ciekawy zwłaszcza w miesiącach letnich, kiedy kwitną i pachną wszystkie róże. W czasie, kiedy zwiedzałam ogród róże niestety nie były jeszcze w pełnej krasie. Mimo to zachwyciła mnie kondycja samych krzewów. Główny ogrodnik poinformował mnie, bowiem, że w ogrodzie nie używa się żadnych środków chemicznych. W zamian dużo uwagi poświęca się samemu podłożu. Co roku dodaje się w całym ogrodzie świeży kompost tak, aby rośliny były silne i same mogły dawać sobie radę z chorobami i szkodnikami. Odmiany róż, które nie są w stanie utrzymać się w ogrodzie są po prostu zastępowane innymi.
Główna, najszersza ścieżka tworzy także główną oś założenia oraz oś widokową. Po jej dwu stronach rozłożone są kolejne wnętrza ogrodowe wydzielone wysokimi żywopłotami z cisu.

2014.3-4 SRWO Pięć zielonych wieków 3
Tuż za ogrodem różanym znajdują się dwa kolejne wnętrza. Po lewej stronie jest olbrzymi i dość nietypowy ogród ziołowy. Pod murem znajduje się szklarnia, w której wysiewane są wszystkie rośliny jednoroczne potrzebne do uzupełniania nasadzeń. Kwadratowa przestrzeń tej części ogrodu podzielona jest geometrycznie na kilkanaście rabat, które z kolei podzielone są na cztery strefy. W każdej z nich uprawiane są rośliny używane w kuchni, medycynie, gospodarstwie domowym oraz do dekoracji i florystyki. Zioła i kwiaty nie są tu posadzone w liniach, czy ograniczonych grupach. Razem całkowicie wypełniają mieszaniną kształtów, kolorów i zapachów całą przestrzeń tworząc niezapomniany obraz. Dotąd nie widziałam tak bardzo kolorowego i ozdobnego ogrodu ziołowego.
Obok wnętrza z ziołami znajduje się ogród kwiatowy, który też ma dość nietypową formę. Główne dróżki przecinają wprawdzie ogród w jego centrum jednak najbardziej atrakcyjne ścieżki znajduje się wzdłuż obwodu kwadratowego wnętrza. Dla podkreślenia ich wagi zostały obsadzone szpalerami strzyżonych grusz. W centrum znajduje się niewielki kwadratowy trawniczek natomiast pozostała część powierzchni całkowicie zasłonięta jest gęstwiną roślin. Są tu zarówno krzewy i byliny jak i rośliny jednoroczne. Podczas mojej wizyty niewiele roślin jeszcze kwitło jednak olbrzymie wrażenie zrobiły na mnie strzyżone grusze, faktura i zieleń liści oraz czerwień olbrzymich maków.
Następnym wnętrzem, do którego docieramy poprzez główne wyjście z ogrodu kwiatowego jest organiczny ogród warzywny. Oczywiście jest on pełen przeróżnych warzyw oraz krzewów owocowych. Bardzo ciekawa jest również niewielka alejka z leszczyny. Mnie najbardziej urzekły różnego rodzaju domki i karmiki dla ptaków. W ekologicznym ogrodzie musi być dla nich miejsce, ponieważ to właśnie one wspomagają walkę ze szkodnikami.
Przechodząc do równoległego wnętrza trafiamy do zaskakującego ogrodu. Jest to „Ogród biały”, który powstał stosunkowo niedawno na potrzeby odbywających się w pałacu imprez ślubnych. W centrum ogrodu znajduje się prostokątny zbiornik wodny z fontanną. Wewnątrz ogrodu usytuowano pawilony przykryte białymi, płóciennymi zadaszeniami, a cały ogród wypełniony jest roślinami o białych kwiatach i biało-zielonych liściach. Wydaje się jakby ogród pękał w szwach tak dużo jest tu różnorodnych gatunków i odmian. Ogród wygląda jakby był tu od wieków, a ma zaledwie kilka lat!
Moją wyprawę do Loseley Park uważam za bardzo udaną. Zobaczyłam niezwykle piękne ogrody z mnóstwem ciekawych rozwiązań oraz zaskakujących zestawień gatunkowych. Uwielbiam podróże, które przysparzają nie tylko atrakcji, ale dają też olbrzymią ilość pomysłów do moich kolejnych projektów. W końcu człowiek uczy się całe życie.

Tekst i fot. Agnieszka Hubeny – Żukowska

Jak w kinie 5D „Świat rezydencji, Wnętrz & Ogrodów” 1-2/ 2014

W tym roku miałam przyjemność odwiedzić fascynujące miejsce. Mówimy oczywiście o ogrodach i to nie byle jakich. W Wielkiej Brytanii, w hrabstwie Hampshire znajdują się ogrody Bury Court. Co w nich takiego nadzwyczajnego? Otóż wokół starych zabudowań, w których obecnie znajduje się centrum kulturowo-konferencyjne, powstały 2 ogrody zaprojektowane przez 2 słynnych projektantów. Jednym z nich jest znany ze stylu minimalistycznego Christopher Bradley-Hole, a drugim Duńczyk Piet Oudolf. Oba ogrody są niesamowite, ale chcę opowiedzieć o ogrodzie jednego z bardziej znaczących projektantów ruchu „New Perennial”. Piet Oudolf znany jest ze swojego nowatorskiego spojrzenia na ogród i na same rośliny. Tak jak Gertruda Jekle swym talentem, odwagą i pomysłowością wyprowadziła nas z geometrycznych założeń ogrodowych do cudownie kolorowych rabat bylinowych, tak dalej Piet Oudolf prowadzi nas do ogrodów, które są jeszcze bliższy naturze.

2014.1-2  SRWO Jak w kinie 5D 1  2014.1-2  SRWO Jak w kinie 5D 2
Cóż tak różnego od pozostałych projektantów proponuje nam ten duński projektant? Otóż widzi on rośliny w nieco inny sposób. Oprócz oczywistych walorów, jakimi są kolor kwiatów czy liści, bardzo dokładnie studiuje ich kształt, wielkość oraz wysokość łodyg, czy teksturę liści. To jednak nie wszystko. Bardzo ważne są dla niego również kolory, w jakie odbarwia się zamierająca roślina w okresie jesiennym, owocostany oraz zasychające kwiatostany. Taka dogłębna analiza pozwala mu tworzyć ogrody, które mimo tego, że powstają głównie z bylin, interesujące są przez cały rok. Ogrody Pieta Oudolfa są jak kino 5D. Tu liczy się nie tylko obraz, ale również zapach, dźwięk i ruch. Podstawowymi składnikami ogrodów są różnorodne odmiany traw, rośliny kwitnące oraz dodatki w postaci kilku drzew lub zimozielonego żywopłotu tworzącego tło lub niewielki dodatek.

2014.1-2  SRWO Jak w kinie 5D 3
Ogród w Buty Court jest jednym z przykładów geniuszu tego projektanta. Zamknięty pomiędzy murami budynków tworzy niesamowity krajobraz wprost stworzony do odpoczynku. Jest to właściwie jedno wnętrze, w którym za pomocą trawnika i ścieżek wydzielone są przestrzenie charakteryzujące się odmiennymi nasadzeniami. Wzdłuż budynku restauracji dzięki kilku drzewom o architektonicznym pokroju stworzono półcień, w którym zachwyca mieszanina roślin cienioznośnych. Liczba gatunków roślin na każdej rabacie jest tak duża, że nie sposób wyliczyć wszystkich. Nie ma tu ściśle określonych miejsc dla danego gatunku. Całość posadzona jest tak, aby jedne rośliny wynurzały się z drugich. Tu w półcieniu irysy syberyjskie sąsiadują z paprociami, orlikami, bodziszkami, rodgersją, białymi czosnkami olbrzymimi i jeszcze wieloma innymi roślinami. Dalej, tam gdzie panuje pełne słońce pysznią się wśród rozchodników, liści piwonii i różowych zawilców głowy różnokolorowych czosnków. Środek ogrodu zajmuje nieregularny trawnik, a nieco dalej w głębi niby łąka kwietna, która stworzona jest z naparstnicy rdzawej, rozchodników wielkich Ruprechtii, żółtych czosnków oraz śmiałka.
Niezwykle ciekawa konstrukcja znajduje się po lewej stronie ogrodu. Jest to altana bez dachu utworzony z żywopłotu ciętego z gruszy wierzbolistnej. W jego wysokich na ponad 2 metry ścianach wycięto dwa wejścia oraz niewielkie okna. Pomimo tego, że utworzona jest z roślin, swą masywną sylwetką stanowi kontrast dla posadzonych wokół zwiewnych traw i bylin. W ogrodzie znajdują się jeszcze inne „konstrukcje” z krzewów. Jedną z nich jest ślimakowato wygięte żywopłoty z cisu stanowiący ozdobę wcześniej wspomnianej łąki kwietnej, drugą ogród węzłowy z bukszpanu znajdujący się w prawym dolnym narożniku ogrodu, a trzecią kopiasta bryła bukszpanu ustawiona na osi jednej ze ścieżek. Ścieżki w moim odbiorze nie stanowią tu jednak duktów komunikacyjnych sensownie prowadzących od punky A do punktu B. Są to bardziej dodatkowe obrazy, tekstury ze żwiru, kostki granitowej lub kamienia, które mają stanowić kontrast i tło dla głównych bohaterów opowieści – bylin.
Wychylając się nieco za jeden z ogrodowych murów można było obejrzeć jeszcze jeden bardzo ciekawy element. Posadzony w „kratkę” olbrzymi łan wysokich traw ozdobnych poprzecinany liniami strzyżonego trawnika. Nie wiem czy to również projekt niesamowitego Duńczyka, ale bardzo mi się spodobał tak prosty a zarazem śmiały i nietuzinkowy pomysł. Zwłaszcza, że sąsiadował z budynkami o kilkusetletniej tradycji.
Ogród odwiedzałam w maju. Był niesamowicie ciekawy, inspirujący i piękny. Każdy ogrodnik wprawnym okiem zauważył pewnie to samo, co ja. Rośliny, które jeszcze nie kwitły, zostały posadzone tak, aby zachwycały zestawieniem swych liści oraz tak, aby uzupełniały byliny, które w tej chwili kwitły. Przekwitające kwiatostany i owocostany wypełniały luki pomiędzy innymi roślinami… W tym ogrodzie po prostu czuło się życie, ciągłe zmiany i ruch.
Piet Oudolf w każdym ze swoich ogrodów proponuje nasadzenia z roślin prostych w utrzymaniu, niewymagających specjalnych zabiegów pielęgnacyjnych, a przede wszystkim zachęca do sadzenia bylin rodzimych, występujących w naturalnym krajobrazie. Są to ogrody niezwykle urokliwe, a do tego, tak jak wspominałam, proste w pielęgnacji. Takie obsadzenia nadają się nie tylko do ogrodów przydomowych, ale także do dużych założeń oraz do zieleni miejskiej.
Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się odwiedzić ten sam ogród o innej porze roku. Jestem bardzo ciekawa zmian, jakie zachodzą w dziełach Pieta Oudolfa – mistrza „ogrodowego kina 5D”.

Tekst i fot. Agnieszka Hubeny – Żukowska

Gwiazda bez kaprysów „Świat rezydencji, Wnętrz & Ogrodów” 11-12/ 2013

Pochodząca z prerii i suchych lasów Ameryki Północnej jeżówka purpurowa – Echinacea purpurea, to nie tylko roślina lecznicza, ale także przepiękna bylina. Jeżówka już od kilku dobrych lat jest wielką gwiazdą światowych wystaw ogrodniczych. Jako mało wymagająca roślina podbiła także serca wielu polskich ogrodników i miłośników roślin. Wprawdzie w naszych ogrodach zadomowiła się głównie jej podstawowa forma o purpurowych kwiatach to jej kolorowe odmiany są atrakcyjne już nie tylko dla kolekcjonerów roślin. Jeżówki o pomarańczowych, czerwonych, białych i żółtych kwiatach można już kupić w lepszych sklepach ogrodniczych oraz u renomowanych szkółkarzy. Od zeszłego roku ja również uprawiam w swoim ogrodzie jeżówki i pomimo niesprzyjających warunków (mroźne kaszubskie zimy i kwaśna gleba) mogę powiedzieć, że mają się świetnie.
Jeżówki nie są trudne w uprawie. Wymagają stanowiska słonecznego i gleb ogrodowych, piaszczysto gliniastych o pH 6,5-7,2. Z pH poradziłam sobie wapnując glebę, jeżeli chodzi o temperatury to okazało się, że nawet 30 stopniowe mrozy nie uszkodziły żadnych roślin. Jeżówki nie wymagają żadnych specjalnych zabiegów pielęgnacyjnych. Ze względu na swą wysokość mogą jedynie potrzebować podpór. Ja część moich pozostawiam tak jak są. Lubię, kiedy przewieszają się nad innymi roślinami. Inne podpieram gałązkami leszczyny, które wśród masy zielonych liści stają się prawie niewidoczne. Dlaczego jeżówki stały się tak modne i popularne? Jeżówki kwitną bardzo długo i obficie. Obecnie dostępne są na rynku różnorodne odmiany, które różnią się nie tylko kształtem i kolorem kwiatów, ale także szerokością i wielkością płatków oraz wysokością roślin.

2013.11-12 SRWO Gwiazda bez kaprysów 1
Jeżówki są niezwykle cenne również, dlatego, że są atrakcyjne dla pszczół oraz motyli i kwitną od lata aż do jesieni. Nawet w chłodne już wrześniowe popołudnia miło popatrzeć na grupy motyli i pszczół odwiedzające jeżówkową rabatę.
Jeżówka doskonale nadaje się zarówno do ogrodów klasycznych, wiejskich, nasadzeń naturalistycznych jak i ogrodów w stylu nowoczesnym. Świetnie prezentuje się zarazem w dużych jednogatunkowych grupach jak i w nasadzeniach mieszanych przypominających łąkę kwietną. Jeżówki bardzo dobrze komponują się z innymi bylinami. A wraz z trawami ozdobnymi tworzą przepiękne rabaty jesienne. Ozdobne są nie tylko z kwiatów, ale także z koszyczków kwiatowych, które w ciągu zimy wyglądają bardzo atrakcyjnie. Dodatkowo stanowią pokarm dla drobnych ptaków.
Ze względu na różnorodność form i kolorów kwiatów jeżówkę można sadzić w różnych kompozycjach kolorystycznych. Jeżówka jest rośliną dość wysoką. Jej kwiatostany w zależności od odmiany osiągają od 60 do 150cm wysokości, dlatego najlepiej wyglądają posadzone po środku rabaty. Z przodu najlepiej umieścić niższe rośliny, na których jeżówki będą mogły się nieco wesprzeć. Do tego celu doskonale nadają się na przykład różne odmiany rozchodników. Z tyłu rabaty możemy posadzić trawy ozdobne, ich delikatne liście doskonale kontrastują z masywnymi kwiatami jeżówek. Dodatkowo stanowią wspaniałe tło kompozycji. Oto kilka przykładów różnorodnych rabat, w których prym wiodą jeżówki.
Kompozycja biała:
– rozchodnik okazały „Star Dust” Sedum spectabile
– jeżówka purpurowa ‚Fragrant Angel’ Echinacea purpurea
– drżączka średnia Briza media
– miskant chiński “Gracillimus” Miscanthus sinensis
– mikołajek olbrzymi “Silver Ghost” Eryngium giganteum

Kompozycja różowa
– rozchodnik okazały Sedum spectabile
– jeżówka „Quills and Trills” Echinacea
– liatria kosowa Liatris spicata
– perowskia “Superba” Perovskia
– sadziec konopiasty Eupatorium cannabinum

Kompozycja pomarańczowa

– dzielżan jesienny Helenium autumnale
– jeżówka ‚Sunset’ Echinacea
– trytoma „John Benary” Kniphofia
– miskant chiński “Gracillimus” Miscanthus sinensis
Tekst i fot. Agnieszka Hubeny – Żukowska

Ukłon w stronę natury „Świat rezydencji, Wnętrz & Ogrodów” 9-10/ 2013

 

2013.9-10 SRWO Ukłon w stronę natury 1  2013.9-10 SRWO Ukłon w stronę natury 2

 

2013.9-10 SRWO Ukłon w stronę natury 3
Tekst i fot. Agnieszka Hubeny – Żukowska

Małe jest piękne „Świat rezydencji, Wnętrz & Ogrodów” 4/ 2013

Mieszkańcy wschodu znani są ze swoich miniaturowych ogrodów. Potrafią wcisnąć cały krajobraz w małą doniczkę, której głównym elementem zazwyczaj jest misternie prowadzone drzewko bonsai. Większość mieszkańców europy narzeka na brak dużego ogrodu, jakby samo posiadanie działki miało jakiś wpływ na wygląd naszego otoczenia… Niezadbana duża działka czasami może wyglądać gorzej niż niejeden mały ogródek. Wizyty w Holandii zawsze podnoszą mnie na duchu. Tu, prawie tak jak na Wyspach Brytyjskich, ładuje moje baterie na nadchodzący sezon. W Anglii szukam ogrodów otwartych dla zwiedzających, w Holandii wystarczy wejść pomiędzy gęsty labirynt zabudowy miast i miasteczek. Domy upchnięte są tu pomiędzy drogami lądowymi i wodnymi. Na zieleń zostaje niewiele miejsca, a jednak mieszkańcy nie narzekają. Nauczyli się zagospodarowywać nawet najmniejsze fragmenty gruntu. Niektóre z nich trudno jest nawet nazwać fragmentem! Czasami są to ogródki wielkości chusteczki do nosa, szczeliny pomiędzy chodnikiem, a elewacją budynku, odsłonięty grunt wokół słupa latarni lub wąski pasek wzdłuż ogrodzenia. Większe przedogródki, w których można zmieścić na przykład ławeczkę, są w wielu miastach nie lada rarytasem. W zeszłym roku miałam przyjemność spędzić 3 dni w niewielkiej miejscowości Hazerswounde-Rijndijk niedaleko miasta Leide. Krążąc pośród szeregówek przylepionych ogrodami do różnej wielkości kanałów miałam okazję podziwiać kunszt, z jakim zagospodarowuje się tu przestrzeń. Oczywiście o gustach się nie dyskutuje, jednak holenderskie ogródki są tak specyficzne, że każdy z nich można nazwać pięknym. Pomimo plastikowych jeżyków, gnomów i krasnali… Hazerswounde-Rijndijk ciągle się rozrasta, na jednym brzegu kanału można oglądać 30 letnią zabudowę starej części osiedla, podczas gdy na drugim budują się minimalistyczne domy jednorodzinne, które sąsiadują z zabytkowym wiatrakiem… Wszystko to jednak nie ujmuje okolicy.

2013.4 SRWO Małe jest piękne 1  2013.4 SRWO Małe jest piękne 2
Ze względu na niewielkie ogródki, oraz sąsiedztwo wody Holendrzy zagospodarowują brzegi kanałów budując zawieszone nad lustrem wody tarasy i pomosty. Od strony wody szeregowe domki ubrane w gęstą zieleń wyglądają naprawdę niesamowicie. Nie gorzej prezentują się przedogródki, które w niewielkich miasteczkach mają wręcz „olbrzymie” powierzchnie liczące kilka do kilkunastu m2. W tych największych powstają ciekawe kompozycje w różnych stylach… Lub zupełnie bez żadnego stylu. Mogę jednak śmiało powiedzieć, że spacerując wzdłuż ulic, nie znalazłam nawet jednego ogrodu, który nie byłby dla mnie interesujący. Można tu oglądać kompozycje niczym z nadmorskich willi, tylko w mniejszej skali. Piasek, muszle, wypłowiałe na słońcu konary oraz kilka traw. Tuż obok, w kolejnym ogródku francuski parter ze strzyżonych bukszpanów. Dalej kompozycja pełna kolorowych wiatraczków i ceramicznych misi. Następny, ogródek wiejski z malwami i niskim ogrodzeniem z wikliny… Taki spacer po cichych uliczkach holenderskiego miasteczka to pomysły na ogród w pigułce! Możemy zobaczyć tu niemal wszystko i nic nie powinno nas zaskoczyć. Nie spędzałam tu całych dni. Większość czasu poświęcałam na zwiedzanie pobliskich miast, zwiedziłam Hagę i Leiden. Zarówno jedno jak i drugie miasto zachwyca starą zabudową wysokich i wąskich kamienic pochylających się ku kanałom.

2013.4 SRWO Małe jest piękne 3

Tak, nie przejęzyczyłam się, niektóre z tych kamienic pochylają się ku wodzie. Mają już swoje lata, a woda nie sprzyja stabilności fundamentów. Pomiędzy zabudową, a kanałami jest jedynie kilka metrów, które w całości zajmują brukowane uliczki oraz chodniki. Czasami brak jest nawet miejsca na ciągi piesze. A jednak i tu mieszkańcy znajdują przestrzeń, na zakładanie ogrodów. „Ogrody”, może to brzmi zbyt szumnie jednak kamienice ubrane są w zieleń! Pomiędzy chodnikami, a elewacjami budynków mieszkańcy wynajdują kilkunasto, rzadko kilkudziesięciocentymetrowe szpary, wnęki i luki. Czasami po prostu wyjmują bruk, uzupełniają dobrą ziemią i sadzą tu rośliny. Przeróżne rośliny. Paprocie, funkie, pnącza, róże, hortensje… Co tylko zmieści się w tak niewielkiej przestrzeni zostaje posadzone. A jeżeli się naprawdę nie mieści, to przed drzwiami zostają postawione olbrzymie donice, wiadra, beczki albo skrzynie. Są jednak przypadki, gdzie nie ma ani szpary, ani miejsca na donicę… Wtedy Holendrzy wykorzystują swoje stare rowery. Wieszają na nich kosze, torby i skrzyneczki, z których wypływają kolorowe byliny, rośliny jednoroczne oraz tak uwielbiane przez nich rośliny cebulowe, (które tak na marginesie też są bylinami). Rowery zresztą, często kolorowe i naprawdę wiekowe dodają przestrzeni miejskiej niesamowitego uroku, a postawione w mini ogródkach wyglądają jak przepiękne rzeźby.
Jak widać sztuka zakładania ogrodów w Holandii sporo różni się od naszej polskiej. U nas, niestety wszelkie puste przestrzenie zostają pokryte kostką, betonem lub asfaltem… Przed tak radykalnym pokryciem przepuszczalnego gruntu polecam wszystkim wizytę w jednym z holenderskich miasteczek. Jest to naprawdę niesamowita lekcja szacunku dla przyrody oraz pokaz możliwości ogrodniczych, czasem graniczących z akrobacją.
Tekst i fot. Agnieszka Hubeny – Żukowska

Zimie już dziękujemy „Świat rezydencji, Wnętrz & Ogrodów” 3/ 2013

W wielu miejscach Polski za oknem leży śnieg, jest szaro i mało ciekawie. Człowiek jest dość zmienny i wybredny. Kiedy jest lato i panuje upał chcielibyśmy, żeby wreszcie nadeszła zima. Kiedy jest zima tęsknimy za latem. Ja też marzę już o cieple i słoneczku. Nie musi od razu być lato… Postanowiłam, zatem wprowadzić do mojego domu odrobinę wiosny. Kolorowe kwiaty to to, czego mi teraz trzeba. Żeby było wiosennie, barwnie i pachnąco ułożę wielki kwiatowy kosz! Nie będą to jednak same kwiaty, użyję także ziół. Tulipany i prymulki to element wiosny, róże i chryzantemy wprowadzą kolor, zimozielone liście będą tłem dla mojej kompozycji, a mięta wprowadzi odrobinę ogrodowego zapachu.

Wiosenny bukiet
Do wykonania bukietu będą potrzebne:
kosz
OASIS mokry (do kwiatów żywych)
3 gałązki jasnozielonych chryzantem
2 gałązki chryzantem biało-zielonych
2 doniczki żółtych prymulek
2 małe doniczki mięty
5 różowych tulipanów
3 różowe róże
6 ozdobnych jasno zielonych kijków
kilka gałązek z liśćmi do przybrania
kilka gałązek limonium o drobnych fioletowych kwiatkach
różowy brystol do wykonania motylków
różowa rafia do wykonania kokardy

2013.3 SRWO Zimie już dziękujemy 1

Przygotowałam duży różowy koszyk, który podebrałam najmłodszej córce z pokoju. Na jego dno wyłożyłam foliową siateczkę, a na nią mokry OASIS, który utrzyma moje kwiaty cięte przy życiu. Mięta i prymule są w doniczkach i tak je zostawię. Najniższe żółte prymulki ustawię z przodu kosza, mięta dostanie swoje miejsce na tyłach kompozycji.
Cały środek zajmie OASIS, w który wtykać będę kolejno ozdobne patyczki z boków kosza, gałązki z liśćmi, które będą szkieletem mojej kompozycji oraz kwiaty. Zaczęłam od jasnozielonych i białych chryzantem, następnie z jednej strony umieściłam różowe tulipany i fioletowe limonium, a na końcu trzy piękne różowe róże.
Wszędzie tam gdzie pozostały jakieś luki dołożyłam zielonych gałązek. Żeby bukiet był jeszcze bardziej wiosenny wycięłam z różowego brystolu dwa motylki, które utknęłam na patyczkach tuż nad różami. Jeszcze tylko różowo zielona kokardka i gotowe!
Tekst i fot. Agnieszka Hubeny – Żukowska

Ta gdzie mieszka cisza „Świat rezydencji, Wnętrz & Ogrodów” 3/ 2013

Tym razem w Wielkiej Brytanii znalazłam się zimą. Kilkanaście lat temu mieszkałam tu przez ponad 5 lat, ale i tak nie wiedziałam, czego się spodziewać po grudniowych ogrodach. Wszystko zależy przecież od pogody, a w tym roku całą jesień i zimę padało… Moje córeczki już podrosły, więc na wyprawę wybraliśmy się całą rodziną. Oczywiście i tym razem zwiedziliśmy kilka ogrodów, ale jeden wywarł na mnie szczególne wrażenie. Jest to w jednym szkółka i niewielki ogródek. Leży w hrabstwie Dorset w miejscowości Hampreston, nazywa się Knoll Garden. Dlaczego wywarł na mnie takie wrażenie? Za chwilkę opowiem.

2013.3 SRWO Tam gdzie mieszka cisza 1  2013.3 SRWO Tam gdzie mieszka cisza 2
Wjeżdżając na parking ogrodowy znajdujemy się dokładnie pomiędzy niewielką szkółką pełną różnorodnych traw, a ogrodem. Przed samą furtką witają nas niesamowite kompozycje traw sadzonych w różnorodnych pojemnikach. Z pewnością ma to pokazać możliwości, jakie dają nam te rośliny nawet na niewielkich przestrzeniach ustawione na tarasie, czy balkonie. Wchodząc do samego ogrodu zgiełk ulicy pozostaje poza ogrodzeniem. Przyjechaliśmy w odwiedziny dość wcześnie, bo lubię robić zdjęcia, gdy słońce jest jeszcze nisko. Poza tym rano nie ma wielu zwiedzających, a to dobrze wpływa i na możliwość wykonania zdjęć i na mój osobisty odbiór ogrodu. Uwielbiam, gdy na rozpiętych na liściach pajęczynach wiszą jeszcze, niestrącone przez tłumy, krople rosy. Gdy ptaki czują się jeszcze na tyle swobodnie by podchodzić pod same stopy, a wiewiórki skaczą po ogrodzie jakby robiły ostatnie porządki przed wielkim otwarciem. Tak, bardzo lubię spacerować po ogrodzie sama. Wtedy czuje się jego częścią nie tylko obcym, przyjezdnym gościem. Oczywiście podróżując z małymi dziećmi możemy oczekiwać, że są w stanie wypełnić sobą przestrzeń jak niejedna kilkudziesięcioosobowa wycieczka… Ale nie, moje dzieci zachowywały się w tym ogrodzie zadziwiająco cicho, nie powiedziałabym, że spokojnie, bo to nie leży w ich naturze, ale były cicho. Nie krzyczały tylko szeptały do siebie. W ogrodzie tuż za furtką wyrastają niczym las łany wysokich traw i bambusów. Niektórzy powiedzieliby, że w zimie tylko rośliny zimozielone mogą ożywić ogród, jednak Knoll Garden jest żywym dowodem na to, że wszystkie rośliny to istny cud natury. Tu owocostany wysokich i niskich bylin oraz roślin jednorocznych mieszają się z wąskimi liśćmi traw, które o tej porze roku mają cudownie słomkowe kolory. Wszelkie berze i rudości panują w tym ogrodzie będąc doskonałym tłem dla jasnych puszystych kwiatostanów traw.

2013.3 SRWO Tam gdzie mieszka cisza 3

W ogrodzie nie ma typowych wybrukowanych ścieżek. Myślę, że zimą były by zbyt mdłe. Wszędzie panują soczysto zielone angielskie trawniki, które niczym rzeka to rozszerzają się, to zwężają w różnych miejscach ogrodu. Przy samym wejściu mijamy olbrzymie drzewa. Królują tu, ze względu na bliskość morza sosny, dosadzono tu także eukaliptusy, żywotniki oraz niżej rosnące derenie i klony o ozdobnej, kolorowej korze. Klimat Dorsetu jest dość łagodny, dlatego sporo tu roślin zimozielonych oraz takich, które niestety u nas zimozielone nie są. Na przykład hortensja dębolistna. U nas dawno straciła już swe jesienne barwy. Tutaj dumnie wystawia ku słabym promieniom słońca bordowo-pomarańczowe liście przypominające liście dębu. Główna alejka ogrodu stanowi mieszaną rabatę, na której rosną krzewy, byliny oraz rośliny jednoroczne.
O tej porze roku nie są jednak ważne kolory kwiatów, lecz barwa, kształt i struktura gałązek, zaschniętych liści, kwiatostanów i owocostanów. Rośliny są tu posadzone bardzo gęsto. Różnorodne gatunki przechodząc jeden w drugi tworzą delikatną masę poruszającą się na wietrze niczym morskie fale. Na końcu głównej alejki znajduje się niewielka altanka otoczona bambusami. Gdy skręcimy w lewo trafimy do części leśnej ogrodu, gdzie panują przypominające niedużą trawę czarno-listne konwalniki, paprocie, niskie bambusy oraz cyklameny ogrodowe. Idąc od głównej alejki w drugą stronę trafiamy najpierw do wnętrza ogrodowego, które strzeże smok. Jest to rzeźba ogrodowa ustawiona w centrum niewielkiego okrągłego zbiornika wodnego otoczonego strzyżonym bukszpanem oaz rabatą bylinową. Dalej trafiamy do ogrodu żwirowego i na dużą polanę, w centrum, której stoi olbrzymia sosna otoczona zewsząd wysokimi odmianami miskantów i traw pampasowych. To tu „zaginęły moje” dzieci. Zafascynowały je delikatne kwiatostany traw, w których dziewczynki mogły po prostu zniknąć. Jak małe skrzaty, czy psotne chochliki biegały z jednego miejsca na drugie cicho się nawołując. Ogród Knoll pomimo swej niewielkiej powierzchni ma mnóstwo zaułków i bocznych ścieżek przeciskających się, a to pomiędzy trawami, a to wśród tyczek wysokich na kilka metrów bambusów. Dodatkowym atutem są rozstawione gdzieniegdzie stoliki i krzesła, rzeźby oraz stare pięknie rdzewiejące urządzenia ogrodnicze. Temu zaczarowanemu miejscu zdecydowanie sprzyjała pogoda, pomimo, że od tygodni w Wielkiej Brytanii panowały deszcze dzisiaj świeciło słońce, w którym kąpały się włochate kwiatostany traw. Dzięki promieniom słońca cały obraz ogrodu wydawał się bardzo lśniący i mało realistyczny.
Knoll Garden jest ogrodem pokazowym, częścią szkółki traw ozdobnych, która co roku zdobywa złote i srebrne medale na Chelsea Flower Show w Londynie. Znajduje się tu kilkaset odmian traw tworzących wraz z pozostałymi roślinami specyficzny rodzaj ogrodu naturalistycznego. Będąc w pobliżu warto odwiedzić to miejsce zarówno, jako miły akcent podczas rodzinnej wycieczki jak i ciekawy zakątek dla ogrodowych hobbystów i zawodowych projektantów. Ogród widziałam zimą, ale jestem pewna, że jest ciekawy o każdej porze roku, co się niebawem sprawdzić
Tekst i fot. Agnieszka Hubeny – Żukowska

Zabawa w kukurydzy „Krytyka architektury” 3-4/ 2013

Labirynt w Blizinach pokazuje, że architektura krajobrazu to nie tylko miejskie rabaty oraz żywopłoty wzdłuż drogi. To imponujące założenie edukacyjne zajmuje ponad 5 hektarów, a do jego wytyczenia co roku trzeba przygotować ponad 3000 punktów geodezyjnych.
Adrian Fisher to brytyjski projektant, który 20 lat temu zaprojektował pierwszy na świecie labirynt w polu kukurydzy. Jego realizacje sześciokrotnie były wpisywane do Księgi Rekordów Guinnessa, a projektowane przez niego puzzle matematyczne ukazują się codziennie jako łamigłówki w wiodących angielskich mediach.
Jego kukurydzianą drogą podążyło na świecie już wiele osób, a roślinne labirynty stały się w ostatnich latach zjawiskiem na skalę międzynarodową. Trend trafił także do Polski i powstało już kilka tego typu realizacji. Jedną z nich jest labirynt w Blizinach, w województwie pomorskim, którego autorzy zostali tegorocznymi laureatami plebiscytu Polski Krajobraz XXL.

Świat Labiryntów Bliziny to autorskie przedsięwzięcie Pracowni Sztuki Ogrodowej oraz Agnieszka Hubeny-Żukowskiej, która ma za sobą edukację w najlepszych, angielskich szkołach architektury krajobrazu i uczestniczyła czynnie w planowaniu oraz realizacji wielu brytyjskich założeń ogrodowych i parkowych. Po powrocie do Polski rozwinęła własną firmę projektową, jest także czynną dziennikarką i fotografem. Nie wiadomo czy jej pobyt na wyspach bezpośrednio zainspirował ją do stworzenia w pomorskich Blizinach kilkuhektarowego labiryntu, ale zaproszenie do współpracy międzynarodowego projektanta i mistrza labiryntu Adriana Fishera na pewno było dobrym pomysłem marketingowym.
Labirynt w polu kukurydzy powstaje co roku na wiosnę, jest gotowy do użytku około połowy lipca, a zwiedzać go można do połowy października. W ciągu 3 miesięcy działania odwiedza go nawet kilkanaście tysięcy osób. Dla jego przygotowania Pracownia Sztuki Ogrodowej zakupiła kilkuhektarowe pole w pomorskich Blizinach i co roku zmienia temat przygotowywanego na nim założenia.
Labirynt w polu kukurydzy wraz z innymi labiryntami Adriana Fishera zajmuje ponad 8 hektarów, a jak deklarują architekci, w każdej chwili można go rozbudować do powierzchni ponad 30 hektarów. Do jego wytyczenia trzeba co roku przygotować ponad 3000 punktów geodezyjnych.

2013.3-4 Krytyka arch Zabawa w kukurydzy 2  2013.3-4 Krytyka arch Zabawa w kukurydzy 3
Pobiegać i pomyśleć
Labirynty były zawsze miejscami spokoju, przejrzystości, przemyśleń, spokoju ducha, oprzytomnienia oraz refleksji. Także prostoty i piękna. W labiryncie można się też zagubić, poczuć moc czegoś, co jest potężniejsze od nas i co przekracza swoją logikę naszą partykularną perspektywę przywołując zagubienie i niepewność pierwotnego stanu natury. W przypadku Blizin mniej jest w labiryncie mistyki, a więcej edukacji i sportu. W strukturze obiektu można wyróżnić labirynty wymagające ruchu oraz inne, wymagające logicznego myślenia – z zagadkami matematycznymi. Labirynty do doskonała zabawa zarówno dla dzieci jak i dorosłych. Zadania są przygotowane tak, że wiek nie ma znaczenia.
„Nasz labirynt jest w lecie prawdziwą atrakcją turystyczną zarówno dla mieszkańców pobliskiego Trójmiasta jak i dla wczasowiczów odwiedzających pomorskie wybrzeże – mówi Agnieszka Hubeny-Żukowska. Jest to doskonały sposób aktywnego wypoczynku na świeżym powietrzu dlatego z naszej oferty korzystają zarówno osoby indywidualne jak grupy kolonijne. Kiedy mija sezon turystyczny jesteśmy odwiedzani przez wycieczki szkolne, którym organizujemy nie tylko zabawę ale i lekcje ekologii” – dodaje.
Okazuje się więc, że także z pola kukurydzy można zrobić coś, wykreować obiekt architektoniczny. Coś z niczego – to naprawdę moc boska.
Tekst Karolina Najgebauer, fot. Agnieszka Hubeny – Żukowska

Pamiętajcie o roślinach „Krytyka architektury” 3-4/ 2013

Do Polski przyszła moda na zieleń. Mamy w tej chwili najwięcej szkół krajobrazowych w Europie, ale ten boom nie zawsze przekłada się na jakość projektów. Młodzi architekci za mało wiedzą o doborze nasadzeń – mówi Agnieszka Hubeny – Żukowska z Pracowni Sztuki Ogrodowej, laureatka plebiscytu Polski Krajobraz 2012
K.A. Definiuje się Pani bardziej jako architekt krajobrazu czy projektant ogrodów ?
Agnieszka Hubeny – Żukowska: Raczej projektant ogrodów. Nasze biuro wykonuje 3-4 projekty ogrodów miesięcznie, mimo to staramy się pozostać małym biurem projektowy. Najważniejsze dla nas jest indywidualne podejście do klienta i dlatego trzeba u nas czasami poczekać na projekt w kolejce. Zajmujemy się głównie terenami prywatnymi, projekty z zakresu przestrzeni miejskiej też nas interesują, ale to rynek, na którym liczą się nie tylko kwalifikacje i jakość, ale i też mocne kontakty.

2013.3-4 Krytyka arch Pamiętajcie o roślinach 1  2013.3-4 Krytyka arch Pamiętajcie o roślinach 2
Jakich projektów wykonujecie Państwo najwięcej ?
Trudno powiedzieć. Każdy projekt jest dostosowany do potrzeb użytkownika, architektury domu, mikroklimatu działki, w pewnym sensie każdy jest inny i uważamy, że tak powinno być. Oczywiście da się wyłonić jakieś ogólne tendencje, które płyną do nas ze świata, z wielkich wystaw takich jak choćby Chelsea Flower Show. Na pewno ważnym trendem jest w tej chwili ekologia oraz wykorzystywanie w ogrodach bylin i krzewów. Mamy przykłady realizacji dla biznesu w których doradziliśmy zastąpienie trawników krzewami i to się pięknie sprawdza, a przy tym jest potem dużo tańsze w utrzymaniu.
Jakie inne jeszcze tendencje mogłaby Pani wyróżnić ?
No oczywiście ekologia i wykorzystywanie roślin pochodzących z najbliższej okolicy. Przy odpowiedniej kompozycji prezentują się one nawet bardziej okazale niż jakieś egzotyczne, importowane nasadzenia. Są dużo lepiej dostosowane do naszych warunków klimatycznych, co gwarantuje wieloletnie przetrwanie realizacji. Mamy zresztą coraz więcej dobrej jakości, rodzimego materiału.
A jak w ogóle ocenia Pani kondycję branży ?
Do Polski przyszła moda na zieleń. Mamy w tej chwili chyba najwięcej szkół krajobrazowych w Europie, ale ten boom na rynku i w kształceniu nie zawsze przekłada się na jakość projektów. Nasi architekci za mało wiedzą o trafnym doborze nasadzeń, a za dużo wtłacza się im wiedzy o przestrzeni i urbanistyce. Wiele projektów, szczególnie w przestrzeni publicznej, wykonywanych jest zresztą przez architektów kubaturowych i są to często realizacje jednoroczne – po pierwszej zimie połowa roślin umiera. Poza tym trzeba dokładnie wiedzieć w jakim tempie rośliny przyrastają. To pozwala na dobre zaplanowanie kompozycji. Ja kształciłam się głównie w Wlk. Brytanii i tam proporcje w zakresie kształcenia są zupełnie inne niż u nas – przede wszystkim praktyka oraz wiedza o roślinach ozdobnych – to zdecydowanie najważniejszy przedmiot na studiach – dopiero później kompozycja czy strefowanie.
Wróćmy na chwilę do labiryntu w Blizinach. Skąd pomysł ?
Tradycja labiryntu jest długa. A my wykorzystujemy ten wzorzec przede wszystkim w celach edukacyjnych. W okresie kiedy labirynt jest wykorzystywany, czyli lipiec – wrzesień, wiele osób na wybrzeżu poszukuje ciekawych sposobów spędzenia wolnego czasu z dziećmi. I my oferujemy im taką możliwość w Blizinach. Pole o powierzchni 5 hektarów należy do nas i co roku proponujemy inną tematykę labiryntu – w tym roku na przykład była to „egzotyczna wyspa”.
Czy to jedyna taka realizacja w Polsce ?
Nie, znam co najmniej jeszcze jeden taki labirynt. I mam nadzieję, że niedługo będzie ich więcej. Poza walorami edukacyjnymi jest to też świetna reklama dla architektury krajobrazu i projektantów.
Dziękujemy uprzejmie za rozmowę
Rozmawiał: Krzysztof Sołoducha

Zakochana w bambusach „Świat rezydencji, Wnętrz & Ogrodów” 1-2/ 2013

Bambusy… Większości z nas kojarzą się z egzotyką dalekiego wschodu lub wakacjami w ciepłych krajach. Czy jednak te rośliny możemy podziwiać tylko w odległych krajach lub cieplarniach? Czy ich uprawa ma pozostawać dla nas jedynie w sferze marzeń? Otóż nie! Okazuje się, że niektóre z tych przepięknych roślin doskonale dają sobie radę w naszym klimacie. Panią Karolinę Kowalewska bambusy intrygowały już od dzieciństwa. Jak mówi uwielbia nie tylko ich różnokolorowe, wysmukłe długie łodygi, ale także cicho szeleszczące na wietrze liście oraz śpiew ptaków chowających się w ich gęstwinie. Postanowiła spełnić swoje marzenia. Swoje życie i pracę połączyła z zielonymi egzotami pomagając innym stworzyć swój raj na ziemi.

2013.1-2 SRWO Zakochana w bambusach1  2013.1-2 SRWO Zakochana w bambusach2
Bambusy nie kojarzą się raczej z roślinami mrozoodpornymi, a jednak wśród dziesiątek odmian są i takie, które nasze zimy przeżywają bez problemu. Okazuje się, bowiem, że rośliny te pochodzą z różnych stron świata gdzie temperatury, tak jak u nas spadają mocno poniżej 0*C. Niektóre bambusy wytrzymują nawet 25-30 stopni mrozu największym zagrożeniem dla nich jest jednak przesuszenie, na które reagują stresem, a w niektórych wypadkach zamieraniem. Pani Karolina bardzo sprytnie sadzi w ogrodach również odmiany o mniejszej odporności. „Mniej odporne rośliny możemy sadzić wewnątrz kompozycji z roślinami bardziej odpornymi. W ten sposób te silniejsze osłaniają delikatniejsze okazy” Najbardziej mrozoodpornymi bambusami są:
Bashania fargesii do – 22*C (osiąga do 7m wysokości)
Fargesia Jiuzhaigou – 25*C (osiąga do 2-3m wysokości)
Fargesia murieliae Bimbo -24*C (osiąga do 1-1,5m wysokości)
Fargesia murielae Joy -16-25*C (osiąga do 1-1,5m wysokości)
Fargesia nitida Great Wall -25*C (osiąga do 4m wysokości)
Fargesia rufa -30*C (osiąga do 2-3m wysokości)
Hibanobambusa tranquillans Shiroshima -25*C (osiąga do 2-4m wysokości)
Phyllostachys atrovaginata -21*C (osiąga do 9-12m wysokości)
Phyllostachys aureosulcata Alata -26*C (osiąga do 6-9m wysokości)
Phyllostachys aureosulcata Aureocaulis -28*C (osiąga do 3-5m wysokości)
Phyllostachys nuda -30*C (osiąga do 10m wysokości)
A to zaledwie garstka wszystkich bambusów, które są odporne na nasze warunki klimatyczne. Oprócz różnic w odporności na mróz wykazują też dużą różnorodność, jeżeli chodzi o swoją wysokość i wielkość. Rośliny okrywowe mają zaledwie 30cm wysokości, bambusy kępowe od 1 do 3m wysokości a drzewiaste 4 do 6 metrów wysokości. Są też bambusy olbrzymy, które osiągają nawet 10 metrów wysokości! Te ciekawe rośliny mogą również pochwalić się bogatą gamą odcieni liści oraz kolorystyką łodyg, które mogą być zielone, czarne, czerwone, żółte a nawet w paski oraz w plamy! Bambusy mają również zapach delikatny i przyjemny, który różni się w zależności od odmiany. Co ciekawe żaden z bambusów nie jest rośliną trującą, a niektóre z nich wręcz są roślinami jadalnymi. Część gatunków bambusów preferuje słońce inne półcień oraz cień. Dzięki takiej szerokiej gamie tych roślin moglibyśmy sadzić je praktycznie wszędzie. Co jednak z miłośnikami tych roślin, którzy nie mają własnych ogrodów? Otóż bambusy można hodować także w donicach na tarasach, a niektóre nawet w domu. Pani Karolina podpowiada jednak, żeby pamiętać, że rośliny w małych kontenerach będą rosły słabiej, mogą też karłowacieć. Jeżeli chcemy, więc mieć wysokie rośliny na swoim tarasie musimy pamiętać, aby zapewnić im odpowiednio duży pojemnik. Jest też uwaga odnośnie zabezpieczenia roślin na zimę. Donica powinna być otoczona przynajmniej 3 centymetrową warstwą styropianu, a co najważniejsze musimy pilnować, aby rośliny nie uległy przesuszeniu nawet w mroźne dni. „Jeżeli roślina zaczyna zwijać liście oznacza to, że potrzebuje wody, a ze względu na mróz nie jest w stanie jej pobrać. Należy wówczas przenieść ją do cieplejszego pomieszczenia – garażu, piwnicy, pozostawić tam na kilka godzin, aby odtajała i wtedy ją podlać. Po pewnym czasie znowu można wystawić roślinę na mróz”. U naszych bliższych i dalszych sąsiadów, w Niemczech, Holandii, Wielkiej Brytanii spotyka się bambusy w ogrodach parkach, a nawet w zieleni miejskiej. Wygląda jakby nie były bardzo wymagające. Czy w naszym klimacie rośliny też nie potrzebują specjalnych zabiegów? Ciekawi mnie czy są łatwe w utrzymaniu? I okazuje się, że najważniejszy jest dostęp do wilgoci i przepuszczalna lekka gleba. A potem już dużo nawozu bogatego w azot wiosną natomiast na jesień w potas i fosfor. Pani Karolina radzi też, aby podczas pierwszych 3 zim po posadzeniu okrywać liście roślin agrowłukniną oraz grubą warstwą kory. I co ważne, a dla nas nie tak oczywiste: nie zbierać opadłych liści i poszewek, podczas rozkładania się uwalniają one zawartą w sobie krzemionkę, która powoduje zwiększenie mrozoodporności roślin. Moja ciekawość podsuwa mi ostatnie pytanie:, Jakie są największe błędy, które popełniają początkujący hodowcy bambusów? „Bambusy to nie rośliny wodne czy bagienne!! Lubią umiarkowaną wilgoć podłoża, a zwłaszcza zraszanie liści i to czyni je dobrymi roślinami do sadzenia przy zbiornikach wodnych. Gleba, w której sadzimy bambusy powinna byś lekka i przepuszczalna!” No i wszystko jasne. Nie bójmy się, próbujmy własnych sił może i w naszym ogrodzie stworzymy odrobinę egzotyki! Ja na pewno. Moje bambusy posadzę już w te wiosnę.
Tekst i fot. Agnieszka Hubeny – Żukowska

Mistyfikacja w Denmans „Świat rezydencji, Wnętrz & Ogrodów” 10(36)/ 2012

Ogród o którym mowa to Denmans. Położony jest w południowej Anglii, niedaleko miast Chichister i Arundel, w miejscowości Fontwell. Ziemie,na których się znajduje, należały niegdyś do farmy, stanowiącej część posiadłości wybudowanej w XIX wieku przez Lorda Denmana. W 1946 roku niejaka pani Robinson kupiła wraz z mężem dom oraz 1,5 ha zaniedbanej ziemi. Wkrótce, realizując swe marzenia, oboje przystąpili do tworzenia ogrodu. Podjęte przez panią Robinson dzieło od roku 1980 kontynuował i udoskonalał kolejny właściciel – John Brookes. Zakładanie ogrodu rozpoczęto od stworzenia zimozielonego szkieletu, który następnie został wypełniony ciekawymi odmianami krzewów, bylin oraz roślin cebulowych. Wszystkie te rośliny pozostawiono „samym sobie” tak, aby mogły swobodnie rozsiewać się i „podróżować” w efekcie, czego otrzymano efekt naturalnej gęstwiny. Postawiono przede wszystkim na utrzymanie roślin już posadzonych, a nie na dosadzanie wciąż nowych gatunków. Koncepcja ta sprawdziła się doskonale i dziś oglądać możemy dojrzały, 50 letni ogród, nad którym pieczę sprawuje grupa ogrodników pod kierunkiem Johna Brookes’a.

2012.10 SRWO Mistyfikacja w Denmans 1  2012.10 SRWO Mistyfikacja w Denmans 2
Denmans to obiekt wyjątkowy – wyraźnie wyróżnia się spośród innych, też przecież niezwykle pięknych, ogrodów angielskich. Jest założeniem o charakterze nieformalnym. Jego miękkie kształtu podkreślone zostały meandrującymi ścieżkami i żwirowymi nawierzchniami. Roślinność dobrano w taki sposób, aby zadziwiała swym kolorem, kształtem i fakturą liści. Okazałe rośliny architektoniczne v(dziewanny, juki i ozdobne trawy) oraz świetnie dobrane kontrastowe kompozycje czynią to miejsce interesującym o każdej porze roku. Przechodząc przez główną bramę, mijamy najpierw kawiarenkę oraz sklep z upominkami – obydwa obiekty zostały utworzone w dawnych budynkach gospodarczych. Dalej znajduje się wejście do ogrodów, których pierwszą część stanowi niewielki ogród tropikalny pod szkłem. Tu pośród innych roślin można oglądać juki, draceny, czerwono kwitnące kufliki (Callistemon), a także olbrzymich rozmiarów agawę oraz rosnący w narożniku szklarni jaśmin (Jasminum nudiflorum). Te przepięknie kwitnące pnącze wypełnia swym zapachem całe wnętrze i mimo corocznego silnego przycinania jego pędy pokrywają kilka metrów szklanych ścian. Prosto z ciepłych szklarni przechodzimy do zacisznego zakątka, z czterech stron otoczonego wysokimi murami. Rosnąca tu złotolistna katalpa, stanowiąca zresztą piękne, kontrastowe tło dla juki, wilczomlecza i ostrych kształtów wynurzającej się ze żwiru miecznicy (Sisyrinchium), ocienia stojącą tuż obok ławeczkę. Uwagę przykłuwa też Ceanothus – wolno rosnący zimozielony krzew, który dzięki dziesiątkom tysięcy pokrywających go kwiatów przypomina błękitną chmurę. W tym otoczonym murami ogrodzie znalazł dla siebie miejsce także i ziołowy zakątek. En niewielki kawałek gruntu prawie całkowicie pokryty jest lawendą oraz różnymi gatunkami ozdobnych czosnków, które świetnie kontrastują kształtem i kolorem kwiatów z nisko rosnącym żółto listnym tymiankiem. Wielobarwną mozaikę doskonale uzupełnia mięta i szałwia. W Denmans spotkać możemy wiele ciekawych roślin, np. Dieramę o liściach przypominających źdźbła trawy i różowych kwiatach, które zwisają na długich, wygiętych niby wędka łodyżkach. Wśród wielu unikatów pojawiają się także rośliny bardziej popularne, jeżeli by nie rzec pospolite jak naparstnica czy dziewanna.
Przez bramę w murze, na którym kwitną splątane żółte róże pnące, wiciokrzew, fioletowy powojnik i psianka (Solanum) przechodzimy do bardzo oryginalnej części. Ponieważ ogród Denmans nie posiada naturalnego źródła wody (są tu jedynie fontanna i mały sztuczny staw), John Brookes wpadł na pomysł utworzenia „strumienia bez wody”. W trawniku wycięto odpowiedni kształt. Brzegi wyłożono kamieniami i głazami różnej wielkości a dno wysypano kamieniem płukanym. Każdy element starano się zaaranżować w taki sposób, aby efekt był bliski naturze. John Brookes jest, bowiem królem mistyfikacji, mistrzem odzwierciedlania natury. Wykorzystuje mniejsze i większe okazy tego samego gatunku, z fotograficzną dokładnością naśladując naturalne skupiska roślin, w których zawsze występują słabsze i silniejsze, młodsze i starsze osobniki. W jego ogrodzie nawet zbyt wybujałe krzewy przycinane są w taki sposób, aby jak najmniej zniekształcić ich naturalny pokrój, a dosadzane w czasie sezonu rośliny jednoroczne wyglądają tu bardzo naturalnie. Ogród nęci zwiedzających różnego typu zakątkami, które dla osiągnięcia rozmaitych nastrojów urozmaicono doskonale dobranymi elementami rzeźbiarskimi na przykład postaciami chłopca czy dziewczynki, a także stadkiem kaczek przed pracownią. Właśnie tu mieści się, bowiem szkoła projektowania ogrodów prowadzona przez Johna Brookesa.
Ogrodu w Denmans nie można porównywać z typowymi ogrodami angielskimi, które są dokładnie wypielęgnowane oraz pełne sezonowych nasadzeń. Miałam szansę odbyć praktykę u Johna Brookesa kilkanaście lat temu i zwiedzając go teraz mogą z całą świadomością stwierdzić, że nic się w nim nie zmieniło. Ogród wygląda tak jakby został pozostawiony sam sobie. Tylko rozmiar roślin Est korygowany tak, aby spełniał oczekiwania projektanta, który jest w pewnym stopniu ekscentrykiem. Ogród nie powala swym kolorem, czy też bogactwem gatunków. Jest za to ciekawy, jako twór, który wymaga minimum pielęgnacji. Można tu podpatrzeć sposoby nasadzeń przypominające naturalne siedliska oraz doskonały podział niedużego ogrodu na kilkanaście mniejszych wnętrz
Tekst i fot. Agnieszka Hubeny – Żukowska

Niezła sztuka „Świat rezydencji, Wnętrz & Ogrodów” 10(36)/ 2012

Ogrody klasyczne nie wiedzą, co to zapomnienie. Zdawałoby się, że są zawsze młode, zawsze piękne i zawsze „na topie”. Tego typu ogrody znaleźć możemy nie tylko przy starych zamkach, czy pałacach, jako ponadczasowe pojawiają się także, przy nowo wybudowanych budynkach. Czy to klasyczne ogrody historyczne, czy też współcześnie powstające przy podmiejskich willach charakteryzują się harmonią, elegancją i subtelną kolorystyką. Atmosferę piękna i luksusu dodają tym prostym zazwyczaj kompozycjom wyrafinowane dodatki w postaci małej architektury lub soliterowych form roślinnych. Rzeźby prestiżowych autorów oraz luksusowe materiały to jest to, dzięki czemu ogrody klasyczne nabierają życia. Niegdyś właściciele ziemscy zwozili ze swych wojaży drogocenne rzeźby z odległej Italii, Grecji, a nawet Azji. Współcześnie sztuka również jest w modzie i w cenie. W dobie globalizacji, niezwykle rozwiniętego transportu oraz Internetu kolekcjonerom dzieł sztuki jest zdecydowanie łatwiej poszerzać kolekcje, dzięki którym dekorują swoje ogrody. Czy ogród klasyczny musi być jednak pełen klasycznych rzeźb? Okazuje się, że nie. Nawet setki lat temu obok historycznych dzieł kolekcjonowano dzieła modnych ówczesnych artystów. Obecnie nawet właściciele kilkusetletnich zamków są kolekcjonerami sztuki współczesnej i historyczne czy też klasyczne otoczenie ogrodu wcale temu nie przeszkadza!

2012.10 SRWO Miezła sztuka 1  2012.10 SRWO Miezła sztuka 2
Jakie dzieła nowoczesne pojawiają się w klasycznych ogrodach i jak je eksponują współcześni kolekcjonerzy?
Lekkie formy rzeźbiarskie zwłaszcza z dodatkiem szkła oraz tworzyw sztucznych doskonale prezentują się w pobliżu wody. W zależności od ich formy oraz możliwości kompozycyjnych ogrodu można tego typu rzeźby ustawić w pobliżu zbiornika wodnego lub zaaranżować, jako element fontanny. Warto wziąć pod uwagę wielkość dzieła i w razie potrzeby ustawić je na podwyższeniu czy cokole, który może być wykonany z materiałów, które w pewien sposób połączą rzeźbę z otaczającą architekturą.
Rzeźby zwierząt doskonale prezentują się wśród bardziej swobodnych części ogrodu. Park, aleja wjazdowa, duży trawnik, brzegi stawu to miejsca, w których doskonale wyeksponowane mogą być formy zwierzęce. Jeżeli rzeźby są nieduże możemy pokusić się o ustawienie kilku sztuk tworząc na przykład niewielkie stado zajęcy czy ptaków. Jeżeli dysponujemy dużą powierzchnią stado jeleni lub koni zrobi na pewno niezapomniane wrażenie. Pojedyncze rzeźby zwierząt powinny być ustawione na tle odpowiednio dobranej zieleni.
A oto pomysł dla właścicieli starych zamierających drzew. Zamiast wycinać można pozostawić wiekowy pień (o ile jest bezpieczny) i zaprosić do siebie artystę rzeźbiarza. W ten sposób pozostawiając historyczną materię można stworzyć niepowtarzalne dzieło wykonane specjalnie na zamówienie właściciela. Taka olbrzymia rzeźba to nie tylko ozdoba, ale także na wiele pokoleń świadectwo kultury oraz pomnik na cześć miejsca i właściciela posiadłości.
Dla osób odważnych polecam, jako miejsce ekspozycji rzeźb słupy bramne lub masywne słupy ogrodzeniowe. Takie usytuowanie jest doskonałe zwłaszcza dla rzeźb wymagających wysokiego postumentu. Nie musi to być brama zewnętrzna, doskonale do tego celu nadają się słupy przy furcie lub bramie pomiędzy wnętrzami ogrodowymi.
Olbrzymie nowoczesne formy rzeźbiarskie wymagają dużo miejsca. Często trudno jest zrezygnować z istniejących już ozdobnych założeń w pobliżu domu. W takiej sytuacji, na ekspozycję doskonale nadają się otwarte przestrzenie oddalone od zabudowy, sad, polana leśna, podjazd lub okolice bramy. Zawsze należy pamiętać o zachowaniu skali i równowagi pomiędzy gabarytami dzieł sztuki a przestrzenią, która je otacza. Nieumiejętny dobór wielkości rzeźby może spowodować, że zamiast zdobić rzeźba będzie „zagracać” ogród.
Kolorowe dzieło sztuki może być doskonałą dominantą – elementem skupiającym wzrok oraz nadającym kierunek ruchu po ogrodzie. Takie rzeźby można ustawić jako element centralny skrzyżowania dróg lub na środku placyku. Można też wykorzystać je jako element zaskoczenia „ukrywając” wśród roślin lub za zakrętem ścieżki. Takie rzeźby można również ustawić jako element kontrastowy dla kolorów zaaranżowanej w pobliżu roślinności. Kolorowe rzeźby powinny mieć gabaryty dostosowane do wnętrza ogrodowego, lub jeżeli są małe powinny być ustawione w tworzącej kompozycje grupie.
Współczesna rzeźba to nie tylko mała architektura. Dziełem sztuki mogą być również różne formy roślinne. Strzyżone krzewy w formie topiar mogą być równie interesujące i szokujące co nie jedna rzeźba wykonana z drogich surowców. Liczy się inwencja i umiejętności autora. Współczesne topiary przedstawiają nie tylko formy geometryczne,czy zwierzęce ale także karykatury oraz scenki rodzajowe.
Tekst i fot. Agnieszka Hubeny – Żukowska

Stop szarudze „Świat rezydencji, Wnętrz & Ogrodów” 9(35)/ 2012

Ogród jesienią i zimą wcale nie musi być nudny i jednostajny. Dzięki różnorodności wykorzystanych w kompozycji ogrodowej roślin można zaprojektować ogród tak, aby był atrakcyjny przez cały rok. Począwszy od wiosny, a kończąc na zimie. Oczywiście w ciągu sezonu wiosennego i letniego prym wiodą różnobarwne kwiaty jednak jesienią rośliny są nie mniej atrakcyjne. Aby zrozumieć urok jesienno-zimowego ogrodu należy nieco szerzej spojrzeć na rośliny i odnaleźć w nich nowe piękno. Bo atrybutami roślin są nie tylko kwiaty! Rośliny to także indywidualny pokrój, wielkość, kolor i kształt liści, zabarwienie i kształt pędów, kora o różnej barwie i strukturze i oczywiście kwiatostany oraz owoce. Żeby jednak móc podziwiać te jesienne atrybuty roślin musimy je odpowiednio pielęgnować. Czasem poprzez zbyt wczesne cięcia lub ich brak pozbawiamy rośliny możliwości ukazania zaschniętych kwiatostanów oraz owocostanów, które pokryte lekkim szronem wyglądają bajkowo. Późną jesienią na pierwszy plan wysuwają się rośliny zimozielone, które latem stanowiły jedynie tło dla innych ciekawszych gatunków. Sosny, żywotniki, jałowce, bukszpany czy ostrokrzewy to tylko niektóre z roślin, które zielone będą przez cały rok. Są piękne jednak, aby ogród nie był zbyt ciężki i monotonny należy unikać przeładowania roślinami zimozielonymi. Jesień w ogrodzie to czas wielu zmian, dlatego warto wiedzieć, co rośliny mogą nam oferować o tej porze roku i projektować ogród tak, aby pomiędzy roślinami zimozielonymi oraz tymi kolorowymi zaistniała pewna równowaga.

2012.9 SRWO Stop szarudze 1  2012.9 SRWO Stop szarudze 2
Kwiaty
Do września, a nawet października podziwiać można między innymi atrakcyjne dla motyli budleje, perowskie oraz rudbekie. Dopiero pod koniec lata pojawiają się też kwiaty astrów, dzielżanów oraz złocieni. Również rośliny cebulowe takie jak krokus jesienny czy zimowit mogą wprowadzić kolor na nasze rabaty. Nieco później, jeżeli nie zetniemy przekwitłych kwiatów, możemy podziwiać okazałe zasuszone kwiatostany oraz owocostany różnych roślin jednorocznych, bylin i krzewów chociażby: czarnuszki damasceńskiej, rozchodnika okazałego, perukowca, sumaka octowca czy powojnika tanguckiego. O tej porze roku niczym z czarodziejskiego snu budzą się też zapomniane w ciągu lata ogrody wrzosowe.
owoce
W okresie jesieni następuje wielka transformacja. Kwiaty, czasem nawet te najbardziej niepozorne, przekształcają się, niby motyl, w wielobarwne owoce. Na przykład trzmielina europejska, zostająca przez cały sezon w cieniu innych roślin, nagle jesienią staje się gwiazdą pożądaną przez nie jednego ogrodnika. We wrześniu i październiku rodzi czterokomorowe, żywo różowe owoce, które otwierając się wypuszczają na delikatnych niteczkach pomarańczowe nasiona. Pod koniec lata również jarzębiny, róże, jabłonie rajskie, irgi i mnóstwo innych roślin upiększa nasze ogrody i to nie tylko dzięki swoim wielobarwnym owocom, ale również dzięki ich skrzydlatym smakoszom.
pędy
Niektóre rośliny, aby zaistnieć muszą zrzucić szatę z liści. To pod nimi ukrywają, bowiem różnorodność kształtów i kolorów swoich pędów. Prym wśród nich wiodą derenie. Najpiękniejszy okazuje się ten najbardziej pospolity: dereń biały, który ma przepiękne czerwone, lśniące pędy. Korzystając tylko z różnych gatunków dereni możemy stworzyć całą paletę barw od różnych odcieni zieleni, żółci, pomarańczy, aż do czerwieni tak ciemnej, że przypomina czarny. Równie ciekawymi kolorystycznie pędami mogą się pochwalić wierzby. To jednak nie koniec, jeżeli chodzi o pędy. Mogą one być fantazyjnie powyginane, tak jak leszczyna pospolita „Concorta” czy wierzba babilońska „Crispa” lub mieć ciekawy kształt tak jak wierzba sachalińska „Sekka”, mogą też mieć fantazyjne narośla jak trzmielina oskrzydlona.
kora
Ozdobne pędy to głównie domena krzewów jednak i drzewa mają się, czym pochwalić zimą. Przepięknie łuszcząca się korowina różnych gatunków platanów, wiśni ozdobnych, brzóz oraz klonów mogą być tego doskonałym przykładem. Piękne są też pnie brzóz o różnych odcieniach na przykład śnieżnobiała brzozy pożytecznej odmiany „Doorenbos” czy łuszcząca się pomarańczowo-różowa brzozy chińskiej „Fascination”.
liście
Kolorowe jesienne liście krzewów i drzew to niewątpliwy atut państw europejskich. Mamy to szczęście, że co roku możemy podziwiać jesienną przemianę między innymi tawuł, forsycji, różnych odmian kaliny, trzmieliny czy pęcherznicy. Z drzew najpiękniejsze w swych jesiennych sukniach są sumaki, klony, brzozy, dęby oraz ambrowce. Wymieniam zaledwie kilka, lecz drzew, krzewów, a także pnączy o ciekawym jesiennym ubarwieniu jest naprawdę mnóstwo, dzięki czemu można wybrać wśród nich rośliny, które nie tylko będą wpasowywać się w kompozycję naszych ogrodów, ale będą też odpowiednie do występującej w nich warunków glebowych i mikroklimatycznych.
liście byliny
Myśląc o ciekawie odbarwiających się jesienią liściach często skupiamy się na drzewach i krzewach zupełnie zapominając o bylinach. Również te jakże urocze rośliny mogą pochwalić się jesienną barwą. Przepięknie przebarwiają się chociażby liście funkii, bergenii czy bodziszków.
trawy
Trawy ozdobne to jedne z najbardziej interesujących jesienią bylin. Dzięki różnorodności wysokości roślin oraz formy kwiatostanów nie potrzebują wielu dodatków. Same w sobie stanowią nie lada atrakcję. Najpiękniejsze są oczywiście trawy lampasowe te jednak wymagają dużo pracy i często przymarzają w naszym klimacie. Doskonale za to czują się inne równie czarujące odmiany gatunki traw na przykład miskanty, prosa, trzęślice, czy śmiałki.
Tekst i fot. Agnieszka Hubeny – Żukowska

Floriada bez kwiatów „Świat rezydencji, Wnętrz & Ogrodów” 9(35)/ 2012

Floriada to olbrzymia impreza ogrodnicza odbywająca się w Holandii raz na 10 lat. Od roku 1960 Floriadę organizowały miasta Roterdam, dwukrotnie Amsterdam, Zoetermeer oraz Haarlemmermeer. W tym roku zaszczyt ten przypadł regionowi Venlo, a patronat nad imprezą przyjęła sama królowa Holandii Beatrix. Specjalnie na tę okazję od kwietnia do października 2012 przygotowano 66 hektarowy obszar, z którego 40 hektarów stanowi teren wystawienniczy. Jednak nie tylko sam obszar Floriady robi olbrzymie wrażenie. Cała infrastruktura i logistyka została zaprojektowana tak, aby teren mogły odwiedzić bagatela 2 miliony osób! Wokół terenów wystawowych przy autostradzie zorganizowano olbrzymie parkingi, z których specjalnymi autobusami zwiedzający zawożeni są w pobliże wejścia głównego. Przestrzenie są tak olbrzymie, że sam tranzyt autobusem trwa ponad 10 minut. Na terenie wystawy zresztą wszystko jest duże i przestronne. Aby urozmaicić teren wystawowy posadzono tu 1,8 miliona roślin cebulowych, 18 000 krzewów, 190 000 roślin wieloletnich, 15 000 krzewów żywopłotowych, 5000 krzewów róż oraz 3 000 drzew. Specjalnie na wystawę zbudowano także 2 olbrzymie budynki w tym Villę Florę, która mieści w sobie największą wystawę roślin pokojowych w Europie. Nad terenem targów zbudowano nawet kolejkę górską, która oczywiście jest największą w Holandii. Jest w stanie przewieźć 4000 pasażerów w ciągu godziny i łączy ze sobą najdalej oddalone części Expo.

2012.9 SRWO Floriada bez kwiatów 1  2012.9 SRWO Floriada bez kwiatów 2
Pod względem organizacji, nakładu finansowego oraz nakładu pracy Floriada niezaprzeczalnie robi olbrzymie wrażenie. Jak jednak postrzegana jest s ama wystawa oczami zwiedzających? Ze względu na trudną zimę niestety komentarze nie były pochlebne. Dużo roślin przemarzło, bardzo mało kwitło w okresie wiosennym. Ze względu na zimną wiosnę rośliny zaczęły rozrastać się dużo później niż w poprzednich latach. Wiosna była zimna i mokra. Kiedy odwiedzałam wystawę w czerwcu rośliny nadal nie robiły piorunującego wrażenia. Widać było, że część z nich została dosadzona w późniejszym terminie. Na wystawie można było oglądać zieleń wchodzącą w skład całego kompleksu – fragmenty lasu, duże połacie trawników, ozdobne zieleńce i przestrzenne rabaty bylinowe przypominające łąki kwietne. Oglądać można też zieleń towarzyszącą pawilonom indywidualnych wystawców oraz kilkunastu Państw. Część z tych założeń było bardzo ciekawych jak chociażby niewielki ogródek fundacji promocji ogrodów holenderskich (Stichting Tuinpromotie Nederland), czy ogród zrównoważony (Duurzame tuin van NL Label). Estetycznie został wykonany również ogród przedstawiany przez Chiny.

2012.9 SRWO Floriada bez kwiatów 3

Samo przygotowanie terenu, infrastruktura oraz budownictwo z pewnością robiły na mnie bardzo dobre wrażenie. Floriada pochwalić się może bardzo ciekawą architekturą niektórych pawilonów chociażby restauracji Aquapavilion czy niesamowitego budynku niderlandzkiego rządu – My Green World. Budowla ta przypomina kształtem olbrzymie ziarnko fasoli. Wykonana została z konstrukcji drewnianej oraz licznych warstw płyt drewnianych pomalowanych na intensywnie pomarańczowy kolor. Również Belgia przedstawiła ciekawe rozwiązanie swojego stanowiska wznosząc budowlę wpisaną w bogato obsadzone roślinnością sztuczne wzniesienie. Jego zbocza stanowią zarówno ściany jak i zadaszenie budynku we wnętrzu, którego kryje się oraz niewielkie cafe. Hiszpania przedstawiła bardzo prostą a zarazem oryginalną budowlę, jednak zabrakło wokół niej zieleni, po którą większość ze zwiedzających tu przyjechała. Niestety wielu wystawców chyba zapomniało, że jest to Floriada – wystawa ogrodnicza, i koncentrując się na promocji kraju, czy też produktu zupełnie pominęli kwestie zieleni. Pawilony niektórych krajów bardziej przypominały lokalne kramiki gdzie kupić można było koraliki, kilimy, biżuterię oraz pamiątki. Pozostawiając wrażenie niedbalstwa i lekkiego kiczu. Niestety nisko oceniam tę część wystawy nazwaną World Show Stage. Według mnie dużo lepiej wypadły stoiska szkółkarzy oraz pawilony producentów warzyw i owoców mieszczące się w sektorze Education & Innovation. Można było zobaczyć tu różne ciekawe gatunki i odmiany nie tylko roślin ozdobnych, ale także owocowych, warzyw, a nawet grzybów. Miłym akcentem była też degustacja różnorodnych odmian jabłek, gruszek, papryki oraz pomidorów.
Floriada jest bardzo ciekawym miejscem, w którym można spędzić miło czas zwłaszcza, jeżeli pogoda dopisze. Podczas mojego pobytu niestety cały czas padało. Jest to miejsce edukacji przyrodniczej dla dzieci, miejsce pełne ciekawostek i innowacji technicznych. Zdecydowanie na wystawie tej nie znajdziemy jednak ładnych ogródków pokazowych (z wyjątkiem kilku) czy nowych ciekawych nasadzeń roślinnych. Tak jak mówiłam ogólna zieleń robiła względnie dobre wrażenie jednak prawie wszędzie powtarzały się te same kompozycje z traw ozdobnych, czosnków, szałwii i rozchodnika. Miejscami pojawiały się również maki. Rozmawiałam ze zwiedzającymi oraz osobami, które zdążyły odwiedzić Floriadę w tym roku i dochodzę do wniosku, że jest to ciekawa wystawa jednak wymagający ogrodnik może się nieco zawieść. Wybierając się do Holandii na tegoroczna wystawę radzę zaplanować również kilka innych punktów do zwiedzania. Sama Floriada może być dla niektórych rozczarowaniem.
Tekst i fot. Agnieszka Hubeny – Żukowska

Halo! Gdzie jesteś? „Świat rezydencji, Wnętrz & Ogrodów” 7-8(34)/ 2012

Ogród jest jak czarodziejska scena, która żeby oczarować potrzebuje tylko odpowiedniej scenografii. Oczywiście każdy z nas jest indywidualnością i dlatego potrzebujemy różnych czarów. Dla tych, którzy chcą, aby ich ogród był lekki i zwiewny niczym piórko polecam przejrzystości w różnej formie i postaci. Przestrzeń ogrodowa lubi być dzielona, lubi też, kiedy nie wszystko jest w pełni oczywiste. Tajemnicze zakątki, wydzielone choćby lekką zasłoną, wnętrza ogrodowe, powierzchnie pod koronami drzew… To dzięki nim ogród staje się dużo ciekawszy. Bariery, przepierzenia, parawany to one ograniczając nasze pole widzenia prowadzą nasz wzrok w miejsca, które przemyślanie wytyczył projektant. Bariery te nie muszą jednak byś ciężkie lite i monumentalne. Nie we wszystkich ogrodach potrzebne są masywne materiały budowlane. Nie wszędzie kamienne, betonowe czy ceglane mury zdają egzamin. Ażurowe elementy z drewna, metalu czy tworzyw sztucznych, tafle szkła a nawet kotary wodne również mogą dać doskonały efekt. Są lekkie, przejrzyste i świetnie sprawdzają się w nowoczesnych ogródkach przydomowych, a także ogródkach powstających zarówno na tarasach, balkonach jak i na dachach. Szkło i przejrzyste tworzywa z powodzeniem stosowane są w ogrodach całego świata od ładnych kilku lat. Z przejrzystych materiałów powstają aktualnie chyba wszystkie rodzaje małej architektury ogrodowej. Od ogrodzeń i parawanów poprzez murki, kładki, elementy wodne aż do mebli ogrodowych. Przekonać się o tym możemy zarówno śledząc prasę jak i odwiedzając wystawy ogrodnicze.

2012.7-8 SRWO Halo Gdzie jesteś 1  2012.7-8 SRWO Halo Gdzie jesteś 2
Granice naszych posesji często są szare i nudne, nie jednokrotnie po prostu brzydkie. W wielu przypadkach ogrody przylegają do ścian sąsiadujących budynków. Rozwiązaniem na tego typu brzydotę oraz na problem braku możliwości wiązania się z sąsiadującymi, nie naszymi, ścianami są przejrzyste parawany. Odsunięte od wspomnianego muru mogą współtworzyć oryginalną całość. Do tej pory niechciany mur może się stać doskonałym tłem dla fantazyjnych wygibasów z tworzywa, metalu czy innego materiału. Proste kształty możemy wykonać także z drewna lub wodoodpornych płyt. Pomiędzy parawanem a ścianą możemy zainstalować oświetlenie lub posadzić zwiewne rośliny. Trawy ozdobne w miejscach nasłonecznionych lub wysokie paprocie w miejscach gdzie mamy więcej cienia.
Altana to element, którego nie może zabraknąć we współczesnym ogrodzie. Obecnie altany przyjmują różne funkcje. Od miejsca odpoczynku poprzez letnie kuchnie aż do gabinetów na świeżym powietrzu. Tak jak różnorodne są funkcje altan tak różne są ich wielkości, kształty oraz materiały, z których są wykonane. Ciężkie budowle potrzebują przestrzeni jednak na lekką, przejrzystą konstrukcję i w małym ogródku znajdzie się miejsce. Altany mogą być, bowiem wykonane ze stelaży z metalu lub drewna wypełnionych szkłem, przeświecającym tworzywem lub elementami ażurowymi.
Szkło w ogrodzie dodaje nie tylko lekkości, ale także przejrzystości i trójwymiarowości. Jeżeli nasz ogród wydaje nam się ciężki i ciemny wystarczy wprowadzić do jego projektu dwa elementy. Szkło w powiązaniu z wodą tworzą elementy, które żyją swoim życiem, wprowadzając do otaczającej je przestrzeni ruch, światło i dźwięk. Nawet największe konstrukcje ze szkła poprzez swą kruchość i jasność wydają nam się jaśniejsze, mniejsze i delikatniejsze.
Szkło i przejrzyste tworzywa na dobre zagościły w naszych domach i ogrodach. Hitem są dizajnerskie przeźroczyste krzesła. W ogrodzie można jednak poszaleć jeszcze bardziej. Dlaczego nie połączyć elementu wodnego z meblami ogrodowymi? Na jednej z wystaw Chelsea projektanci zaproponowali stół szklany, zpod którego wylewała się woda. Podobne rozwiązanie przedstawiono rok temu tym razem stół był jednocześnie akwarium. Takie rozwiązania są doskonałe dla odważnych posiadaczy małych ogródków.
Szkło może być także wykorzystane, jako delikatne dodatki ogrodowe. We wnętrzu posiadanie wazonu, rzeźby czy statuetki na półce jest dość oczywiste. Dlaczego jednak nie ozdobić naszego ogrodu? Rzeźby i mała architektura dodadzą uroku nawet najpiękniejszemu ogrodowi kwiatowemu. Z drugiej strony w ogrodach minimalistycznych mogą stanowić najważniejszy element kompozycji.
Zasłony i kotary w ogrodzie doskonale dzielą jego przestrzeń na mniejsze wnętrza. Podziały te nie muszą być jednak tak zupełnie oczywiste. Nawet baldachim tworzy pod swym zadaszeniem wnętrze, nawet, jeżeli nie jest otoczone ścianami. Kotary wodne również pomimo swej przejrzystości stanowią doskonałe ramy wnętrza. Dodatkowo wprowadzają ruch, światło no i przepiękny dźwięk w postaci szumu wody. Aby zdawały egzamin tego typu elementy powinny jednak powstawać w miejscach zacisznych i bezwietrznych. W innym wypadku z kotary możemy mieć ogrodowy zraszacz…
Zamiast typowej kotary wodnej możemy zastosować wąskie słupy szklane, które swym wyglądem odzwierciedlają słupy wodne. Tego typu architekturze nie przeszkadzają lekkie podmuchy wiatru. Mogą nawet w pewnym stopniu zasłaniać miejsce odpoczynku czy leżakowania. Jeżeli słupy szklane ustawimy w zbiornikach ze stojącą wodą zbiorniki te podziałają jak tafle luster zwielokrotnią efekt słupów i optycznie wydłużą je.
Tekst i fot. Agnieszka Hubeny – Żukowska

Kreacje na czasie „Świat rezydencji, Wnętrz & Ogrodów” 7-8(34)/ 2012

Jak widać tegoroczna zima dała się we znaki nie tylko miłośnikom roślin w Polsce. Również dzisiejsi wystawcy Chelsea Flower Show boleśnie odczuli chłodną zimę oraz wiosnę. Ze względu na niskie temperatury, deszcze i brak słońca tegoroczne ogrody pokazowe niestety nie obfitowały w rośliny kwitnące. Z rozmów z wystawcami wynika, że w tym roku właśnie ze względu na brak kwiatów dobór gatunków roślin w ostatnim momencie ulegał zmianom. W związku z tym, w co drugim ogródku, jeżeli nie w każdym, mogliśmy podziwiać na przykład orliki! Osobiście bardzo lubię te rośliny, więc miło mi było popatrzeć na różne kolory, formy i wysokości tych łatwych w uprawie bylin. Myślę, że dzięki tej nieplanowanej promocji orliki staną się ponownie bardzo modne. Oprócz tych kolorowych, delikatnych kwiatków często powtarzającymi się roślinami były różne odmiany geranium, funkii, serduszki, kocimiętki, szałwii i innych zdawałoby się bardzo popularnych, a przede wszystkim łatwych w uprawie roślin. W sposobie kompozycji nadal utrzymuje się trend gęstych mieszanych, „miękkich” i zwiewnych nasadzeń bylinowych oczywiście w towarzystwie krzewów liściastych. Rośliny zimozielone pozostają uzupełnieniem w postaci żywopłotów, fantazyjnie strzyżonych topiar i kul oraz pojedynczych soliterów. Nieustannie gwiazdami wśród rośliny strzyżonych, ze względu na łatwość w formowaniu pozostają cisy oraz bukszpany. Nadal są również bardzo modne formy strzyżone drzew zwłaszcza półpełne szpalery. W tym roku można było podziwiać w ogrodzie „The Laurent-Pierrier Bicentenary Garden” projektu Arne Maynard przepiękny szpaler z czerwonolistnego buka. W ostatnich dwu, trzech sezonach projektanci jakby sięgali wstecz po historyczne rozwiązania. W tym roku ponownie pojawiły się na scenie Chelsea prowadzone w formie świeczników, kordonów i sznurów drzewa owocowe. Bardzo modne są także wielopniowe formy wysokich krzewów, a w szczególności derenia jadalnego oraz, z dumą przyznam często przeze mnie proponowanej, świdośliwy Lamarckiej.

2012.7-8 SRWO Kreacje na czasie 1  2012.7-8 SRWO Kreacje na czasie 2
Jeżeli chodzi o materiały budowlane to ponownie na wystawie obejrzeć można było zastosowanie szerokiej gamy gatunków drewna, kamienia, betonu, tworzyw sztucznych, szkła… Nie można powiedzieć, ze któryś z nich dominował. Zupełną nowością jednak było zastosowanie w kilku ogrodach multimediów w postaci ekranów LED oraz rzutników. We wszystkich przypadkach wprowadzały one do kompozycji ogrodowej ciekawy element ruchu i światła. W Ogrodzie „Rooftop Workplace of Tomorrow” ekran stanowił jedną z części ogrodzenia. Wyświetlane były na nim statyczne obrazy, co sprawiało wrażenie zmieniającej się fototapety. W głośnym i bardzo kolorowym ogrodzie „Glamourlands: a Techno-Folly” mrugające małe ekrany LED wprowadzały do wnętrza ogrodowego nastrój dyskoteki. Zupełnie inaczej zastosowali multimedia twórcy jednego z moich ulubionych małych ogródków „Rainbows Children’s Chospice Garden”. Ten bardzo prosty ogródek otoczony mlecznym półprzejrzystym ogrodzeniem wzbogacony został rzutnikiem, który na jednym z parawanów wyświetlał kolorowe plamy, latające motylki oraz zarysy postaci.

2012.7-8 SRWO Kreacje na czasie 3
Oczywiście w każdym ogrodzie przedstawianym na wystawie Chelsea Flower Show można znaleźć jakieś ciekawe rozwiązanie czy to architektoniczne, czy kompozycyjne. Jedne z ogrodów podobają się nam bardziej inne mniej. W niektórych wybiórczo jakiś element przypada zwiedzającym do gustu. Wędrując, choć powinnam powiedzieć przeciskając się, wśród ogrodów pokazowych słyszymy różne opinie zwiedzających. Ja również mam swoich faworytów. Powiem szczerze, że wybierając się na tego typu wystawę nie szukam „ładnych ogródków”. Tych w Wielkiej Brytanii jest naprawdę dużo. Ogrody z olbrzymimi topiarami, z kolorowymi rabatami bylinowymi, z tradycyjną architekturą… Takich na wystawie nie szukam. Ja chcę podejrzeć coś nowego. Nawet czasami zdawałoby się dziwne projekty, które są niby nie do wykorzystania wnoszą ze sobą jakąś odrobinkę pomysłu do projektów, które można potem realizować na prawdziwym, nie wystawowym, gruncie.
Pierwszym z moich faworytów jest „The M&G Garden” zaprojektowany przez Andyego Surgeona. Dlaczego lubię ten ogród? Jest bardzo prosty w swym układzie, dobór roślin oraz sposób nasadzeń także jest nieskomplikowany. Ogród ten spodobał mi się ze względu na wspaniały pomysł na mury oraz przepiękną koronkową instalację z miedzi, która pojawia się zarówno w zbiorniku wodnym jak i w mniejszych fragmentach, na rabatach. Ogród został otoczony wysokim odgrodzeniem, z którego fragment stanowi tynkowany mur w kolorze kawowym. Kolor ten jest doskonałym tłem dla cieni, które rzucają nań zwiewne byliny oraz krzewy. W ogrodzie występują też inne, równie wysokie mury. Część z nich stanowi ogrodzenie, inne wydzielają wąski korytarz i tworzą ramę widokową. Mury te pokryte zostały kamiennymi płytami. Następnie wykonano w nich głębokie okrągłe otwory porozrzucane artystycznie to tu, to tam. Projektant swym ogrodem chciał nawiązać do XIX wiecznego ruchu odrodzenia sztuki i rzemiosła Art&Crafts i myślę, że udało mu się to w stu procentach. Projekt jest bardzo współczesny, a jednak nawiązuje do tradycji.
Mój drugi typ to ogród „Homebase Teenagre Cancer Trust Garden” zaprojektowany przez Joego Swifta. Tu również główną rolę gra mała architektura. Kolejny projektant proponuje też wysokie konstrukcje, tym razem jednak ściany, ławki oraz rzeźby wykonane zostały z drewna. Dodatkiem jest kanał wodny wykonany z rdzewiejącej stali. Pozostałe elementy wodne oraz ścieżki zostały wykonane z pociętych na plastry brył piaskowca. Cała kompozycja roślinna jest utrzymana w ciepłych kolorach pomarańczy oraz soczystej zieleni. Doskonałym akcentem są wiśnie ozdobne z łuszczącą się miedzianą korą.
Wystawa w Londynie od lat wyznacza trendy ogrodowe na cały nadchodzący po niej sezon. Również w tym roku zapewne będzie powodować rewolucje projektowe w niejednym ogródku oraz sprzedaż promowanych na niej roślin. Osobiście zakupiłam nasiona kilku odmian orlików…
Tekst i fot. Agnieszka Hubeny – Żukowska

Zielone serce Paryża „Świat rezydencji, Wnętrz & Ogrodów” 6(33)/ 2012

Francja słynie ze swoich ogrodów historycznych jednak może się pochwalić również współczesnymi, miejskimi parkami. Jeden z nich Park La Villlette już opisywałam. Drugi to zaprojektowany z dużym rozmachem Park Andre Citroena. Na terenie, na którym został założony, niegdyś znajdowała się fabryka motoryzacyjna marki Citroen. Po roku 1970, kiedy to zakłady zostały przeniesione poza aglomerację miejską, teren z inicjatywy ówczesnego prezydenta Francji Francoisa Mitteranda został przeznaczony na park miejski. W 1985 roku został ogłoszony konkurs na stworzenie projektu zagospodarowania terenu. Poziom nadesłanych prac był bardzo wysoki i jury nie mogło wyłonić jednego zwycięzcy. Finalnie zwyciężyły dwa zespoły projektantów, których według oceniających, rozwiązania projektowe uzupełniały się nawzajem. Właśnie, dlatego zespół składający się z Gillesa Clementa i Patricka Bergera oraz drugi, którego członkami byli Alain Provost, Jean Paul Viguier oraz Jean Francois Jodry poproszono o współpracę i spójne połączenie obu projektów. Tak właśnie powstał projekt Parku Citroena, który otwarto w roku 1992. W jego skład weszło między innymi 2 500 sztuk drzew, 70 000 krzewów, 250 000 bylin, 25 fontann oraz 8 szklanych pawilonów, a jego koszt to, bagatela 74 miliony dolarów. Cały park założony został na terenie liczącym 14 hektarów. Charakter parku, poprzez geometrię, strzyżone topiary oraz liczne kanały wodne nawiązuje do ogrodów barokowych w całości jest to jednak bez dwóch zdań bardzo nowoczesny park publiczny.

2012.6 SRWO Zielone serce Paryża 1  2012.6 SRWO Zielone serce Paryża 2
Projekt jest niezwykły. Składa się, bowiem z dwu głównych ogrodów połączonych ze sobą wąskim przesmykiem.
Pierwszy, mniejszy to Ogród Czarny. Jest to odosobniona od reszty terenu część tworząca duży wgłębnik otoczony wysokimi ścianami, z których przelewa się woda. Powyżej znajdują się zagłębione niczym kanion ścieżki z licznymi małymi wnętrzami oraz łączącymi je pomostami. Cały ogród obsadzony jest wielopniowymi drzewami, różanecznikami i mnóstwem bylin. Wnętrza wydzielone są dzięki żywopłotom, wysokim betonowym murom oraz pergolom, na których wiją się przepiękne glicynie. Ogród Czarny jest ogrodem kontemplacji, spokoju i odpoczynku. Na ławeczkach przesiadują nie tylko osoby starsze, ale również te, które mają ochotę poczytać książkę lub po prostu odpocząć od zgiełku olbrzymiego miasta.

2012.6 SRWO Zielone serce Paryża 3
Druga, większa część Parku Citroena to Ogród Biały. Jest to część poświęcona zabawie i aktywnej rekreacji, tu wstęp mają również czworonożni przyjaciele paryżan. Główną część tego ogrodu zajmuje olbrzymi prostokątny trawnik, który zajmuje powierzchnię ponad dwu hektarów. Zwieńczeniem trawnika są dwa olbrzymie pawilony ze szkła, w których uprawiane są rośliny tropikalne. Pomiędzy nimi znajduje się kamienny plac, który jednocześnie stanowi olbrzymią fontannę, w której skład wchodzi ponad sto ustawionych geometrycznie pionowych strumieni wodnych. Jest to miejsce szczególnie oblegane w gorące dni, zwłaszcza przez dzieci, które z piskiem biegają w strugach wody. W sąsiedztwie pawilonów w donicach wybudowanych w płaskich zbiornikach wodnych posadzone zostały zimozielone magnolie wielkokwiatowe, które strzyżone są w równe prostopadłościany. Dalej znajdują się ogrody tematyczne, które są odizolowane jeden od drugiego poprzez wznoszące się w górę platformy ze schodami oraz kanałami wodnymi. Przestrzenie te zostały zaprojektowane tak, aby ich wygląd, kolorystyka oraz wykorzystane rośliny nawiązywały jednocześnie do metali, planet, dni tygodnia, wody oraz zmysłów.
ierwszy z ogrodów to Ogród Niebieski, którego tematami przewodnim są: miedź, planeta Wenus, dzień tygodnia piątek, deszcz i zmysł węchu. Następny jest Ogród Zielony, a jego atrybutami są cyna, Jowisz, czwartek, woda źródlana, słuch. Ogród Pomarańczowy to rtęć, Merkury, środa, potok i dotyk. Ogród Czerwony: żelazo, Mars, wtorek, wodospady oraz zmysł smaku. Ogród Srebrny: srebro, Księżyc, poniedziałek, rzeki i wzrok. Ostatni z ogrodów to ogród Złoty: złoto, Słońce, niedziela, parowanie oraz intuicja.
Te dość spore prostokątne przestrzenie zagospodarowane, jako oddzielne wnętrza ogrodowe dzięki swej różnorodności pozwalają na wypoczynek ludzi nie tylko w różnym wieku, ale także o różnym nastroju, czy nawet stanie zdrowia. Ogród Niebieski wypełniony jest po brzegi roślinami pachnącymi, a w Ogrodzie Czerwonym rosną drzewa i krzewy owocowe…
Za linią ogrodów tematycznych znajduje się szeroka ścieżka, wzdłuż której ustawiono 6 pawilonów o betonowej podstawie i szklanym piętrze. Pawilony te w części stanowią toalety, pod pozostałymi stworzono niewielkie cienniki wypełnione roślinami cienioznośnymi. Pawilony są połączone z platformami rozdzielającymi ogrody tematyczne. Dodatkowo pomiędzy sobą platformy są powiązane długim pomostem biegnącym wśród koron drzew tuż obok ścieżki. Taki park w centrum olbrzymiego miasta to skarb. Trzeba jednak powiedzieć, że teren ten chyba niepotrzebnie został wyposażony w taką liczbę elementów wodnych, które wymagają olbrzymich nakładów finansowych na utrzymanie i konserwację. Oczywiście cała kompozycja jest naprawdę piękna i gdyby wszystkie fontanny i kanały wodne były wypełnione wodą i działały był by to istny raj. Ale niestety „gdyby”… Większość elementów wodnych w Parku Andre Citroena zieje pustką. Kanały i fontanny bez wody wypełnione jedynie suchymi liśćmi to widok raczej przygnębiający. Dodatkowo dla bezpieczeństwa część z nich zostało „zabezpieczonych” żółtymi barierkami i taśmami…
Tak czy owak, paryżanie uwielbiają ten kawałek raju pośrodku olbrzymiego miasta. Podnosząc głowę ponad korony drzew widać jest nowoczesne wieżowce francuskiej stolicy, poniżej zaś bawiące się dzieci, na ławeczkach wśród pachnących roślin miłośników kąpieli słonecznych i książek, a na głównym trawniku grupy młodzieży grające w piłkę, badmintona i freezby…
Tekst i fot. Agnieszka Hubeny – Żukowska

Ze słońcem w menu „Świat rezydencji, Wnętrz & Ogrodów” 6(33)/ 2012

Grillowanie w Polsce staje się coraz bardziej modne. Potrawy z grilla są smaczne i zdrowe, a zwłaszcza, kiedy na ruszcie przygotowujemy nie tylko mięso, ale także warzywa i owoce. Oczywiście, aby potrawy smakowały nam lepiej, a przede wszystkim prezentowały się piękniej chcielibyśmy, aby nasz kącik grillowy był zaprojektowany zgodnie z naszymi oczekiwaniami. Właściciele dużych ogrodów mogą sobie pozwolić na stworzenie barwnej oprawy wokół miejsc gotowania i spożywania posiłków na świeżym powietrzu. Powstają całe wnętrza ogrodowe poświęcone biesiadowaniu. Najbogatsze z nich to kuchnie ogrodowe, które bywają wyposażane również w niewielkie lodówki, zlewy oraz szafki mieszczące zapasowe naczynia i podręczne przybory kuchenne. Takie udogodnienia umożliwiają paniom domu spędzanie całego czasu wraz z rodziną. W niewielkich ogrodach grill przyjmuje bardziej ozdobną formę stanowiąc jednocześnie ciekawą architekturę ogrodową lub jej element składowy. Na rynku dostępnych jest bardzo dużo różnych grilli ogrodowych. Od olbrzymich konstrukcji, mieszczącymi w sobie wszystkie gadżety mogące się przydać podczas gotowania, poprzez mniejsze grille posiadające jednak niewielkie stoliki, aż do pojedynczych palenisk w formie ogniska. Sam grill tak naprawdę nie musi być skomplikowanym, ani dużym urządzeniem. W zależności od wymagań właścicieli można zainstalować grill gazowy, elektryczny lub grill z paleniskiem na drewno, węgiel lub brykiet drzewny. Wszystkie te rodzaje grilli mogą mieć formę stałą i wtedy wbudowane są w formie kuchni ogrodowej, kącika gastronomicznego lub po prostu, jako kominek w pobliżu domu. Jeżeli grill ma formę przenośną to można dla niego znaleźć miejsce zarówno w ogrodzie jak i na tarasie, czy balkonie. Należy tylko pamiętać, aby nie uprzykrzać życia sąsiadom. Doskonałym dodatkiem do grillowanych potraw są świeże zioła warto, więc posadzić zarówno te rośliny, które użyjemy w do pieczenia jak i te do sałatek. Tymianek, lebiodka (oregano), sezonowe u nas rozmaryn czy bazylia, do tego szczypiorek oraz szałwia i mięta spowodują, że miejsca naszego biesiadowania staną się jeszcze bardziej aromatyczne.

2012.6 SRWO Ze słońcem w menu 1  2012.6 SRWO Ze słońcem w menu 2
1. Dla miłośników profesjonalnego gotowania na świeżym powietrzu oraz dla tych, którzy większość czasu spędzają w ogrodzie duża kuchnia ogrodowa to doskonałe rozwiązanie. Duży grill gazowy wbudowany w blat, szafki mieszczące wszystkie potrzebne naczynia, zapasowe szklanki oraz zastawę obiadową to marzenie nie tylko pań domu, ale także nie jednego mężczyzny. W takiej kuchni można przygotować właściwie każdy posiłek począwszy od lekkiego śniadania a kończąc na wykwintnej kolacji. W takiej kuchni warto pomyśleć nie tylko o daszku zacieniającym od słońca, ale ze względu na nasze warunki klimatyczne, również o zadaszeniu chroniącym biesiadników w czasie deszczu.
2. Dla miłośników grilla oraz wędzarni można polecić prostszą konstrukcję ze zwykłym paleniskiem na drewno, bez zbędnych udogodnień w postaci szafek. Takie palenisko w formie kominka może za to dodatkowo ocieplać wnętrze ogrodowe podczas chłodnych wieczorów. Kominek nie musi być konstrukcją z polnych otoczaków. Możemy wykonać go również z cegły, może być tynkowaną obłą konstrukcją lub na odwrót prostym nowoczesnym paleniskiem.
3. Grille to doskonałe uzupełnienie niewielkiego patio lub małego wnętrza ogrodowego. Mogą być kompozycyjnie połączone z pozostała architekturą ogrodową. Zarówno z ogrodzeniem, elementem wodnym jak i z siedziskami czy donicami na zioła. Proste palenisko na zmianę może służyć, jako grill ogrodowy oraz jako ognisko ogrzewające wnętrze, w którym możemy spędzać czas również poza posiłkami. Takie rozwiązanie jest niezastąpione w niewielkich ogrodach.
4. Palenisko grilla może jednocześnie być stołem oraz ogniskiem. To następne rozwiązanie dla małych ogródków oraz dla osób lubiących spędzanie czasu na świeżym powietrzu. Okrągły stół z centralnym paleniskiem w pewien sposób ogranicza pracę głównego kucharza, ale za to jest doskonałym sposobem na indywidualne pieczenie kiełbasek, szaszłyków i innych przysmaków każdemu z uczestników uczty.
5. Małe przenośne grille ogrodowe to doskonała propozycja dla tarasów oraz naprawdę małych ogródków. Takie przenośne paleniska mogą być wykonane z różnych materiałów oraz w różnych stylach. Same w sobie mogą stanowić doskonałą ozdobę ogrodową nawet nieużywane. Takie paleniska – ogniska jednocześnie służą, jako grille oraz jako podgrzewacze powietrza.
6. Innym rozwiązaniem dla tarasów i małych wnętrz ogrodowych są grille w formie kominków, ale wykonane z blachy. Zazwyczaj dostępne są kominki z blachy nierdzewnej lub rdzewiejącej blachy Cortenowej. Ta ostatnia jest od kilku sezonów bardzo modna zarówno w postaci przepierzeń ogrodowych, elementów wodnych jak i właśnie kominków. Konstrukcje takie nie wymagają fundamentów ani prac murarskich, po oczyszczeniu możemy je przestawiać jak mebel zmieniając wystrój wnętrza ogrodowego. Kominki tego typu mają dość nowoczesne formy i stanowią niebanalną, a zarazem ozdobną formę użytkową.
Tekst i fot. Agnieszka Hubeny – Żukowska

Nie dla Minotaura „Zieleń Miejska” 6 (62)/2012, wyd. ABRYS

2012.6 Zieleń Miejska Nie dla Minotaura 2  2012.6 Zieleń Miejska Nie dla Minotaura 1

Zaczarowana pułapka „Świat rezydencji, Wnętrz & Ogrodów” 5(32)/ 2012

Dzisiaj przedstawię przepiękną posiadłość położoną w Norwich w hrabstwie Norfolk w Wielkiej Brytanii. Hoveton Hall niczym tajemniczy ogród z powieści Francesa Burnetta został ponownie odkryty dopiero współcześnie. Wprawdzie powstał w latach 1809-1812 jednak burzliwa historia posiadłości nie dawała szans jego rozkwitu oraz możliwości jego zwiedzania. Opowiadając o różnych angielskich ogrodach zazwyczaj podkreślałam jak długo pozostawały one w rękach jednej rodziny. Tymczasem Hoveton Hall w ciągu 50 lat pięciokrotnie zmieniał swoich właścicieli! Potem w czasach II Wojny Światowej posiadłość została przejęta na potrzeby wojska, które niestety wycięło cały otaczający posiadłość park. Dopiero w 1946 roku Hoveton Hall znalazł wreszcie swojego właściciela. Rodzina Buxtonów przejęła posiadłość, pokochała ją i pozostaje w niej aż do dziś. W 1993 roku rozpoczęto prace restauracyjne na obszarze byłego parku. Teren został oczyszczony, obsiany trawą i obsadzony różnymi gatunkami drzew. Dzięki ciężkiej pracy już dzisiaj można podziwiać nowo powstałe arboretum. Jednak głównymi atrakcjami posiadłości są inne części ogrodu…

2012.5 SRWO Zaczarowana pułapka 1  2012.5 SRWO Zaczarowana pułapka 2

Idąc z parkingu mijamy łąki pełne kwiatów i łaciatych owieczek pasących się w cieniu drzew. Ścieżka idzie dalej prosto, w pewnym momencie po lewej stronie znajdujemy ogród otoczony wysokimi ceglanymi murami. Jest to stary ogród warzywny, który powstał około roku 1841. Wówczas pracowało tu 12 ogrodników hodujących warzywa, owoce i kwiaty używane potem w pałacu. Ogród podzielony jest na kilka wnętrz za pomocą ceglanych ścian oraz cisowych żywopłotów. W zewnętrznej części znajduje się domek ogrodnika z pięknymi zielonymi okiennicami. Tutaj można również podziwiać oryginalną w swej formie bramę przedstawiająca pajęczą sieć. Dzięki niej ogród otrzymał nazwę Pajęczego Ogrodu. Rosną tu ukochane rośliny głównego ogrodnika szałwie, geranium oraz penstemony w różnych odmianach. Ciekawy jest również układ kolorystyczny rabat, które obsadzono tak, aby począwszy od furtki zachwycały nas białymi i niebieskimi kwiatami. Dalej, ku wnętrzu ogrodu kolorystyka zmienia się na coraz to cieplejszą, aż do pomarańczy i czerwieni na samym końcu ogrodu. Idąc dalej w głąb centralną żwirową ścieżką przechodzimy pod łukami żółtego złotokapu i dochodzimy do centralnej części wydzielonej dodatkowo wysokim żywopłotem. Tu ukryty został pełen pachnących roślin ogród ziołowy.

2012.5 SRWO Zaczarowana pułapka 3

Całe wnętrze ogrodu warzywnego obecnie pełne jest różnorodnych krzewów i bylin, jedyną pozostałością po jego produkcyjnym charakterze są prowadzone przy murze grusze, brzoskwinie i śliwy oraz przepięknie zdobione narzędzia ogrodnicze. Znajduje się tu między innymi ręczny walec ogrodowy ustawiony przed niewielkim domkiem przylepionym do wnętrza murów. Ogród jest pielęgnowany naprawdę perfekcyjnie. Nie znajdziemy tu żadnych niezdrowo wyglądających roślin, a tym bardziej chwastów. Wszystkie brzegi trawników są przycięte w idealną linię. Ścieżki żwirowe są równo zagrabione i obramowane terakotowymi ozdobnymi obrzeżami. Ta część ogrodu wraz z idealnie przystrzyżonym angielskim trawnikiem bardzo mi się podobała jednak to, co mnie zachwyciło znajduje się nieco dalej, poza murami. Wychodząc z Pajęczego Ogrodu trafiamy ponownie na główną ścieżkę i podążamy nią dalej w stronę bardziej dzikiej części posiadłości. Już za chwilę po prawej i lewej stronie zaczynają pojawiać się grupy dużych kolorowych azalii. Wszyscy zwiedzający niczym wycieczka z krajów dalekiego wschodu, przyklejają się do tych wielobarwnych chmur robiąc sobie zdjęcia. Jednak to tylko początek tej zaczarowanej krainy. Trzeba iść nieco dalej. Tu zaczynają się odnogi głównej ścieżki, wciągające w głąb azaliowo – różanecznikowych zarośli drewniane pomosty. Ten kolorowy raj to imponujących rozmiarów ogród wodny, który składa się nie tylko z wspaniałego jeziorka, ale także z licznych kanałów i strumieni poprzetykanych tu i ówdzie mostkami i kładkami. Wiosna to idealny termin na błądzenie po tej części ogrodów Hoveton Hall. Kwitnące azalie i różaneczniki dziesiątki odmian prymulek kontrastują kolorem, wielkością i formą ze świeża zielenią młodych liści paproci, tarczownic, funkii i kaczeńców. Nad głowami zwieszają nam się pędy olbrzymich bambusów, a słońce przedziera się przez młode, delikatne liście różnych wymyślnych odmian klonów i brzóz. Rechot żab i śpiew ptaków oraz przebiegający raz po raz mały królik nadają temu miejscu wyjątkowy charakter. Wszyscy zwiedzający zachowują się wyjątkowo cicho jakby nie chcieli spłoszyć tej wyjątkowej chwili… A może po prostu też nasłuchują odgłosów przyrody?
Pomimo, że cała posiadłość jest przepiękna mnie najbardziej utkwił w pamięci właśnie ogród wodny. Nigdy przedtem, ani potem nie widziałam tak pięknie poprowadzonych ścieżek, otwarć widokowych w postaci rozlewisk wodnych i polanek otoczonych tak kolorową i do tego zdrową roślinnością. Widać, że w tym ogrodzie rośliny czują się naprawdę dobrze. Paprocie i funkie osiągają olbrzymie rozmiary. Prymulki same się rozsiewają pokrywając rozległe polanki. Widać też, że ogród kiedyś, przed laty był jeszcze większy. Świadczą o tym przepiękne liliowce, które rozrastają się poza granicą ogrodu, będącego pod opieką obecnych ogrodników. Za tą prawie niewidoczną granicą rozcierają się dzikie fragmenty ogrodu, nad którymi kontrolę wzięła sama natura.
Pałac w Hoveton Hall nie jest otwarty do zwiedzania myślę jednak, że wyprawa po ogrodach to wystarczająca przygoda. Przy sprzyjającej pogodzie można spędzić tu niezapomniane popołudnie.
Tekst i fot. Agnieszka Hubeny – Żukowska

Wielki plusk „Świat rezydencji, Wnętrz & Ogrodów” 5(32)/ 2012

Zbiorniki wodne to nieodłączny element naszych ogrodów. Bez wody nie ma roślin tak, więc studnie, kanały wodne, fontanny i stawy od zarania wieków towarzyszyły tworzonym przez człowieka ogrodom. W ogrodach dalekiego wschodu pojawiały się naturalne stawy, w ogrodach mauretańskich długie kanały. W okresie renesansu i baroku ogrody ozdabiały zbiorniki wodne z licznymi fontannami. W XIX wiecznej Anglii w parkach krajobrazowych ręcznie kopano olbrzymie nawet kilku hektarowe jeziora i budowano sztuczne strumienie. Obecnie wszystkie formy elementów wodnych są modne. Każdy może mieć swój ogródek wodny nawet właściciel niewielkiego tarasu czy balkonu. Oczywiście wraz z wielkością działki zwiększa się nasz apetyt na posiadanie dużej fontanny, dużego stawu czy dużego basenu. O wiele łatwiej jest utrzymać większy zbiornik wodny. Ten w formie stawu dzięki naturalnemu ekosystemowi może sobie poradzić prawie bez naszej pomocy. Chociaż ludzka ręka może być potrzebna dla zachowania równowagi i utrzymaniu określonej liczby roślin oraz zwierząt – zwłaszcza ryb. Zbiorniki, które mają służyć bardziej, jako lustra wodne, bez roślin, można utrzymać w czystości przy użyciu różnego rodzaju środków chemicznych lub biologicznych. Małe zbiorniki wodne wymagają znacznie większego nakładu pracy oraz systematyczności. Należy pamiętać o uzupełnianie go wodą, która w małych pojemnikach odparowuje znacznie szybciej. Małe zbiorniki znacznie szybciej nagrzewają się latem oraz zamarzają zimą. Dlatego utrudniona jest w nich hodowla ryb oraz roślin. Jednak dla chcącego nic trudnego. W dobie obecnej technologii oraz przy pomocy doświadczenia pokoleń osób budujących stawy w tej chwili właściwie wszędzie możemy zbudować oczko wodne, staw, czy jezioro. Oczywiście najłatwiej jest dokonać tego na glebach nieprzepuszczalnych jednak nawet na piaskach przy pomocy różnego rodzaju folii, mat, wodoszczelnych betonów i ulepszaczy jesteśmy w stanie wykonać koryto zbiornika. Zanim jednak zdecydujemy się na budowę zbiornika warto jest dobrze przemyśleć jego formę, położenie, wykończenie oraz funkcje.

2012.5 SRWO Wielki plusk 1  2012.5 SRWO Wielki plusk 2
1. Jeżeli naszym marzeniem jest zbiornik o krystalicznie przejrzystej wodzie to zapewne nie obędziemy się bez pomocy filtrów, lamp UV oraz różnych środków służących do usuwania glonów. Aby woda była czysta lustro naszego zbiornika powinno, chociaż częściowo znajdować się w cieniu. W pełnym słońcu rozwój glonów jest znacznie szybszy. Zbiornik powinien być systematycznie oczyszczany z wszelkich martwych części roślin. Jeżeli w ogrodzie przebywają dzieci lub zwierzęta możemy skorzystać z biologicznych środków do zwalczania różnych typów glonów. Takie środki są nieszkodliwe również dla ryb.
2. Brzeg zbiornika wodnego to strategiczne miejsce dla ego wyglądu zwłaszcza, kiedy budujemy sztuczny zbiornik wodny w formie naturalnego stawu. Umiejętne zakrycie sztucznych materiałów, z których zbiornik został wykonany to klucz do sukcesu. Wystająca folia lub beton są niedopuszczalne. Dobrym rozwiązaniem są odpowiednie obsadzenia roślin w płytkiej wodzie w utworzonych w pobliżu brzegu kieszeniach oraz sadzenie roślin o dużych liściach w gruncie na zewnątrz zbiornika. W sprzedaży są też maty wypełnione nasionami roślin bagiennych, które doskonale zasłaniają wszelkie niedociągnięcia. Innym rozwiązaniem jest również uszczelnianie zbiornika wysokiej jakości gliną.
3. Pomosty, mostki i inne elementy małej architektury to doskonałe dopełnienie zbiorników wodnych zarówno w formie naturalnych stawów jak nowoczesnych basenów. Pamiętajmy jednak, że forma i materiał, z jakich architektura zostanie wykonana muszą pasować do stylu, w jakim wykonany jest ogród oraz do budynku, w którego pobliżu zostanie wybudowana. Mała architektura może być wykonana zarówno z kamienia, cegły, drewna jak i metalu w formie prostych kładek lub bardzo ozdobnych mostków.
4. Zbiorniki wodne o stromych brzegach to pułapka dla wszystkich żywych istot. Żaby, różne owady a nawet małe kaczki nie są w stanie same wydostać się z wody i nie rzadko tracą życie w naszych zbiornikach. Przy nowoczesnych prostych krawędziach wystarczy, jeżeli w jednym, mniej widocznym miejscu ustawimy coś w rodzaju trapu prowadzącego z wody na brzeg. W naturalnych stawach wywłaszczenie brzegu, lub ustawienie w jego pobliżu większego kamienia tuż przy powierzchni wody będzie sprzyjać naszym ogrodowym przyjaciołom. Zwłaszcza, jeżeli chcemy, żeby nas częściej odwiedzali.
5. Jeżeli chcemy żeby nasz zbiornik wodny zdobiły lilie wodne to pamiętajmy, że są to rośliny wybitnie światłolubne. Nie będą się prawidłowo rozwijały, a tym bardziej kwitły w miejscach zacienionych. Lilie wodne nie lubią być sadzone w ruchomej wodzie, czyli na przykład w strumieniu czy w pobliżu wodospadu lub fontanny. Rośliny te nie znoszą również opryskiwania wodą po liściach oraz kwiatach. W Polsce jest kilkadziesiąt odmian, które doskonale się sprawują w zbiornikach różnej wielkości. Należy jednak pamiętać, że w zależności od rośliny muszą one być sadzone na różnych głębokościach. Niektóre będą potrzebować zbiornika o głębokości 1,5 metra. Innym wystarczy 30 centymetrów.
6. Jeżeli w naszym zbiorniku chcemy hodować ryby to musimy pamiętać, że muszą one mieć odrobinę cienia. Dobrze jest, gdy część lustra wodnego przykryte jest koronami drzew lub roślinnością wodną. Dobierając ryby musimy też pamiętać, że część z nich może obgryzać części podwodne roślin, a nawet wyjadać całe rośliny. Ryby, aby przezimowały muszą żyć w zbiorniku o powierzchni powyżej 5m2 oraz głębokości większej niż 120 cm.
Tekst i fot. Agnieszka Hubeny – Żukowska

W szpilkach po lawendę „Świat rezydencji, Wnętrz & Ogrodów” 4(31)/ 2012

W koronkowym szalu wbiegła w wypełniony różami zaułek. Nagle stanęła zdumniona gdy jej oczom ukazały się
równiutko ułożone, geometryczne rabaty. Zachęcona śpiewem ptaków, odwróciła na moment głowę.
Przed nią rozpostarł się ziołowy zakątek…..
Tekst i fot. Agnieszka Hubeny – Żukowska

2012.4 SRWO W szpilkach po lawendę1  2012.4 SRWO W szpilkach po lawendę 2

Kręcą mnie ścieżki „Świat rezydencji, Wnętrz & Ogrodów” 4(31)/ 2012

Moja kolejna wyprawa po angielskich ogrodach zakończyła się nie tylko sukcesem, ale i wspaniałą zabawą. Tym razem moja droga potoczyła się zupełnie inaczej niż bywało to wcześniej. Wybierając ogrody nie kierowałam się tylko ich atrakcyjnością pod względem kompozycji, położenia, wykorzystanych roślin, stylu, czy znanego projektanta… Mój wybór został ograniczony do faktu, czy ogród posiada labirynt, czy też nie. Podczas tygodniowego pobytu w Wielkiej Brytanii zwiedziłam kilkanaście ogrodów, które poszczycić się mogą labiryntami. Wycieczka zdawałoby się monotematyczna i być może nudna. Ależ nic takiego. Nigdy w życiu nie bawiłam się lepiej!!
Jednym z ogrodów, który mogę polecić nie tylko miłośnikom roślin, ale także osobom lubiącym dobrą zabawę na świeżym powietrzu, a przede wszystkim rodzinom z dziećmi jest Longleat House. Jest to olbrzymia posiadłość (360 ha), leżąca w południowej Anglii w hrabstwie Wiltshire w pobliżu miasta Warminster. Od roku 1541 należy do potomków Sir Johna Thynna, który kupił własność ziemską będącą wcześniej klasztorem augustianów, a następnie po wielkim pożarze w 1567 przebudował dom. Od tamtej pory wiele zmian zaszło w samym budynku i w jego otoczeniu. Niegdyś pałac okolony był elżbietańskimi, formalnymi ogrodami rozciągającymi się niemal po sam horyzont. W dalekich czasach przyroda odbierana była, jako śmiercionośna, dlatego taka zapora z ogrodu, w którym wyraźnie widać było rękę człowieka – ogrodnika, stanowiła pewnego rodzaju barierę bezpieczeństwa dla wytwornych dam i ich świt. W XIX wieku odbiór przyrody uległ olbrzymiej zmianie. Romantyczni poeci pisali o pięknie natury, zaczęła się era krajoznawczych podróży do najdzikszych zakątków Walii i Szkocji. Jednak, po co podróżować skoro naturę można mieć tuż za oknem? Wielcy architekci tacy jak panowie Capability Brown oraz Humphrey Repton dokonali niebanalnych zmian w całej europie projektując ogrody krajobrazowe, które przedstawiały „ulepszoną naturę”. Te zmiany dotyczyły również Longleat.

2012.4 SRWO Kręcą mnie ścieżki 1  2012.4 SRWO Kręcą mnie ścieżki 2
Żyjący w XIX wieku I Markiz Bath Thomas Thynne zatrudnił Capability Browna. Ogrody formalne zostały starte z powierzchni ziemi, a na ich miejsce pojawił się park krajobrazowy z malowniczymi drogami dojazdowymi, które oglądać można do dziś dzień. Mnie trochę szkoda ogrodów, które na historycznych rycinach wyglądają imponująco… Jednak z biegiem lat nadeszły kolejne zmiany. Rodzina Thynn jest bardzo płodna, jeżeli chodzi o pomysły, widać też, że bardzo ceni swoje ziemie. VI Markiz Bath musiał ratować posiadłość przed bankructwem. Aby wyjść z tej sytuacji odważył się nie tylko udostępnić pałac zwiedzającym, wpadł też na inny „szalony” jak na tamte czasy pomysł. W 1966 otworzył w Longleat pierwsze safari poza Afryką!! Jest to prawdopodobnie pierwszy tego typu ogród na świecie. Safari ciągle funkcjonuje i cieszy się olbrzymim powodzeniem. Teraz dochodzimy do czasów współczesnych i do VII Markiza Bath – Alexandra Thynna, który słynie z zamiłowania do labiryntów, a to przecież one przyciągnęły mnie do Longleat!! Labiryntów jest aż 5 i nie wliczam tu kilku innych wymalowanych na nawierzchniach placów. Jest labirynt luster zaprojektowany przez Adriana Fishera, który choć nieduży daje sporo wrażeń. Labirynt Miłości, w stylu renesansowego ogrodu różanego – dzieło Grahama Burgessa oraz labirynt Słońce i Księżyc z niskich żywopłotów bukszpanowych autorstwa Randolla Coatea. Labirynt różany jest stosunkowo młody i wymaga jeszcze kilku lat, żeby jego „ściany” stały się bardziej zwarte, natomiast Słońce i Księżyc należy oglądać z piętra pałacu. W ogrodzie jest jednak jeszcze jeden labirynt, który został zaprojektowany przez Grega Brighta i jest wykonany z wysokich na 2 metry żywopłotów cisowych. Ten ostatni jest według mnie jednym z cudów sztuki ogrodniczej. Powstał w roku 1975 i jeszcze kilka lat temu mógł szczycić się niebanalnym mianem najdłuższego labiryntu na świecie!!! Stworzony został z 16000 krzewów cisu i pokrywa powierzchnię około 6000m2. Całkowita długość ścieżek to około 2,7 km, a średni czas przejścia od wejścia do wyjścia to około 90 minut (licząc w tym liczne zagubienia). Labirynt ma obecnie ponad 35 lat, więc zwartość żywopłotów tworzących jednocześnie jego ściany oraz wspaniały wzór, który można podziwiać z centralnej wieży, jest wprost idealna. Labirynt jest uważany za wzór 3D, ponieważ oprócz atrakcji w poziomie czekają nas również niesamowite przeżycia podczas przechodzenia poprzez 6 mostków, które niczym tylne furtki, małe oszustwa, przenoszą nas nad dwoma lub trzema liniami ścieżek. Właśnie na tych mostkach odpoczywają również „spekulanci”, którzy wskazując sobie palcami optymalne kierunki marszu, planują swoją dalszą drogę. Te planowania oczywiście w niczym nie pomagają, bo schodząc pomiędzy wysokie ściany żywopłotów i klucząc jego skomplikowanym wzorem już po kilkudziesięciu metrach tracimy zupełnie orientację. Zabawa przednia, dorośli wraz z dziećmi we wspólnym szale odnalezienia właściwej drogi. Nie pamiętam, kiedy tak oryginalnie spędzałam czas!! Planując z mostku nr 1 przejście na mostek nr 2 nagle trafiamy na mostek nr 4!! Turyści z Chin opracowali jeszcze inną metodę. Jedna osoba stoi na mostku i krzyczy, w którą stronę mają skręcić pozostali. Skutek? Brak skutku!! Jedyną i najprawdziwszą prawdą jest to, że żeby wyjść z labiryntu trzeba się po prostu w nim zgubić!! Nagrodą jest wieża usytuowana na środku wzoru. Ma wysokość 2 pięter i widać z niej cały labirynt, który jest przepiękny. Widać też rzesze błądzących turystów, więc z niesłychaną wprost satysfakcją można zejść schodami w dół i boczną furtką wydostać się na zewnątrz. Można też podążyć do wyjścia labiryntem, ale na to decydują się chyba tylko szaleńcy. Dopiero teraz spoglądamy na zegarek… Nie wiadomo jak od początku naszej podróży w labiryncie upłynęło ponad 1,5 godziny!! Ten niewielki zdawałoby się fragment terenu to jakby inny wymiar. Czarna dziura, która fascynuje, wciąga i co najdziwniejsze wcale nie przeraża. Ani przez moment nie czułam się zagrożona czy tak naprawdę zagubiona. Chęć odnalezienia wyjścia oraz ciągle pojawiająca się pewność słuszności wyboru drogi powodują, że właściwie nie ma czasu na zastanawianie się nad swoim położeniem. Chęć dotarcia do celu jest najsilniejsza. Labirynt jest mistrzostwem jedynym w swoim rodzaju. Nie dość, że przysparza wspaniałej zabawy to jeszcze sam w sobie jest po prostu dziełem sztuki. Nie jest to typowy kwadratowy czy okrągły design. Labirynt zajmuje powierzchnię prostokąta, który wypełniony jest licznymi, nieregularnymi zygzakami, falami i ślimakami. Jest to jeden z najciekawszych labiryntów, jaki miałam okazję odwiedzić.
Cały park przy Longleat jest wypełniony różnorodnymi atrakcjami dla całej rodziny. Jest to Bardziej park rozrywki niż typowy teren przy historycznej rezydencji. Jednak również arystokraci dla zachowania swoich dóbr muszą iść z duchem postępu i podążać za wymaganiami, jakie stawiają im zwiedzający. W Longleat oprócz pałacu, wspomnianego labiryntu i niewielkich, acz ciekawych ogrodów można skorzystać z wielu innych atrakcji, jakimi są park przygody, safari, mini zoo, jaskinia nietoperzy, karuzele, lody i oczywiście różowa wata cukrowa…
Tekst i fot. Agnieszka Hubeny – Żukowska

Symbol i tajemnica. Labirynty ogrodowe. GARDEN&GARDEN 8/2012

Labirynt to według znawców, encyklopedii oraz słowników: kręta ścieżka, zawiła droga usiana
przeszkodami. Skomplikowany układ pomieszczeń i korytarzy, które mają utrudnić dojście do celu,
który zazwyczaj znajdował się w centrum.
Labirynt był i jest stosowany w religii, sztuce, matematyce i logice. Jest jednym z najbardziej skomplikowanych i wieloznacznych symboli, którego znaczenie zmieniało się w zależności od epoki oraz religii. Historia labiryntów jest bardzo długa i niezwykle bogata. Już w starożytności powstawały olbrzymie skomplikowane budowle kryjące grobowce i skarbce. Najbardziej znanym jest zbudowany przez Dedala labirynt kreteński, w którym według mitu uwięziony został potwór Minotaur. Innym dość ciekawym jest, odkryty na początku XX wieku, trzy kondygnacyjny labirynt na Malcie, w którym odnaleziono 7000 szkieletów. Dużo później, bo około roku 1200 zaczęły także powstawać labirynty mozaikowe, które możemy podziwiać na posadzkach największych kościołów całej Europy. Przepiękne przykłady tego typu labiryntów są między innymi w Katedrze Notre Dame, a także we włoskich kościołach w Pawii, Cremonie oraz w Rzymie. Labirynty powstawały także na świeżym powietrzu budowane z kamieni lub darni. Te łączyły się głównie z pogańskimi rytuałami płodności.

Garden&Garden Symbol i tajemnica 1  Garden&Garden Symbol i tajemnica 2 Garden&Garden Symbol i tajemnica 3 Garden&Garden Symbol i tajemnica 4
Najbardziej znane przez nas labirynty żywopłotowe zaczęły powstawać w ogrodach dopiero w okresie renesansu. Na przestrzeni wieków powstawały setki labiryntów o różnej powierzchni oraz różnej wysokości żywopłotów. Sadzono je zarówno z krzewów cisu, jak i bukszpanu, buku oraz grabu. Najbardziej znany labirynt powstał w Hever Castle – zamku Henryka VIII. Labirynt ten ma kształt koła wpisanego w kwadrat. Został wykonany z żywopłotów cisowych o wysokości obecnie ponad 2 metrów. Jego ścieżki mają prawie 400 metrów długości, a w miejscu centralnym znajduje się niewielkie otwarcie. Jest to nieduży labirynt jednak uroku dodaje mu jego położenie tuż przy przepięknym zamku otoczonym fosą. Inne zachowane, a tym samym warte zwiedzenia żywopłotowe labirynty historyczne to między innymi:
• powstały w 1690 roku labirynt w królewskim pałacu w Hampton Court w Wielkiej Brytanii;
• założony w 1791 roku Laberint d’Hora w pobliżu Barcelony w Hiszpanii;
• labirynt z 1833 roku w Glendurgan w Wielkiej Brytanii;
• odrestaurowany pomiędzy 1939 a 1941 rokiem labirynt New Harmony w Indianie w USA
Wiadomo, że labirynty powstawały w całej europie, jednak w wirach historii, a przede wszystkim w wyniku obu Wojen Światowych,
niewielu z nich udało się przetrwać. Od tamtego czasu labirynty nie zniknęły jednak z naszych ogrodów. Przeżywają transformacje i pojawiają się w różnych formach w parkach i prywatnych ogrodach, a nawet w przestrzeni miejskiej.
W 1975 roku Randoll Coate jako pierwszy zaprojektował labirynt, którego rysunek miał charakter czysto symboliczny. Był to odcisk stopy w prywatnym ogrodzie w hrabstwie Gloucestershire. Projekt ten był krokiem milowym w sposobie projektowania labiryntów. Następne dzieła tego samego artysty pojawiły się w późniejszym czasie także w Belgii oraz Szwecji. Innym genialnym twórcą był Greg Bright, który w 1978 roku stworzył w Longleat House jeden z najpiękniejszych moim zdaniem labiryntów. Powstał z 16000 krzewów cisu i zajmuje powierzchnię prawie 6000m2. Labirynt przez kilkanaście lat szczycił się mianem najdłuższego labiryntu świata -całkowita długość ścieżek liczy około 2,7 km. Aby przejść cały labirynt w Longleat musimy spędzić w nim około 90 minut. Labirynt oprócz niespotykanego wzoru ma również kilka mostków oraz centralną wieżę, z której można podziwiać kunszt projektanta oraz ogrodników, którzy pielęgnują dwumetrowej wysokości żywopłoty.
Zupełnie na nowo spojrzał na kwestie labiryntów pochodzący z Nowej Zelandii Stuart Landsborought, który stał się pionierem w budowaniu labiryntów z paneli drewnianych. Projektant ten w zaledwie 4 lata zaprojektował i wybudował ponad 220 labiryntów w Japonii. Niestety większość z nich już nie istnieje, a jego własny był otwarty dla zwiedzających do 1973 roku. Obecnie jednym z najbardziej znanych projektantów labiryntów nie tylko w Europie, ale także w Ameryce, Indiach, Japonii i Korei, jest Adrian Fisher. Rozpoczął on swoją karierę w roku 1979 i od tamtego czasu zaprojektował ponad 600 różnych labiryntów oraz zdobył 6 Światowych Rekordów Guinessa.
Adrian Fisher nie zatrzymał się jednak tylko na labiryntach mozaikowych, darniowych i żywopłotowych. Obecnie można powiedzieć, że na całym świecie projektuje labirynty z paneli drewnianych, labirynty z luster, ze sznurka, kostek słomy, a nawet labirynty laserowe.
Propaguje także zupełnie nowe formy, jakimi są chociażby labirynty na ścianach przystanków metra oraz labirynty matematyczne dla dzieci. Fisher jako pierwszy na świecie zaprojektował także labirynt w polu kukurydzy
Współcześni twórcy labiryntów odeszli od początkowych kształtów i popuszczając wodze fantazji przedstawiają nam różnorodne, nieraz zaskakujące projekty. Obecnie coraz mniej zobaczyć można labiryntów wpisanych w okrąg czy kwadrat. Teraz rysunki nawiązują do miejsc, w których powstają, opowiadają historie lub po prostu stanowią cudowne wzory wijących się linii. Aktualnie najwięcej labiryntów powstaje w przestrzeniach miejskich oraz w krajobrazie otwartym. Często labirynty stają się elementem wchodzącym w skład parków rozrywki, towarzyszą ogrodom zoologicznym, placom miejskim, skwerom i bulwarom. Mniejsza część projektów realizowana jest na zlecenie właścicieli posesji wiejskich oraz zabytkowych pałaców i dworów.
Jak widać obecnie istnieją projektanci, którzy całkowicie poświęcają się tworzeniu labiryntów. Niektóre z nich stanowią istne dzieła sztuki. Wszystkie wzory labiryntów powstają na zamówienie i dlatego są unikatowe. Są dziełami swych twórców i dlatego są chronione prawami autorskimi.
Forma labiryntu zapewnia wspaniałą zabawę nie tylko dla dzieci, ale również dla dorosłych. Całe rodziny mogą wspólnie gubić się i znajdować drogę w labiryntach żywopłotowych, natomiast dla mniej odważnych proponuję wzory mozaikowe.
Tekst i fot. Agnieszka Hubeny – Żukowska

Cisza tętniąca życiem „Świat rezydencji, Wnętrz & Ogrodów” 3(30)/ 2012

„MNIEJ ZNACZY WIĘCEJ”
Minimalizm jest terminem rozpoznawalnym przez większość ludzi. Kojarzy się z prostotą, porządkiem, czystością, geometrią linii, ograniczonym użyciem materiałów oraz stonowanymi kolorami. Obecnie to właśnie minimalizm dominuje wokół naszych domów. Jest to pełna sprzeczności nowa forma ogrodów, która doskonale wyraża nastrój naszych czasów. Pomimo że charakteryzuje się nowoczesnością, jej podstawy zakorzenione są w historii i tradycji różnych epok i kultur. Spokój i skromność ogrodów minimalistycznych wynika zapewne z wpływów ogrodów Dalekiego Wschodu, natomiast geometria architektury oraz duże bloki roślin były przed wiekami domeną włoskiego renesansu.
Ogrody minimalistyczne łączą ze sobą jeszcze inne cechy, które zdawałoby się pochodzą z dwu odmiennych biegunów: naturalne materiały oraz nowoczesne technologie. To na przykład wspaniałe połączenie kamienia, drewna i materiału roślinnego z betonem, stalą, szkłem i światłem.

2012.3 SRWO Cisza tetniaca zyciem 2 (2)  2012.3 SRWO Cisza tetniaca zyciem 2 (1)
Ogród w stylu minimalistycznym jest prosty w formie, ale nie musi być pusty. Może ukrywać w sobie skarb subtelności i być wypełniony przedmiotami czysto symbolicznymi, ale może też być doskonałym tłem do sadzenia roślin. Nie musi być monotonny w swej kolorystyce. Może tętnić nie tylko barwą, ale i życiem można w nim, bowiem uprawiać szeroką gamę rośliny.
Współcześnie powstające ogrody dzięki swojej formie mogą zapierać dech w piersiach, a mimo to stwarzać atmosferę spokoju i relaksu. Ogrody minimalistyczne to połączenie nowej ekspresji otaczającego nas świata, zrównoważonej ekologii oraz chęci wyciszenia się.

* Ogrody minimalistyczne to przestrzenie, które w głównej mierze mają służyć naszemu odpoczynkowi. Aby stworzyć ku temu dobre warunki warto jest pomyśleć o kuchni ogrodowej lub altanie, które powinny być jednak zaprojektowane w prostej formie. Połączenie naturalnego kamienia, drewna oraz miękkich poduch sprawia wrażenie przejrzystości i elegancji. W powiązaniu z pachnącymi kwiatami oraz zadaszeniem, które przepuszcza część promieni słonecznych powstaje oaza odpoczynku i relaksu.
** Geometria może występować w ogrodach minimalistycznych na przykład w formie modułów. Część kształtów powstałych w wyniku podziału przestrzeni przeznacza się na nawierzchnie utwardzone, inne można wypełnić wodą, lub strzyżonymi formami bukszpanu, jeszcze inne trawnikiem lub niską roślinnością. Dla kontrastu pozostałą część modułów można wypełnić różnogatunkową mieszaniną roślin kwitnących, które dodadzą ogrodowi lekkości oraz koloru.
*** Elementy wodne zwłaszcza w formie przelewów lub kanałów to nieodzowne elementy współcześnie projektowanych ogrodów. Są one bardzo proste w swej formie wprowadzają jednak do statecznych ogrodów minimalistycznych odrobinę ruchu oraz przyjemnego dla ucha szmeru, ponadto odbijają promienie słoneczne stając się nie lada ozdobą. Aby nie przeładowywać ogrodu małą architekturą, dla wprowadzenia geometrycznych linii wystarczy posadzić równo strzyżone bukszpany, a dla nadania koloru wypełnić powstałe moduły ulubionymi kwiatami.
**** Mniej znaczy więcej. Ogród minimalistyczny może obyć się bez trawnika i bez kwiatów. Zamiast nich głównymi elementami kompozycji mogą się stać prosta altana, głaz lub drzewo o architektonicznych kształtach. Tworzenie takiej kompozycja wymaga jednak niezwykłej staranności i wyważenia elementów. Należy pamiętać również, że tego typu rozwiązanie, choć zdawałoby się proste wcale nie musi być najtańsze! Tu o efekcie końcowym zadecydują, bowiem, nie tylko, jakość materiału, ale również staranność wykonania detali.
***** Współczesny ogród nie musi być prosty i kanciasty. Również miłośnicy miękkiej linii mogą sobie pozwolić na piękny ogród w modnym stylu. Do tworzenia falistych murków i ścian doskonale nadają się zarówno kamień, stal jak i beton architektoniczny, które świetnie kontrastują z soczystą zielenią wypełniających rabaty roślin. Główną zasadą przy sadzeniu zarówno krzewów jak i bylin jest duże zagęszczenie oraz różnorodność form i kształtów liści. Kwiaty często nie są w ogóle brane pod uwagę lub stanowią jedynie barwny akcent.
Tekst i fot. Agnieszka Hubeny – Żukowska

Buszujący w kukurydzy „Świat rezydencji, Wnętrz & Ogrodów” 3(30)/ 2012

Adrian Fisher jest światowej sławy projektantem labiryntów. Jego firma, z siedzibą w Dorset w UK zdobyła 6 rekordów Guinnesa, stworzyła ponad 600 projektów labiryntów w 30 krajach na 6 kontynentach. Adrian Fisher zaprojektował pierwszy na świecie labirynt na polu kukurydzy, jego labirynty sześciokrotnie były wpisywane do Księgi Guinnessa. Jego puzzle matematyczne ukazują się codziennie w Brytyjskim „The Times”, Navigaty puzzle w „Daily Mail” a Mandali puzzle w BBC Radio Times. Spotkałam się z Adrianem i jego żoną Marie w ich domu w Dorset.

2012.3 SRWO Buszujący w kukurydzy (2)  2012.3 SRWO Buszujący w kukurydzy (3)
1. Dlaczego zostałeś projektantem labiryntów? Co takiego jest w labiryntach?
Myślę, że każdy powinien dorosnąć do odkrycia swoich uzdolnień i talentów, znaleźć największe spełnienie, szczęście i sukces robiąc to, co robi najlepiej. Okazało się, że miałem niezwykły umysł do rozwiązywania problemów w niekonwencjonalny sposób. Myślę łatwo w trzech wymiarach. Delektuję się kolorem, fotografią, kształtami, wzorami i ich kombinacją. Tworzenie miejsc, które inni analizują i odkrywają, miejsc, w których łączy się architektura i magia sprawia mi olbrzymią przyjemność. Ponadto lubię historię i to w jej najszerszym znaczeniu. Projektowanie labiryntów, puzzli i szarad zaspokaja mnie w pełni! Moja agentka literacka mówi, że gdybym żył w czasie II wojny światowej na pewno zostałbym zatrudniony, jako deszyfrant. Polska odegrała kluczową rolę w historii Enigmy, więc może rozszyfrowywanie i logiczne myślenie jest interesującą umiejętnością całego narodu polskiego?
Niektóre zdolności są bardziej lukratywne finansowo niż inne. Mój brat geolog ma na przykład niesamowity talent do odkrywania diamentów i znajdowania nowych miejsc, w których powinny powstać kopalnie! To ważne, aby być wiernym swoich talentów, a nie gonić w poszukiwaniu wyższej pensji. Ja prosperuję lepiej, jako dobry projektant labiryntów, niż jako słaby księgowy, którym kiedyś próbowałem być…

2012.3 SRWO Buszujący w kukurydzy (1)
2. Wokół nas jest mnóstwo monotonii, skąd czerpiesz inspiracje do swoich projektów?
Żyjemy w najbardziej ekscytującej, opartej na bogatej wiedzy generacji, jaka kiedykolwiek żył na tej planecie! Nie brakuje mi inspiracji. Jesteśmy rozpieszczeni możliwością wyboru, ale dominacja tandety jest wrogiem doskonałości. Kilkukrotnie czułem, że mogłem stworzyć o wiele lepsze rozwiązanie przestrzeni publicznej, placu czy parku. Ale bez obaw!! Historia gruntów oraz ich sposób użytkowania ulega ciągłym zmianom, dlatego jest tak wiele miejsc, w których można stworzyć ciekawe i zadziwiające ludzi projekty.
Labirynty są dla mnie jednym z mediów sztuki, tak samo jak malarstwo czy rzeźba. To oznacza, że nie zabraknie mi inspiracji, tak długo jak istnieją inni kreatywni ludzie i ich dzieła (muzyka, film, komedia, malarstwo, rzeźba) oraz najnowsza technologia, która każdego roku zachwyca nas coraz bardziej… Istnieją również dawne dzieła. Sztuka i literatura, od Starego Testamentu po przez dramat grecki do Szekspira, a także historia oraz inspirujące życie wielkich przywódców i bohaterów. Ludzkość zasługuje na opowiadanie historii i zachwycenie się nimi. To tak, jakby nasza tożsamość zależała od tego. Potrzebujemy dochodzić, kim jesteśmy, jako kultura, zostawiać niezacieralne ślady i tak wzbogacone przekazywać nasze dziedzictwo z pokolenia na pokolenie.
Większość moich projektów zaczynam tworzyć od wymyślenia jakiejś historii. A kiedy zaczynam ją opowiadać, wyobrażam sobie różne przygody i odkrycia, historia zaczyna żyć swoim życiem.
3. Labirynty kojarzą się ludziom głównie z ogrodami historycznymi i placami zabaw dla dzieci. Dlaczego według Ciebie labirynty stały się tak popularne w obecnych czasach?
Tak szybko jak tylko mali ludzie zaczynają chodzić i mówić, równocześnie zaczynają zwiedzać i odkrywać. Od dziecka, zabawa jest naszą życiową pracą, którą wykonujemy z taką żarliwością, na jaką tylko nas stać. Uciążliwe zjawiska edukacji formalnej często prowadzą do kruszenia ducha gry i zabawy. Każdy z nas, czy dziecko, dorosłych, rodzic czy dziadek, wszyscy potrzebujemy zabawy – łącząc kilka pokoleń we wspólnej zabawie można osiągnąć największą przyjemność.
Stworzyłem pierwszy na świecie labiryntu kukurydzy w Pensylwanii w 1993 roku i ponad 400 od tamtej pory. Labirynty w polach kukurydza mogą zapewnić rodzinom smak życia na wsi. Każdy labirynt opowiada historię, a każda uczestnicząca w zabawie rodzina staje się jej bohaterami i przeżywa swoje własne przygody. Kukurydzę uprawia się dla corocznych zbiorów i tak, co roku powstaje nowy labirynt wokół nowej historii. To zachęca rodziny do powrotu regularnie rok po roku i przeżywania nowych przygód. Labirynty na polach kukurydzy również dla mnie są wielkimi wyzwaniami i to nie tylko ze względu na sezonowość tych przedsięwzięć i konieczność przygotowywania nowych projektów, co roku, ale również, dlatego że te labirynty mogą mieć po kila hektarów powierzchni!!
4. Projektujesz różne typy labiryntów: labirynty żywopłotowe, wyżej wspomniane w polach kukurydzy, labirynty lustrzane, labirynty z paneli, sznurka… nawet labirynty laserowe. Które z nich lubisz najbardziej?
W labiryncie, uczestnik zabawy poddany jest przymusowi dokonywania ciągłych wyborów, ma wrażenie zagubienia, w tym czasie towarzyszy mu również dreszczyk emocji związany z odkrywaniem ukrytych niespodzianek oraz dążeniem do celu. To doświadczenie jest ponadczasowe i to dotyczy wszystkich moich labiryntów, czy to żywopłotowych, z paneli, luster, kostki brukowej, kukurydzy czy też strumieni wody. Ta forma sztuki ma swoje reguły, takie jak ułożenie dróg i barier, które w większości przypadków przebiegają równolegle lub jako koncentryczne pierścienie. Ale te kilka ograniczeń jest tylko punktami wyjścia dla ignorowania ich, kiedy projekt tego wymaga. W tej chwili wykonuję wiele labiryntów lustrzanych, zwłaszcza w połączeniu z najnowszymi technologiami, dzięki którym powstają ekscytujące przedstawienia audio-wizualne.
5. Wiem, że projektujesz między innymi w UK, Francji, Włoszech, Holandii nawet w Ameryce Południowej, Indiach, Japonii i Korei Południowej. Praca dla tak różnych ludzi w tak wielu krajach, w różnych kulturach i klimatach musi być niezwykle ekscytująca?
Lubię myśleć, że mam najlepszą pracę na świecie – podróże dookoła świata, spotkania z różnymi osobami i organizacjami, odkrywanie lokalnej kultury we wszystkich jej formach, oraz unikalny wkład twórczy w tę kulturę. Znacznie bardziej satysfakcjonujące jest reagowanie i odpowiadanie na pytania zadane przez zainteresowanych niż, dostarczenie niesprecyzowanych rozwiązań do istniejącego i tętniącego życiem społeczeństwa.
Fascynujące jest również to, że wśród ludzi, których spotykam zaskakująca większość, również uważa, że ma najlepszą pracę na świecie – dla nich! Chwała niech będzie za to, że w naszych czasach istnieje tak wiele przynoszących satysfakcję oraz możliwość dochodu zajęć.
6. Wśród setek realizacji, który z twoich projektów był dla ciebie największym wyzwaniem?
Zapewne poprawna odpowiedz powinna brzmieć „ten, którym zajmuję się w tej chwili”. Jak każdy artysta, zawsze idę do przodu i zapewne, projekty z przed kilku lat teraz zaplanowałbym zupełnie inaczej… Jednak Maze Beatles na Międzynarodowym Festiwalu Ogrodniczym w Liverpoolu w roku 1984, miał 17 m długości, wykorzystaliśmy tam 18 ton stali, a w centrum znalazła się żółta łódź podwodna. To było dość sensacyjne założenie, tak jak labirynt żywopłotowy w Leeds Castle w Anglii i Sigurta Gardens we Włoszech, z których oba mają centralne wieże i podziemne tunele prowadzące do wyjścia. A teraz na wiosnę 2012, moja następna przygoda – Mirror Maze w Tennessee, USA.
7. Czy rozmiar labiryntu ma jakieś znaczenie?
Każdy labirynt powinny być zaprojektowany odpowiednio nie tylko dla swojego położenia, ale także wymagań właściciela, dla docelowej grupy zwiedzających, oraz przeżyć i atrakcji, które mają im być dostarczone. Powinien być także zbudowany w ramach budżetu, jakim właściciel dysponuje, w cenie, jaką jest skłonny zapłacić. Jeśli budżet przypadkowo jest mniejsze lub większe, to jest to tylko jeden szczegół. Czasem projekt woła o znacznie większą powierzchnię w krajobrazie, wtedy wszystkie możliwości powinny zostać rozpatrzone. Innym razem, intymność ludzkiej skali ma kluczowe znaczenie. Jeżeli jednak zdarza się największy, najdłuższy i najszerszy przykład w swoim rodzaju, to oczywiście jest to wspaniała zabawa i możliwość do ustanowienia nowego rekordu Guinnessa!
8. Oprowadziłeś mnie po swoim ogrodzie. Jest dość… specyficzny. Czy możesz nam opowiedzieć o swojej filozofii ogrodniczej?
Myślę, że jestem ogrodnikiem anarchistycznym. Jesteśmy szczęśliwymi posiadaczami trzy hektarowego ogrodu z doskonałym mikroklimatem. Pozornie mój ogród wygląda jak zwykły ogród z drzewami i trawnikami, znamy w nim wszystkie rośliny oraz ich nazwy łacińskie, więc każdy profesjonalny ogrodnik może nas pochwalić. Jednak jest to tak naprawdę miejsce zabaw dla wszystkich zarówno dla dzieci jak i dorosłych. Mamy tu przestronny trawnikach do biegania, wysokie cedry rzucające cień, labirynt żywopłotowy, piramidy z cisu, labirynt w murawie, huśtawki, basen oraz miejsca na ustawienie dużego namiotu obiadowego. Ponieważ interakcja ze zwierzętami jest tak ważna dla wszystkich grup wiekowych, na terenie mamy też świnie i owce. Każdy lubi głaskanie i karmienia zwierząt, czuję, że zwierzęta i ptaki powinny obfitować w ogrodzie, tak samo jak drzewa, kwiaty i nawierzchni. Mamy dwa psy i kota, i w tej chwili wspaniałe sowy, które zamieszkały w jednym z naszych drzew.
9. Projektujesz labirynty na całym świecie, napisałeś 17 książek o labiryntach. Jesteś także mężem oraz ojcem szóstki dzieci!!! Jak znajdujesz czas na to wszystko?
Żyjemy w świecie perspektyw, a więc też wyboru. Każdy człowiek jest rozdarty pomiędzy robieniem mniejszej liczby rzeczy, ale bardziej szczegółowo, a robieniem czegoś w dużych ilościach, ale mniej skrupulatnie. Myślę, że przez swój temperament jestem stworzony do wykonywania większej ilości pracy bardziej pobieżnie, chociaż z drugiej strony w niektórych aspektach jestem obsesyjne dokładny. Nie mógłbym pracować bez mojej żony Marie, która jest moim doskonałym uzupełnieniem. Jest bardzo praktyczna, ale także ujmująca i ciepła, co jest bardzo potrzebne podczas spotkań z klientami. Nigdy nie dość czasu na wszystko, więc czas spędzany z rodziną musi być dokładnie zaplanowany.
Życie rodzinne i osobiste jest ostatecznie najważniejsze, nadaje sens i cel wszystkiemu, co staramy się robić. Znalezienie szczęścia, spokoju i osobistego rozwoju jest najważniejsze; osobiste spełnienie w dużym stopniu pochodzi od satysfakcjonującego życia oraz dobrze wykonanej pracy.
Marie i ja mam sześcioro dzieci, i na szczęście żadne z niech nie wyraziło jeszcze zainteresowanie projektowaniem labiryntów!! Każde z nich musi odkryć własną drogę życia, muszą dowiedzieć się, kim są i co chcą w życiu robić, i tak właśnie powinno być. Ich samodzielne wybory padają daleko od mojego zawodu, który wypełnia dość szczególny rynek niszowy. A może powinienem powiedzieć rynek „szczelinowy”!
10. Jesteś w trakcie projektowania swojego pierwszego w Polsce labiryntu z żywopłotu. W jaki sposób podchodzisz do pracy w nowych krajach?
Mam nadzieję, że tak! Przybywam z otwartym umysłem, czystą kartką papieru, ołówkiem i gumką! Potrzebny mi jest też aparat fotograficzny.
Jest tak wiele związków, które łączą narody angielski i polski… Nie przeżylibyśmy Bitwy o Anglię bez pilotów polskich myśliwców, o takich rzeczach nie wolno zapomnieć. Dla mnie jest to nowe, ekscytujące wyzwanie, które może być początkiem ciekawej i owocnej współpracy.
11. W lutym odwiedzisz Polskę. Jako gość Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Twórców Ogrodów będziesz opowiadał na Targach Gardenia o labiryntach i ich historii? Czego oczekujesz po spotkaniu z entuzjastami labiryntów w naszym kraju?
Jestem bardzo podekscytowany a jednocześnie zaszczycony, zaproszeniem do udziału w sympozjum na temat gier i zabaw w krajobrazie. Jak zawsze czekam na spotkanie innych, którzy tworzą własne portfolia w różnych dziedzinach sztuki i dziedzinach jej pokrewnych.
Z Adrianem Fisherem rozmawiała Agnieszka Hubeny – Żukowska

Wszyscy na front – „Świat rezydencji, Wnętrz & Ogrodów” 1-2 (29)/ 2012

Przedogródek – wizytówka domu i jego właściciela, niepowtarzalny fragment ogrodu, leżący pomiędzy przestrzenią ściśle prywatną – domem, a przestrzenią publiczną – ulicą. Jedna z niewielu części posesji, która może być oglądana nawet przez przypadkowego przechodnia. Przestrzeń, która opowiada o swym właścicielu, ozdabia budynek oraz zaprasza i wita gości. W wielu przypadkach, choć nie zawsze, jest zapowiedzią tego, co znajduje się za budynkiem – ogrodu właściwego. Niezależnie od swej wielkości pełni zawsze te same funkcje – użytkową i reprezentacyjną. Najmniejsze przedogródki mają wielkość przysłowiowej serwetki i mieszczą zaledwie jedną doniczkę z kwiatami. Największe mogą liczyć tysiące metrów kwadratowych zawierając w sobie aleję drzew, rondo z fontanną i dodatkowe miejsca postojowe…

2012. 1-2 SRWO Wszyscy na front 1  2012. 1-2 SRWO Wszyscy na front 2

W różnych krajach oglądać możemy różne formy przedogródków. Holendrzy praktykują przy swoich domach, zwłaszcza szeregowych, niskie płotki otaczające bardzo oryginalnie zagospodarowane ogródki. Cieszą się i bawią tą niewielką przestrzenią umożliwiając oglądanie ogrodu przechodniom. Można w nich znaleźć nisko strzyżone bukszpany oraz liczne ozdoby od ogrodowego krasnala po rower i sezonowo wystawianą palmę. Anglicy i amerykanie przed domami leżącymi przy szerokich alejach często w ogóle rezygnują z ogrodzeń frontowych zakładając rozległe trawniki i sadząc kwitnące krzewy tuż przy elewacjach budynków. W Stanach Zjednoczonych moda na otwarte trawiaste przestrzenie została zapoczątkowana w XIX wieku przez Franka Scotta, według którego ogradzanie wysokimi płotami i żywopłotami frontu domu było „samolubne” i „niedemokratyczne”. Ponad stuletnia fascynacja amerykanów trawnikami przyczyniła się do powstawania przepięknych dzielnic w wielu miastach USA. Niestety moda mająca swe źródło w trawnikach angielskich została obecnie uznana, ze względu na pochłanianie hektolitrów wody, za zagrożenie środowiska. Duże połacie trawników zaczęto, więc likwidować. W Polsce pierwsze ogrody frontowe pojawiły się w formie tzw. ogródków przedokiennych pod koniec XVII wieku za sprawą uwłaszczenia oraz rozwoju ogrodów przy pałacach i dworach. Na początku XX wieku przedogródki były już dość popularne. Pojawiały się tam strzyżone bukszpany oraz astry, rudbekie i piwonie. W okresie międzywojennym floksy, irysy i ostróżki, sadzono także lilaki, bez czarny jaśmin i kalinę. Co bardzo ciekawe nigdy nie sadzono drzew iglastych, których jak uważano, miejsce było w lesie. W zamian sadzono natomiast drzewa liściaste, aby zdobiły oraz chroniły budynki nie tylko przed słońcem, ale także przed pożarami.
Jak wyglądają współczesne przedogródki w Polsce? Często trudno powiedzieć… Lite frontowe ogrodzenia z betonu i drewna często zasłaniają część frontową ogrodu tak szczelnie, że po prosu ich nie widać… Na szczęście coraz częściej odchodzimy od tej nowej mody projektując frontowe ogrodzenia i bramy, jako bardziej ażurowe, szczelnie zasłaniając jedynie ogród z tyłu domu, gdzie nasza przestrzeń słusznie powinna stwarzać nam warunki wypoczynku i prywatności. Polacy coraz częściej otwierają się na nowe rozwiązania z całego świata szukając pomysłów na swój ogród nie tylko u mieszkańców zagranicznych miast i miasteczek, ale także na różnego rodzaju wystawach ogrodniczych. A na wystawach w ostatnich latach przedogródki pojawiają się coraz częściej. Projektanci idący za modą ekologii proponują tu elementy wodne wykorzystujące deszczówkę, zielone ściany, a nawet ogrody warzywne. Te ostatnie w pobliżu ruchliwych ulic miasta wydają się dość ryzykowne… Inni, wizjonerzy proponują nawet przedogródki w formie fosy z wynurzającą się z pod wody kładką. Ten pomysł w naszych warunkach klimatycznych byłby dość niebezpieczny… Chodzi jednak o to, że ogród frontowy to fascynujące miejsce zasługujące na dobry, czasem nawet szalony pomysł. Można tu ustawić fantastyczną rzeźbę, posadzić ciekawe rośliny, zagospodarować teren tak, aby poprzez pokrycie powierzchni kostką nie przypominał lotniska. Przedogródek nie musi stanowić tylko i wyłącznie miejsc parkingowych. Wiadomy tych w miastach brakuje zawsze, ale niewykluczone, że jeżeli odpowiednio podejdziemy do problemu to znajdzie się rozwiązanie, żeby miejsce na zieleń znaleźć.
Przedogródek to wbrew pozorom przestrzeń bardzo trudna do aranżacji. Po pierwsze, dlatego, że nawet przy działkach, które mają kilka tysięcy metrów kwadratowych fragment działki przed budynkiem jest stosunkowo nieduży. Niezależnie od jego wielkości i wielkości domu zmieścić tu musimy miejsce na wjazd do garażu lub miejsce parkingowe, ciągi komunikacji pieszej od drzwi wejściowych do furtki oraz do wiaty śmietnikowej. Samą wiatę, często z podwójną furtkę na zewnątrz działki i wewnątrz posesji. Problematyczne zwłaszcza przy wąskich działkach bywa też pogodzenie znajdujących się na linii granicy skrzynek elektrycznych i gazowych, furtki oraz bramy wjazdowej, która zgodnie z przepisami, nie może otwierać się na zewnątrz posesji. Tak, więc pozostaje nam brama otwierana do środka, która uniemożliwia zaparkowanie dodatkowego samochodu, w przypadku krótkiego podjazdu oraz brama przesuwna, która niestety często wchodzi w kolizję z furtką i wiatą śmietnikową… W naszych warunkach klimatycznych dodatkowo dochodzi problem miejsca składowania śniegu z odśnieżanych powierzchni. To jednak nie koniec trudności. Przedogródek to coś bardzo indywidualnego. Poprzez jego wygląd powinna przemawiać osobowość właścicieli, przedogródek musi też być nierozerwalnie połączony ze stylem i formą budynku, przed którym się znajduje. Część frontowa ogrodu powinna być reprezentacyjna, dość prosta w swej formie i przede wszystkim ozdobna przez cały rok i nie koniecznie mam tu na myśli rośliny zimozielone!! W naszych ogrodach brakuje drzew. Nie muszą to być 30 metrowej wysokości topole, których wszyscy się boją. Jest mnóstwo ciekawych, nie wysokich drzew doskonale nadających się do małych przestrzeni i do miast. Nasze ulice wewnątrz osiedli są puste i nudne, brakuje w nich zieleni. Przedogródki mogą być istnymi dziełami sztuki. Odpowiednio zaprojektowane i wykonane dają szanse nie tylko na ozdobienie naszych budynków i ulic, ale także na pokazanie naszej osobowości i indywidualności.
Tekst i fot. Agnieszka Hubeny – Żukowska

Gdy mijam Aranjuez – „Świat rezydencji, Wnętrz & Ogrodów” 1-2 (29)/ 2012

Hiszpania to niesamowite, kolorowe miejsce pełne zamków i pałaców otoczonych niezwykłymi ogrodami. Uroku budowlom powstałym na przełomie setek lat dodają cudowne krajobrazy w postaci gór, gajów oliwnych oraz winnic. Architektura i sztuka Hiszpanii jest niepowtarzalna i zapewne wynika z jego bogatej historii. Mieszanka kultury iberyjsko-celtyckiej wzbogaconej przez najazdy Rzymian, Maurów, oraz późniejszego chrześcijaństwa, z dodatkiem elementów kultury cygańskiej dają niezwykłą mieszaninę styli, które są tak charakterystyczne dla tego kraju. Miasta i miasteczka pełne są przepięknych budowli bogato zdobionych kolorowymi kaflami, kamiennymi mozaikami oraz rzeźbieniami. Czym były by jednak nawet najpiękniejsze pałace bez okolicznych ogrodów?

2012. 1-2 SRWO Gdy mijam Aranjuez 1  2012. 1-2 SRWO Gdy mijam Aranjuez 2
Hiszpanie uwielbiają otaczać się zielenią, która przynosi wraz z licznymi fontannami upragniony cień i chłód. Pełne roślin patia przy domach prywatnych to istne dzieła sztuki, które są najmniejszymi z zielonych przestrzeni hiszpańskich miast. Jednak największe i najwspanialsze ogrody powstawały zawsze z inicjatywy monarchów hiszpańskich. Królowie tego kraju budując swe liczne pałace otaczali je obszernymi ogrodami. Same budowle stanowiły okresowe rezydencje, w których dwór królewski spędzał od kilku do kilkunastu tygodni po tym czasie przenosząc się do następnej siedziby położonej w innej części kraju. W samym Madrycie oraz jego okolicach znajduje się kilka siedzib rodziny królewskiej. Na południe od tego miasta nad rzeką Tag i Jarama znajduje się pałac Aranjuez, który w XVI wieku stanowił rezydencję letnią a następnie aż do XIX wieku rezydencję wiosenną rodziny królewskiej. Budowę tego kompleksu, który bywa także nazywany hiszpańskim Wersalem zakończono w 1561 roku. Od strony północnej pałac przylega bezpośrednio do rzeki Tag, która stanowi w tym miejscu coś pomiędzy kanałem a fosą. Dodatkową ozdobą jest utworzone tu rozlewisko oraz kaskada wodna, nad którą góruje sylweta pałacu. Wokół rezydencji znajduje się kilka parków i ogrodów. Najbliżej pałacu usytuowany jest ogród Parterre – klasyczny ogród francuski z klombami kolorowych kwiatów sezonowych i egzotycznymi krzewami ozdobnymi.

2012. 1-2 SRWO Gdy mijam Aranjuez 3
Od strony północnej na utworzonej przez rzekę i kanał wyspie znajduje się kolejne założenie – ogród Isla. Dalej na wschód ogród Principe. Obsadzone drzewami specjalnie sprowadzonymi z obu ameryk, gęsto ozdobione rzeźbami oraz fontannami, w czasach swej świetności, gdy po alejkach wędrowali członkowie rodziny królewskiej, musiał robić olbrzymie wrażenie. Obecnie jednak zaniedbane, z suchymi nieckami fontann, które niestety włączane są tylko w weekendy wyglądają trochę przygnębiająco. Nic nie zmieni jednak faktu, że Aranjuez jest cudowną miejscowością, w której tereny zieleni zajmują aż 300 hektarów. Oczywiście pobliski Madryt kładzie wszystkich na łopatki. Parki i ogrody zajmują tu powierzchnię przekraczającą 250.000 ha! Wzdłuż ulic posadzonych jest ponad 248.000 drzew. Ponadto miasto może pochwalić się przepięknymi ogrodami historycznymi, wśród których są Królewski Ogród Botaniczny, ogrody pałacowe Campo del Moro i Ogrody Sabatni oraz mój ulubiony park Retiro. Co ciekawe większość z nich nie powstałoby gdyby nie umiłowanie dworu do polowań i zabawy. Pałac Królewski w Madrycie z trzech stron otoczony jest ogrodami. Dwudziesto hektarowy Campo del Moro przylega do zabudowań od strony zachodniej. Teren ten był wielokrotnie przebudowywany, na początku służył do polowań na drobną zwierzynę, potem organizowano w nim różne przyjęcia, następnie przekształcony został w park angielski oraz miejsce zabaw dla dzieci rodziny królewskiej. Park ten jest bardzo cenny, ponieważ znaleźć w nim można ponad 70 gatunków drzew, z których niektóre mają ponad 170 lat. Po stronie północnej pałacu, na miejscu dawnych stajni królewskich znajdują się dużo mniejsze i młodsze, pełne strzyżonych bukszpanów oraz drzew magnolii ogrody Sabatini.
W odległości około trzech kilometrów od pałacu znajduje się mój ulubiony park, który ze względu na swą wielkość oraz położenie jest niewątpliwym ewenementem. W samym centrum olbrzymiego obecnie miasta znajdują się zielone płuca Madrytu. Wybudowany w 1630 roku park Retiro ma powierzchnię 118 hektarów i od początku swego istnienia stanowił miejsce wypoczynku i zabawy. Oczywiście utworzony został po to, aby korzystali z niego członkowie rodziny królewskiej oraz ich świta jednak w roku 1868 park stał się własnością publiczną i od tego czasu jest ulubionym miejscem spotkań mieszkańców Madrytu. Park jest olbrzymi i podzielony na kilknaście części. Znajduje się tu między innymi strzyżony parter z kolorowymi obsadzeniami, ogród różany, liczne fontanny, kanały, stawy i jezioro, po którym można pływać łódkami. W parku znajduje się kilka budowli między innymi Kryształowy Pałac, który niegdyś był oranżerią a obecnie stanowi centrum wystawowe oraz Dom Rybaka, w którym mieści się informacja turystyczna. W parku rośnie 18 tysięcy drzew i 7 tysięcy krzewów 54 gatunków, nie licząc kwiatów sezonowych, które wypełniają geometryczne partery. Park od rana tętni życiem. Najpierw pojawiają się tutaj Hiszpanie dbający o linie, którzy dzięki wielkości parku oraz krętym ścieżką mogą pokonywać niezliczone kilometry podczas swego joggingu. Następnie nianie z dziećmi oraz młodzież na deskorolkach i wrotkach. Miłośnicy sportów wodnych przemierzają jezioro, a zwolennicy piłki nożnej i tenisa ziemnego korzystają z boisk znajdujących się na terenie parku. Co bardziej leniwi rozkładają pledy i kosze pełne jedzenia korzystając z trawników i cienia rzucanego przez drzewa. Idylliczny widok odpoczywającego miasta. A wokół same muzea i restauracje…
Madryt to cudowne miasto, pełne zielonych przestrzeni, cudownej architektury z różnych epok oraz znakomitych muzeów. Miasto, które w sobie tylko wiadomy sposób wprowadza turystów i mieszkańców w swoisty letarg powodując, że pomimo miejskiej wrzawy i zgiełku czas zaczyna biec wolniej.
Tekst i fot. Agnieszka Hubeny – Żukowska

Scena dla zmysłów – „Świat rezydencji, Wnętrz & Ogrodów” 12 (28)/ 2011

Właściwie wszystkie ogrody wywołują w nas pewne emocje. Jedne zachwycają inne zadziwiają, zaskakują, a nawet rozśmieszają. Współczesne ogrody jak scena teatralna pełne są koloru, detalu i rekwizytów, które zmieniają się wraz ze zmianą nie tylko pór roku, ale także z upływem każdej godziny dnia, czy z panującą właśnie pogodą. Projektant ogrodu jest zarówno jego reżyserem jak i scenarzystą. Poprzez wprowadzenie różnorodnych detali oraz sposób ich ustawienia wpływa na to, w jaki sposób widz – zwiedzający, dostrzega ogród. Są też takie ogrody, które stanowią jakby esencję tej teatralności. Ogrody, które posiadają w sobie więcej ducha przedstawienia niż nasze „pospolite” ogrody przydomowe. Oczywiście olbrzymie założenia ogrodów historycznych Wersalu czy ogrody warzywne Villandry nie potrzebują dodatkowego komentarza, jednak i ogrody powstające obecnie, czy w niedalekiej przeszłości mogą szczycić się swą teatralnością.
Przykładem tego typu projektów są na przykład tereny wokół firm, które mają być elementem rozpoznawalnym, terenem reklamy i promocji danego produktu lub marki. O dużo bardziej ekscytującymi ogrodami są jednak ogrody projektowane na różnego rodzaju wystawy. Zazwyczaj zakładane wzdłuż alejek, na niewielkich przestrzeniach. Każdy z ogródków staje się sceną małego teatru pokazującego swoje własne przedstawienie.

2011.12 SRWO Scena dla zmysłów 1  2011.12 SRWO Scena dla zmysłów 2

Projekty mające ze sobą rywalizować niemal wychylają się do nas krzycząc: „Wybierz mnie, wybierz mnie”. Tego typu ogródki wypełnione są po brzegi nie tylko roślinnością, ale także tysiącem detali mających zwrócić naszą uwagę. Ekstrawaganckie meble znanych projektantów, krzykliwe kolory roślin i architektury, nietuzinkowe rozwiązania i nowinki techniczne. Projektanci ogrodów wystawowych dwoją się i troją, aby w każdym roku pokazać coś nowego, niezwykłego i niepowtarzalnego. Trochę inaczej, ale nie mniej ciekawie prezentują się ogrody założone przez różnego rodzaju artystów. Ogrody będące tłem a czasem natchnieniem dla twórczości rzeźbiarzy, malarzy oraz architektów. Ogrody przed laty stworzone przez Moneta, czy Gaudiego mogą być tego doskonałym przykładem. Również współcześnie dzięki galeriom na świeżym powietrzu ogrody stają się czarodziejskimi światami sztuki. Znaleźć w nich można nie tylko fantastyczne postacie ludzi i zwierząt, ale także sztukę abstrakcyjną wykonaną z przeróżnych materiałów. Z takich niesamowitych instalacji znany jest na przykład Amerykanin Patrick Doughert. Jego rzeźby to olbrzymie twory powstałe z połączenia wikliny oraz otaczającego krajobrazu. Artysta jednoczy ze sobą wiklinę i rosnące krzewy oraz drzewa tworząc z nich na przykład bajkowe domy czy olbrzymie dzbany.
Jeszcze inne są ogrody, które stworzone zostały po to, aby odzwierciedlić czy też zilustrować różnego rodzaju filozofie oraz sposób patrzenia ich twórców na świat. Plastelinowy ogród Jamesa Maya przedstawiony na wystawie Chelsea Flower Show jednym się podobał innym nie… Jego twórca wciągnął jednak na scenę swego projektu setki ludzi integrując ich i namawiając do wspólnej pracy i zabawy. To było nadrzędnym celem, który postawił sobie znany, acz szalony angielski dziennikarz. Inny zadziwiający ogród raz do roku można oglądać w Szkocji. Dzieło życia architekta i krytyka architektury Charlesa Jenksa to ogród Kosmicznych Spekulacji. Teren wokół jego prywatnego domu pełen jest zadziwiających form ziemnych w kształcie bezów i piramid. Wodospad odzwierciedlający łańcuch DNA i wzory Alberta Einsteina na zwieńczeniu szklarni, czy próba zilustrowania czarnej dziury to tylko niektóre fascynujące elementy tego ogrodu.
Jedni twórcy starają się nieść w swych ogrodach jakieś przesłanie inni bawią się nimi projektując niestworzone rzeczy. Z szalonych pomysłów znany jest Irlandzki projektant Diarmuid Gavin, dla którego natchnieniem do projektu ogrodu może być nie tylko domowy chlebak, ale i Volkswagen garbus albo film z gatunku science fiction. Każdy z jego ogrodów można nazwać teatralnym!
Te wszystkie ogrody wzbudzają w nas olbrzymie emocje. Różne uczucia indywidualne dla każdego z nas, ponieważ wszyscy jesteśmy niepowtarzalni tak jak niepowtarzalne są nasze gusta. Dla jednych z nas ogrody wystawowe są zbyt nachalne i zbyt kolorowe, innym nie będzie odpowiadać przekazywanie przez ogród jakichkolwiek filozofii. Jeszcze inni nie zamierzają mieć w ogrodzie nic śmiesznego. Takim ogrodom nie daleko jest, bowiem do kiczu. Linia pomiędzy sztuką a tandetą jest, bowiem bardzo cienka. Z drugiej strony każdy ogród potrzebuje tego „czegoś”. Czasem umiejętnie i z umiarem ustawione meble oraz rzeźby, oświetlenie ogrodowe wyłaniające o zmierzchu zapomniane fragmenty ogrodu, czy nawet zamgławiacz ustawiony w pobliżu zbiornika wodnego mogą ożywić nasze ogrody dając zaskakujące efekty. Nie jestem zwolenniczką krasnali ogrodowych, ale muszę przyznać, że widziałam doskonałe zastosowanie takich figur. Dziesiątki krasnali idących gęsiego przez las zostało głęboko w mojej pamięci i dlatego uważam, że nie nigdy nie należy mówić nigdy ciekawym i oryginalnym pomysłom oraz ogrodowym eksperymentom. Uważam, że najważniejsze jest, aby powstający ogród podobał się jego właścicielom i tworzyło ich własne niepowtarzalne przedstawienie.
Tekst i fot. Agnieszka Hubeny – Żukowska

Gdy ucichną dudy – „Świat rezydencji, Wnętrz & Ogrodów” 12 (28)/ 2011

Szkocja to cudownie zielona kraina, w której na zmianę świeci słońce i pada deszcz. Ta niestabilność aury jest dość męcząca jednak jak mawiają mieszkańcy: „ jeśli nie podoba ci się pogoda, poczekaj minutę.” Jest to miejsce, w którym dzięki mijanym widokom nawet najdłuższa podróż samochodem nie sprzykrzy się. Drogi meandrują niby rozrzucone wstążki pomiędzy trawiastymi wzniesieniami oraz długimi i wąskimi jeziorami. Nisko przemykające chmury haczą o wyższe, skaliste fragmenty gór. Taki zielony raj na ziemi, a do tego rozsiane tu i tam niewielkie restauracje serwujące świeże ostrygi, małże i inne przysmaki. Tradycyjna kuchnia szkocka jest już może mniej apetyczna, ale oczywiście wszystko zależy od gustu. Zresztą nie tylko widoki, „see food” i whisky przyciągają turystów do Szkocji.

2011.12 SRWO Gdy cichną dudy 1  2011.12 SRWO Gdy cichną dudy 2
Ta zielona kraina wbrew swemu położeniu geograficznemu ma dużo cieplejszy klimat niż na przykład norweskie Oslo, które leży na podobnych stopniach szerokości geograficznej. Dzięki wpływowi prądu zatokowego na terenie Szkocji temperatura w zimie właściwie nie spada poniżej -10 stopni Celsjusza. Oczywiście nie ma tu też upałów. Najwyższa temperatura w lecie nie przekracza zazwyczaj 25 stopni!! Pomijając silne wiatry to klimat idealny do zakładania ogrodów i faktycznie jest ich tu kilka w okolicy. A ściśle mówiąc ponad 400!! Niektóre z nich to ogrody prywatne udostępnione do zwiedzania, są tu również parki i ogrody botaniczne oraz ogrody historyczne. Okazalsze powstawały oczywiście przy pałacach i zamkach. Ze względu na okres, w którym były zakładane oraz na urozmaicony krajobraz możemy podziwiać różnorodne dzieła architektury krajobrazu. I właśnie o jednym z nich chciałabym dzisiaj opowiedzieć. Jest to ogród zdecydowanie inny niż wszystkie dotychczas zwiedzone przeze mnie. Przede wszystkim samo zwiedzanie ogrodu nie może zająć dużo czasu. Nie ma tu również dużo wnętrz ogrodowych… Właściwie jest tylko jedno. Nie można też powiedzieć o dużej różnorodności nasadzeń. Jest wprawdzie kilka gatunków klonów, ostrokrzewów, dębów i bukszpanów… i 3 odmiany róż. Tak nie wygląda to na razie kolorowo… ale nawet z tak niewielkiej liczby gatunków i odmian można zrobić istne przedstawienie!! Ogród przy zamku Drummond, bo o nim mowa powstał na kilku tarasach u podnóża XV wiecznej twierdzy. Oczywiście z biegiem upływu lat zamek nabierał kształtów i z pojedynczej niegdyś wierzy obronnej przeistoczył się w kompleks, który możemy podziwiać dzisiaj. Również ogrody ewoluowały, chociaż ich położenie i wielkość nie ulegały dużym zmianom.

2011.12 SRWO Gdy cichną dudy 3
Drummond Castle położony jest w środkowej Szkocji, na uboczu, w pobliżu miasteczka Crieff. Z głównej drogi brama wjazdowa prowadzi nas ponad dwukilometrowej długości aleją bukową wprost pod sam zamek. Sama droga dojazdowa robi niesamowite wrażenie, ponieważ buki są potężne a droga długa, prosta i bardzo wąska. Od strony bramy kamienna budowla jest dość ciemna i posępna, co niewątpliwie potęgowane jest przez siąpiący, co chwilę deszcz. Dopiero po przejściu przez uzbrojoną w podwójną kratę bramę można dojść na dziedziniec, z którego rozpościera się widok na odległe wzgórza, a gdy podejdziemy bliżej do balustrady i schodów zobaczymy także ogród. Cały jak na dłoni!! Przepiękny, kolorowy ogród parterowy w stylu wiktoriańskim. Pełen strzyżonych różnogatunkowych topiar w kształcie spiral, kul, stożków i butelek. Misterne bukszpanowe wzory wypełniane są roślinami sezonowymi, do tego jesienią podziwiać można przeróżne odmiany odbarwiających się wiśni, klonów pospolitych, palmowych i kapadockich. Główny wzór nawiązuje do symbolu krzyża św. Andrzeja patrona Szkocji, trzy równoległe aleje przecinające krzyż, do najważniejszych rzek regionu Perthshire, w którym ogród jest położony.
Historia zamku Drummond sięga roku, 1487 kiedy to zakończono budowę usytuowanej na urwisku skalnym wieży mieszkalno-obronnej. Całość była położona na planie prostokąta mierzącego zaledwie 13 na 11 metrów. W XVII wieku do wierzy dołączono trzypiętrowy budynek bramny, a w 1689 roku piękny pałac, który później był kilkukrotnie przebudowywany. Sam ogród w stylu francusko-włoskim powstał natomiast w roku 1630 z inicjatywy drugiego hrabiego Johna Drummonda. Zaprojektowany został przez Johna Mylnea, który był również twórcą unikatowego zegara słonecznego, który do dziś dzień znajduje się w ogrodzie. Zegar ma formę wysokiego kamiennego obelisku o wielu tarczach, które pokazują czas w różnych porach roku. Od swego założenia ogród przeżywał wiele zmian było to spowodowane nie tylko burzliwą historią, ale również zmianami mody, jakie następowały z biegiem lat. W 1715 roku teren ogrodu służył, jako siedziba garnizonu podczas rewolucji Cromwella. W wieku XIX ogród przebudowano zgodnie z projektem Lewisa Kennedyego, z którego szkółek pochodzą niektóre z obecnych roślin. W tym okresie również w ogrodzie na wzór włoskich pojawiły się rzeźby z białego kwarcu, zbudowano tarasy oraz murki.
Ogród przeżywał swoje wzloty i upadki. Po II Wojnie Światowej zapuszczony zarastał i zatracał swoją formę. Po zawierusze wojennej nie było pieniędzy na jego pełne odtworzenie. Dopiero w roku 1950 dzięki Phillis Astor zaczęto oczyszczanie terenu. Pozostawiono wartościowe egzemplarze cisów oraz buki posadzone przez królową Wiktorię. Część obwódek bukszpanowych zastąpiono lawendą. Przetrzebiono gęste zarośla krzewów odnajdując w nich ciekawe odmiany klonów, dębów i wiśni, które dziś możemy podziwiać. W 1968 roku odnowiono także mury tarasów oraz główne schody. Dzisiaj ogród ma zapewne znacznie prostszą postać jednak reprezentuje się iście królewsko, a od roku 1978 wraz z zamkiem jest chroniony i traktowany, jako narodowe dziedzictwo szkockie. Do zamku i ogrodu Drummont warto wybrać się właściwie o każdej porze roku. Najcieplejszymi miesiącami w Szkocji są maj i czerwiec jednak również wiosną i jesienią ogród jest niesamowicie kolorowy. Ogród jak mówiłam nie jest wielki, ogląda się go bardziej jak pocztówką lepiej, więc nie nastawiać się na całodniowy pobyt w Drummond. Niemniej jednak warto obejrzeć wspaniały ogród oraz przechadzające się po nim niczym wiktoriańskie damy kolorowe pawie.
Tekst i fot. Agnieszka Hubeny – Żukowska

Piękna bez wysiłku – „Świat rezydencji, Wnętrz & Ogrodów” 11(27)/ 2011

Człowiek jest istotą wygodną, która w dodatku z lubością otacza się przedmiotami pięknymi. Są to jednak nie tylko dzieła sztuki, przepiękne meble czy luksusowe samochody… Są to również krajobrazy. W naszych domach popularne są imitacje skał w postaci kamiennych okładzin, całe ekosystemy morskie ujęte w akwariach, miniaturowe lasy tropikalne w oranżeriach czy fragmenty pachnącej Italii na ziołowych parapetach naszych kuchni… Czasami niecałkiem świadomi otaczamy się miniaturowymi krajobrazami ponieważ jako element przyrody najlepiej wypoczywamy właśnie na łonie natury.

2011.11.SRWO Piękna bez wysiłku 1  2011.11.SRWO Piękna bez wysiłku 2
Przenoszenie krajobrazów chyba najbardziej popularne już od wieków było w Japonii oraz w Chinach gdzie tamtejsi ogrodnicy starali się odzwierciedlić naturalne piękno przyrody w swych ogrodach. Następnym przykładem mogą być alpinaria, w których układ skał oraz roślinność nawiązywały do wybranych fragmentów górskich. W historii ogrodów nie tylko wielcy podróżnicy starali się przywieźć ze swych wojaży pamiątki w postaci roślin. Każdy z nas przywozi z wakacji jakieś smaki, zapachy i widoki, które przynoszą mu na myśl miłe chwile w gronie rodziny i przyjaciół, chwile które chciałby utrwalić. Właśnie dlatego wokół naszych domów, które również projektowane są na różne style powstają niczym żywe pocztówki z wakacji fragmenty ogrodów stylizowane na styl włoski, angielski, chiński czy śródziemnomorski. Powstają też ogrody z fragmentami krajobrazów wodnych oraz skalnych, czy przepiękne łąki kwietne, które popularne były już w średniowieczu. Teraz w dobie pro ekologii łąki kwietne przeżywają wielki powrót i są hitem ostatnich kilku sezonów. Robią również furorę jako elementy ogrodów pokazowych na różnych światowych wystawach.
Popularność łąk wynika nie tylko z faktu, że w odróżnieniu od krótko strzyżonego trawnika nie wymaga tak wielu nakładów pracy. Aby trawnik był ładny i efektowny musimy go kosić jeden-dwa razy w tygodniu, łąkę kwietną możemy kosić nawet raz do roku. Trawnik wymaga równomiernego i systematycznego nawożenia oraz nawadniania. Łąka kwietna obejdzie się bez takich luksusów. Łąka kwietna nie wymaga też dużej staranności w przygotowaniu podłoża. Jeżeli gleba będzie miejscowo inna na trawniku będą pokazywać się place o różnej sile i standardzie wzrostu. Łąka kwietna natomiast podziękuje nam za takie niedogodności większą różnorodnością gatunków. Oczywiście nie musimy zupełnie rezygnować z eleganckich trawników!! Łąki kwietne mogą jednak być doskonałym rozwiązaniem w różnych ogrodach zarówno dużych jak i małych, ogrodach sielskich, poza miastem, ale również i w ogrodach nowoczesnych w centrum miast. Łąki kwietne są również doskonałym rozwiązaniem dla domów sezonowych oraz dla leniuchów…
Łąki kwietne to mieszanki traw oraz kwitnących roślin wieloletnich i jednorocznych. Trawy najczęściej dosiewają się same, a nasiona pojedynczych kwiatów łąkowych można zebrać własnoręcznie. Jeżeli na naszym terenie mamy podobne warunki glebowe, wodne i świetlne jak w miejscu w którym rosły możemy je wysiać i czekać na efekty. Nasiona mieszanek oraz wybranych gatunków można również kupić u specjalisty, który na zamówienie może dobrać dla nas mieszankę odpowiednią dla naszego terenu a nawet w wybranych przez nas kolorach. W ten sposób możemy osiągać różnorodne efekty. Typowa łąka zmienia się swym wyglądem co roku ponieważ z czasem różne gatunki zaczynają dominować. Aby zachować co sezon ten sam wygląd łąki należy kontrolować jej skład. W dużych ogrodach łąki kwietne mogą znaleźć zastosowanie w sadach, w pobliżu naturalnych zbiorników wodnych oraz na terenach nieco bardziej odsuniętych od zabudowań. W dużych łąkach kwietnych można wycinać ścieżki, które co jakiś czas mogą meandrować w zupełnie innym kierunku. Przy takim rozwiązaniu oczywiście dukty muszą być koszone nieco częściej.
Łąka kwietna doskonale nadaje się również do ogrodów nowoczesnych. Duże łany traw i delikatnych kwiatów doskonale kontrastują ze współczesną nawet najbardziej minimalistyczną zabudową. Beton, szkło i metal mogą być wspaniałym tłem dla poruszanej wiatrem roślinności, która jednocześnie nie zasłoni zabudowań. Swą zwiewnością nie jest też żadną konkurencją dla budynków może jedynie stanowić ich dopełnienie.
Czas na małe ogrody. Tu możemy zastosować łąkę z roślin wieloletnich. Nie musi to być typowa łąka kwietna. Dzięki zastosowaniu klasycznych bylin ogrodowych nawet na niewielkim fragmencie możemy osiągnąć długotrwały efekt. W małych ogrodach stworzenie rabaty, która nie tylko miejscowo będzie atrakcyjna przez cały rok jest dość trudne. Sadzenie mieszaniny roślin pozwoli, aby w danym momencie niektóre z nich były w stadium rozwoju kwiatów, inne właśnie kwitły, a jeszcze inne zdobiły rabatę przekwitniętymi kwiatostanami lub owocostanami. Warto również zastosować wyższe trawy ozdobne oraz rośliny cebulowe kwitnące o różnych porach roku. Należy jednak pamiętać, że wszystkie rośliny powinny mieć przybliżone wymagania co do gleby, nasłonecznienia oraz nawadniania.
Jeżeli chcemy, aby nasz ogród znajdował się przy nowoczesnej zabudowie, to również tu możemy zastosować nasadzenia przypominające łąkę kwietną. Nawet na niewielkiej działce przy zabudowie szeregowej czy na tarasie możemy osiągnąć doskonałe efekty. Wystarczy odpowiedni kształt kwietników, mała architektura nawiązująca do zabudowań oraz kilka grup krzewów, które będą stanowiły masywne tło dla zwiewnych kwiatów.
Łąki kwietne to element ogrodu, który nie wymaga dużych nakładów pracy, nie potrzebuje systematycznego nawadniania i nawożenia. To nie tylko bogactwo gatunkowe roślin, ale także miejsce, do którego będą zlatywać motyle, pszczoły, chrząszcze oraz różnorodne ptaki. Pomimo tak małych nakładów możemy mieć doskonały efekt, a przede wszystkim satysfakcję z oryginalnego ogrodu.
Tekst i fot. Agnieszka Hubeny – Żukowska

Kobiecą ręką – „Świat rezydencji, Wnętrz & Ogrodów” 11(27)/ 2011

Wielka Brytania na całym świecie znana jest ze swoich przepięknych ogrodów. Na Półwyspie Kornwalijskim gdzie dzięki wpływom prądów morskich panuje łagodny klimat można oglądać dziesiątki a nawet setki ogrodów wypełnionych doskonale się tu czującą roślinnością Śródziemnomorską. W Górach Kambryjskich znajdujących się na terenie Walii podziwiać można niezwykłe, wiekowe już żywopłoty z cisu i niesamowite topiary dodające uroku ogrodom zamkowym. Również w centralnej Anglii panuje klimat, który sprzyja rozwojowi roślin i tym samym powstawaniu ogrodów. Mogłoby się, więc zdawać, że uprawa roślin i pielęgnacja ogrodów nie sprawia żadnych problemów mieszkańcom Wielkiej Brytanii. Tymczasem, tak jak w każdym innym kraju również tu ogrodnictwo wymaga sporo wiedzy i wysiłków. Poznanie gleby i mikroklimatu oraz wymagań roślin może być kluczem do wielkiego sukcesu. Taki sukces niewątpliwie osiągnęła dobrze znana nie tylko w Anglii projektantka – Betch Chatto, odznaczona za swoją wybitną pracę w dziedzinie ogrodnictwa medalem Victorii (najwyższym wyróżnieniem Królewskiego Towarzystwa Ogrodniczego) oraz zdobywczyni dziesięciu złotych medali na wystawach Chelsea Flower Show. Jako jedna z najbardziej wpływowych osobistości angielskiego ogrodnictwa, założyła ogród i szkółkę w chyba najmniej przyjaznej dla roślin części Wielkiej Brytanii. Wschodnia Anglia, o której mowa, stanowi w większości krainę nizinną o falistej powierzchni i ciągnie się aż do Morza Północnego. Występują tu przede wszystkim piaski, żwiry i gliny, panuje silne nasłonecznienie a ponadto wieją ciągłe wiatry. Krajobraz jest monotonny, a klimat oraz warunki glebowe są mało przyjazne zarówno dla roślin jak i ogrodnika.

2011.11.SRWO Kobiecą ręką 1  2011.11.SRWO Kobiecą ręką 2
W 1960 roku teren, na którym obecnie znajdują się ogrody Betch Chatto stanowił część farmy owocowej. Teren nie był ciekawy, płaski i pusty, częściowo zarośnięty chaszczami raczej nic nie wskazywałoby na to, że w przyszłości powstanie tu szkółka roślin, oraz przepiękne ogrody. Piaski i gliny nie dawały dużych szans roślinom, które nieco bujniej występowały jedynie w pobliżu kilku podmokłych zagłębień oraz wzdłuż niewielkiego strumienia. Na terenie znajdowało się tylko kilka dębów i wierzb płaczących. Całość jednoznacznie stanowiła nieużytki. Obniżenie było podmokłe i zacienione pozostała część była zbyt odsłonięta a z powodu wiatrów, słońca i rodzaju gruntu panowała tu ciągła susza. Te raczej ciężkie warunki nie zniechęciły 30-letniej wówczas Beth Chatto. Wszystkie te utrudnienia potraktowała, jako wyzwanie i niezwłocznie przystąpiła wraz z mężem do pracy. Mieli już kilka lat praktyki w swoim poprzednim ogrodzie, a wiedza Andrew Chatto, który przez całe życie interesował się naturalnymi wymaganiami siedliskowymi roślin okazała się dużą pomocą w planowaniu i projektowaniu. W wyniku ciężkiej pracy małżeństwa powstało kilka części ogrodu. Każda z nich została zaprojektowana tak, aby w jak największym stopniu wykorzystać panujące tu warunki siedliskowe z jednoczesnym zminimalizowaniem jakichkolwiek prac ogrodniczych. Jako pierwszy, na stworzonych wokół nowego domu tarasach, powstał ogród, w którym podziwiać można rośliny śródziemnomorskie, różne odmianami przyciągających motyle budleji, janowców i czystków. Doskonale prezentują się tu również irlandzkie jałowce, tymianki, wielokolorowe rojniki i rozchodniki. Posadzono tu także niskie rośliny o aromatycznych liściach takie jak Santolina, Artemisia, ciekawe odmiany szałwii oraz niezliczoną liczbę roślin cebulowych. Poniżej tego aromatycznego zakątka, powstał w niegdyś zarośniętym chwastami i jeżynami miejscu „Ogród wodny”. Po kilku latach, dzięki spiętrzeniu strumienia powstały cztery pokaźnej wielkości stawy, pośród których prowadzą szerokie trawiaste ścieżki. Olbrzymie liście Gunnery chinensis stanowią kontrast dla ozdobnych traw, bambusów, paproci i rzadko gdzie indziej spotykanych bylin. Ogród podlega rozwojowi i ciągłym zmianom.

2011.11.SRWO Kobiecą ręką 3

W 1991 roku Beth Chatto postanowiła przekształcić miejsce, w którym przez prawie 25 lat był parking dla zwiedzających, w nową część ogrodu. W ten sposób powstał jeden z najbardziej interesujących projektów – „Ogród żwirowy”. Oczywiście ogrody żwirowe nie są niczym nowym ani też rzadko spotykanym w Anglii, ten ogród stanowi jednak pole doświadczalne. Projektantka sadzi w nim rośliny, które powinny nadawać się do warunków panujących w tej części ogrodu. Jeżeli jednak jakaś roślina nie daje sobie rady i obumiera zostaje natychmiast zastąpiona inną. Beth Chatto dąży, do tego, aby ogród żwirowy tak jak i reszta ogrodów, był interesujący, ładny a do tego nie wymagał prawie żadnych zabiegów pielęgnacyjnych. Oprócz starannego doboru odpowiednich roślin Beth Chatto stosuje w swym ogrodzie bardzo gęste obsadzenie, które wraz ze ściółkowaniem uniemożliwia rozwój chwastów. W ten sposób prace pielęgnacyjne ograniczają się właściwie jedynie do porządków wiosennych i przycinania. Oprócz wiedzy ogrodniczej projektantka ma niezwykły smak estetyczny i plastyczny. We wszystkich częściach ogrodu podziwiać można niezmiernie ciekawe, kontrastowe zestawienia roślin. Walory plastyczne, kształty, wielkości i koloryt liści, łodyg i kwiatów zostały wykorzystane przez projektantkę do maksimum. Jej ogród to raj dla zmysłów oraz skarbnica pomysłów nie tylko dla projektantów, ale dla każdego, kogo fascynuje świat roślin i ogrodów.
Beth Catto jest jedną z najbardziej popularnych i docenianych projektantów ogrodów w Wielkiej Brytanii. Aktualnie zajmuje się nie tylko projektowaniem, ma również własną szkółkę, w której produkowane i sprzedawane są najróżniejsze gatunki roślin. Jej firma zyskała taki rozgłos, że rozwinęła nawet sprzedaż wysyłkową.
Beth Chatto należy do różnych organizacji oraz towarzystw ogrodniczych, dzięki temu ma możliwość poszerzania i tak już obszernej kolekcji roślin. Projektantka jest osobą niezwykle miła i otwartą, współpracuje ze szkołami ogrodniczymi a gdy znajdzie odrobinę wolnego czasu chętnie osobiście oprowadza gości po swym ogrodzie opowiadając całą jego historię oraz dzieląc się swą wiedzą i spostrzeżeniami.
Odwiedzając ogród Beth Chatto za każdym razem spotyka nas niespodzianka. Wynika to nie tylko z faktu, że dzięki różnorodności roślin ogród wygląda zupełnie inaczej w różnych porach roku, ale też, dlatego że projektantka cały czas modyfikuje swój ogród oraz dodaje jego nowe części.
Tekst i fot. Agnieszka Hubeny – Żukowska

Zielona ekspansja – „Świat rezydencji, Wnętrz & Ogrodów” 10(26)/ 2011

Kolejne Chelsea Flower Show za nami. Jak co roku była to niezapomniana impreza. Pojawili się wspaniali goście, zostały rozdane medale, polał się markowy szampan. Jak co sezon projektanci nie szczędzili nam wrażeń i niespodzianek. W prasie i telewizji pojawią się teraz bogato ilustrowane informacje na temat tegorocznych trendów i nowości… Niektóre z nich, jako hity jednego sezonu szybko zejdą ze sceny, inne zagoszczą na niej nieco dłużej podnosząc średnią sprzedaży wybranych produktów… Są jednak i takie trendy, które nawet po kilku latach po swym debiucie na Chelsea utrzymują się na deskach wystawowej sceny i co roku powracają, jako rozwiązania sprawdzone, skuteczne i lubiane. Tak, więc nie piszę dziś o tym, co nowe i przełomowe, bo o długo oczekiwanym złotym medalu Diarmuida Gavina wspominałam już w zeszłym wydaniu. Dzisiaj chciałabym pokazać, że wystawowe ogrody Chelsea Flower Show to nie ogrody jednego dnia, czy ściślej mówiąc jednego tygodnia, bo tyle trwa wystawa, a pole doświadczalne, które przyczynia się do długotrwałych zmian w sposobie myślenia o naszych ogrodach przydomowych.

2011.10 SRWO Zielona Ekspansja 1  2011.10 SRWO Zielona Ekspansja 3
Podsumowując ostatnie lata na Chelsea pojawiło się kilka trendów, które w taki czy inny sposób wpływają na wygląd prezentowanych obecnie ogrodów. Niewątpliwie głównym z nich jest ekologia. Moda na wykorzystywanie wody opadowej, energii słonecznej oraz materiałów z recyklingu weszła kilka lat temu i obecnie jej skutki możemy oglądać właściwie w każdym projekcie. W większości z nich niewielka przestrzeń ogrodowa jest wykorzystana do granic możliwości. W kilku tegorocznych ogrodach oprócz standardowego zastosowania roślin na rabatach oraz w donicach pojawiły się zielone dachy i zielone ściany. Mogli się nimi poszczycić twórcy między innymi ogrodów „RBC New Wild Garden” „The Beautiful Paradise” oraz „A Monaco Garden”. Takie rozwiązania nie są nowością, sprawdzają się jednak w małych przestrzeniach i pomału wkraczają do naszych ogrodów przydomowych. Aby powiększyć przestrzeń życia dla roślin również ścieżki ogrodowe i tarasy uległy modyfikacjom, oderwały się od ziemi przeistaczając się w unoszące się wstęgi i platformy, spod których wylewa się zieleń. Diarmuid Gavin zaproponował unosząca się ścieżkę z metalu a Ann-Marie Powell dukt z jakby rzuconych nad powierzchnię ziemi i wody czerwonych platform przypominających płaskie kamienie. Również sposób sadzenia roślin ulega zmianom i z radością mogę stwierdzić, że unikane w naszych ogrodach przydomowych drzewa w tym roku znalazły się w prawie każdym ogródku pokazowym. Były to albo odmiany o niewielkim wzroście albo rośliny formowane, często drzewa owocowe: jabłonie, grusze lub morwy. Rabaty obsadzane są w ostatnich latach bardzo gęsto i coraz częściej nie są to nasadzenia jednogatunkowe. Sadzone są, niczym łąka kwietna, łany wieloodmianowych mieszanek bylin.

2011.10 SRWO Zielona Ekspansja 2

Jest to genialne rozwiązanie, jeżeli weźmiemy pod uwagę fakt, że w ten sposób możemy zapewnić nawet w niewielkim ogrodzie ciekawy efekt przez długie miesiące. Ponadto w takiej gęstwinie kwiatów i liści trudno dopatrzyć się roślin niechcianych popularnie nazywanych przez nas chwastami. Takie rozwiązanie jest, zatem nie tylko efektowne, ale i wygodne. W tym roku ogrody wystawowe wypełniane były właśnie takimi kompozycjami. Zmienny był oczywiście dobór roślin. Jednak zasada pozostała ta sama. Wielogatunkowo, gęsto i kolorowo. Tegoroczne ogrody to esencja tego, co nieśmiało wkraczało do ogrodów przydomowych przez ostatnich kilka sezonów. Coraz mniej widuje się tutaj ascetycznych wnętrz wypełnionych jedynie małą architekturą. Jest ona oczywiście bardzo ważna. Nie dominuje już jednak nad całym założeniem, stanowi doskonałe tło dla barwnego przedstawienia. Dominować zaczęła, bowiem zieleń, która przepięknie równoważona jest z pomysłowymi altanami, prostymi murami oraz ciekawymi nawierzchniami. Byliny wróciły do łask i w akompaniamencie drzew i krzewów wypełnia wszelkie wolne przestrzenie i szczeliny pomiędzy nawierzchniami. Altany ogrodowe są coraz mniej zabudowywane, powstają przejrzyste, lekkie konstrukcje z drewna i stali, które umożliwiają podziwianie ogrodu z każdej strony. W zdawałoby się tradycyjnym ogrodzie kuchennym projektantka Bunny Guinnes zastosowała na przykład szklaną podłogę balkonu. Te nowatorskie rozwiązanie wprowadziło do jej projektu niesamowitą lekkość oraz nutkę nienachalnej nowoczesności. W zapomnienie odeszły za to wymagające dużo pielęgnacji, a przede wszystkim wody trawniki.
Ekologia na scenie Chelsea Flower Show jawi się w formie przepięknych ogrodów pełnych nie tylko kolorowych kwiatów, ale także krzewów i drzew owocowych, ziół, warzyw oraz pszczół i motyli. Miejmy nadzieje, że takie ogrody zawitają również w naszych przestrzeniach przydomowych.
Tekst i fot. Agnieszka Hubeny – Żukowska

Irlandzki rewolucjonista – „Świat rezydencji, Wnętrz & Ogrodów” 9(25)/ 2011

Diarmuid Gavin jest prawdopodobnie jednym z najbardziej inspirujących i ekscytujących projektant w Wielkiej Brytanii. Jest również gwiazdą wielu telewizyjnych programów ogrodniczych oraz autorem 7 książek. W ciągu zaledwie kilu lat swej działalności zyskał rozgłos i sławę, a przez swoje kontrowersyjne projekty oraz irlandzki temperament okrzyknięto go „rokendrolowym ogrodnikiem” oraz niedojrzałym emocjonalnie dzieciakiem. Z drugiej strony niektórzy twierdzą, że jego napędzane fantazją, często zwariowane pomysły wpłynęły na zmianę postrzegania ogrodów podmiejskich oraz na modernizację sposobu ich urządzania.

2011.9 SRWO Irlandzki rewolucjonista 1   2011.9 SRWO Irlandzki rewolucjonista 2
Diarmuid Gavin urodził się w Londynie, ale wychowywał w Irlandii. Tam uczęszczał do szkół i dojrzewał w klimacie podmiejskich dzielnic Dublina. Początek jego kariery nie był zbyt kolorowy za to ciekawy i dość burzliwy. Jako nastolatek jak sam o sobie mówi „był dość nieśmiały i leniwy, a jego życie było pełne falstartów i pomyłek”. Młody Diarmuid od początku czuł, że chce pracować w zawodzie twórczym myślał o architekturze lub o garncarstwie. Matka często prowadzała go do ogrodów, ale pomimo tego, że lubił sadzić rośliny, oglądane ogrody wydawały mu się nudne. Jego pierwszą pracą była praca w kwiaciarni i to właśnie tam zdecydował, że rozpocznie naukę Amenity Horticulture w Ogrodzie Botanicznym w Glasnevin. Po ukończeniu kursu Gavin założył działalność i rozpoczął pracę na własną rękę. Jak mówi była to katastrofa! Gavin eksperymentował w ogrodach swych klientów, a że byli to ludzie sympatyczni i w pełni ufający mu, niezadowolony ze swej pracy po prostu nie pobierał zapłaty. W ten sposób w zastraszająco szybkim czasie młody projektant wylądował na bruku. Sprawy przyjęły inny obrót, kiedy poznał swoją przyszłą żonę, córkę Przewodniczącego Sądu Najwyższego – Justine. Pod skrzydłami przyszłej teściowej oraz kochającej narzeczonej Diarmuid ponownie uwierzył w siebie i w roku 1994 po raz pierwszy zaprojektował ogród na Chelsea Flower Schow. Jednak to wystawa rok później odmieniła życie Gavina Diarmuida na zawsze. Dobrze znany w Wielkiej Brytanii prezenter telewizyjny i ogrodnik Alan Titchmarsh przeprowadził z Diarmuidem wywiad dla programu Gardener’s World. Na następny dzień do projektanta zadzwonili przedstawiciele BBC z propozycją poprowadzenia programu ogrodniczego.
Diarmuid przyznaje, że przez następne miesiące telefony urywały się, a on otrzymał prace w kanałach BBC, Chanel 5, Chanel 4, Granada i Central. Brał udział w programach Virgin Gardeners, Home Front: Inside Out, Gardens Through Time oraz 71 Degrees North i Come Dine With Me. Najdłużej, bo osiem lat pracował nad programem Home Front In The Garden i jak sam przyznaje tą serię lubił najbardziej. Diarmuid tłumaczy, że dzielnice podmiejskie, w których się wychowywał mogły się pochwalić jedynie ogrodami, w których szczytem twórczości ich właścicieli było posadzenie wiśni ozdobnej oraz sezonowych roślin kwietniowych. Marzeniem projektanta było zmienienie tej smutnej rzeczywistości na coś, co odzwierciedlałoby trendy, jakie pojawiały się w architekturze czy modzie. Chciał również, aby jego pomysły wywoływały uśmiech na twarzach oglądających. Jako jeden z pierwszych w prywatnych ogrodach miejskich zaproponował szklane ściany z luksfer, siatkowe przepierzenia i kolorowe ściany. Wprowadził do niewielkich przestrzeni ogrodowych elementy architektoniczne z betonu, szkła i stali. W swych projektach wyraźnie bawił się przestrzenią usypując w ogrodach górki niczym z krainy Teletubisiów, budując domek dla dzieci w kształcie rakiety, altany inspirowane nowym Volkswagenem Beetlem, Gwiezdnymi Wojnami, czy kuchennym chlebakiem. Umysł projektanta ciągnie pomysły jak gąbka korzystając ze wszystkich dziedzin życia mawia, że „inspiracja jest wokół nas należy jedynie szeroko otworzyć oczy”. Gavin nie boi się wstawiać do przestrzeni ogrodowej intensywnych kolorów, dużej ilości światła, a nawet telewizorów. Jednak nie tylko w telewizji można oglądać pomysły szalonego ogrodnika. Diarmuid Gavin jest autorem 7 książek między innymi: „Planet Patio”, „Outer Space”, „Home Front In a Garden”, “Diarmuid Gavin’s Big Ideas”. W zeszłym roku ukazała się także jego autobiografia “How the boy next door turned out”. Oprócz kariery telewizyjnej oraz wydawniczej 47-letni Gavin oczywiście projektuje również ogrody. Obecnie pracuje nad projektami w Hiszpani, Portugalii, Francji oraz Afryce Południowej. Co jakiś czas pojawia się na Chelsea Flower Show gdzie wzbudza nie tylko emocje u zwiedzających, ale również u kolegów projektantów. Bardziej konserwatywni ogrodnicy potępiają jego prace on jednak nie zraża się twierdząc, że nie medale na wystawie są najważniejsze – dla niego reakcja ludzi jest o wiele bardziej znacząca.
Projektant w tym roku po raz pierwszy w swej karierze otrzymał złoty medal oraz, co go cieszy o wiele bardziej, nagrodę publiczności na wystawie Chelsea Flower Show. W sierpniu celebryta przyjeżdża do Warszawy, aby jako gość specjalny wziąć udział w seminarium „Warsztat architekta krajobrazu” zorganizowanym w związku z wystawą „Zieleń to Życie”. Imprezę tą patronatem medialnym objęła redakcja Świata Rezydencji, Wnętrz i Ogrodów.
Tekst i fot. Agnieszka Hubeny – Żukowska

Gavin buja w obłokach – „Świat rezydencji, Wnętrz & Ogrodów” 9(25)/ 2011

Jak co roku, w maju wszyscy miłośnicy ogrodów czekali na wielkie otwarcie Chelsea Flower Show. W ostatnich latach wystawa, co sezon gromadzi około 160 tysięcy osób w tym nie tylko ludzi z branży ogrodniczej, ale także ogrodników amatorów, dziennikarzy oraz śmietankę towarzyską z całej europy, a nawet świata. Na tegoroczną wystawę dodatkowo przyciągał fakt, iż po 2 letniej przerwie z pomysłem na Show Garden powrócił irlandzki projektant Diarmuid Gavin. Nazywany rokendrolowym ogrodnikiem, znany jest ze swoich nietuzinkowych, a dla niektórych wręcz szokujących rozwiązań. Czterdziestosiedmioletniego projektanta można śmiało nazwać ogrodniczym innowatorem, jako jeden z pierwszych zaczął w ogrodach budować szklane altany, stawiać mury z luksfer, a ściany i ogrodzenia malować na jaskrawe kolory. W swej bogatej twórczości między innymi przedstawiał altany w kształcie rakiet oraz jaj wyłożonych kolorowymi kulami. Czym Diarmuid Gavin mógłby, jednak zaskoczyć zwiedzających na mającej światowy zasięg wystawie w XXI wieku? Szklane altany, stalowe konstrukcje, zielone ściany, czy technologia ogrodowa są tu przecież na porządku dziennym… Na tym polega właśnie urok Irlandczyka – jest zupełnie nieprzewidywalny!

2011.9 SRWO Gavin buja w obłokach1  2011.9 SRWO Gavin buja w obłokach 2
Jak na celebrytę oraz gwiazdę telewizji przystało projektant zaprezentował powrót w wielkim stylu. Tym razem jego natchnieniem stała się podniebna restauracja ”Dinner in the Sky” oraz filmy: „Edward Nożycoręki”, „Charlie i fabryka czekolady” i najważniejszy z nich – „Avatar”. Diarmuid Gavin nie dość, że namówił organizatorów wystawy, aby udostępnili mu obszar o powierzchni ponad 700m2, przez co ogród stał się największym w historii Chelsea Flower Show, to jeszcze wprowadził na teren wystawy olbrzymi dźwig, który unosił jego altanę na wysokości 25 metrów nad ziemią! Gavin przyznał, że tegoroczny projekt to połączenie krajobrazu wiecznie zielonej Irlandii, którą reprezentował i która była sponsorem jego ogrodu, oraz filmowej Pandory. „Irish Sky Garden” składał się z ogrodu naziemnego oraz unoszącej się nad nim altany. Powierzchnia ogrodu, który jakby wylewał się na sztucznie utworzone zbocze, wypełniona była roślinnością oraz 25 okrągłymi oczkami wodnymi. Projektant zastosował strzyżone kule z bukszpanu i cisu oraz kilku metrowej wysokości formowane stożki z grabu. Oprócz tego w projekcie znalazły się rośliny o naturalnych formach: brzozy, głogownik „Red Robin”, kosodrzewina oraz byliny wypełniające przestrzeń wśród białych i czarnych zbiorników wodnych. Lekkości założeniu z pewnością dodawały różnorodne trawy ozdobne w tym miskant chiński oraz imperata „Red Baron”. Przez bogato ukształtowany teren niczym wstęga unosząca się pośród roślin prowadziła ścieżka ze stali kortenowskiej. Intensywnie pomarańczowa rdzewiejąca powierzchnia drogi doskonale kontrastowała z otaczającą ją zewsząd zielenią. W ogrodzie było niewiele koloru oprócz głównego elementu ogrodu – „latającej altany”, której 16-metrowej długości konstrukcja wykonana została ze stali pomalowanej na intensywny różowy kolor. Altana z wszystkich stron została pokryta roślinnością. Jej zewnętrzną powłokę niby włochaty dywan stanowiła darń trawnikowa natomiast wnętrze zostało wypełnione między innymi aktinidią pstrolistną, hortensją pnącą oraz kwitnącymi na biało piwoniami. Altana sama w sobie była bardzo interesującym obiektem, do tego dzięki dźwigowi, który podnosił i opuszczał konstrukcję, pierwszym na Chelsea, a może i na świecie ogrodem latający.

2011.9 SRWO Gavin buja w obłokach 3

Diarmuid Gavin stworzył doskonały, trójwymiarowy obraz umiejętnie ukrywając granice działki. Większość zwiedzających zastanawiała się gdzie właściwie kończy się „Irish Sky Garden”? Innym pytaniem, które można było usłyszeć wśród gęstego tłumu było: czy można dostać się do altany i czy zwiedzający zabierani są na podniebną wycieczkę? Tylko niewielu szczęśliwcom udała się ta podróż. Ze względów bezpieczeństwa na pokład latającego ogrodu mogło wejść na raz tylko 9 osób. Podróż w górę i w dół zabierała mnóstwo czasu, a kolejka celebrytów i dziennikarzy była długa…
Ogród Diarmuida Gavina wzbudził oczywiście mnóstwo polemiki. Zarzucano mu nawet, że coś, co unosi się w powietrzu nie może być nazywane ogrodem. Jednak czy kilka lat temu, kiedy Patrick Blanc prezentował wertykalne ogrody na ścianach budynków nie mówiono tak samo? Irish Sky Garden to jeden z najbardziej kontrowersyjnych projektów Gavina, który w wystawie w Londynie bierze udział od 1994 roku. Niestety jego pomysły nigdy nie trafiały do serc jury, ani kolegów po fachu. W 1995 roku otrzymał brązowy, a w 2004 i 2007 srebrne medale. Nigdy dotąd nie udało mu się jednak zdobyć złota. W tym roku po raz pierwszy Diarmuid Gavin otrzymał złoty medal, oprócz tego jego ogród otrzymał również nagrodę publiczności.
Tekst i fot. Agnieszka Hubeny – Żukowska

Londyńska Wystawa Wrażeń – Zieleń miejska 7/8 (51/52), wyd. ABRYS

Odwiedzający imprezę spotykają się na niewielkim terenie, który na kilka dni przeistaczany jest w istną mekkę ogrodnictwa, do której przybywają tysiące osób z całego świata. W ciągu roku w całej Europie odbywają się przeróżne targi i wystawy ogrodnicze, jednak śmiało można powiedzieć, że na Chelsea ustanawiane są nowe trendy, które wytyczać będą kierunki w projektowaniu ogrodów w nadchodzącym sezonie.
Pod okiem królowej
Wystawienie ogrodu na Chelsea Flower Show to wielkie wyzwanie, zaszczyt oraz możliwość promocji nie tylko dla projektanta, ale także dla jego sponsora. Każda realizacja to nie tylko świadectwo umiejętności ogrodniczych projektanta, ale także próba zilustrowania działalności jej fundatora. Na wystawie, co roku oglądać można ogrody sieci sklepowych B&Q czy HOMEBASE, gazet „The Daily Telegraph” i „The Times”, fundacji, dużych szkółek roślin oraz uczelni ogrodniczych. Wystawa na Chelsea to również doskonały sposób promocji swojego kraju. Wiedzą o tym przedstawiciele Australii, Malezji oraz Japonii, którzy są stałymi wystawcami już od kilku lat. O złotych medalistach pisze się przez cały sezon, projektanci zapraszani są do stacji telewizyjnych, a przedstawione na wystawie rośliny sprzedają się w sklepach ogrodniczych jak ciepłe bułeczki. W pierwszym dniu wystawy najważniejszym gościem, który dodaje prestiżu imprezie, jest królowa Elżbieta II. W ciągu następnych kilku dni wystawę odwiedziło ok. 160 tys. ludzi, w tym znane osobistości ze świata muzyki, filmu, polityki oraz mody. Chelsea Flower Show to nie tylko wystawa ogrodnicza, ale także wielkie wydarzenie kulturalne.

2011.7-8 Zieleń Miejska Londyńska wystawa Wrażeń 1  2011.7-8 Zieleń Miejska Londyńska wystawa Wrażeń 2  2011.7-8 Zieleń Miejska Londyńska wystawa Wrażeń 3
Po pierwsze: ekologia
Ogrody pokazowe wykonywane są w kategoriach „Show Gardens” oraz „Small Gardens”, które w tym roku zostały podzielone na „Urban Gardens”, „Artisan Gardens” i „Generation Gardens”. Najciekawsze i największe ogrody, tworzone przez doświadczonych projektantów, to zazwyczaj Show Gardens. W tym roku można było ich oglądać aż 18. Small Gardens są z kolei poletkiem doświadczalnym i szansą na zaistnienie dla młodych projektantów. W tym roku w tej kategorii zaprezentowano 19 realizacji.
Zdecydowanie najsilniejszym trendem tegorocznej wystawy była ekologia, mimo że ten temat przewija się na wszystkich wystawach ogrodniczych od kilku lat. Podczas Chelsea można było zobaczyć, jak zaprojektować ogród tego typu na kilkanaście różnych sposobów, w różnych stylach i wielkościach. Prawie wszyscy projektanci starali się maksymalnie wykorzystać przestrzeń ogrodową, sadząc rośliny nie tylko w gruncie, ale także na pionowych powierzchniach ogrodzeń i ścian. Roślinność pojawiała się również na dachach budowli ogrodowych. Wśród sadzonych roślin można było odnaleźć nie tylko te ozdobne, ale także jadalne, w tym zioła i warzywa.
Piękne i jadalne
Ogrody na dachach stanowiły temat kilku projektów, a można było je oglądać m.in. w ogrodach: „RBC New Wild Garden” autorstwa zespołu Nigel Dunnett & The Landscape Agency, „The Beautiful Paradise” – Kazuyuki Ishihara oraz „A Monaco Garden”, w którym autorka Sarah Eberle zaproponowała, oprócz zielonego dachu, również zieloną ścianę. Projektanci Laurie Chetwood & Patrick zastosowali natomiast zieloną elewację na wieżowcu, który był najwyższym wybudowanym do tej pory ogrodem na Chelsea Flower Show. Ogród wertykalny został utworzony z ziół. Dodatkowo ustawiono skrzynki balkonowe – gęsto obsadzone kolorowymi nagietkami, nasturcjami oraz krzakami papryki i pomidorów. „The B&Q Garden” stanowił doskonały przykład tego, jak wykorzystać w mieście przestrzeń do produkcji żywności. W otoczeniu budynku, oprócz ziół i warzyw, posadzono strzyżone w geometryczne formy drzewa morwy. W ogrodzie znalazł się również hotel dla owadów. Kilkumetrowej wysokości konstrukcja z „pokojami” umeblowanymi słomą, patykami i różnego typu pojemnikami – wszystko po to, by owady mogły się tu osiedlić, a potem zapylać pobliski ogród. Dodatkową atrakcją tego projektu był zbiornik wodny, na którym ustawiono długi stół w postaci akwarium wypełnionego złotymi rybkami.
Innym ogrodem, który w całości propagował uprawę warzyw i owoców, był The M&G Garden, zaprojektowany przez Bunny Guinnes. Projekt ten to typowa wersja ogrodu warzywno-kwiatowego. Coś dla miłośników ogrodów rustykalnych z odrobiną szaleństwa w postaci balkonu ze szklaną podłogą. W tym romantycznym raju drzewa i krzewy owocowe posadzone zostały w olbrzymich glinianych donicach, a warzywa i zioła w kwietnikach z wikliny. Gęsty ogród wypełniony został szpalerami strzyżonych lip, drzewami figowymi, pachnącymi ziołami, różami, lawendą oraz ustawionymi gdzieniegdzie w donicach pelargoniami i poziomkami. Trudno wymienić wszystkie rośliny, które tak umiejętnie zestawiła ze sobą projektantka, aby idealnie tworzyły jedną spójną całość, dając efekt cudownego ogrodu na niewielkiej przestrzeni.
Altany nie z tej ziemi
Obok trendu na zielone ściany, zielone dachy oraz produkcję własnej żywności, pojawiły się również inne tendencje – np. do tworzenia altan ogrodowych. Te na Chelsea przyjmowały zaskakujące formy i rozmiary. Jedna z nich w ogrodzie „Laurent-Perriera” opierała się na poruszanej wiatrem konstrukcji, w której tylko podłoga i dach przypominały typową altanę. Boczne ścianki zostały podzielone na fragmenty, wykonane z cienkiego bambusa i poruszały się przy każdym mocniejszym powiewie wiatru. Nie mniej interesującą altaną mógł pochwalić się Marcus Barnett, autor ogrodu zaprojektowanego dla „The Times”. Kształt i struktura jego projektu zostały zainspirowane strukturą komórkową roślin. Konstrukcja została wykonana z drewna oraz plastiku z recyklingu (motyw ekologiczny). Ciekawą propozycję ogrodową przedstawili również Australijczycy. Ekipa sponsorowana przez Fleming’s Nurseries pojawia się corocznie z bardzo ciekawymi pomysłami. Tym razem odeszli od ciężkich budowli z drewna i kamienia, przedstawiając lekką altanę inspirowaną konstrukcją i wyglądem żagli oraz namiotów. Jeszcze inny projekt wykonany były z czerwonych rur oraz starego kontenera. Najbardziej nietypową altaną była z pewnością ta unoszona za pomocą dźwigu, którą skonstruował Diarmuid Gavin.
Modne i nagradzane
Ogród nie istniałby bez roślin. Jakie trendy obowiązują w obsadzeniach? Od kilku już lat utrwala się moda na swobodne sadzenie bylin o różnej formie liści oraz kwiatów, aby przypominały łąkę kwietną. Jeżeli chodzi o kolorystykę to wszystkie chwyty są dozwolone – od monokolorystycznych zestawień w zieleni, bieli czy bardziej odważnej czerwieni do zestawień wielobarwnych. Tego typu nasadzenia stosowane są najczęściej, jako wypełnienia rabat w akompaniamencie strzyżonych drzew oraz krzewów, które w tym roku stosowano w większości ogrodów pokazowych.
Chelsea to także, a może przede wszystkim, nagrody. Za najlepsze ogrody wystawy uznano: Best Show Garden (The Daily Telegraph Garden, Cleve West), Best Urban Garden (The Winds of Change, Stockton Drilling Ltd.) oraz Best Artisan Garden (Hae-woo-so, Jihae Hwang).
Jednym ogrody pokazowe prezentowane na Chelsea Flower Show mogą się podobać, innym nie. Część osób jest nimi zachwycona, inni twierdzą, że ogrody są sztuczne, przeładowane zielenią lub niemożliwe do utrzymania. Jednak zadajmy sobie pytanie: czy stroje światowej sławy projektantów, prezentowane na pokazach znanych domów mody są wygodne do noszenia? Czy wszystkich na nie stać? Zapewne nie. Najważniejsza jest idea tego typu pokazów. Projektanci przedstawiają swoje pomysły, nierzadko odważne, bardzo oryginalne, a czasem dziwne. Uczestnicy z kolei czerpią z nich garściami i wykorzystują na swój sposób w ogrodach przydomowych lub w pracy zawodowej. Niewątpliwie Chelsea Flower Show to wystawa jedyna w swoim rodzaju, dająca mnóstwo radości, satysfakcji oraz zapewniająca wiele niezapomnianych wrażeń.
Tekst i fot. Agnieszka Hubeny – Żukowska

Wielka draka w Paryżu – „Świat rezydencji, Wnętrz & Ogrodów” 7-8(24)/ 2011

Aktualnie coraz częściej myśli się o tworzeniu dużych kompleksów sportowo rekreacyjnych w centrach miast. Przekształcanie nieestetycznych i zaniedbanych terenów w parki i tereny zielone to wynik nie tylko ekologicznej mody. Ciągle rozrastające się miasta i ciągnąca się kilometrami zabudowa powoduje, że chcąc wydostać się poza aglomerację musimy spędzać w korkach coraz więcej godzin. Po odliczeniu, podróży okazuje się, że na sam wypoczynek pozostaje nam niewiele czasu wolnego. Konieczne staje się, więc tworzenie miejsc rekreacji dostępnych niemal na wyciągnięcie ręki. Na szczęście przemianom takim sprzyja ciągły proces rozbudowy miast. Przebudowa infrastruktury drogowej przyczynia się do powstawania tuneli oraz nowych terenów nad ciągami ulicznymi. Często również wyburzane zostają na przykład nieestetyczne budynki nieczynnych zakładów przemysłowych. Nagle w gęsto zabudowanych centrach miast powstają wolne przestrzenie – wyrwy w układach przestrzennych, które wymagają nowego, lepszego zagospodarowania.

2011.7-8 SRWO Wielka draka w Paryżu 1  2011.7-8 SRWO Wielka draka w Paryżu 2
Coraz częściej słyszy się o parkach na terenach byłych poligonów, fabryk a nawet wysypisk śmieci. Tak powstał jeden z pierwszych parków tego typu – mający powierzchnię 55 ha Park La Villette, który założony został w Paryżu na terenach po byłej rzeźni i targu zwierząt. Projekt parku wyłoniony został podczas konkursu w roku 1983, na który spłynęło około 450 prac architektów z różnych krajów. Najwyżej oceniony, a potem zrealizowany został pomysł szwajcarskiego architekta Bernarda Tschumi. Autor zaprezentował pracę na wskroś innowacyjną. W zupełności przekreślił, bowiem panujące do tej pory zasady projektowania modernistycznego, które przyjmowały zasadę, że forma podąża za funkcją. Tschumi postanowił skupić się tylko i wyłącznie na formie zakładając, że funkcja podąży za formą. Dzięki jego pomysłowi na terenie pozostawiono fragmenty budowli rzeźni oraz budynków jej towarzyszących, pozostały również kanały, z których jednym odbywał się transport towarów, a drugi dostarczał wodę pitną dla Paryża. Park oraz architektura w nim zawarta przyjęły formy na wskroś nowoczesne. Rozległy teren podzielony został na kilka wnętrz o funkcjach rekreacyjnych, edukacyjnych i kulturalnych.
Odwiedzając Park la Villette warto zaopatrzyć się w wygodne buty, a w ciepłe dni w dużą ilość wody. Park jest bardzo rozległy i korzystanie nawet jedynie z części jego atrakcji zajmie nam cały dzień. Park usiany jest ciekawymi rozwiązaniami architektonicznymi. Większość stalowych elementów takich jak platformy mostów przebiegających przez kanały czy wejścia do budynków wystawienniczych mają kolor intensywnie czerwony. Na trawniku widoczne są zatopione w darń elementy roweru gigantycznych rozmiarów. Koła z oponami i szprychami wychylają się z nad powierzchni ziemi na wysokość ponad trzech metrów, a kierownica z dzwonkiem rowerowym majaczy gdzieś w koronie drzew. W parku jest kilka ogrodów tematycznych między innymi ogród bambusowy, ogród wiatru, luster czy ogród smoka. Ponadto w parku znajduje się: sala koncertowa, centrum muzyczne, Paryskie Konserwatorium Muzyczne, Centrum wystawienniczo-handlowe,. Niezwykle ciekawa jest konstrukcja budynku kina panoramicznego, która wygląda jak wielka lustrzana kula do bilarda. Ustawiona na środku zbiornika wodnego odbija w sobie niebo oraz całe sąsiedztwo dając niesamowity efekt. Dopełnieniem tego kosmicznego widoku jest zawieszony nieopodal kina okręt podwodny (L’Argonaute), który wygląda ja statek powietrzny otaczający szklaną planetę. Park usiany jest obszernymi placami zabaw dla dzieci oraz dużymi trawnikami, na których okoliczni mieszkańcy urządzają pikniki i grają w gry zespołowe. Teren parku jest dość płaski jednak dzięki kładkom nadziemnym oraz wnętrzom utworzonym we wgłębnikach staje się naprawdę ciekawy, a miejscami nawet zaskakujący.
Park la Villette to gigantyczny plac zabaw dla wszystkich, tych dużych i małych. Pomimo aktualnych zmian w patrzeniu na projekt Bernarda Tschumi oraz jego negatywnych ocen, w moim mniemaniu projekt nie jest zupełną porażką. Park wypełniają tłumy bawiącej się młodzieży i dzieci korzystających z placów zabaw oraz przeróżnych elementów zabawowych rozsianych po całym parku. Zacienionymi alejkami spacerują młodzi rodzice a starsi odpoczywają w ustawionych tu i ówdzie ławeczkach. Sama za siebie mówi również ilość osób odwiedzających pawilon wystawowy, muzeum nauki i przemysłu czy chociażby kino. Widać, że Park jest użytkowany nie tylko przez mieszkańców pobliskich dzielnic, ale również odwiedzany przez turystów z całego świata. Naprawdę trudno jest sobie wyobrazić ten fragment miasta bez Parku la Villette.!
Tekst i fot. Agnieszka Hubeny – Żukowska

Uwodzicielki chłodu – „Świat rezydencji, Wnętrz & Ogrodów” 7-8(24)/ 2011

Altany to konstrukcje powtarzające się w założeniach ogrodowych prawie każdej epoki. Oczywiście w każdej z nich architektura przyjmowała inny wygląd, wielkość oraz znaczenie kompozycyjne. Jak więc w naszych czasach radzą sobie tak zdawałoby się wiekowe konstrukcje? Bardzo dobrze. Ewaluują, zmieniają swoje funkcje, wygląd i materiał, z jakich są wykonane. Nowoczesne altany ogrodowe to już nie tak, jak kilkanaście lat temu bywało, szopki zbite z kilku desek. Oczywiście są standardowo wyglądające altany masowo produkowane dla sieci sklepów… ale nimi nie będziemy zawracać sobie głowy. Te, którymi się zajmiemy to Mercedesy wśród ogrodowej architektury. Po pierwsze powstają dzięki pomysłom światowej sławy architektów i architektów krajobrazu. Są też nowoczesne, piękne, dizajnerskie tak jak meble, z którymi współgrają. Często zwariowane, niepraktyczne, a czasem nawet dziwne… Ale niewątpliwie stają się nieodzownym elementem nawet najmniejszego ogrodu.

2011.7-8 SRWO Uwodzicielka chłodu 1  2011.7-8 SRWO Uwodzicielka chłodu 2
Altana ogrodowa we współczesnym ogrodzie to już nie tandetna, kryta bitumiczną dachówką konstrukcja na czterech drewnianych nogach! To albo naszpikowany technologią Hi-Tech szklany qubik albo minimalistyczna aranżacja w formie dwu wygiętych łuków. Te użytkowe posiadają zarówno Internet jak i sprytnie schowane konsole do gier czy ekrany telewizyjne. Znaleźć tu można super nowoczesne nagłośnienie, wielokolorowe oświetlenie led oraz podręczne minibarki nie zawsze w rozmiarze „mini”. Dla smakoszy projektanci proponują niewielkie podziemia z warunkami idealnymi dla leżakowania markowych win. Takie altany coraz częściej przyjmują proste formy bardziej lub mniej opływowych brył. Od niewymyślnych qubików o szklanych lub ażurowych ścianach do obłych bliżej niesprecyzowanych kształtów przypominających materię rodem z kosmosu. Jednak altany ogrodowe to nie tylko szczelnie zamknięte pomieszczenia. Bardzo często altany przybierają skrajnie minimalistyczne formy działając bardziej na naszą wyobraźnię niż wygodę. Nie posiadają ani dachu ani ścian. Wytyczają jedynie przestrzeń narzucając odbiorcy wyimaginowaną altanę, której centrum stanowi na przykład super nowoczesny fotel. Tego typu duety tworzą artystyczną całość stanowiącą kompozycyjną dominantę ogrodu. Przy takiej architekturze zbędne są już inne dodatki w postaci na przykład rzeźb. Altana sama w sobie jest dziełem sztuki, lub kryje w sobie dzieła sztuki będąc niejako ogrodową galerią. Nie rzadko takie formy mają jedynie wartość wizualną zupełnie nie biorąc pod uwagę potrzeb zwykłego śmiertelnika. Po prostu nie nadają się do wygodnego odpoczynku. Służą jedynie do oglądania.
Altany ogrodowe przybierają różne kształty, ale też i różne rozmiary. Dość oczywiste są konstrukcje wolnostojące jednak pojawiają się też zupełnie inne dość oryginalne ich wersje. Jak się okazuje altany mogą być zarówno niewielkim śladem umyślnie pozostawionym przez sprytnego projektanta dla zatrzymania naszej uwagi w danej części ogrodu… Tu pojawiają się delikatne nawet można by rzec zwiewne konstrukcje składające się z kilku zaledwie elementów. Na przykład stalowa rama czy też niemal lewitujące nad głowami zadaszenie z wielokolorowego szkła witrażowego. Altany mogą też prawie w całości wypełniać ogród stanowiąc nijako przedłużenie przestrzeni wewnętrznej budynku poprzez zmyślne połączenie domu, pergoli i altany. Roślinność stanowi jedynie uzupełnienie dokładnie zaplanowanego kompleksu. We współczesnych altanach ogrodowych dominuje prostota z odrobiną ciekawego detalu, stonowane kolory: czarny, srebrny oraz biały. Z materiałów pojawia się zarówno precyzyjnie wykończone drewno, szkło jak i tworzywa sztuczne, materiały z recyklingu, aluminium, blacha miedziana oraz od kilku lat robiąca furorę rdzewiejąca stal: Corten. Wszystkie chwyty są dozwolone należy jednak pamiętać, że altana bez odpowiedniego otoczenia to jak dzieło sztuki powieszone na strychu. Czym byłaby, bowiem niejedna cudowna altana bez swego otoczenia, czyli ogrodu? Ogród oraz wypełniająca go zieleń są niezwykle ważne, aby efekt był imponujący muszą być wykonane na równie wysokim poziomie. Współczesne altany znajdują swe miejsca najrzadziej na środku trawnika, jak to zwykle jest robione w naszych przydomowych ogrodach. Jako główne atrakcje wkomponowywane są w specjalnie dla nich przeznaczone wnętrza ogrodowe. Z myślą o altanach powstają w ogrodach łąki kwietne, młodniki brzozowe oraz inne stylizowane fragmenty ogrodu. Nie rzadko altany ustawiane są w okolicy elementów wodnych, a czasami nawet na wodzie. Obecnie bardzo modne są mieszane obsadzenia roślinne z wielu gatunków bylin tworzących naturalne łany zwiewnych kwiatów. Wśród takiego otoczenia oraz kontrastu masywnych brył drzew i strzyżonych krzewów współczesne proste w swej architekturze altany wyglądają naprawdę okazale. Gustowne, dobrze wykonane altany ogrodowe możemy porównać do wisienki na ogrodowym torcie. Serdecznie zapraszam do eksperymentowania z architekturą ogrodową, dzięki której ogród staje się ciekawym obiektem zachęcającym swych gospodarzy do codziennych wycieczek po nim… Nawet jeżeli ma zaledwie kilkadziesiąt metrów kwadratowych.
Tekst i zdjęcia A. Hubeny – Żukowska

Klejnoty Maurów – „Świat rezydencji, Wnętrz & Ogrodów” 6(23)/ 2011

Hiszpania kojarzy nam się z gorącym latem, błękitnym niebem i wspaniałymi wakacjami. Hiszpańskie ogrody natomiast niewątpliwie z bajeczną Alhambrą, Generalife – letnią rezydencją pełną wodnych kanałów i pachnących kwiatów oraz niezapomnianym Podwórzem Lwów. Każdy z nas przywozi także wspomnienia przepięknych ogrodów wokół królewskich rezydencji w Madrycie, Sewilli czy Barcelonie. Te wszystkie ogrody są zapewne warte obejrzenia, są znane i oczywiście znajdują się na każdej trasie wycieczek turystycznych. Mnie jednak w podróży po Hiszpanii zainteresowały również inne ogrody – nie mniej piękne i nie mniej interesujące! Czy ktoś z Państwa zwrócił uwagę na hiszpańskie grody prywatne? Na przepięknie zdobione niewielkie przestrzenie wśród gęstej zabudowy miast? Te małe oazy zieleni na balkonach, gzymsach okien, a przede wszystkim w cudownych patiach wzbudziły mój podziw i zainteresowanie.

2011.6 SRWO Klejnoty Maurów 1  2011.6 SRWO Klejnoty Maurów 2
Geneza hiszpańskich patiów sięga, bowiem czasów średniowiecza. Jak wszystkim wiadomo Średniowiecze w Europie było okresem bardzo długim, w którym następowały liczne zmiany społeczne i gospodarcze. Miasta różniły się między sobą wielkością, funkcjami, oraz metryką, ich mieszkańcy natomiast zamożnością oraz uprawianymi zawodami. Miasta średniowieczne poprzez źródła historyczne kojarzą się nam głównie z warownymi zamkami i otaczającymi miasto murami. Zdawałoby się, że w tak surowo wyglądającej zabudowie kontakt z przyrodą był ograniczony. Jednak trzeba pamiętać, że powierzchnia miast średniowiecznych była raczej niewielka, tuż po przekroczeniu bram miasta ówczesny człowiek spotykał się ze środowiskiem przyrodniczym otaczającym zewsząd miasto. Zupełnie inaczej wyglądało życie mieszkańców miast późnego średniowiecza, które były znacznie większe.

2011.6 SRWO Klejnoty Maurów 3

W miarę rozwoju aglomeracji warunki życia oraz jego, jakość pogarszały się. Działki budowlane w obrębie murów miejskich stawały się coraz mniejsze, a zabudowa wyższa. Domy powstawały według zasad stosowanych w miernictwie oraz budownictwie i oparte był na module. Kamienice miały podobną wielkość. W dolnej części budynku znajdowały się warsztaty pracy, piętro natomiast stanowiło część mieszkalną. Z tyłu budynków znajdowały się wewnętrzne podwórza oraz budynki gospodarcze. W takich warunkach na założenie ogrodu przydomowego mogli pozwolić sobie jedynie zamożniejsi mieszczanie, których działki były większe i znajdowały się w luźniej zabudowanych dzielnicach miast. Z czasem, choć w różnych krajach i miastach niejednakowo, zabudowa mieszkaniowa zaczęła rozrastać się na zewnątrz murów, gdzie na większych działkach, z możliwością zakładania ogrodów, powstawały „nowe miasta”. Niewiele informacji na ten temat przetrwało do dnia dzisiejszego, wiadomo jednak, że w XI wieku ogródki przydomowe istniały w Mediolanie, a dwa wieki później ogrody otaczały również przedmiejskie domy Londynu. Wiadomo również, że miejskie ogródki przydomowe powstawały w Gdańsku w postaci ozdobnych przedogródków i ogrodów użytkowych z tyłu domu.
Zupełnie inaczej okres średniowiecza przedstawiał się miastach Al.-Andalus (muzułmańska nazwa Hiszpanii). W roku 756 , Abd ar-Rahman I, książę Umajjadów zdobył władzę w Kordobie i stworzył tam niezależny emirat sprzymierzony z władzą w Damaszku. Jego panowanie zapoczątkowało rozwój najbardziej zaawansowanej cywilizacji średniowiecza. Kordoba była najważniejszym ośrodkiem w czasach świetności, jednym z największych, najzamożniejszych i najbardziej rozwiniętych kulturowo miast świata. W szczytowym okresie, w połowie X wieku mieszkało tam więcej niż 300 tyś. ludzi. Średniowieczna Kordoba stała się naukową stolicą Europy. Już w czasach rzymskich gorący klimat Andaluzji wpłynął na to, że domy budowano wokół chłodnego, centralnego patia. W tych zamkniętych murami wnętrzach przeznaczonych wyłącznie dla rodziny sadzono drzewka pomarańczowe, wonne róże oraz winorośle dające dodatkowy cień. Większe domy bogatych mieszczan miały dwa, trzy lub więcej patiów, które otoczone były ozdobnymi kolumnami i łukami tworzącymi galerie. Podłogi zawsze wyłożone były mozaikami z drobnych białych i czarnych otoczaków. Muzułmanie kontynuowali ten sposób zabudowy, można jednak powiedzieć, że za ich czasów nastąpił rozkwit kordobskich patiów. Nowi mieszkańcy wprowadzili do wnętrz dodatkowe detale, a najważniejszym z nich były elementy wodne w postaci fontann i źródełek, wokół których ustawiane były donice z paprociami i aspidistrami. I te właśnie patia oglądać można do dziś dzień w starych dzielnicach miasta. W ówczesnej Kordobie przybyło oczywiście gatunków roślin, jednak sam plan oraz sposób ustawiania roślin w donicach pozostał niezmienny. Niezmienne i zarazem cudowne są również kordobskie mozaiki z rzecznych kamieni. Wyłożone nimi są zarówno podwórza, ulice, chodniki jak i miejskie place. Hiszpanie są dumni ze swoich ogrodów, dlatego aby móc się nimi chwalić nie tylko sąsiadom, ale także turystom, chętnie pozostawiają otwarte drzwi do swoich zielonych sanktuariów. W Kordobie, co roku organizowane są również konkursy na najpiękniejsze patio. Godna podziwu jest nie tylko umiejętność uprawy roślin, ale także pomysłowość w wykorzystywaniu każdego wolnego miejsca na ustawianie donic i zdobienie roślinnością miasta. Takim skrajnym przykładem jest zdecydowanie „Kwiatowa Uliczka”, która pomimo swej niesłychanie małej szerokości gromadzi tłumy turystów. Bardzo ciekawym elementem hiszpańskich ogrodów są również kanały nawadniające rośliny. W Kordobie wykonane są oczywiście z mozaiki z otoczaków. Można je podziwiać między innymi w ogrodach przed tamtejszą synagogą. Nieco inne kanały tym razem wykonane z cegły w postaci ciekawych wzorów można oglądać również przy katedrze w Sewilli. Ogrody hiszpańskie mają swój niezapomniany urok. Warto jednak czasami zboczyć z utartej ścieżki biur turystycznych, skręcić w boczną uliczkę i napawać się bajkowymi widokami, które z pewnością zostaną przeoczone przez większość przyjezdnych.
Tekst i zdjęcia A. Hubeny – Żukowska

Festiwal Wyobraźni – „Świat rezydencji, Wnętrz & Ogrodów” 5(22)/ 2011

Wyobraźmy sobie cudowne i bajecznie kolorowe Chelsea Flower Show, które zamiast kilku dni trwa 6 miesięcy… W Chelsea to niemożliwe, jednak we Francji od ponad 20 lat odbywa się International Garden Festival of Chaumont, który trwa od kwietnia do października! Obie te wystawy mają w sobie coś wspólnego. Po pierwsze można na nich oglądać fantastyczne ogrody pokazowe, a po drugie, rok rocznie gromadzą na swoich terenach setki tysięcy entuzjastów z całego świata. Na tym jednak podobieństwo się chyba kończy. Nie można powiedzieć „w tym roku wybieram Chelsea”, albo, „wolę Chaumont”…

2011.5 SRWO Festiwal wyobraźni 1  2011.5 SRWO Festiwal wyobraźni 2
Te imprezy, pomimo że w ogólnym rozumieniu są wystawami ogrodniczymi pokazują tak odmienne punkty widzenia ogrodu, że aby poczuć się spełnionym trzeba zobaczyć obie! Chelsea to świat projektantów ogrodów i ogrodników, świat piękna połączonego z praktycznym i użytecznym dizajnem. Tam zobaczymy ogrody, które żywcem można by było przenieść na nasze działki. Chaumont natomiast, to ogrody z innego świata. Świata artystów, rzeźbiarzy, malarzy, scenografów i oczywiście architektów krajobrazu. Ogrody pokazowe we Francji są widziane przez pryzmat sztuki i psychologii, a powstają na podstawie jednego wspólnego hasła, które jest zmieniane, co sezon. W roku 2010 hasłem przewodnim było: „Ogrody ciała i duszy”, w poprzednich latach „Ogrody kolorów”, „Zabawa w ogrodzie”, „Ogród ma pamięć”… Wystawa odbywa się na terenach okalających zamek Chaumont, zamek, który leży w jednej z najpiękniejszych krain historycznych Francji – Dolinie Loary. Ten jeden z 300 najpiękniejszych zamków Francji gości międzynarodowy festiwal ogrodniczy od roku 1992. W tym czasie powstało tu około 500 ogrodów pokazowych, rocznie około 30. W Chelsea miejsca ogrodów pokazowych są równymi prostokątnymi kwaterami. Zupełnie inaczej jest w Chaumont gdzie teren poświęcony festiwalowi został zaprojektowany przez Jacques Wirtz. Parcele ogródków pokazowych kształtem przypominają różnej wielkości liście tulipanowca, które połączone są ze sobą gałązkami – siecią żwirowych ścieżek. Ten ciekawy projekt nie tylko urozmaica teren, ale również stanowi dodatkowe utrudnienie dla twórców projektów ogrodów pokazowych. A chętnych do prezentacji swoich pomysłów jest wielu. Co roku komisji przedstawianych jest około 300 prac różnych autorów, z których wybranych zostaje zaledwie 10 procent.

2011.5 SRWO Festiwal wyobraźni 3
Tegoroczne hasło przewodnie „Ogród ciała i duszy”, zgromadziło twórców nie tylko z Francji, ale także z Wielkiej Brytanii, Włoch, Niemiec, Holandii i Japonii. Każdy hasło zinterpretował na swój sposób i przedstawił swoje wyobrażenia ogrodu dla ducha i dla ciała. Same ogrody, jeszcze bez znajomości genezy projektu były dość osobliwe. Jednak poznanie abstrakcyjnego opisu autorów dodatkowo podgrzewało emocje związane z oglądaniem ich dzieł. Francuzi Timothée Blancpain i Philippe Caillaud swój ogród wypełnili kolorowymi bylinami oraz białymi budkami dla ptaków, na których dodatkowo umieszczono stare fotografie portretowe. Wgłębiając się w opis projektu dowiadujemy się, że jego autor odzwierciedlił swoje wyobrażenie ulotnej duszy zmarłych przyjaciół w postaci ptaków… Nie mniej abstrakcyjną historię swego, bardzo zresztą ciekawego ogrodu przedstawili inni francuzi. Ich projekt przedstawiał spotkanie z Matką Ziemią. Droga przez ogród miał być drogą, jaką każda istota ludzka odbywa przychodząc na świat. Na otoczonej wysokim żywopłotem działce wytyczyli oni spiralną ścieżkę, która początkowo pośród ziół, potem wewnątrz korytarza z wikliny prowadziła do centralnego otwartego wnętrza. Ta prosta w swym wystroju przestrzeń wypełniona jedynie jasnym piaskiem oraz trzema wiklinowymi fotelami miała symbolizować relacje człowieka z ziemią. Dalej było wyjście z ogrodu. Wyjście przez zamykającą się za zwiedzającym furtkę, przez którą nie ma odwrotu – narodziny człowieka.
Temat domków dla ptaków powtórzył się w projekcie Niemców, którzy swój ogród podzielili na prostokątne grządki wypełnione ziołami, trawami i kwiatami. Na środkowej kwaterze umieścili na słupkach dziesiątki białych budek dla ptaków, które dzięki bateriom słonecznym odtwarzały śpiew różnych gatunków. Na bocznych kwaterach w rzędzie ustawione zostały około dwu metrowej wysokości krzesła. Autorzy podeszli do tematu mniej psychologicznie, więc ich przesłanie relaksu wśród śpiewu ptaków zrozumiał chyba każdy. Włosi Stefano Marinaz, Francesca Vacirca i Daniela Tonegatti zaprojektowali przepiękny ogród, który równocześnie był terapią dla ciała i duszy. Autorzy poprowadzili zwiedzających poprzez swoje „Centrum Sensorycznej Terapii Ogrodowej” ścieżką, która przebiegała przez kolejne wnętrza ogrodowe. W „Ogrodowej saunie” na samym początku podróży para wodna miło schładzała letnie powietrze, dalej „ogród warzywny”, pełen ziół i roślin przyprawowych poruszał zmysł smaku. „Ogród zapachów” pełen flakoników z wonnymi perfumami łechtał powonienie zwiedzających, którzy mogli odpocząć na wiklinowych fotelach i marzyć o masażu, który był tematem centralnej kompozycji. Tu autorzy umieścili gabinet masażu, w którego wnętrzu umieszczono za parawanem z kwiatów sylwetkę leżącej na brzuchu kobiety.
Jak widać teorie powstawania ogrodów pokazowych w Chaumont są przeróżne. Jak jednak przedstawiają się same projekty, jako ogrody? Otóż są niezwykłe! Pełne kolorów, nie tylko kwiatów i liści, ale także niesamowitej małej architektury. Na wystawie zobaczyć można było między innymi poziome i pionowe elementy z malowanego krzyczącymi kolorami drewna. Małą salę koncertową z fortepianem ustawionym pośród kwiatów i widownią z dmuchanymi fotelami. Parawan z pułki z chińską porcelaną, unoszącą się nad wodą szklarenkę i machinę do tworzenia baniek mydlanych…
Śmiało można powiedzieć, że ta wystawa to skarbnica pomysłów i poletko doświadczalne dla młodych artystów. Dla twórcy, projektanta, czy architekta krajobrazu to miejsce dzielenia się wiedzą i wymiany doświadczeń. Dla entuzjasty to wspaniały cel podróży, a dla rodziny z dziećmi to idealne miejsce spędzenia wolnego czasu. Od dwóch lat dodatkową, letnią atrakcją wystawy są „Ogrody Światła” – noce spacery po wystawie, kiedy zwiedzający mogą podziwiać ogrody w scenerii nocy i sztucznego, wielobarwnego światła. Chaumont to nie tylko sama wystawa, ale również Centrum Sztuki i Natury, zabytkowy park oraz przepiękny zamek.
Tekst i zdjęcia A. Hubeny – Żukowska

Domek dla Szuwarka – „Świat rezydencji, Wnętrz & Ogrodów” 5(22)/ 2011

Niech nas nie zmylą nasze jeziora, rzeki i zielone lasy, ponieważ pod względem dostępności do wody pitnej jesteśmy na jednym z ostatnich miejsc wśród krajów Europy. Porównywalną do nas dostępność do wody ma Egipt!!! Naszą nadzieją powinna być słodka woda deszczowa ta jednak jest bezpowrotnie tracona.
Budowa osiedli na terenach zalewowych, sztuczna regulacja rzek, czy pokrywanie terenu nieprzepuszczalnymi nawierzchniami sprawia, że woda zamiast wsiąkać w grunt i wpływać na uzupełnienie zasobu wód gruntowych jest odprowadzana prosto do przeciążonych systemów kanalizacji. W warunkach naturalnych, poza miastami i terenami zabudowanymi, woda deszczowa jest absorbowana przez lasy i łąki. Pewna jej ilość odparowuje. Pozostała część zanim dotrze do rzek i jezior, a potem do morza zostaje przefiltrowana z pyłów i zanieczyszczeń. Ważną rolę odgrywają w tym procesie naturalne tereny zalewowe, na których woda podczas ulewnych deszczy i wiosennych roztopów może się magazynować, a potem pomału wrócić do swego naturalnego obiegu. Ten obieg zostaje jednak zakłócony przez człowieka, który rok rocznie wydziera przyrodzie olbrzymie tereny nie bacząc na zmiany, jakie powoduje w środowisku oraz powstające w ich skutku zagrożenia.

2011.5 SRWO Domek dla szuwarka 1  2011.5 SRWO Domek dla szuwarka 2

Człowiek mieszka i pracuje w mieście, potrzebuje dróg i budynków jednak betonowanie każdego metra kwadratowego parkingów, czy naszych podjazdów nie jest konieczne. Aby zapobiec tak bezsensownemu zagospodarowywaniu terenów wprowadzono w miastach opłaty za korzystanie ze środowiska, a specjaliści różnych dziedzin, w tym inżynierowie wodni, biolodzy, botanicy i architekci krajobrazu starają się rozpowszechnić różne sposoby odciążenie miejskich systemów kanalizacji burzowej.
Jednym ze sposobów retencjonowania wody w mieście jest zakładanie zielonych dachów oraz ogrodów deszczowych, które mogą zatrzymać od 50% do 70% wody opadowej. Funkcjonowanie takich terenów jest bardzo proste i polega na magazynowaniu wody deszczowej w obniżeniu terenu, a następnie jej filtrowaniu przez rośliny i glebę. Ogrody deszczowe mogą być zakładane zarówno przy domach jednorodzinnym, przy firmach, na dachach czy ścianach budynków. Założenia takie, jako skomplikowane systemy drenarskie mogą też powstawać w parkach czy wreszcie w całych obszarach miejskich.
Ogród bagienny może nam przywodzić na myśl leśne tereny bagienne albo malowniczą dolinę Rospudy. Innym bagno może kojarzyć się z całą gamą insektów w tym z chmarą komarów. Ogródki deszczowe nie muszą jednak wyglądać jak małe mokradełka! Mogą być zaprojektowane tak, aby pasowały zarówno do ogrodu klasycznego jak i do minimalistycznych brył budynków XXI wieku. Co najważniejsze woda w nich magazynowana utrzymuje się najwyżej przez dwa dni, co nie daje możliwości rozwoju nielubianym przez nas komarom. Do obsadzania ogrodów deszczowych najlepiej nadają się rośliny naturalnie występujące w okolicy, ponieważ nie wymagają dodatkowego nawożenia oraz są odporne na lokalne warunki klimatyczne. W całym systemie chodzi o to, żeby spowolnić bieg strumieni wodnych, dlatego często na ich drodze projektuje się fantazyjne zakręty, zakola i spiętrzenia. Do miejsca docelowego woda opadowa może być doprowadzana nie tylko przez klasyczne i mało ciekawe rury i rynny, ale także poprzez ozdobne łańcuchy deszczowe, rzygacze, kanały oraz sztuczne, okresowe strumienie. Takie rozwiązania zaczynają być modne na całym świecie. Pojawiają się zarówno w Stanach Zjednoczonych, Niemczech, Holandii, Dani a ostatnio także w Polsce. Projekty tego typu charakteryzują się nie tylko użytecznością, ale także ciekawym designem. W Waszyngtonie na Vine Street na przykład rynny na elewacjach budynków nie tylko przyjęły niespotykane kształty, ale dodatkowo stanowią podlewanie dla utworzonych w zakolach rynien mini ogródków wertykalnych. Podobnie „pobawili” się architekci na jednym z budynków w dzielnicy studenckiej w Dreźnie. Tu nie dość, że sama elewacja w swym kolorze i fakturze nawiązuje do fal wodnych, to system rynien złożony z rur, rurek, lejków i rynienek zaprojektowany został tak, że całość podczas deszczu stanowi instrument muzyczny. W Covent Garden natomiast na elewacji budynku Tim Hunkin i Andy Plant stworzyli zegar, który poruszany jest strumieniami wody. Dużo prostszymi rozwiązaniami wydają się wcale nie mniej ciekawe łańcuchy deszczowe, które w swej najprostszej postaci faktycznie przypominają łańcuch, co nie odejmuje im zresztą uroku. Bardziej skomplikowane projekty przyjmują formę łańcuszków zdobionych koralikami, połączonych ze sobą kielichów kwiatowych, ozdobnych kubeczków a nawet rybek z otwartymi paszczami. Jak widać już sam transport wody deszczowej z dachu na poziom gruntu nie musi być pospolity i nudny. Co może dziać się z wodą dalej? W zależności od ukształtowania terenu woda może wolno spływać ozdobnymi kanalikami, miejscowo chować się pod ścieżkami lub wręcz odwrotnie przepływać przez ich nawierzchnie tworząc meandrującą rzekę. Woda może też być zbierana w niewielkich obniżeniach terenu gdzie będzie nawadniać spragnione rośliny. Może tu być spiętrzana, aby za chwilę szybszym nurtem spłynąć, jako niewielki wodospad wśród roślin lub towarzyszyć schodom. W swej drodze część wody pozostawać może w mniejszych otwartych zbiornikach i ogródkach deszczowych, może być magazynowana w cysternach lub płynąć dalej, aby uzupełnić poziom wody w utworzonym specjalnie do tego celu zbiorniku wodnym. Oczywiście sam zbiornik to znowu pola do popisu dla architektów krajobrazu. W zależności od stylu zabudowań oraz od ich otoczenia może przyjąć zarówno charakter naturalnego oczka wodnego jak i modernistycznego basenu.
Ogrody deszczowe są obecnie bardzo trendy. Ciekawie zaprojektowane mogą być oryginalnym i pięknym dodatkiem do naszych ogrodów. Co ważne mogą nam również przynieść korzyści ekologiczne i ekonomiczne. Przyczyniają się, bowiem do ochrony zasobów wód gruntowych, odciążają miejskie systemy kanalizacji burzowej, mogą nas zwolnić od podatku deszczowego oraz obniżyć koszty zużycia wody i oczyszczania ścieków.
Tekst i zdjęcia A. Hubeny – Żukowska

Wiosenne zamieszanie w ogrodzie – EuroStyl 3-4/2011, wyd. AN-PRESS

Wprawdzie miejscami leży jeszcze śnieg, a ziemia jest zmarznięta to już teraz można zaplanować sobie prace, które należy wykonać w ogrodzie. Wiosna to najlepszy czas na porządki oraz zmiany w naszych ogrodach. Wiele bylin po kilku latach wymaga podziału. Niektóre krzewy, które nieroztropnie posadziliśmy, jako malutkie, teraz rozrosły się i nie pasują już do swojego dotychczasowego miejsca. Drzewa owocowe oraz pewne krzewy ozdobne wymagają przycięcia. Niektórzy z nas będą planować małe zmiany w kompozycji swoich ogrodów, inni swą przygodę z ogrodami dopiero rozpoczną.

2011.3-4 EuroStyl Wiosenne poruszenie w ogrodach 1 2011.3-4 EuroStyl Wiosenne poruszenie w ogrodach 2
Jeżeli ogrodu wokół domu jeszcze niema, zima i wczesna wiosna to najlepsza pora, aby go zaprojektować. Ciągle jeszcze długie wieczory doskonale nadają się na przeglądanie wraz z rodziną zdjęć w czasopismach ogrodniczych i kolorowych żurnalach. Możemy poprosić o pomoc projektanta ogrodów, ale najpierw musimy wiedzieć, co nam się podoba, a co nie. Co chcielibyśmy mieć przed domem, a czego za żadne skarby świata nie chcemy oglądać za naszymi oknami? Oczywiście w czasie spotkania specjalista doradzi, co najlepiej posadzić w przydomowym ogródku, ale rozeznanie się w naszych gustach to dobry punkt wyjściowy przed przystąpieniem do wykonania projektu. Warto jest też wcześniej zastanowić się ile czasu jesteśmy w stanie poświęcić na pielęgnację ogrodu? Czy nie ma wśród bliskiej rodziny alergików? Jakie funkcje ma pełnić ogród, czy ma się w nim znaleźć miejsce do zabaw z dziećmi, grill ogrodowy, a może element wodny? Czy chcemy, aby ogród był oświetlony oraz ile osób i w jakim wieku będzie z niego korzystać? Ogród może pełnić wiele funkcji, może też być spełnieniem naszych marzeń, ale najpierw powinniśmy się zastanowić jak powinien wyglądać nasz idealny ogród. Podczas takich przemyśleń warto pamiętać, że przestrzeń ogrodowa powinna kompozycyjnie łączyć się nie tylko z architekturą budynku, ale także z przestrzenią w jego wnętrzu. Jeżeli nasze pokoje będą zaprojektowane w stylu na przykład orientalnym to ogród rustykalny za oknem będzie wyglądał dość dziwnie. Tak samo ogródek angielski przy nowoczesnej elewacji, albo ogród chiński przy klasycznej willi.
Często kupujemy dom, wokół którego istnieje już ogród. Może on nie spełniać naszych wymagań lub po prostu może się nam nie podobać. Żądni zmiany nie wykopujmy wszystkich roślin i nie wycinajmy wszystkich drzew! Rośliny, które rosły w ogrodzie kilka lat po pierwsze przyzwyczaiły się już do jego mikroklimatu oraz gleby, po drugie mogą już być duże a przez to cenne. Projektant może zaproponować inne miejsce dla niektórych z nich adaptując je do nowego projektu. Pokrój i wielkość niektórych roślin można korygować poprzez odpowiednie cięcie. Przerobić, za pomocą tych samych gatunków roślin, można nawet ogród angielski na nowoczesny. Charakter ogrodu zależy, bowiem nie tylko od gatunku roślin, ale także od sposobu ich posadzenia.
Wiosna to czas, w którym wiele osób kończy budowę domu i już pomału zaczyna myśleć o skrawku ziemi, który go otacza. Pierwszym wiosennym problemem przyszłych właścicieli ogrodu jest błoto na działce oraz pytanie, co z nim zrobić? Na tym etapie zdesperowani właściciele, bez namysłu i pomysłu kładą nawierzchnie na podjeździe, często z rozpędu powstają także ścieżki w całym ogrodzie. Takie rozwiązanie jest dużym błędem. Lepiej byłoby najpierw wykonać projekt ogrodu wraz ze ścieżkami i podjazdem, a potem wykonywać małą architekturę. W ten sposób ścieżki zostaną zaprojektowane tak, aby pasowały do budynku oraz do przyszłego ogrodu. Unikniemy też problemów z przeprowadzaniem pod gotowymi nawierzchniami rurek systemu nawadniania czy też kabli elektrycznych (na przykład do oświetlenia lub elementu wodnego). Projektując podjazd musimy pamiętać, że powinien on być wygodny w użytkowaniu, nie musi jednak stanowić wielkiej betonowej powierzchni. Układ podjazdu, ścieżki oraz zieleni w przedogródku powinien być zaprojektowany tak, aby wydobyć charakter budynku, zasłonić szpetne elementy takie jak skrzynka gazowa czy śmietnik. W powierzchni podjazdu powinno unikać się projektowania małych kwietników, które podczas upalnych dni szybko przesychają.
Wiosna to czas porządków nie tylko w dojrzałych już ogrodach, ale także na terenach, na których ogrody mają dopiero powstawać. Niestety bardzo często większość resztek pobudowlanych zostaje przysypanych cienką warstwą ziemi. Warto też zwrócić uwagę na miejsca, w których stały betoniarki. Resztki rozsypanego cementu oraz zastygłej zaprawy szkodzą rośliną, a zakopane kawałki folii i styropianu mogą spowodować powolny wzrost roślin oraz ich obumieranie. Dokładne oczyszczenie terenu jest podstawą przyszłego ogrodu!!
Jeżeli po pracach budowlanych okazuje się, że na działkę trzeba dowieść ziemi to należy pamiętać, że ziemia urodzajna, którą chcemy nawieźć do ogrodu powinna być dobrana do podłoża, które występuje na działce. Czasami nawożenie ziemi w ogóle nie jest potrzebne, wystarczy wzbogacić rodzimą glebę. Wszystko to zależy od tego, co chcemy sadzić w ogrodzie, jakie są wymagania roślin? Aby ogród nie był czasochłonny najlepiej rośliny dobrać właśnie do gleby występującej na działce. Nie sadźmy roślin, które lubią ziemię kwaśną na podłożu zasadowym i na odwrót. Przysporzymy tym sobie naprawdę sporo pracy, nerwów i zmartwień. Dobrze jest, gdy przed nawiezieniem ziemi właściciel posesji ma już jakąś koncepcje zagospodarowania terenu. Wiedząc gdzie będą rosły krzewy, gdzie będzie trawnik a którędy będzie przebiegać ścieżka można zamówić odpowiednią ilość ziemi i rozsypać ją tylko w miejscach, w których będzie potrzebna. Dopiero na odpowiednio przygotowanym podłożu możemy przystąpić do sadzenia roślin.
Wiosna wprowadza sporo ruchu w naszych ogrodach. Zjawisko to jest coraz bardziej powszechne i zaczyna cieszyć nie tylko wykształconych ogrodników, ale także hobbystów i świeżych właścicieli ogródków. Budowa terenów zieleni, sadzenie i przesadzanie roślin oraz „przemeblowywanie” naszych ogrodów to nie tylko przyjemność, ale także i zdrowie. Przebywanie na świeżym powietrzu oraz praca z roślinami działa na nasz układ nerwowy wprost zbawiennie. Dlatego nie bójmy się szpadli, sekatorów, grabi i kosiarek nawet, jeżeli całe dnie spędzamy w biurze przy komputerze i zdawałoby się, że z roślinami nie mamy nic wspólnego!
Tekst i fot. Agnieszka Hubeny – Żukowska

Skąpany w kwiatach – „Świat rezydencji, Wnętrz & Ogrodów” 4(21)/ 2011

Wielka Brytania to dla ogrodnika kufer pełen klejnotów. Do tutejszych parków, ogrodów botanicznych, założeń przypałacowych i przyzamkowych, a nawet do ogrodów prywatnych ciągną całe pielgrzymki miłośników ogrodów i roślin. Podróżując przez Sumerset w poszukiwaniu następnej z perełek ogrodowego skarbu dotarłam do niewielkiej miejscowości Tintinhull gdzie wśród wąskich uliczek, za wysokim murem znajduje się otoczony czarującymi ogrodami Tintinhull Hause.

2011.4 SRWO Skąpana w kwiatach 1  2011.4 SRWO Skąpana w kwiatach 2
Najstarsza część domu wybudowana została w roku 1630 przez Edwarda Nappera. Kolejni przedstawiciele jego rodziny rozbudowywali posiadłość, aż do roku 1791, kiedy to zadłużona wdowa po Johnie Napperze musiała sprzedać dom oraz otaczające go ziemie. Od tego czasu budynek ewaluował, a posiadłość przechodziła z rąk do rąk kolejnych rodzin. Po roku 1898 posiadłość kupił Dr S.J.M Price, który jako botanik pozwolił, aby ogród zarósł walerianą, rutą i innymi lokalnymi ziołami. Nowy właściciel, być może pod wpływem brata swej przyjaciółki projektanta Harolda Peto położył w założonym przez siebie Eagle Court i Middle Garden nawierzchnię z płyt kamiennych, którą zresztą możemy podziwiać do dzisiejszego dnia. Jednak prawdziwa historia ogrodu wokół Tintinhull House zaczęła się w roku 1933, kiedy to posiadłość stała się własnością państwa Reissów.

2011.4 SRWO Skąpana w kwiatach 3

Pani Phyllis zafascynowana ruchem Arts&Crafts oraz pobliskim ogrodem Hidcote potraktowała nowe włości, jako plac doświadczalny. Powiększyła dotychczasowy ogród dodając Cedar Court, na którego terenie do tej pory było jedynie pastwisko. Czternaście lat później zamieniła boisko do tenisa w Pool Garden z podłużnym zbiornikiem wodnym, na który zaprojektowała otwarcia widokowe od strony Middle garden oraz ogrodu warzywnego. Ta nowa część ogrodu zyskała także przepiękną altanę, w której twórczyni przesiadywała planując następne nasadzenia i kompozycje kolorystyczne. Phyllis Reiss uwielbiała eksperymenty. Bawiło ją mieszanie różnych roślin i kolorów, lubiła też powtarzać sprawdzone kompozycje w innych częściach ogrodu. Nazywała siebie „grupistką” w przeciwieństwie do „planistki”. W 1939 roku w programie telewizyjnym BBC zwierzała się, że ze względu na to, że jej ogród jest płaski jej zadaniem jest taki dobór roślin, który urozmaici przestrzeń i sprawi, że jej ogród będzie interesujący przez cały rok. W swych późniejszych latach, po śmierci Phyllis Reiss, ogród przeszedł pod skrzydła innej pasjonatki ogrodów – Penelope Hobhouse. Ta aktualnie dobrze znana projektantka, historyk ogrodów i autorka wielu książek ogrodniczych opiekowała się ogrodem od roku 1980 do 1993. W tym czasie wprowadziła tu pewne zmiany, oraz ciekawe kompozycje roślinne na rabatach. Hobhouse oczarowana była różnorodnością kolorów kwiatów oraz możliwościami ich zestawień. W 1984 roku w czasie pracy w Tintinhul pisarka wydała książkę „Colour in Your Garden”, a w roku 1991 „Flower Gardens”. W ogrodzie pojawiły się terakotowe donice wypełnione kolorowymi kwiatami roślin sezonowych. Aktualnie ogrodem zajmuje się kolejny miłośnik ogrodów Floyd Summerhayes, który stara się kontynuować dzieło obu pań.
Ogród wokół Tintinhull House nie jest olbrzymi, jest za to złożony z kilku różnej wielkości wnętrz ogrodowych, które kolejno ukazują się w otwarciach widokowych ceglanych murów i cisowych żywopłotów. W skład ogrodu wchodzą kolejno połączone ze sobą główną ścieżką Eagle Court, Middle Garden, Fountain Garden, Kitchen Garden, Pool Garden i Cedar Court. Najbliżej budynku znajdujący się Eagle Court, który powstał w 1720 roku i został zaadaptowany przez późniejszą właścicielkę. Te niewielkie wnętrze, tak jak i kolejne Middle Garden, jest raczej nieskomplikowane otoczone ceglano kamiennym murem i wypełnione trawnikiem. Przez środek obu wnętrz przebiega kamienna ścieżka, która z obu stron obsadzona jest olbrzymimi bukszpanowymi kulami. Koloru nadają tej części ogrodu rosnące pomiędzy bukszpanami niebieskie agapanty afrykańskie, różowe neriny Bowdenii i pachnące lawendy. Na ciepłych południowych murach opierają się powojnik, prusznik niebieski, magnolia i cieciorka. Dalej na osi ścieżki widać tryskającą fontannę – główny element Fountain Garden. Jest to kolejne niewielkie wnętrze z centralnie usytuowanym, okrągłym zbiornikiem wodnyktóry w lecie prawie w całości wypełniony jest liliami wodnymi. Ten obniżony o kilka stopni fragment ogrodu otoczonym został wysokimi żywopłotami, które tworzą znakomite tło dla kwitnących na biało odmian irysów, róż, zawilców i agapantów. Jedno z otwarć w żywopłocie prowadzi do klasycznego angielskiego ogrodu warzywnego, którego główna aleja została obsadzona łanami kocimiętki. W głębi podziwiać można grządki z misternie prowadzonymi karłowymi drzewami owocowymi, warzywami i pachnącymi ziołami. Z ogrodu warzywnego główna ścieżka prowadzi nas do Pool Garden, w którym dominującym elementem jest podłużny zbiornik wodny zwieńczony altaną, która z kolei przylega do muru. Kamienne ściany całe pokryte zostały kwitnącymi różami, ozdobnymi odmianami winorośli i powojników natomiast wycięte wokół ogrodu rabaty pełne są irysów, czosnków ozdobnych i krzewów o różnych kolorach liści. W całym ogrodzie zostały ustawione ławki i krzesełka, na których spoczywają rozmarzeni zwiedzający.
Cały ogród ma bardzo harmonijny charakter sprawia to zapewne niezwykle prosty układ wnętrz ogrodowych, który doskonale kontrastuje z bogatymi w kolory rabatami. Ogród w Titinhull House został zaprojektowany tak, aby cieszyć oko o każdej porze roku, widoczne są również wpływy obu pań Phillis Reiss oraz Penelope, Hobhouse, które zostawiły w tym ogrodzie nie tylko fragmenty swoich serc, ale także i dusz. Ten ogród to efekt ciężkiej pracy i wieloletnich eksperymentów, ale także dobrej zabawy i miłości do roślin.
Tekst i fot. Agnieszka Hubeny – Żukowska

Macierzanka w wielkim mieście – „Świat rezydencji, Wnętrz & Ogrodów” 4(21)/ 2011

Uprawa warzyw, ziół i owoców w mieście nie jest nowością. Wiemy to nie tylko z informacji na temat wiszących ogrodów Babilonu, ale również innych antycznych miast. Analizując ich historię, możemy przekonać się, że właściwie od samego zarania człowiekowi towarzyszą ogrody, które początkowo były właśnie ogrodami produkcyjnymi. Weźmy na przykład starożytnym Egipt, gdzie ogrody miejskie miały głównie charakter użytkowy. Na regularnie rozplanowanych rabatach sadzono warzywa i zioła. Również w Pompejach w większych domach poświęcano niewielkie powierzchnie na uprawę roślin jadalnych. W późniejszych miastach europejskich, które okalane były murami na ogrody pozwolić mogli sobie jedynie zamożniejsi mieszczanie, których działki były większe i znajdowały się w luźniej zabudowanych dzielnicach miast. W XIX wieku silny i ekspansywny rozwój miast powodował, że ogrody tego okresu były bardzo małe, miały zacieśnioną kompozycję i powiązane były zwykle z miejską kamienicą lub willą podmiejską. W secesji w niektórych państwach nastąpiła dominacja systemu czynszowych oficyn z zamkniętymi podwórkami – studniami, które nie dawały wielu możliwości uprawy warzyw. W Wielkiej Brytanii jednak rozwój miast robotniczych przyczynił się do powstawania dzielnic w zabudowie szeregowej, do każdego mieszkania przypisany był niewielki ogródek, w którym często uprawiano warzywa. Ciekawostką jest również, że w Stanach Zjednoczonych w czasie II Wojny Światowej prawie 40% produkcji świeżych warzyw pochodziło właśnie z miast.

2011.4 SRWO Macierzanka w wielkim mieście 1  2011.4 SRWO Macierzanka w wielkim mieście 2
Obecnie ogródki warzywne stają się ponownie bardzo popularne, nie wynika to już jednak z konieczności uprawy w celu wyżywienia rodziny, ale bardziej ze względu na popularyzację ekologii i upraw organicznych. W dzisiejszych czasach uprawa roślin jadalnych w miastach to przyjemność z posiadania własnych świeżych ziół, warzyw i owoców. Aby założyć ogródek warzywny nie trzeba być właścicielem hektarów ziemi. Wystarczy niewielki fragment ogrodu, balkon, taras a nawet parapet. Ogródki warzywne pojawiają się również na dachach oraz na ścianach budynków, jako założenia wertykalne. Współczesne ogródki warzywne to najczęściej kompozycje wielu roślin innych gatunków posadzonych w różnego rodzaju pojemnikach. Zioła i warzywa nie są trudne w uprawie, dlatego nawet dzieci mogą mieć swój własny mini-ogródek ze szczypiorkiem, krzaczkiem pomidora czy poziomkami.
Współczesne ogrody warzywne w pojemnikach są piękne i nie muszą być ukrywane przed wzrokiem gości. Mogą doskonale komponować się z roślinami ozdobnymi a nawet stanowić element dekoracyjny lub główny motyw ogrodu. Pojemniki, w których sadzone są warzywa mogą być wykonane z różnych materiałów. Mogą to być zwykłe donice terakotowe, skrzynie drewniane lub metalowe, duże wolno stojące kosze lub wiszące kompozycje. Niewielkie doniczki z ziołami, warzywami liściastymi czy poziomkami lub truskawkami można ustawiać na półkach. Większe i cięższe na przykład z warzywami korzeniowymi powinny stać na stabilnym podłożu. Innym rozwiązaniem, zwłaszcza w małych ogródkach do kilkudziesięciu metrów kwadratowych, na tarasach lub dachach może być budowa połączonych ze sobą skrzyń, parawanów, ścian i pergoli tworzących oddzielne wnętrze na przykład kuchnię ogrodową. Skrzynie i donice mogą mieć różnorodny charakter, który powinien jednak dopasowany być do stylu pomieszczenia, przy, którym je ustawimy. Dla osób lubiących charakter rustykalny polecić można kosze wiklinowe, proste gliniane donice, żeliwne lub miedziane misy czy stare dzbany. W ogrodach ekologicznych warzywa sadzone są na przykład w starych drewnianych skrzynkach po owocach, w zużytych beczkach, czy w pojemnikach utworzonych z opon. Do ogrodów bardziej klasycznych poleciłabym drewniane malowane skrzynie, bielone kosze lub bardziej ozdobne donice. Natomiast w ogrodach nowoczesnych pojemniki można tworzyć zarówno z różnego rodzaju metalu, tworzyw sztucznych w różnych formach, szkła, betonu jak i płyt kamiennych. Jak widać lista materiałów i pojemników, w których sadzone mogą być rośliny jadalne jest właściwie nieograniczona! Najważniejsze, przy uprawie roślin jest to, aby rośliny miały dużo słońca, uprawiane były w żyznej ziemi najlepiej z dodatkiem kompostu, w pojemniku, który zapewnia dobry drenaż. Uprawiane mogą być zarówno zioła na przykład pietruszka, koperek, macierzanki, szałwia czy mięta jak i warzywa od sałaty, pomidorów i ogórków począwszy przez kapustę, kalafior, fasolkę, buraczki aż do ziemniaków. Trzeba jedynie pamiętać, że warzywa korzeniowe potrzebują głębokich pojemników. W donicach udają się też drzewka owocowe jabłonie czy grusze, muszą jednak mieć większe, a przede wszystkim mrozoodporne pojemniki. Dobierając drzewka trzeba również pamiętać, że ważna jest nie tylko odmiana, ale również podkładka, na której drzewko zostało zaszczepione. Najlepiej nadają się te szczepione na podkładkach karłowych.
Uprawa warzyw jest nieskomplikowana, wymaga niewielu nakładów pracy, a może przynieść sporo przyjemności oraz satysfakcji. Posiadanie świeżych smakołyków na wyciągnięcie ręki na pewno wpływa też na częstotliwość ich spożywania a co za tym idzie na urozmaicenie naszej diety.
Tekst i fot. Agnieszka Hubeny – Żukowska

Wiecznie mali chłopcy – „Świat rezydencji, Wnętrz & Ogrodów” 3(20)/ 2011

Mężczyźni to wieczne dzieci – sami się do tego przyznają. Ich świat wypełniony jest tysiącem różnych gadżetów, i chociaż w życiu są one mało przydatne to jednak przynoszą męskiej części naszego społeczeństwa radość i szczęście. Jak zatem zaprojektować ogród, aby mężczyzna mógł się z nim utożsamiać, aby spędzony w ogrodzie czas był czasem wypoczynku, relaksu i zabawy? Większości Panów frajdę sprawiają super nowoczesne kosiarki do trawy, zwłaszcza traktorki samojezdne, oraz kosiarki w formie gokartów. Inteligentny dom z automatycznym system nawadniania i mini stacją pogodowa też może być powodem do radości… Chciałabym jednak przedstawić bardziej ekstrawaganckie gadżety, które mogą spodobać się Panom.

2011.3 SRWO Wiecznie mali chłopcy 1  2011.3 SRWO Wiecznie mali chłopcy 2

Zacznijmy od najbardziej popularnych. Meble znanych projektantów, nie zawsze wygodne, ale za to dobrze wyglądające to marzenie nie jednego z mężczyzn, chociaż wielu z nich wolałoby wypoczywać w miękkim fotelu. Dobrym rozwiązaniem nawet dla najmniejszego ogrodu są meble dmuchane. Kanapy do złudzenia przypominające skórzane meble to moja propozycja na wieczorne spotkania z przyjaciółmi. Internet w ogrodzie i ogrodowe mini biuro to propozycja dla biznesmenów pracujących w domu, oraz dla tych, których firma dysponuje ogrodem, tarasem lub zielonym dachem. Stanowisko komputerowe nie musi zajmować wiele miejsca może jednak być ciekawie zakomponowanym wnętrzem ogrodowym. Poza domem można również stworzyć miejsce dla mini klubu sportowego, kina domowego i świata gier komputerowych. W tym wypadku w ogrodzie można zaprojektować oryginalną altanę w formie piłki, szklanej kostki, czy podziemnego schronu, który połączony może być ze składzikiem na wino…

2011.3 SRWO Wiecznie mali chłopcy 3

Elementy wodne są obecnie bardzo modne i projektowane mogą być zarówno w dużych jak i małych ogrodach. Propozycja dla Panów: element wodny w kształcie puszki Coca Coli lub bardziej klasyczny – ze starej angielskiej skrzynki na listy. Innym interesującym rozwiązaniem jest element wodny w postaci szklanego stołu, spod którego wylewa się woda. Na codzienne picie drinków w pobliżu wodospadu może sobie pozwolić niewiele z nas… Lubiących wodę, niezależność oraz oryginalne gadżety może zainteresować rozwiązanie z fosą wokół domu oraz osobistym pilotem do mostu zwodzonego. Most wprawdzie w formie zanurzającej się kładki jednak skutecznie ograniczy dostęp niepowołanych gości. Takie rozwiązanie przedstawiono na zeszłorocznej wystawie ogrodniczej Chelsea. Zamiast przedogródka szeregówki od budynku do ogrodzenia głęboki zbiornik wodny, a przez środek ułożone kładki kamienne, z których jedna automatycznie zanurzana była pod powierzchnię wody. Rozwiązanie o tyle ciekawe, co niepraktyczne, jednak gadżety praktyczne zazwyczaj nie są…
Dla osób lubiących życie towarzyskie polecamy dizajnerskie grille ogrodowe, a dla właścicieli dużych ogrodów całe pawilony ogrodowe. Grille i ruszty nie muszą być nudną betonową bryłą zakupioną w którymś ze sklepów wielkich sieci handlowych. Olbrzymi stół z centralnym paleniskiem, lub ruszt otoczony ziołami to propozycja dla tych, którzy pochwalić się mogą zdolnościami kulinarnymi. Mini kuchnie ogrodowe mogą też być wyposażone w małą lodówkę, szafki na szklanki i podręczne naczynia oraz niewielki zlew. Wszystko po to, aby niepotrzebnie nie odrywać się od zabawy koniecznością przyniesienia z domu na przykład łyżeczki. Pawilon ogrodowy można zaprojektować tak, aby mieścił w sobie nie tylko kuchnię, ale i jadalnię, salon, basenem i jaccuzi. Basen z bombelkami na świeżym powietrzu to już „coś”, jednak hokery ustawione w wodzie i bar znajdujący się na granicy basenu to pomysł, który może spodobać się nie tylko Panom… Pawilony ogrodowe to bardziej rozwinięte formy naszych altan. Są dużo ciekawsze zarówno ze względu na swój wygląd jak i na program, który mogą zaoferować swoim właścicielom. Fani letniego życia na świeżym powietrzu projektując ogród powinni poświęcić odrobinę miejsca na tego typu konstrukcje. Odpowiednio zaprojektowane mogą skutecznie urozmaicić nasze życie oraz być niezwykłym gadżetem ogrodowym.
Teraz czas na element najmniej praktyczne. Motor to zabawka, o którym mażą mężczyźni duzi i mali, a Harley Davidson to legenda sama w sobie. Dlaczegoż by nie stworzyć miejsca kultu tej dwukołowej maszyny w centrum własnego ogrodu? Taki ogród przedstawiono w 2009 roku na wystawie w Chelsea. Dodając dramatyczną scenerię i szklany blat stołu podtrzymywany przez stalową podobiznę „obcego” projektant David Domoney stworzył ogród marzeń dla ogrodników lubiących dreszczyk emocji oraz motocykle. W ogród wkomponowane zostały między innymi opony, tłumiki oraz pięknie malowane zbiorniki na paliwo. Na ścianach nie zabrakło też malowideł pięknych amazonek… Wszystkie rośliny utrzymano w ciemnej tonacji nadając ogrodowi odrobinę pazura. Ogród nie zdobył może pochlebnych opinii projektantów był za to oblegany przez przedstawicieli płci męskiej.
Ogród to miejsce, w którym mogą spełniać się marzenia. Teren powiązany z domem, mieszkaniem, który można „udekorować” tak, aby odzwierciedlał nasz charakter oraz nasze upodobania. Projektując ogród warto popuścić odrobinę wodzy wyobraźni. Zazwyczaj wiąże się to z podwyższeniem kosztów realizacji, ale życie składa się z drobnych przyjemności, a nie jeden gadżet może być wart grzechu…
Tekst i fot. Agnieszka Hubeny – Żukowska

Jego ego zielone – „Świat rezydencji, Wnętrz & Ogrodów” 3(20)/ 2011

Ogród to przestrzeń, która dla jednych z nas oznacza przyjemny relaks i wypoczynek dla innych zaś tortury. Są też tacy, którzy ogród traktują, jako pole popisu dla własnej, często dość wybujałej, wyobraźni. Ludzie to bardzo dziwne i skomplikowane stworzenia. Mamy silnie rozwinięte własne „ja”, a nasze odmienne gusty i guściki czynią z nas jednostki niepowtarzalne. Oczywiście swą oryginalność pokazujemy na różne sposoby i z różną siłą. Niektórzy manifestując swój styl zakładają elegancki garnitur, ci bardziej odważni i ekstrawaganccy farbują włosy na czerwono… Oczywiście swoją niepowtarzalność można pokazać w wiele sposobów – również w ogrodzie. Z jak dużą fantazją i odwagą można zrealizować swoje marzenia? Czy są jakieś granice w projektowaniu ogrodu?

2011.3 SRWO Jego ego zielone 1 2011.3 SRWO Jego ego zielone 2
Diarmuid Gavin to Irlandzki projektant ogrodów, autor kilku książek o tematyce ogrodniczej oraz prezenter telewizyjny między innymi takich programów jak “Diarmiud’s Big Adventure”, „Home Front”, czy „Gardeners’ World”. Jako projektant Diarmuid czerpie pomysły ze wszystkich dziedzin życia, bo jak sam mówi „inspiracja jest wokół nas należy jedynie szeroko otworzyć oczy”. Natchnieniem dla Irlanczyka może być faktycznie wszystko!! Pływająca w szklance wody kostka lodu podsunęła mu pomysł na sześcienną szklaną altanę, inną stworzył po przeanalizowania linii nadwozia Volkswagena Beetla.

2011.3 SRWO Jego ego zielone 3

Przy jednym z kolejnych projektów spodobała mu się natomiast metalowa sprężyna, postanowił, więc zrobić wijącą się na jej kształt pergolę. Jego niebanalne rozwiązania małej architektury niejednokrotnie wzbudzały sprzeciwy bardziej konserwatywnych dizajnerów, jednak największe emocje sprowokowały oglądane przez miliony ludzi projekty ogrodów na Chelsea Flower Show… W 2004 roku w The Sunday Times okrzyknięto go dzikim, niedojrzałym emocjonalnie dzieciakiem. Gavin miał wtedy 43 lata!! Przyczyną takich opinii niewątpliwie mogła być prezentowana przez projektanta altana w kształcie jaja, która obłożona została pięcioma tysiącami kolorowych kul z emaliowanej stali. Takie same kule zamontowane na długich stalowych prętach znalazły się również we frontowej części ogrodu. Całość wyglądała dość barwnie – jakby ktoś wysypał w ogrodzie olbrzymie groszki lub wypuścił olbrzymie kolorowe bańki mydlane. W 2008 roku altana, która jest zawsze kluczowym elementem w projektach Gavina, miała dość skromny charakter i przyjęła funkcje kuchni ogrodowej. Projektant otoczył ją jednak gigantycznych rozmiarów wykonanymi z prętów stalowych stokrotkami, z białymi płatkami, żółtym środeczkiem i zieloną łodyżką… Potężne stokroty niczym parasole rzucały cień na rosnące poniżej bukszpany i zioła…
Nieco inaczej swój indywidualizm okazuje Charles Jencks, który jest zamieszkałym w Szkocji amerykańskim profesorem historii architektury. Jest również krytykiem i twórcą, a jednocześnie architektem krajobrazu i projektant mebli. Jego najbardziej oryginalnym i znanym dziełem jest jego własny ogród – „Ogród Kosmicznych Spekulacji”. Jencks w odróżnieniu od Gavina swe inspiracje znajduje w teorii chaosu, genetyce, filozofii i nauce. Elementy nawiązujące do kosmosu i filozofii widoczne są w całym ogrodzie jest on, bowiem próbą przedstawienia wszechświata, miejsca, które jest nieustannie poznawane. Zadziwiające dzieło projektanta i jego zmarłej żony odzwierciedla nowe teorie na temat naszego pochodzenia, czarnych dziur, atomów oraz fal energii… W ogrodzie znajduje się kilka wnętrz nawiązujących do różnych dziedzin nauki jednak nad całym ogrodem dominują wysokie na kilka metrów formy ziemne o organicznych kształtach. Twory te mają swe nazwy „Land Dragon”, „Snake Mound” i „Snail Mound”, a ich kształty nawiązują do kształtów chińskich smoków, fal energii i łańcucha DNA. Autor przyznaje, że jego pomysły ulegają ciągłym zmianom tak jak zmianom podlega wszechświat. Mówi, że jego projekt dostosowuje się również do warunków panujących w ogrodzie, że czasami efekt końcowy jest zupełnie inny niż początkowy zamysł…
James May natomiast, znany również, jako „Kapitan Snuja” jest brytyjskim dziennikarzem. W Polsce znany jest z popularnego programu motoryzacyjnego „Top Gear”, który prezentuje wraz z Richardem Hammondem i Jeremym Clarksonem. Otóż okazuje się, że pan May jest nie tylko fanem samochodów, ale również zwolennikiem łamania angielskich konwenansów oraz bicia rekordów Guinnessa. Jak sam mówi o ogrodach wie raczej niewiele, jednak postanowił, że weźmie udział w jednej z najstarszych i najbardziej znanych wystaw ogrodniczych w Wielkiej Brytanii. Na wystawie Chelsea Flower Show obowiązują ścisłe przepisy narzucone przez jej organizatora – Królewskie Towarzystwo Ogrodnicze, mimo to James May na zeszłorocznej wystawie przedstawił swój ogród. Nie było by w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, że wykonany był w całości z plasteliny. A ściśle mówiąc z 2,6 ton plasteliny w 24 kolorach. W tworzeniu „Paradise in Plasticine” Mayowi pomagało 2000 ochotników, dzieci, weterani wojenni, kucharze z restauracji sushi, cukiernicy oraz profesjonaliści – twórcy Wallacea i Gromita. Niestety, po 6 tygodniach ciężkiej pracy ogród został ze względu na brak kwiatów (tych prawdziwych) zdyskwalifikowany z ogólnej punktacji… James May jest jednak bardzo szczęśliwy ponieważ jego pomysł wygrał nagrodę publiczności oraz specjalny złoty medal… z plasteliny.
Trzech indywidualistów, trzy różne postacie i ich, niektórzy powiedzą dziwne, ogrody… Te przykłady to dowód na to, że ogród to nie tylko relaks czy tortura, to miejsce, w którym można stworzyć coś niespotykanego i bardzo indywidualnego. W zależności od naszych preferencji i gustów w ogrodzie jak widać stworzyć można właściwie wszystko. Ograniczeniem może być tylko nasza wyobraźnia.

Beth Chatto – jej ogród i filozofia. EuroStyl 02/2011, wyd. AN – PRESS

Podróżując po Wielkiej Brytanii miałam okazję zobaczyć wiele interesujących założeń ogrodowych zróżnicowanych zarówno ze względu na swój wiek jak i styl. Jednak również mikroklimat ma wpływa na wygląd ogrodów oraz dobór gatunkowy rośliny, które są w nich uprawiane. Na Półwyspie Kornwalijskim gdzie dzięki wpływom prądów morskich panuje łagodny klimat można oglądać dziesiątki a nawet setki ogrodów wypełnionych doskonale się tu czującą roślinnością Śródziemnomorską. W Górach Kambryjskich znajdujących się na terenie Walii podziwiać można niezwykłe, wiekowe już cisowe żywopłoty i niesamowite topiary dodające uroku ogrodom zamkowym. Również w centralnej Anglii panuje klimat, który sprzyja rozwojowi roślin i tym samym powstawaniu ogrodów. Jest jednak taka część Wielkiej Brytanii, nie tak daleko od Londynu gdzie niewielu śmiałków chciałoby zapuścić się ze swymi narzędziami ogrodniczymi. Wschodnia Anglia jest chyba najmniej przyjaznym dla roślin zakątkiem tej jakże zielonej wyspy. Stanowi ona w większości krainę nizinną o falistej powierzchni i ciągnie się aż do Morza Północnego. Występują tu przede wszystkim piaski, żwiry i gliny, panuje silne nasłonecznienie a ponadto wieją ciągłe wiatry. Krajobraz jest naprawdę dość nudny i monotonny. Staram się dość obszernie i obrazowo przedstawić panujący tu jakże nieprzyjazny dla ogrodnika klimat oraz warunki glebowe. Robię to by podkreślić poświęcenie, odwagę i upór jednej z najciekawszych postaci z grona angielskich projektantów ogrodów.

2011.2 EuroStyl Beth Chatto 1 2011.2 EuroStyl Beth Chatto 2
Beth Catto jest jedną z najbardziej popularnych i docenianych projektantów ogrodów w Wielkiej Brytanii. Aktualnie zajmuje się nie tylko projektowaniem, ma również własną szkółkę, w której produkowane i sprzedawane są najróżniejsze gatunki roślin. Jej firma zyskała taki rozgłos, że rozwinęła nawet sprzedaż wysyłkową nie tylko na tereny Wielkiej Brytanii, ale również na kraje Unii Europejskiej.
W 1960 roku na miejscu obecnej posiadłości Beth Chatto nie było właściwie nic. Teren ten stanowił część, należącej do męża projektantki, farmy owocowej. Cały obszar zajmował 30 akrów, z czego około 3-4 znajdowało się w całkowicie zarośniętym chaszczami, niewielkim zacienionym obniżeniu. Rosło tu także kilka dużych dębów i wierzb płaczących a w centrum płynął niewielki strumyczek. Resztę gruntu stanowiły piaski i żwir. Całość jednoznacznie stanowiła nieużytki. Obniżenie było podmokłe i zacienione pozostała część była zbyt odsłonięta a z powodu wiatrów, słońca i rodzaju gruntu panowała tu ciągła susza. Beth Chatto wszystkie te utrudnienia potraktowała jednak, jako wyzwanie i niezwłocznie przystąpiła wraz z mężem do pracy. Mieli już 17 lat praktyki w swoim poprzednim ogrodzie. Andrew Chatto przez całe życie interesował się naturalnymi wymaganiami siedliskowymi roślin, korzystając z wiedzy męża Beth mogła zająć się planowaniem i projektowaniem. W wyniku ich wspólnej pracy powstało kilka części ogrodu. Każda z nich została zaprojektowana tak, aby w jak największym stopniu wykorzystać panujące warunki siedliskowe z jednoczesnym zminimalizowaniem jakichkolwiek prac ogrodniczych. Na początku powstał „Ogród Śródziemnomorski”, w którym małżeństwo mogło popisać się swym kunsztem zdobytym dzięki pracy w ich poprzednim ogrodzie. Ogród ten powstał na stworzonych wokół ich nowego domu tarasach. Można podziwiać tu Geniste aetnensis, Citisus battandieri, Bupleurum fruticosum, różne odmiany Cistusa i Buddleii. Posadzono tu również niskie rośliny o aromatycznych liściach takie jak Santolina, Artemisia, ciekawe odmiany szałwi oraz niezliczoną liczbę roślin cebulowych. Poniżej tego aromatycznego zakątka, w niegdyś zarośniętym chwastami i jeżynami miejscu, urządzono „Ogród wodny”. W ciągu wielu lat zmian powstały tu cztery sporej wielkości stawy, pośród których prowadzą szerokie trawiaste ścieżki. Tu króluje zieleń w dziesiątkach odcieni. Olbrzymie liście Gunnery chinensis stanowią kontrast dla ozdobnych traw, bambusów, paproci i rzadko gdzie indziej spotykanych bylin. W 1991 roku Beth Chatto podjęła się nowego przedsięwzięcia. Postanowiła przekształcić miejsce, w którym przez prawie 25 lat był parking dla zwiedzających, w nową część ogrodu. W ten sposób powstał jeden z najbardziej interesujących projektów – „Ogród żwirowy”. Oczywiście ogrody żwirowe nie są niczym nowym ani też rzadko spotykanym w Anglii, ten ogród stanowi jednak niejako pole doświadczalne. Projektantka sadzi w nim rośliny, które powinny nadawać się do warunków panujących w tej części ogrodu. Jeżeli jednak jakaś roślina nie daje sobie rady i obumiera zostaje natychmiast zastąpiona inną. Beth Chatto dąży, bowiem do tego, aby ogród żwirowy był interesujący, ładny a do tego nie wymagał prawie żadnych zabiegów pielęgnacyjnych. Warto wspomnieć, że nie jest tu stosowane żadne nawadnianie a średnia rocznych opadów we Wschodniej Anglii nie przekraczaj 500 mm, podczas gdy średnie opady północno-zachodniej części kraju wynoszą ok. 2000 mm.
Oprócz starannego doboru odpowiednich roślin Beth Chatto stosuje w swym ogrodzie bardzo gęste obsadzenie, które wraz ze ściółkowaniem uniemożliwia rozwój chwastów. W ten sposób prace pielęgnacyjne ograniczają się właściwie jedynie do porządków wiosennych i przycinania Projektantka ma niezwykły smak estetyczny i plastyczny. We wszystkich częściach ogrodu zaobserwować możemy niezmiernie ciekawe, kontrastowe zestawienia roślin. Walory plastyczne, kształty, wielkości i koloryt liści, łodyg i kwiatów zostały wykorzystane przez projektantkę do maksimum. Śmiało mogę nazwać jej ogród skarbnicą pomysłów.
Obok ogrodu znajduje się szkółka, w której można kupić wszystkie rośliny obejrzane w ogrodzie. Dzięki temu Beth Chatto zyskuje olbrzymią ilość klientów, którzy mogą na własne oczy przekonać się, jakich dana roślina wymaga warunków oraz jak wyglądają jej egzemplarze dorosłe.
Beth Chatto należy do różnych organizacji oraz towarzystw ogrodniczych, dzięki temu ma możliwość poszerzania i tak już obszernej kolekcji roślin. Ma na swym kącie kilka złotych medali zdobytych na największej imprezie ogrodniczej w Anglii, jaką jest Chelsea Show. Ponadto została odznaczona Medalem Victorii oraz Medalem Lawrence Memorial za swoją wybitną pracę w dziedzinie ogrodnictwa. Projektantka jest osobą niezwykle miła i otwartą, współpracuje ze szkołami ogrodniczymi a gdy znajdzie odrobinę wolnego czasu chętnie osobiście oprowadza gości po swym ogrodzie opowiadając całą jego historię oraz dzieląc się swą wiedzą i spostrzeżeniami.
Odwiedzając ogród Beth Chatto za każdym razem spotyka nas niespodzianka. Wynika to nie tylko z faktu, że dzięki różnorodności roślin ogród wygląda zupełnie inaczej w różnych porach roku, ale też, dlatego że projektantka cały czas modyfikuje swój ogród oraz dodaje jego nowe części.

Baśń Gaudiego- „Świat rezydencji, Wnętrz & Ogrodów” 1-2(19)/2011

Antoni Gaudi jest postacią bardzo interesująca i nietuzinkowa, jego dzieła do tej pory dziwią, zachwycają i szokują. Architekt, którego pełne nazwisko brzmi Antoni Plàcid Guillem i Cornet urodził się w roku 1852 w niewielkiej hiszpańskiej miejscowości, w wielodzietnej rodzinie kotlarzy. Już, jako małe dziecko, a potem student wykazywał dużą łatwość przyswajania wiedzy oraz ciekawość świata. Gaudi operował kilkoma językami, miał zdolności literackie oraz rysunkowe. Był jednak bardziej praktykiem niż teoretykiem, o czym świadczyć mogą chociażby jego szkolne problemy z geometrią. Młody student był bardzo ambitny, a nauka fascynowała go. Pomimo ogromnych zdolności plastycznych wielu wykładowców nie zgadzało się z jego technikami, zdarzało się również, że projekty szkolne Gaudiego nie były akceptowane. Student musiał powtarzać ostatnie semestry studiów, nie narzekał jednak na brak zleceń. Jego pierwsze projekty, między innymi mebli, bram, kandelabrów, a potem patia budynku rządowego, szpitala oraz hiszpańskiego pawilonu wystawienniczego dawały mu zarobki, z których swobodnie mógł się utrzymać. Ponadto tak różne zlecenia pozwalały Gaudiemu rozwijać się i poznawać pracę w różnej skali. W 1878 roku pomimo śmierci matki i brata oraz braku czasu wynikającym z wielu zleceń projektowych udało się Gaudiemu ukończyć uczelnie. Nie obeszło się to jednak bez kontrowersji wśród profesorów. Nawet sam dyrektor Szkoły Architektury ogłaszając promocję Antoniego Gaudiego ponoć powiedział: „Panowie, stoimy tu dziś albo przed obliczem geniusza, albo szaleńca!” Na co zdegustowany Gaudi miał odpowiedzieć: „No to chyba jestem już architektem”…

2011.1-2 SRWO Baśń Gaudiego 1  2011.1-2 SRWO Baśń Gaudiego 2  2011.1-2 SRWO Baśń Gaudiego 3
Gaudi był niewątpliwie ekscentrykiem. Był członkiem Sant Llucs, ultrakonserwatywnej organizacji, która wypowiedziała wojnę dekadencji fin-de-siecle’u, zakazując rysowania z natury aktów kobiecych. Był też rygorystycznym wegetarianinem i gorliwym katolikiem. Gaudi nie miał szczęścia w życiu osobistym. Po odrzuceniu przez kobietę, którą kochał wybrał celibat, ponadto w ciągu całego swego życia kolejno żegnał się z członkami swojej rodziny. W rok po śmierci matki i starszego brata umarła siostra architekta, w roku 1906 ojciec, a potem jego siostrzenica… Zupełnie inaczej było z jego pracą i twórczością. Na tym polu wyraźnie szczęście mu dopisywało. Już, jako 32 latek stał się oficjalnym architektem projektu swego największego dzieła życia – świątyni pokutnej Sagrada Familia. W rok później rozpoczął również pracę przy posiadłościach oraz pałacu Guellów. Gaudi projektował dla inwestorów nie tylko z Hiszpanii, ale również innych krajów Europy i Ameryki. Jakiż inny architekt, w dodatku tak bardzo indywidualny, postępowy na swoje czasy, a niekiedy można by rzec zwariowany doczekał się tylu realizacji swoich dzieł? Gaudi miał to olbrzymie szczęście, że udało mu się zdobyć bogatego mecenasa w postaci barcelońskiego przemysłowca Eusebiego Guella, który sfinansował większość jego prac. Razem około 20 większych projektów Gaudiego zostało zrealizowanych w Barcelonie oraz jej bliskiej okolicy. Przy większości z nich architekt sam prowadził nadzór oraz brał czynny udział przy wykonywaniu detali. Jedno z najbardziej znanych dzieł Gaudiego trafiło na listę zabytków UNESCO. W 1984 roku Park Guell, o którym mowa, został uznany za jedno z najbardziej przyjaznych środowisku założeń urbanistycznych.
Podczas gdy architekci różnych epok, nawet nam współczesnej, usuwali drzewa i plantowali tereny pod swoje budynki Gaudi zafascynowany przyrodą podchodził z szacunkiem do każdego skrawka natury. Park Guell powstał w dzielnicy Gracia, na wzgórzu położonym na północ od centrum Barcelony, jako część projektu miasta–ogrodu. Eusebi Guell na ten cel poświęcił swoją 20 hektarową działkę, na której chciał stworzyć dzielnicę przeznaczoną dla robotników pobliskiej fabryki. Zamysłem przemysłowca oraz architekta było powstanie dzielnicy pełnej zieleni, z szerokimi alejami, własnym parkiem i kościołem. Na terenie miało również powstać 60 dużych działek z domami, których powierzchnia nie mogła przekroczyć 1/6 powierzchni działki. W 1900 roku rozpoczęto prace nad tym olbrzymim założeniem. Teren okazał się istnym polem popisu dla wyobraźni i zdolności architekta. Działka miała, bowiem niezwykle zróżnicowaną rzeźbę terenu i porośnięta była naturalną roślinnością, w tym niewielką liczbą drzew, z których Gaudi nie pozwolił wyciąć ani sztuki. W swym projekcie wykorzystał miejscowe materiały budowlane oraz miejscowe, odporne na suszę i mało wymagające rośliny. Starał się również nie ingerować zbytnio w ukształtowanie terenu. Ze względu na strome zbocza, które nie były dostępne dla pieszych architekt zaprojektował ścieżki i wiadukty, które umożliwiły poruszanie się po terenie. Stworzył również ogromny taras widokowy, z którego widać całą panoramę Barcelony. To właśnie tutaj znajduje się najdłuższa ławka świata, która stanowi jednocześnie balustradę tarasu. Ławka jest niesamowita nie tylko pod względem swej długości, ale także swego przypominającego ogon smoka kształtu. Jej dodatkowym atutem jest pokrywająca ją w całości mozaika, która podobno została zaprojektowana, jako swego rodzaju modlitwa do Dziewicy. Ciekawostką jest również samo ukształtowanie siedziska, które jest bardzo wygodne i dokładnie odzwierciedla kształt ludzkiego ciała. Mistrz Gaudi, jako praktyk wykorzystał podobno nagiego modela, którego kształt odcisnął w gipsowej formie, a następnie formę tą powtórzył na słynnej ławce. Pod tarasem, który do tej pory służy, jako miejsce spotkań oraz festynów, zbudowano olbrzymią Salę Hipostila. Bogato zdobione sklepienie sali podtrzymuje 86 olbrzymich kolumn przypominających gęsty las. Ciekawostką jest zapewne to, że kolumny, które są puste w środku odprowadzają wodę przesiąkającą przez naturalną nawierzchnię tarasu i gromadzą ją w olbrzymich zbiornikach. Od sali w dół ku głównemu wejściu do parku ciągną się szerokie schody ozdobione rzeźbą węża i smoka, który symbolizuje Pytona – strażnika wód podziemnych. Obie kolorowe rzeźby stanowią jednocześnie zawory wspomnianych już zbiorników. Poniżej schodów znajduje się główne wejście do parku, któremu towarzyszą dwa pawilony przypominające lukrowane domki z piernika.
Na terenie parku powstały jedynie trzy domy. Dwa dla rodziny Trias oraz jeden budynek wystawowy, który w ostateczności zakupił Gaudi. Obecnie znajduje się tam poświęcone jego twórczości muzeum. Działki oferowane przez Eusebiego Guella nie znalazły nabywców i projekt miasta-ogrodu upadł. W 1922 roku, cztery lata po śmierci mecenasa sztuki Gaudiego teren został przekształcony w park miejski i otwarty dla mieszkańców oraz turystów ciekawych prac wielkiego architekta. W 1926 roku zmarł Antoni Gaudi, który został potrącony przez tramwaj.
Park Guell jest niesamowity głównie ze względu na swą architekturę, która jednak spójnie łączy się z naturalnym ukształtowaniem terenu oraz roślinnością. Zębiaste kolumny wiaduktów wykonanych z miejscowej skały, pełne detali mozaikowe schody, ławki i donice oraz kute ogrodzenia przypominające liście palm sprawiają, że nawet dorosły człowiek czuje się w tym miejscu jak w krainie z bajki. W pobliżu „domków z piernika” zwiedzający niemal oczekuje spotkania z Jasiem i Małgosią, a krzywe słupy podtrzymujące sklepienia tarasów oraz wiaduktów sprawiają, że w Parku Guell dodatkowo czuć nutkę irracjonalizmu. Zachęcam do zwiedzania parku wczesnym rankiem, kiedy park jest pusty, a długie cienie drzew i architektury Gaudiego wprowadzają tu dodatkowo nastrój zagadkowości i grozy.

Wariacje na dekoracje – „Świat rezydencji, Wnętrz & Ogrodów” 1-2(19)/2011

Dzisiejsze ogrody przybierają różnorodne formy, pełnią też różne funkcje. Tak jak w modzie codziennej aktualne są różne style, kolory, rośliny no i oczywiście dodatki. Od ogrodów angielskich i holenderskich z meblami z drewna i wikliny, z wielobarwnymi poduchami i ogrodami pełnymi różnobarwnych kwiatów. Przez niezwykle modne ogrody orientalne ze strzyżonymi drzewkami bonsai, azaliami japońskimi i bambusami, którym towarzyszą kamienne mostki i latarenki. Aż do ogrodów bardziej nowoczesnych, współczesnych, a nawet minimalistycznych, w których główną rolę gra mała architektura oraz detal. Oczywiście większość naszych ogrodów to mieszanka tych styli i jak mówiłam już wcześniej właśnie to mieszanie jest bardzo modne. Ogród, tak jak mieszkanie potrzebuje detalu. W domu są to meble, obrazy, rzeźby, ozdobne lampy, poduch czy wazony… W ogrodzie jest bardzo podobnie. Ogród traktować powinniśmy, bowiem jak dodatkowe wnętrze. Trawnik, drewniany czy kamienny taras to nasza podłoga, ogrodzenie, żywopłot czy ściana zieleni to granica – ściana pomieszczenia. Sufit stanowić może niebo, korony drzew lub zadaszenie altany. Całość trzeba umeblować. Współczesne ogrody pełne są ekstrawaganckich pomysłów, ciekawych rozwiązań i fantastycznych dodatków. Obecnie nie ma właściwie żadnych ograniczeń dotyczących projektowania i ozdabiania ogrodów. Zacznijmy od odważnych projektów altan. Tu architekci, co można zobaczyć zwłaszcza na międzynarodowych wystawach, inspirują się właściwie wszystkim, co ich otacza. W tym względzie najbardziej płodnym wydaje się być Irlandczyk Diarmuid Gavin, który w kolejnych latach na wystawie w Chelsea proponował już nam altany przypominające piłki do golfa, olbrzymią pisankę utworzoną z kolorowych kul, czy drewnianą skrzynię o otwieranych bokach. Inny pomysł na altanę mieli w tym roku francuscy artyści, którzy zaproponowali konstrukcję z metalowych prętów i drewnianych półek zastawionych doniczkami z szałwią.

2011.1-2 SRWO Warjacje na dekoracje 1 2011.1-2 SRWO Warjacje na dekoracje 2

Całość w kształcie iglo – bardzo nietypowe! Na wystawach pojawiają się także altany i pawilony ogrodowe w formie szklanych sześcianów czy własnego, ogrodowego stanowiska komputerowego w postaci metalowej kuli. Popularne są również zadaszenia, pergole oraz parasole, chociaż niektóre nowo powstające projekty trudno przypisać do którejś z tych kategorii. Na liście ciekawostek czy ekstrawagancji niewątpliwie muszą znaleźć się olbrzymie, ponad 3 metrowe, ażurowe stokrotki z metalu oraz wachlarz z czerwonego prześwitującego tworzywa. Stokrotki kładły w wystawowym ogrodzie Chelsea, delikatny cień na rosnące pod nimi bukszpany, lawendy i inne zioła, można by, zatem powiedzieć, że pełniły funkcję ciennika. Czerwony parawan… No cóż on raczej nie pełnił, żadnej typowej funkcji, ale czy wszystko musi być praktyczne? Zdecydowanie nie.
Przeglądając dalej „ogrodowe dodatki” nie sposób nie zauważyć mody na betonowe, metalowe czy szklane ściany i parawany. Te jednak nie dziwią już nikogo. Ale ściana – półka pełna porcelanowych filiżanek na środku ogrodu? To pomysł młodych architektów krajobrazu z Wielkiej Brytanii nawiązujących do angielskiej „przerwy na herbatkę”.
Elementy wodne wydają się być nie mniej ciekawymi detalami! Unoszące się na wodzie krzesła to pomysł z ostatniego Festiwalu Ogrodowego w Chaumont-sur-Loire we Francji, wodny stół oraz wielki wodny lej zobaczyć można było w Wielkiej Brytanii już kilka sezonów temu. W tym roku natomiast przedstawiono pomysł dla odważnych – własną fosę przed własnym M4. Projektanci zalali wodą cały przedogródek jednego z segmentów szeregówki pozostawiając jedynie wąską, zanurzającą się za pomocą pilota, kładkę. Innym ciekawym pomysłem zaprezentowanym w Hampton Court była duża czerwona skrzynka na listy, z której wnętrza wylewała się woda.

Detale ogrodowe to również meble. Tych na rynku jest ostatnio bardzo dużo. Drewniane, metalowe, z wikliny i rattanu. W różnych wielkościach i kształtach. Są doskonałymi dodatkami, choć niektóre mogą być mało wygodne. Najbardziej poszukiwane są dzieła znanych projektantów, które czasami nawet nie przypominają mebli. Modne są też różne kolory. Od przejrzystych z tworzyw sztucznych, przez polerowane kamienne lub betonowe, barwioną wiklinę, powlekany metal, a nawet meble dmuchane.
Innym modnym elementem ogrodowym stały się również dodatki w postaci powbijanych w ogrodzie pionowych elementów. Najczęściej są to kompozycje z malowanych jednobarwnych prętów, słupów drewnianych, szklanych rurek lub po prostu wikliny. Wykorzystywane są zarówno w ogrodach minimalistycznych jak i w przestrzeniach pełnych roślin. Najczęściej jednak w ogrodach monobarwnych, gdzie malowane są na intensywne kolory, stanowią samodzielny detal, niekiedy towarzyszą rzeźbom ogrodowym, a czasami po prostu dzielą przestrzeń.
Jeżeli ktoś lubi małe ozdóbki to polecam szklane kule, grające budki dla ptaków, machiny do wytwarzania baniek mydlanych albo pary. Oczywiście każdy lubi to, co ma i ma to, co lubi. Jedni w ogrodzie stawiają altanki, inni elementy wodne czy orientalne rzeźby. Jeszcze inni mogą w ogrodzie trzymać stado olbrzymich ślimaków winniczków, drewnianych gęsi albo czerwonych muchomorków…
Najlepsze dodatki i detale to takie, które oprócz wyglądu mają w sobie jeszcze to „coś”. Coś, co powoduje, że budzi się nasza wyobraźnia. Stajemy, patrzymy i zastanawiamy się:, co to jest? Do czego służy? Czy nam się to podoba?…

Zimą jak w lecie – EuroStyl wydanie specjalne 01/2011, wyd. AN-PRESS

Dopiero w XVI, ponownie zaczęto zachwycać się pięknem egzotycznych roślin, a ich posiadanie podnosiło prestiż ich właścicieli. Wtedy to zaczęto budować konstrukcje zwane oranżeriami. Te ozdobne budowle z dużymi oknami służyły głównie zimowaniu roślin cytrusowych oraz palm. Rośliny te najczęściej były sadzone w drewnianych, kwadratowych pojemnikach, które na okres lata wynoszone były do ogrodu a oranżerie wykorzystywano, jako sale balowe. W renesansie i baroku tuż obok oranżerii powstawały specjalne partery ogrodowe zwane „oranżeriowymi”. (W ogrodach Wersalskich można podziwiać zarówno oranżerię, jaki i parter oraz piękne rośliny w pojemnikach).
Wraz z rozwojem cywilizacji, człowiek zaczął zapuszczać się w coraz to odleglejsze zakątki świata. Rozkwit żeglarstwa oraz nauk botanicznych przyczyniły się do pojawiania się w Europie coraz to nowszych i bardziej egzotycznych gatunków chociażby z Indii czy Chin. Zachwyt szedł w parze ze wzrostem wartości roślin, zaczęto zastanawiać się nad sposobem ochrony drogocennych okazów. W wieku XIX, w czasie panowania Króla Jerzego III ogrody zimowe takie, jakie obecnie znamy, zaczęły powstawać jak „grzyby po deszcz”.

2011.1 EuroStyl Zimą jak w lecie (3) 2011.1 EuroStyl Zimą jak w lecie (1)

Przyczyną był oczywiście rozwój przemysłu oraz dostępność konstrukcji żelaznych i szkła potrzebnego do budowy ogrodów zimowych. W roku 1844 powstał Great Palm House w Ogrodzie Botanicznym w Kew, a w roku 1951 Sir Joseph Paxton zbudował Pałac Kryształowy w Londynie – były to początki wielkich szklanych budowli, które są popularne do dziś. W czasach Królowej Wiktorii nastąpił z kolei rozwój przydomowych oranżerii i ogrodów zimowych, były one bogato zdobione i stanowiły ozdobę same w sobie. W tym czasie pomieszczenia ze szkła stały się nie tylko miejscem przechowywania roślin, ale również miejscem spotkań i wypoczynku. W tym okresie wystawiane tu były głównie rośliny nie wymagające wysokich temperatur zimą – popularne stały się paprocie. Po Pierwszej Wojnie Światowej popularność ogrodów zimowych ponownie spadła, pomieszczenia z pojedynczych tafli szkła były nieprzytulne i wilgotne, a do tego trudne i drogie w utrzymaniu. Dopiero ostatnia dekada XX wieku, przyniosła nowe technologie grzewcze, które sprawiły, że dotychczas chłodny i nieprzyjemny „szklany ogród” stał się atrakcyjny również w miesiącach zimowych.
Obecnie ogród zimowy stanowi przedłużenie przestrzeni domu. Często jest to jasne przeszklone pomieszczenie, które może znajdować się zarówno na poziomie ogrodu jak i na ostatnim piętrze wieżowca. Często przeszklone ogrody towarzyszą balkonom lub tarasom, ale mogą to też być przeszklone ściany budynku wpuszczające do wnętrz większą ilość światła. W obecnych czasach w przeszklonych pomieszczeniach sytuujemy jadalnie, kuchnie, gabinet, pokój dziecięcy lub basen, zawsze są one jednak przystrojone większą liczbą roślin. We wszystkich tych przypadkach należy jednak pamiętać o cieniówkach oraz dobrej wentylacji.
Ogród zimowy stanowi pomost pomiędzy wnętrzem budynku, a światem na zewnątrz niego – najczęściej ogrodem. Wskazane jest, aby nawierzchnia na zewnątrz ogrodu zimowego była przedłużeniem nawierzchni wykorzystanej w jego wnętrzu. W ten sposób granica pomiędzy ogrodem a domem staje się prawie niewidoczna.
Ogrody zimowe powinny swą stylistyką, kształtem i materiałem, z którego są wykonane nawiązywać zarówno do budynku jak i do ogrodu otaczającego go. Szklane konstrukcje mogą być usytuowane po każdej stronie budynku – nie musi to być strona południowa. Ważna jest również kolorystyka konstrukcji. W cieniu powinny to być ciepłe odcienie terakoty i drewna natomiast w miejscach słonecznych złamana biel lub pastelowe odcienie żółci, zieleni lub granatu. W zależności od siły nasłonecznienia należy jedynie odpowiednio dobrać rośliny, które mają być jego ozdobą. Ogród południowy – to raj dla kwitnących roślin egzotycznych, wymaga jednak zacieniania i wentylacji tak jak i ogrody usytuowane po wschodniej i zachodniej stronie budynku, które okresowo są silnie nasłonecznione.
Po stronie północnej królować będą paprocie, bluszcze i inne rośliny cienioznośne, nie wymaga on zacienienia, ponieważ słońce będzie tu zaglądać rzadko. Taki ogród stanowi doskonałą dodatkową izolację budynku, jest też dobrym miejscem do przechowywania roślin potrzebujących mało słońca w okresie zimowym.
Oprócz usytuowania ogrodu zimowego według stron świata na rodzaj uprawianych roślin wpływać będą jeszcze inne czynniki – ogród zimowy może być, bowiem oddzielnym pomieszczeniem dostawionym do ściany budynku na przykład zabudowanym tarasem i może być pomieszczeniem ogrzewanym lub nie. Wyróżniamy, więc ogrody zimowe ciepłe i chłodne.
Ogrody ciepłe, mogą być użytkowane przez cały rok a temperatura w ich wnętrzu waha się pomiędzy 25*C i nie spada poniżej 10*C. W takich ogrodach możemy sadzić rośliny pokojowe na przykład: hoje, draceny, krotony, anturium oraz bardziej delikatne okazy takie jak pasiflora. W takim wnętrzu można urządzić typowy ogród tropikalny pełen wielokolorowych liści i szemrzącej wody oraz wiklinowych mebli.
Ogrody chłodne to pomieszczenia, w których temperatura waha się pomiędzy +5 – 15*C i nigdy nie spada poniżej zera. To doskonałe miejsce dla ogrodu śródziemnomorskiego. Doskonale będą się tu czuły cytrusy, figowce, mirty, akacje, fuksje, eukaliptusy i oleandry. Charakterystyczną i pięknie kwitnącą rośliną Morza Śródziemnego jest bugenwilla gładka, która jako pnącze wymaga jednak podpory. W ogrodzie o charakterze śródziemnomorskim nie powinno zabraknąć różnej wielkości terakotowych donic.
Zupełnie inny charakter można uzyskać urządzając ogród „suchy” obsadzony różnorodnymi kaktusami i sukulentami. Dla kontrastu powinny się tu znaleźć zarówno wysokie egzemplarze o architektonicznych kształtach jak i mniejsze kwitnące rośliny. Dla lepszego efektu w tego typu kompozycji możemy dostawić duże fragmenty skał, a przestrzeń pomiędzy roślinami pokryć żwirkiem. Rośliny w ogrodzie zimowym można ustawiać w donicach, odpowiednio dobranych do charakteru ogrodu oraz roślin w nim rosnących. Możemy też na etapie projektowania ogrodu zimowego, przeznaczyć dla roślin więcej miejsca i wybudować specjalne donice –kwietniki. W takiej dużej przestrzeni rośliny będą się lepiej czuły i będzie je łatwiej pielęgnować. Tego typu kwietniki zajmują jednak więcej miejsca, więc mogą znaleźć się jedyni w dużych ogrodach zimowych i oranżeriach.
Nie zależnie od typu ogrodu zimowego oraz jego usytuowania pamiętajmy, że rośliny wymagają stałej pielęgnacji, podlewania i ochrony przeciw szkodnikom. Rośliny w ogrodzie zimowym zapewniają lepszą klimatyzację pomieszczenia, zwiększają wilgotność powietrza i ochładzają je. Poprawiają, jakość powietrza, dostarczają cienia, uspakajają i pozytywnie wpływają na nasze samopoczucie. Innym plusem ogrodów zimowych jest dodatkowa izolacja budynku oraz powiększenie powierzchni i estetyki wnętrza.
Tekst i zdjęcia Agnieszka Hubeny-Żukowska

Ogród w jesiennej odsłonie – EuroStyl 11/2010, wyd. AN-PRESS

Ale nie musi tak być. Jesień to jedynie nowa odsłona ogrodu, a jeżeli ogród jest właściwie zaprojektowany to i w zbliżającą się zimę może być przepiękny i jedyny w swoim rodzaju. Najważniejszą rzeczą przy projektowaniu ogrodu, który będzie kolorowy nie tylko latem jest zapoznanie się z roślinami i z tym, co mogą nam zaoferować o różnych porach roku. Ogród ozdobny to nie tylko kwiaty!! To również różnorodne owoce i owocostany, to kolorowe liście, pokroje roślin, ciekawe kształty i kolory pędów oraz wielobarwna kora. Wśród owoców godnymi uwagi są owoce trzmieliny, które mają czerwoną szypułkę i pomarańczowe zwisające na delikatnych niteczkach nasiona. Ciekawe kolorystycznie owoce mają również knotka, jarzęby, które w zależności od odmiany mogą mieć owoce: białe, żółte, pomarańczowe, różowe lub czerwone. Wśród wielu gatunków o ozdobnych owocach można również wymienić jabłonie rajskie, irgi, czy róże. Przy czym warto jest również pamiętać o ozdobnych owocostanach bylin, które może nie są tak efektowne kolorystycznie, za to mają niesamowite kształty, o czym przekonać się można obserwując chociażby trawy ozdobne.

2010.11 Eurostyl Ogród w jesiennej odsłonie (2)   2010.11 Eurostyl Ogród w jesiennej odsłonie (1)
To, co niektóre rośliny, może niezbyt atrakcyjne latem, chowają pod gęstym sezonowym ulistnieniem nierzadko mile zaskakuje jesienią i zimą. Gałązki i pędy mogą mieć nie tylko ciekawy kolor, tak jak dereń biały o intensywnie czerwonych pędach, czy dereń rozłogowy zwłaszcza jego odmiana „Midwinter Fire” o pędach w kolorze ognia. Mogą być także ciekawie powyginane tak jak u wierzby mandżurskiej odmiany „Tortuosa” oraz u leszczyny – Corylus avellana „Contorta”. Są też rośliny, które mogą poszczycić się ozdobnymi kolcami i cierniami.
Następnym bardzo efektownym i ozdobnym elementem jest kora drzewa, często zauważana dopiero w miesiącach zimowych. Oprócz koloru kory warto zwrócić uwagę również na jej rysunek, teksturę, spękania oraz sposób łuszczenia się. Przepiękną białą korę ma brzoza pożyteczna odmiany „Doorenbos”. Innymi przykładami mogą być wiśnie ozdobne oraz niektóre odmiany klonów.
Wiele krzewów i drzew dość pospolicie wyglądających w lecie ma liście, które intensywnie odbarwiają się jesienią na żółto, pomarańczowo i czerwono. Spośród wielu warto wymienić sumaki, niektóre klony, trzmieliny, berberysy, perukowce oraz winobluszcze i winorośle.
Pisałam, że jesienny ogród to nie tylko kwiaty, ale również one mają ogromne znaczenie w malowaniu naszej jesiennej rzeczywistości. Pod koniec sezonu zaczynają kwitnąć między innymi hortensje, wrzosy, niektóre odmiany astrów, tawułki chińskie, zimowity oraz ciemierniki. Niektóre krzewy kwitną również zimą i wczesną wiosną są to na przykład oczar i dereń jadalny. Aby nasz ogród, taras czy balkon były ładne i kolorowe o tej porze roku warto jednak zainwestować również w nasadzenia sezonowe charakterystyczne dla tej pory roku. Nasadzenia te wcale nie muszą wykonane być tylko i wyłączne z roślin sezonowych! Do tworzenia kompozycji posłużyć nam mogą zarówno wieloletnie wrzosy jak i astry, chryzantemy, ozdobne kapusty, kolorowe dynie, kolby kukurydzy, a także sztuczne imitacje mniej trwałych owoców takich jak jabłka i gruszki. Ozdobne kompozycje tworzyć można bezpośrednio w gruncie, jeżeli znajdziemy tylko na nie miejsce w ogrodzie. Starajmy się tworzyć kilka większych grup w strategicznych miejscach ogrodu. Na przykład przy wejściu do domu, przy schodach terenowych, w pobliżu tarasu, itp. Unikajmy rozrzucania dużej ilości małych roślin po całym ogrodzie, ponieważ w ten sposób uzyskamy bardziej efekt chaosu niż ozdoby. Jeżeli pośród naszych roślin wieloletnich nie ma już miejsca na dodatkowe dosadzenia to nasze kompozycje możemy ustawić w donicach. Również w tym przypadku powinniśmy kierować się zasadą dużych grup. Możemy zestawiać ze sobą po kilka donic różnej wielkości. Donice możemy obsadzać roślinami w jednym kolorze i jednego gatunku lub, jeżeli mamy większe pojemniki tworzyć kompozycje z różnych roślin. Donice można dekorować dodatkowo przy pomocy kolorowych wstążek, ptaszków i rumianych jabłuszek. Doskonale do jesiennych dekoracji nadają się również dynie ozdobne. Te mniejsze możemy za pomocą drucików mocować w donicach, większe doskonale wyglądają ustawiane w grupach pomiędzy roślinami i donicami. Pamiętajmy, że pomimo jesieni rośliny potrzebują wody. Jeżeli dni są ciepłe i słoneczne nie zapominajmy sprawdzać czy roślin nie należy dodatkowo podlać.
Jesień, zwłaszcza piękna polska jesień to pole do popisu dla wielu ciekawych roślin. Jeżeli nie ograniczymy się jedynie do sadzenia roślin iglastych to będziemy mogli przekonać się o tym sami w swoich ogrodach, na tarasach i balkonach. Życzę Państwu kolorowej jesieni.
Tekst i zdjęcia Agnieszka Hubeny-Żukowska

Impresje malarza – „Świat Rezydencji Wnętrz & Ogrodów” 6 (18)/2010

Claude Monet urodził się w Paryżu w roku 1840 jako syn sklepikarza. Przyszłość młodego Claude była zaplanowana przez ojca, który chciał, aby syn przejął rodzinny interes. Monet miał jednak inne plany – chciał zostać malarzem. Na początku szło mu całkiem nieźle – zarabiał malując karykatury, jednak w późniejszym czasie pojawiły się problemy finansowe. Monet, jako twórca nie miał łatwo, żył w czasach sławnych malarzy: Renoira, Maneta, Degasa, Sisleya, Cezanne i van Gogha. Z wieloma z nich przyjaźnił się, razem wyjeżdżali w plener i malowali to, co inspirowało ich najbardziej, architekturę i krajobrazy w zmieniającym się oświetleniu, „łapali uciekające chwile”… Była to w owych czasach fanaberia i rzecz niezrozumiała, bowiem ówcześni malarze korzystali jedynie ze sztucznego oświetlenia. Monet wraz z Renoirem stworzyli również nowy kierunek w malarstwie – impresjonizm, którego nazwa pochodzi od tytułu jednego z obrazów Moneta: „Impresja, wschód słońca”.

2010.6  ŚRW&O Impresje malarza 1 2010.6  ŚRW&O Impresje malarza 4 2010.6  ŚRW&O Impresje malarza 3
W roku 1867 urodził się syn Moneta – Jean, jednak artysta borykał się w tym czasie z problemami finansowymi, co doprowadziło go nie tylko do załamania psychicznego, ale również do prób samobójczych. W roku 1870 Claude Monet poślubił Camille Doncieux. Wraz z żoną i synem zaczęli podróżować, dzięki sprzedaży obrazów polepszyły się też ich poziom życia. Radość nie trwała jednak długo, bo w cztery lata później sytuacja finansowa ponownie uległa pogorszeniu, artysta wydawał wszystkie pieniądze na leczenie swojej ukochanej żony, która mimo to zmarła w roku 1879. Monet pozostał sam, bez pieniędzy w głębokiej depresji i z dwoma synami na utrzymaniu. I właśnie w tym, zdawałoby się beznadziejnym momencie jego życia następuje zwrot. W 1892 roku artysta poślubia żonę swego zmarłego przyjaciela Alice Hoschedé. Nowożeńcy zamieszkali wraz z ośmiorgiem dzieci (dwójką Moneta i szóstką Alice) w wynajmowanym mieszkaniu w Poissy. Było im ciasno i nadal nie mieli pieniędzy. Będąc blisko dna Claude Monet podejął życiową decyzję, postanowił, że wsiądzie do pociągu i nie wróci dopóki nie znajdzie nowego domu dla swojej rodziny. Był zdeterminowany, ponieważ szukał nie tylko taniego miejsca zamieszkania, ale również miejsca gdzie mógłby tworzyć. W maju 1883 roku niewysoki, skromnie ubrany mężczyzna wsiadł do pociągu i ruszył w poszukiwaniu domu. Wysiadł w Giverny, które w owych czasach było niewielką podparyską miejscowością położoną nad malowniczą rzeką Epte. Monet zawsze zafascynowany był wodą, więc kiedy za oknem oprócz meandrującej rzeki dostrzegł kwitnące jabłonie postanowił wysiąść i szukać szczęścia. Okazało się, że gospodarstwo otoczone hektarowym sadem czeka właśnie na dzierżawcę. Zachwycony Monet nie zastanawiał się długo, wydzierżawił dom wraz z ziemią i sprowadził tu swoją liczną rodzinę. Znaczące jest to, że jego przygoda z ogrodem, jego późniejszą pasją, zaczyna się równo w połowie życia malarza. Monet przeprowadzając się do Giverny miał 43 lata. Dokładnie 43 lata później zmarł.

2010.6  ŚRW&O Impresje malarza 2
Pierwsze lata na wsi to lata ciężkiej pracy fizycznej. Artysta chcąc utrzymać rodzinę całymi dniami uprawiał warzywa, w czym pomagały mu dzieci. W wolnych chwilach, głównie wieczorami malował obrazy, które zaczęły sprzedawać się coraz lepiej. Na początku w swym nowym ogrodzie nie wprowadzał dużych zmian jednak, gdy po kilku latach udało mu się kupić dom i ziemię zakasał rękawy i zaczął tworzyć swój wymarzony ogród. Części ogrodu powstawały etapami w ciągu ponad 30 lat. Monet zainteresował się botaniką, zaczął czytać książki i artykuły dotyczące hodowli i uprawy roślin. „Wszystkie pieniądze wydaję na ogród” – narzeka, z drugiej jednak strony do swego marszanda pisze „Teraz jestem we właściwym miejscu. Potrafię uchwycić kolor”. Jego pierwszą radykalną zmianą było wycięcie świerków wzdłuż centralnej aleji. Zajęło mu to jednak trochę czasu gdyż Alice, jego druga żona, nie zgadzała się na ich wycięcie. Artysta dążąc do uzyskania bardziej nasłonecznionych rabat użył fortelu. Na początku podkrzesał dolne gałęzie drzew, – czemu żona nie była przeciwna, następnie obciął drzewom wierzchołki… Przy powstałych palach posadził róże pnące. Nie ośmielił się zupełnie usunąć „drzew” gdyż Alice przypominały one zmarłego syna. Po śmierci żony, kiedy malarz swobodnie mógł pozbyć się słupów nie uczynił tego, bo przypominały mu nie tylko syna, ale również ukochaną. W ciągu następnych lat korzenie drzew zbutwiały i podpory róż zaczęły się przewracać. Dla pamięci żony Monet w ich miejsce postanowił ustawić metalowe łuki, po których dalej mogły piąć się róże. Z roku na rok malarz stawał się coraz lepszym ogrodnikiem, jego sytuacja finansowa była już dobrze ugruntowana, Monet zatrudnił 6 ogrodników, sprowadzał nasiona roślin z ogrodów botanicznych, kupował rośliny nie tylko we Francji i Anglii. Piwonie i lilie wodne sprowadzał z Japonii. Malował swój ogród kwiatami niczym farbami swoje obrazy. Fascynował go kolor. Rabaty wypełniał nieregularnymi plamami roślin, czasami były monochromatyczne, czasami wręcz przeciwnie pełne kontrastów, zawsze jednak zaplanowane tak, aby były interesujące o każdej porze roku. Wiosną kwitły tulipany, bratki, niezapominajki i żonkile, latem jego ukochane irysy, róże, piwonie, różnokolorowe maki, gladiole i ostróżki. Jesień to czas dalii, słoneczników, astrów i zmieniających kolor liści drzew i krzewów. Rankami Monet przemierzał alejki ustawiając sztalugi by malować kilka obrazów na raz. Uwielbiał pokazywać ten sam motyw w różnym świetle, o różnych porach dnia. Po kilku latach udało mu się dokupić sąsiadującą działkę leżącą tuż za nieistniejącą już linią kolejową. Po uzyskaniu zgody na zmianę biegu płynącej tam rzeczki malarz zbudował staw, wzorując się Japońskimi drzeworytami zaprojektował słynny most i obsadza go glicyniami. W tym czasie zafascynowała go kultura kraju, który po wiekach izolacji właśnie otwierał się na świat. Posadził lasek bambusowy, a staw wypełnił liliami wodnymi. Jako ogrodnik miał również swoich przeciwników – mieszkańców wsi, którzy obawiają się, że te „dziwne rośliny” zatrują wodę w okolicy. Monet nie baczył jednak na te przeciwności losu, szukał rady u hodowców roślin wodnych, a staw i lilie stały się jego obsesją. Godzinami potrafił wpatrywać się w odbicia kwiatów w wodzie oglądać liście poruszające się na wietrze i podziwiać ich zamykające się o zmierzch kielichy. W tym czasie mostek japoński namalował 45 razy, a kolekcja obrazów lilii wodnych to jedyne 250 płócien!!! Coraz bardziej zafascynowany kolorem i światłem malował impresjonistyczne pejzaże składające się z lekkich plamek koloru, w późniejszych pracach jego pociągnięcia pędzla były już bardziej zamaszyste i szerokie. Z upływem czasu starzejący się Monet stracił ostrość widzenia i więcej czasu poświęcał ogrodowi niż malowaniu. Był jednak szczęśliwy gdyż jego prace były doceniane, nie brakowało mu pieniędzy, miał wokół siebie przyjaciół, rodzinę i swój ukochany ogród. Po 43 latach życia Claude Monet zmarł w wieku 86 lat. Pochowany został na cmentarzu przy kościółku w Giverny.
Dom i ogród odziedziczył syn malarza, który przekazał posiadłość w ręce francuskiej Akademii Sztuk Pięknych. Niestety z czasem dom i ogród popadły w ruinę. Dopiero w roku 1980 budynki zostały odbudowane a ogród odrestaurowany, udało się również ocalić posadzone przez mistrza glicynie, które dzisiaj cieszą turystów z całego świata. A zwiedzających jest niemało. Około 0,5 miliona osób corocznie odwiedza ogród, który był radością i natchnieniem do pracy wielkiego malarza Claudea Moneta.
Tekst i zdjęcia Agnieszka Hubeny-Żukowska

Sztuka pod niebem – „Świat Rezydencji Wnętrz & Ogrodów” 6 (18)/2010

Charles Jencks, architekt i krytyk sztuki, nie jedną część w swym ogrodzie poświęcił właśnie tej formie sztuki. Jedna z wielu przedstawia długą historię Szkocji. Inna jest mniej zrozumiała dla zwykłego człowieka. Przedstawia „Czarną dziurę” widzianą oczyma artysty. Doskonałym miejscem do podziwiania instalacji artystycznych na świeżym powietrzu jest festiwal ogrodów w Chaumont-sur-Loire we Francji. Gdzie corocznie młodzi artyści przedstawiają swoją wizę zaproponowanego przez organizatora tematu.
Powierzchniowo największymi dziełami sztuki są zapewne projekty twórców Land-artu, którego tłem, kontekstem oraz tworzywem jest obszar ziemi. Wprawdzie jego początki datować możemy na lata 60 XX wieku, jednak jego trwałe formy przeniknęły do praktyk projektowych, współczesnych twórców zarówno ogrodów, parków jak i większych założeń krajobrazowych i architektonicznych. Niektórzy architekci krajobrazu i projektanci ogrodów nierzadko sami stają się twórcami współczesnej sztuki. Dzięki nowym możliwością i hasłu „sztuka dla sztuki” powstające ogrody mają już nie tylko charakter użytkowy. Często na niewielkich przestrzeniach, zwłaszcza w centrach miast, zakładane są obszary zieleni, które służą jedynie do oglądania. Współcześni twórcy ogrodów mają jednak większe możliwości niż ich poprzednicy mogą korzystać nie tylko z ułatwień technicznych, jakimi są chociażby sprzęt komputerowy oraz budowlany, ale także z tysiąca nowych materiałów, z których można wykonać, najlepiej w sposób nowatorski, wszystkie elementy małej architektury ogrodowej. Dzięki temu na terenach zieleni i w ogrodach na całym świecie powstają coraz to ciekawsze i odważniejsze projekty.

2010.6 ŚRW&O Sztuka pod niebem 1  2010.6 ŚRW&O Sztuka pod niebem 2

Często współczesne dzieła architektów krajobrazu przybierają formy minimalistyczne, w których niewiele jest miejsca na rośliny. Najbardziej znanymi i odważnymi są projekty Marthy Schwartz, która niejednokrotnie posługuje się jedynie formą i kolorem, a rośliny czasami również sztuczne, są jedynie niewielkim dodatkiem. W jednym z projektów amerykanki głównym elementem są kolorowe mury nawiązujące do meksykańskiego budownictwa, tworzące niczym labirynt, niewielkie wnętrza wypełnione geometrycznymi nasadzeniami z kaktusów. Zupełnie innymi oczyma widzi przestrzeń zewnętrzną Irlandczyk Darmuid Gavin, który wprawdzie bawi się architekturą w ogrodzie to jednak w swych projektach wykorzystuje bogatą gamę wielobarwnych roślin. Architektura w ogrodach Gavina otrzymuje dziwne kształty. Altana przyjmuje formę pisanki utworzonej z kolorowych kul, domek dla dzieci wygląda jak rakieta kosmiczna, a parasol ogrodowy staje się gigantyczną stokrotką z drutu. A to wszystko wśród paproci, traw ozdobnych, kwiatów, krzewów i drzew.

2010.6 ŚRW&O Sztuka pod niebem 3

Oczywiście różne ogrody tak jak i różne kierunki w sztuce jedni mogą lubić inni nienawidzić. W ostatnich latach w ogrodach pojawia się coraz więcej architektury, która jednak nie zawsze jest duża czy też dominująca. Zapewne wynika ona ze stylu powstających budowli oraz chęci powiązania ze sobą przestrzeni wewnętrznej z tą zewnętrzną widzianą przez często bardzo duże otwory okienne lub przeszklenia pokrywające nie rzadko większą część elewacji. Wśród architektury ogrodowej bardzo modne są altany, które jednak nie mają już nic wspólnego z pospolitym drewnianym domkiem ogrodowym. Współczesne altany często pełnią funkcje całorocznych salonów ogrodowych, gabinetów czy miejsc zabaw dla dzieci. W związku ze stawianymi im wymaganiami są to raczej wymyślne naszpikowane techniką konstrukcje o niepowtarzalnych formach, zbudowane z nowoczesnych materiałów: szkła, aluminium, stali czy tworzyw sztucznych. Nie tylko współczesne altany zyskały nową formę. Również w wyglądzie ogrodzeń możemy zaobserwować spore zmiany. Współczesne działki otaczane są zarówno ogrodzeniami ze stali jak i z drewna, betonu i kamienia jednak ich wygląd uległ radykalnej zmianie. Tu króluje prostota i barwa – od bieli, poprzez pastelowe kolory ziemi, aż do intensywnych fioletów, czy pomarańczy. Oprócz ciekawych i niebanalnych rozwiązań ogrodzeń pojawiają się również wolno stojące mury, kamienne murki, drewniane, metalowe lub szklane panele, które służą już nie tylko zasłonięciu nieciekawych widoków. Takie fantazyjne parawany wykorzystywane są do tworzenia iluzji w ogrodzie oraz podziału przestrzennego nawet niewielkich powierzchni ogrodowych. Nie koniecznie lite czy też nieprzejrzyste, często same w sobie stanowią istne dzieła sztuki. Instalacje ze szkła, wikliny, różnego rodzaju dzianin, czy też powtarzających się pojedynczych elementów doskonale wzbogacają ogród oraz stanowią tło dla sadzonych roślin. Mury, ogrodzenia oraz parawany są znakomitym kontrastem dla delikatnych i zwiewnych traw i kwiatów, które stały się tak modne w ostatnich latach.
Również elementy wodne uległy przemianie. To już nie tylko pospolite, znane nam fontanny, ale także wąskie kanały, stoły wodne, przelewy, ściany coraz kurtyny wodne. Elementy ozdobne w ogrodzie to także różnego rodzaju zadaszenia, ciekawe formy siedzisk, grille ogrodowe… A nocą ogród ożywa w zupełnie innej odsłonie. Wybrane elementy kompozycji podświetlone reflektorami, światłami LED oraz światłowodami sprawiają, że ogród po zmierzchu staje się zupełnie inną, zdawałoby się nieznaną wcześniej przestrzenią.
Jak więc rozdzielić spójną kompozycyjnie całość stworzoną z roślin, architektury, wody i światła? Czy można wyłowić z niej pojedyncze elementy i nazwać je dziełami współczesnymi sztuki? Pewnie tak. Ja jednak myślę, że niektóre ze współczesnych ogrodów śmiało w całości nazwać można dziełami sztuki.
Tekst i zdjęcia Agnieszka Hubeny-Żukowska

Zieleń w Nowym Jorku – EuroStyl 09/2010, wyd. AN-PRESS

Największym, wszystkim znanym parkiem jest oczywiście Park Centralny usytuowany w samym środku Manhattanu. Ma on długość 4 km i szerokość około 840 m, co razem stanowi powierzchnie prawie 340 ha! Parku tego trudno jest nie zauważyć a jeszcze trudniej do niego nie trafić. To tutaj nowojorczycy biegają i uprawiają sporty na licznych boiskach sportowych, pływają na rozległych jeziorach i spacerują pośród zieleni i fontann. Park Centralny nie bez przyczyny nazywany jest płucami Nowego Jorku.
Równie znana jak Central Park jest najszersza z nowojorskich alei – Park Avenue, której centralny pas zieleni obsadzony jest pięknie kwitnącymi o różnych porach roku wiśniami ozdobnymi, jabłoniami oraz głogami. Wokół drzew zobaczyć można nisko koszone trawniki oraz starannie przycięte niskie żywopłoty z cisu. Uroku dodają też sezonowe obsadzenia z bratków, tulipanów i begonii. Ciekawe jest jednak to, że obsadzenia te sponsoruje nie miasto a sami mieszkańcy kamienic znajdujących wzdłuż alei.

2010.9 EuroStyl Zieleń w Nowym Jorku (3) 2010.9 EuroStyl Zieleń w Nowym Jorku (1)
Nowy Jork ma aż 4 ogrody botaniczne: New York Botanical Garden w dzielnicy Bronx, Queens Botanical Garden w dzielnicy Queens, Brooklyn Botanic Garden na Brooklinie i State Island Botanic Garden. Za najładniejszy uważam New York Botanical Garden. Znajdują się tu, bowiem przepiękne palmiarnie oraz ciekawie przedstawione a przede wszystkim zadbane przykłady ogródków: warzywnego, ziołowego, kwiatowego, ogródka z roślinami pachnącymi i wiele innych. Jeżeli jednak chcielibyśmy zobaczyć kolekcję róż, lotosów i lilii wodnych, czy też zwiedzić ogród Japoński musimy wybrać się na drugi koniec miasta do ogrodu botanicznego na Brooklynie.
Równie ciekawym dla zwiedzających jest ogród Wave Hill, w którym podziwiać można różnorodne gatunki ziół, bylin, drzew i krzewów oraz miniaturowe ogródki skalne, ogród wodny oraz ciekawą pergolę, z której roztacza się imponujący widok na rzekę Hudson. W nieopodal leżącym parku Fort Tryon znajduje się, The Cloisters czyli „klasztory”, tu możemy podziwiać sztukę i architekturę pochodzącą z francuskich klasztorów różnych epok, głównie Średniowiecza. Doskonałym uzupełnieniem zabudowy są ogródki klasztorne i wirydarze, w których zobaczyć możemy sadzone w dawnych czasach zioła, które wykorzystywane były do produkcji barwników, w lecznictwie oraz w kuchni.
Przedogródki
Chodząc wąskimi ulicami Manhattanu mamy okazję zobaczyć najróżniejsze pomysły na przedogródek. Nie ma tu dużo miejsca. Czasami zaledwie kilka metrów kwadratowych. To jednak w zupełności wystarczy właścicielom i mieszkańcom nowojorskich kamieniczek. Częstym elementem w tego typu ogrodach są rośliny w pojemnikach. Miniaturowe klony, katalpy, bambusy, cisy i bukszpany sąsiadują z sezonowymi tulipanami, bratkami i begoniami. W okresie lata i jesieni często wykorzystywanymi roślinami są, znane u nas jako rośliny pokojowe Szparagi (Asparagus) oraz Kaladium ( Caladium bicolor). Mieszańce tej ostatniej wytwarzają duże ozdobne liście w odcieniach koloru białego, różowego, czerwonego i zielonego. Doskonale czują się w wilgotnym klimacie Nowego Jorku a co najważniejsze dają sobie radę zarówno w pełnym słońcu jak i w cieniu. Rozświetlają i zapełniają mało ciekawe miejsca wokół drzew i krzewów. Mieszkańcom, którzy nie mają wystarczająco dużo miejsca musi wystarczyć donica obsadzona roślinami ozdobnymi. Bardzo często są to pnącza takie jak hortensja pnąca, wiciokrzew czy bluszcz. Dużą popularnością cieszy się też glicynia, która jako duże pnącze jest jednak sadzona w gruncie. Na Manhattanie często zobaczyć można całe fasady domów otulone jej jasnozielonymi liśćmi i fioletowymi kwiatami.
Zieleń towarzysząca
Troska o zieleń jest dla mieszkańców Manhattanu czymś oczywistym i naturalnym. Zarówno duże firmy budowlane, architekci jak i właściciele restauracji i hoteli chcą mieć wokół swoich budynków chociażby mały skrawek zieleni. Właściciele posesji często wydzielają teren, który ma służyć zarówno wypoczynkowi mieszkańców jak i przechodniów. W Nowym Jorku zwłaszcza w pobliżu głównych alei często zobaczyć możemy ogródki z ławeczkami lub krzesłami i stolikami, które towarzyszą ozdobnym drzewom, krzewom i roślinom sezonowym w donicach. Ulubionym elementem jest również woda, która występuje w formie licznych wodospadów, oczek wodnych i fontann. Właściciele przeganiają się w pomysłach i formach swoich dekoracji roślinnych. Przykładem godnym naśladowania może tu być rodzina Rockefeller, która od dziesiątek lat popierała i finansowała projekty związane z zielenią na terenie Nowego Jorku. Sfinansowała ona zarówno wcześniej wspomniany The Cloisters jak i wiele innych projektów między innymi jeden z ogródków – Paley Park na Wschodniej 51 ulicy, pomiędzy II i III Aleją. Do godnych uwagi należą również Channel Gardens znajdujące się pomiędzy budynkami centrum sklepowego Rockefellera oraz ogród znajdujący się na dachach tych budynków (niestety na ogrody na dachach nie ma wstępu). Jeśli natomiast chcemy zobaczyć ogród, któremu oryginalnością na pewno nie dorównuje żaden inny na świecie zapraszam na róg V Alei i 56 Ulicy gdzie drzewa wyrastają wprost z wieżowca Trump Tower. Tutaj 21 ozdobnych gruszy (Pyrus calleryana odmiana „Brodford”) rośnie na stworzonych przez architektów półkach wyścielonych bluszczem (Hedera helix „Baltica”). Widok jest dość niecodzienny zwłaszcza wieczorem, kiedy drzewa oświetlają setki drobnych lampek.
Mieszkając tu przez ponad miesiąc mogę powiedzieć, że nie sposób jest wymienić i opisać wszystkie miejsca godne uwagi miłośnika zieleni. Bezsprzecznie Nowy Jork jest miastem stali, szkła, aluminium i teraz spokojnie mogę dodać ZIELENI.
Tekst i zdjęcia Agnieszka Hubeny-Żukowska

Przedziwne kształty w Levens Hall – EuroStyl 06-07/2010, wyd. AN-PRESS

Topiary to sztuka strzyżenia drzew i krzewów w różnorodne kształty. Najprostszą formą topiar są żywopłoty, stożki oraz kule. Jednak wytrawni ogrodnicy potrafią wyczarować z krzewów także bardziej skomplikowane kształty takie jak cyfry, arabeski, łuki, postaci ludzi i zwierząt, a nawet całe krajobrazy. Według Pliniusza Starszego, sztucznie formowane krzewy występowały w ogrodach starożytnych już w 38 roku p.n.e. Pod koniec 1 wieku naszej ery były już popularne i występowały w większości ogrodów zamożnych rzymian, którzy podbijając kolejne państwa i tworząc na ich terenach swoje siedziby rozprzestrzeniali wiedzę i modę na topiary. W mrocznych czasach średniowiecza gdzie ludzie myśleli raczej o przetrwaniu niż o pięknie ogrodów, sztuka strzyżenia krzewów przeżyła ukryta za klasztornymi murami. Po kilku setkach lat ponownie odkryta przeżyła swój wielki powrót w okresie renesansu. Począwszy od XV wieku nastało 300 złotych lat topiar, w których strzyżone formy występowały zarówno w postaci olbrzymich połaci geometrycznych parterów jak i pojedynczych rzeźb ogrodowych. Późniejsze ogrody krajobrazowe prawie w całości wyparły topiary. Sporo z nich oparło się jednak wiatrowi zmian. Niektóre z nich przetrwały kryjąc się w ogrodach wiejskich, inne zachowały się za kamiennymi murami pałaców i zamków angielskiej arystokracji. Obecnie na całym świecie, w każdym ogrodzie możemy napotkać na jakieś formy topiar czy to w postaci żywopłotów, strzyżonych kul, czy też w japońskiej odmianie tej sztuki – bonsai.

2010.6-7 EuroStyl Przedziwne kształty w Levens Hall 2 2010.6-7 EuroStyl Przedziwne kształty w Levens Hall 32010.6-7 EuroStyl Przedziwne kształty w Levens Hall 4
Anglia to raj dla ogrodnictwa. Wynika to zapewne z kilku bardzo ważnych dla roślin przyczyn. Po pierwsze panują tu warunki pogodowe, które pozwalają na uprawę roślin pochodzących nie tylko z naszej strefy klimatycznej, ale również tych przywiezionych z krajów dalekiego wschodu oraz bardziej egzotycznych miejsc globu. Dodatkowym atutem jest fakt, że podczas wojen Wielka Brytania, jej zabudowa oraz ogrody nie ucierpiały tak jak to miało miejsce na przykład w Polsce. Ogrodnictwo w sposób ciągły rozwijało się tu od setek lat i dlatego w niejednym ogrodzie możemy oglądać oryginalne elementy małej architektury, a nawet rośliny pochodzące nie rzadko nawet z XVI czy XVII wieku. Jedną z takich posiadłości jest Levens Hall, którego historia sięga 1250 roku. Ogród oraz jego skarby, którymi są przepiękne topiary pamiętają jeszcze czasy Aleksandra Pope człowieka, który będąc przeciwnikiem strzyżonych roślin swym esejem w 1713 roku zapoczątkował wielkie zmiany w wygładzie ogrodów angielskich. To między innymi za jego sprawką możni ówczesnych czasów bardzo szybko wyzbyli się ze swych ogrodów wszystkich strzyżonych form… na ich miejsce nastały krajobrazowe ogrody Kenta i Browna…

2010.6-7 EuroStyl Przedziwne kształty w Levens Hall 1

Ale nie tu, nie w Levens Hall. Niektóre z zielonych rzeźb to w 100% oryginalne, ponad 300 letnie okazy cisów i bukszpanów, które starannie przycinane są w fikuśne kształty. Już od roku 1688, kiedy to właściciel posiadłości Colonel Grahame zlecił słynnemu artyście zaprojektowanie ogrodu, kilkanaście pokoleń ogrodników dba o ogród w Levens Hall. O dziwo jednak do dnia dzisiejszego pracowało tu jedynie 10 głównych ogrodników, którzy całe swoje życie poświęcali tym przepięknym ogrodom. Posiadłość od ponad 700 lat pozostaje w rękach tej samej rodziny, która nie zwracając uwagi na zmieniającą się modę ogrodową dba o wygląd ogrodu. Ciekawostką jest również to, że opiekunem ogrodu była prawie zawsze kobieta – żona pana na włościach. Ogród Levens Hall we frontowej części pałacu utrzymanego w stylu Elżbietańskim, jest niewielki, schludnie utrzymany i dość ładny. Perłą ogrodu zaprojektowanego przez Monsieur Beaumonta – człowieka, który brał udział w tworzeniu ogrodów Wersalu i Hampton Court są jednak schowane za wysokimi murami i żywopłotami z cisu zielone rzeźby – topiary. Przez setki lat przycinane w różnorodne kształty, przekształcane wraz z upływem czasu oraz zmieniającą się modą. Ogrodnicy z wielką dokładnością i pieczołowitością strzygą krzewy w kształty przypominające gigantyczne kilkunastometrowe grzyby, żuki, ślimaki, bezy, stożki, walce i spirale. Bajeczna sceneria utworzona przez topiary oraz towarzyszące im kwiaty sezonowe zapiera dech w piersi. Ilość, wielkość i różnorodność strzyżonych form w tym ogrodzie jest olbrzymia. Niektóre z roślinnych form są dość proste, mają jednak po kila metrów wysokości inne, mniejsze mają bardzo skomplikowane kształty. Niemniej jednak to fakt, skumulowania tak dużej ilości topiar w jednym miejscu powoduje, że człowiek czuje się nieco zagubiony, jak dziecko w krainie olbrzymich zabawek. Ogród z topiarami to zaledwie fragment całego założenia ogrodowego, dalej znajdują się sad, gaj leszczynowy, ogród ziołowy oraz powstała w 1994 roku, otoczona lipowymi tunelami nowa część ogrodu z fontanną. Ogród w Levens Hall to z pewnością jedyny w swoim rodzaju rodzynek na torcie sztuki ogrodowej, a wizyta w nim to niezapomniane przeżycie.
Tekst i zdjęcia Agnieszka Hubeny-Żukowska

Kuszące drobiazgi – „Świat Rezydencji Wnętrz & Ogrodów” 5 (17)/2010

Faktem jest, że każdy z nich wypełniony jest, gęściej lub rzadziej roślinnością. Występują w nich zarówno rośliny drzewiaste, krzewy o różnorodnych kolorach kwiatów i liści, kwitnące byliny, oraz rośliny jednoroczne. W zależności od stylu ogrodu pojawiają się strzyżone żywopłoty, obwódki bukszpanowe czy też bardziej skomplikowane w swej formie topiary. Jednak według mnie tak naprawdę to nie one są jedynym wyznacznikiem „obrazowości”. Ogrody pokazywane na zdjęciach mają w sobie coś jeszcze… Prawie zawsze fotograf ujmuje w kadrze jakiś element architektoniczny: rzeźbę, ławeczkę, mostek czy altankę, bo to właśnie one nadają właściwy charakter ogrodowi. Nawet najbarwniejszy ogród wypełniony jedynie roślinami nie sprawi na nas tak olbrzymiego wrażenia jak ogród, z choćby niewielką ławeczką ustawioną pośród kwiatów. W każdym momencie historii, na każdym kontynencie architektura ogrodowa pełniła bardzo wiele funkcji i pomimo tego, że w większości przypadków były to funkcje użytkowe to architekci nadawali swym dziełom różne formy. Człowiek to istota, która lubi otaczać się przedmiotami pięknymi, dlatego od samego początku większość elementów architektonicznych występujących w ogrodach pokrywana była malowidłami i płaskorzeźbami, przyjmowała różnorodne, czasem przedziwne kształty oraz formy. Jak ważne były elementy ogrodowe może też świadczyć fakt, że pomimo różnorodności kulturowej altany, mostki, pergole, ławeczki czy rzeźby pojawiały się w ogrodach na całym świecie. Oczywiście zupełnie inaczej architektura wyglądała w ogrodach wschodu, a inaczej w ogrodach islamu, czy chrześcijańskiej europy, jednak wszędzie miała swoje znaczenie funkcjonalne oraz większe lub mniejsze znaczenie filozoficzne. Większość z form architektonicznych występujących w parkach i ogrodach nawet tysiące lat temu przetrwało do dziś. Oczywiście ze względu na modę zupełnie inaczej wyglądać może obecnie altana czy pergola jednak są to elementy, które występują w prawie każdym współczesnym ogrodzie.

2010.5  ŚRW&O Kuszące drobiazgi 1    2010.5  ŚRW&O Kuszące drobiazgi 2
W ogrodach minimalistycznych architektura ogrodowa, choć prosta w swej formie zajmuje najważniejsze miejsce obok raczej skąpej zieleni. W ogrodach nowoczesnych, choć architektura jest prosta i zajmuje ważne miejsce to jednak sporo przestrzeni przeznaczone jest na zieleń. Natomiast w ogrodach wiejskich, czy ogrodach kwiatowych w stylu angielskim, pomimo że architektura jest bardzo ważna przeważające miejsce w kompozycji ogrodu zajmuje zieleń. Dzięki dostępności różnorodnych materiałów budowlanych współczesne budowle ogrodowe to często lekkie konstrukcje z aluminium, egzotycznego drewna, szkła czy tworzyw sztucznych. Nowe technologie dają nam nowe możliwości. Architektura ogrodowa zyskuje zupełnie inny wymiar. Staje się bardziej lekka, przejrzysta i kolorowa. Pergole to często zaledwie słupy i cienkie linki stalowe utrzymujące rośliny. Mostki z ciężkich i monumentalnych stają się delikatne i niemal zwiewne. Altany ogrodowe również uległy modernizacji. Często typowe na rzucie prostokąta czy koła zastępowane są wymyślnymi, choć prostymi konstrukcjami z drewna, metalu, szkła czy dzianiny. Altany nie służą już tylko biernemu odpoczynkowi. Adaptowane to trybu naszego życia wyposażane są w kominki, grille, mini-lodówki a nierzadko także w całą infrastrukturę kuchenną. Pod altanami i pergolami umieszczane są także ogrodowe jacuzzi. W większych ogrodach z połączonych ze sobą basenów, altan i pergoli powstają całe kompleksy architektoniczne, które służą naszemu wypoczynkowi i relaksowi. Architektura, zarówno ta bardziej skomplikowana w postaci altan, mostków czy pergoli jak i ta prostsza jak murki czy ławki to bardzo ważny element ogrodu. Element, który jednak ma służyć człowiekowi nie tylko w tak prosty i przyziemny sposób jak zwykły przedmiot użytkowy. Architektura, która powstała w wyobraźni projektanta danego ogrodu ma zazwyczaj również inne bardziej filozoficzne konkluzje. Te czasem niepozorne elementy to jakby przesłanie – instrukcja pozostawiona przez projektanta dla przyszłych gości. Odpowiednio ustawione w ogrodzie sprawiają, że człowiek podąża od jednego punktu do drugiego, prowadzą zwiedzającego niczym za rękę pośród krętych ogrodowych ścieżek. Rzeźby ogrodowe, duże donice czy głazy umieszczone pośród roślinności ogrodowej to punkty, które wpływają na naszą wyobraźnie, szepcą do nas…„Podejdź do mnie, zatrzymaj się na chwilę”… Kładka nad strumieniem krzyczy…”Musisz iść tędy”,a chiński łukowato wygięty mostek prosi…”Zostań tu dłużej, rozejrzyj się”… Malowniczy ogród to taki, po którym można wędrować, choć może być niewielki… To taki, w którym choć nie wiemy, dlaczego czujemy się prowadzeni przez jakąś nieznaną siłę. Ogród, który pozwala nam zboczyć z wyznaczonej ścieżki, znaleźć ukryte wśród roślin schody, odpocząć na leżącym pod drzewem kamieniu i podziwiać otwierający się wśród krzewów widok. To ogród, który każe nam przystanąć na mostku i spoglądać w stronę płaczącej wierzby i ustawionej w jej pobliżu altany. Malowniczy ogród to doskonała równowaga pomiędzy otwartą przestrzenią, roślinnością i architekturą.
Tekst i zdjęcia Agnieszka Hubeny-Żukowska

Zabawa z fantazją – „Świat Rezydencji Wnętrz & Ogrodów” 5 (17)/2010

Najdalej w stronę wypoczynku i funkcjonalności posunął się australijski projektant Scott Wynd wraz ze swą grupą wykonawców reprezentujących 14 australijskich firm. Jak co roku przedstawili oni idealny pomysł na optymalne wykorzystanie niewielkiej powierzchni ogrodu, w celu stworzenia małego raju na ziemi. Tym razem oprócz luksusowej altany w ich ogrodzie pokazowym znalazły się również basen z jakuzy, kuchnia letnia oraz wysoce oryginalny bar. Projektant zaproponował rozwiązanie dość odważne i bardzo przyjemne podczas letnich upałów. Otóż barowe hokery zostały umieszczone w basenie, a sam blat baru stanowił jednocześnie wykończenie zbiornika wodnego. Efekt lekkości, trójwymiaru oraz przejrzystości kompozycji dodawały szklane ściany basenów. Całość architektury jak przystało na Australijczyków otoczona została gęstą egzotyczną roślinnością. Równie fantazyjnymi obsadzeniami mogli pochwalić się projektanci ogrodu „The Tourism Malaysia Garden”- David Cubero i James Won. Swą dość lekką w konstrukcji, drewnianą altanę ustawili na wodzie i otoczyli fragmentem lasu deszczowego. Zupełnie inny klimat zaprezentował natomiast wielokrotny złoty medalista Chelsea Flower Show – Andy Sturgeon, który w tym roku zaprojektował ogród dla The Daily Telegraph. Jak sam mówi zainspirowały go podróże. Postanowił swój żwirowy ogród zaprojektować w stylu śródziemnomorskim jednocześnie wypełniając go znoszącą angielski klimat roślinnością pochodzącą z Kalifornii, Meksyku i Chile. Efekt ciepła i słońca projektant dodatkowo pogłębił za pomocą stalowych, pokrytych intensywnie pomarańczową rdzą parawanów.

2010.5  ŚRW&O Zabawa z fantazją 1  2010.5  ŚRW&O Zabawa z fantazją 2 2010.5  ŚRW&O Zabawa z fantazją 3
Nie tylko stali projektanci Chelsea dali sobie rade ze stworzeniem oryginalnej przestrzeni ogrodowej. Jednym z moich ulubionych ogródków w tym roku był The Unexpected Garden – dzieło projektantki ogrodów Jo Thompson. Jej propozycja wyróżniła się z pośród innych nie tylko swą świeżością kolorystyczną oraz lekkością nasadzeń, ale również adresatem, do którego projekt był skierowany. Jo zaprojektowała ogród dla osób starszych oraz niepełnosprawnych, dlatego rośliny przez nią proponowane posadzone zostały w drewnianych, wygodnych w obsłudze skrzyniach. Ogród został otoczony wysokim tynkowanym murem, w ten sam sposób wykonano również palenisko oraz miejsce na drewno. Reszta małej architektury, czyli skrzynie na rośliny, pergola, ławy oraz meble to efekty pracy stolarzy, którzy wykonali powierzone im zadanie z niezwykłym kunsztem. Całość pomalowano na biały kolor.
Niewątpliwie ciekawym rozwiązaniem, które nieśmiało wkraczało na Chelsea Flower Show już w zeszłym roku było wykorzystanie w ogrodzie światłocieni. Koronkowe meble rzucające pod wpływem słońca cień na jednolite posadzki były w roku 2009 dość popularne. W tym sezonie ażurowe konstrukcje nabrały jednak rozmiarów. Altany, zadaszenia oraz pergole w tym roku w słońcu zyskiwały dodatkowe atuty. Drobne deseczki, kolorowe przeszklenia, małe wiszące ozdoby, różnorodne kształty i wycięcia jakby ożywały pod wpływem promieni słonecznych nadając ogrodowi zupełnie nowy charakter. Takie efekty można było obserwować w ogrodach wszystkich wymienionych wyżej tegorocznych złotych medalistów. Najbardziej oryginalny, bo wykorzystujący promienie słoneczne do wprowadzenia kolorowego światła, wydał mi się projekt wykonany dla Uniwersytetu Worcester. Projektantka Olivia Kirk, wprowadzając w zadaszenie altany fragmenty kolorowego szkła stworzyła mały bajkowy świat, który niespodziewanie budził się do życia, gdy tylko słońce wyszło zza chmur. Ogród tym bardziej przypadł mi do gustu, że został zaprojektowany z myślą o alergikach. Projektantka zrezygnowała w prawdzie z trawnika, ale nie oszczędzała na kolorowych kwiatach. W ogrodzie znalazły się białe piwonie i różnobarwne irysy, czyli rośliny zapylane przez owady. Eliminując trawy oraz inne rośliny wiatropylne projektantka zmniejszyła ryzyko występowania pyłków w powietrzu. Sadząc drzewiastą formę świdośliwy oraz budując altanę zapewniła alergikom doskonałe miejsce do wypoczynku w lekkim cieniu.

Jeżeli chodzi o rośliny sadzone w ogródkach wystawowych to niezmiennie od kilku sezonów królowały gęste, mieszane, często wielobarwne nasadzenia z bylin kontrastujących z żywo zielonymi krzewami w formie naturalnej oraz strzyżonej. Drzewa, których często brakuje w naszych polskich ogrodach były również nieodzownym elementem wszystkich, nawet tych najmniejszych ogrodów pokazowych. Nieduże odmiany brzóz, wiśnie ozdobne, drzewiaste formy dereni kwitnących, oraz strzyżone w półpełne szpalery lipy stanowiły naturalne sklepienia ogrodów.

W tym roku wszyscy projektanci postawili raczej na przyjemność i odpoczynek. Proponowane gęste nasadzenia z bylin ułatwiają pielęgnacje ogrodu, a pergole i kuchnie letnie sprzyjają rodzinnym spotkaniom na świeżym powietrzu. Wszystkie ogrody były piękne i wykonane z właściwym dla Chelsea Flower Show pietyzmem. W tym sezonie nie przedstawiono jednak żadnych nowatorskich ani zaskakujących rozwiązań i choć w zeszłym roku plastelinowy ogród Jamesa Maya wydał mi się dość kontrowersyjny, w tym roku z chęciom zobaczyłabym coś równie szokującego.
Tekst i zdjęcia Agnieszka Hubeny-Żukowska

Modny ogród – EuroStyl 04/2010, wyd. AN-PRESS

Zacznę od mojego ulubionego, który utrzymuje się zresztą od kilku lat. Jest to ogród kwiatowy z elementami nasadzeń sielskich, którego główną strukturę stanowią strzyżone krzewy. Tego typu ogródki doskonale zaadaptować można zarówno, jako przestrzenie zgeometryzowane jak i swobodne, duże i małe, w gruncie, albo w skrzyniach na dachu. Ze względu na swoją uniwersalność takie ogrody pojawiają się i w miastach przy domach prywatnych czy przy firmach, i na dużych przestrzeniach ogrodów pozamiejskich, jako wydzielone wnętrza ogrodowe. Ogrody te charakteryzują się gęstymi nasadzeniami z bylin i krzewów. Byliny sadzone są w sposób nieregularny, zazwyczaj są to mieszanki różnogatunkowe roślin kwitnących o różnych porach roku. Często dodatkowo urozmaicane są obsadzeniami z roślin cebulowych. Kolorystyka kwiatów może być różnorodna. Sadzi się zarówno mieszanki jednokolorowe, pastelowe zestawienia bieli i różnych odcieni różu czy błękitu jak i bardziej zdecydowane kompozycje z zastosowaniem fioletów i pomarańczy, czy błękitów i żółci.

2010.4 EuroStyl Modny ogród 1 2010.4 EuroStyl Modny ogród 2  2010.4 EuroStyl Modny ogród 3

Kolorystyka uzależniona jest od preferencji właścicieli ogrodów, od materiałów wykorzystanych przy jego budowie oraz od kolorów występujących w najbliższym otoczeniu. Rośliny dobierane są tak, aby tworzyły jednolitą łąkę kwiatową. Sadzone są, zatem mieszanki roślin o różnej wysokości i wielkości kwiatów. Pomimo tego, że mieszanina bylin może się nam kojarzyć z bałaganem to dzięki temu, że rośliny są sadzone w ściśle przeznaczonych dla nich przestrzeniach to całość wygląda bardzo schludnie i interesująco. Strzyżone masy krzewów, tworzone są najczęściej z roślin ozdobnych ze swych zielonych liści. Popularne są graby, czerwonolistne buki oraz krzewy zimozielone takie jak bukszpany, laurowiśnie, ostrokrzewy, cisy oraz żywotniki. Tego typu ogrody mają bardzo dużo walorów i to nie tylko estetycznych, ale także pielęgnacyjnych. Gęste nasadzenia nie tylko doskonale wyglądają, ale i ograniczają wzrost chwastów. W tego typu ogrodach trawnik sprowadzony jest do minimum i zajmuje zazwyczaj bardzo małą powierzchnię, a w małych ogródkach zupełnie się z niego rezygnuje.
Innymi trendami, które widoczne są głównie w życiu codziennym są ekologia oraz recykling. Pojawiają się one również w sztuce ogrodowej w postaci elementów małej architektury wykonanych na przykład z drewna czy cegły rozbiórkowej, z tworzyw sztucznych i metalu z recyklingu. Duży nacisk kładzie się również na oszczędność wody oraz ograniczenie wylewania deszczówki do kanalizacji deszczowej. Wykorzystywanie wody opadowej nie wiąże się jednak jedynie z kolekcjonowaniem jej w szczelnych zbiornikach oraz późniejszym stosowaniem jej do nawadniania. Dużo częściej buduje się tak zwane ogrody bagienne. Woda zbierana jest z rynien i rozsączana po powierzchni w specjalnie ukształtowanych korytkach, obniżeniach w gruncie lub zbiorniczkach, które są wkomponowane w ogród. Woda opadowa jest również wykorzystywana do napełniania i uruchamiania okresowych elementów wodnych. Do budowy ekologicznych ogrodów stosuje się najczęściej materiały pochodzące z rozbiórki: cegłę, drewno, kamień oraz takie, które zostały utworzone z materiałów z recyklingu. Warto nadmienić, że grody takie nie muszą mieć charakteru ogródka wiejskiego pełnego starych narzędzi, beczek czy ceglanych ruinek. Ogrody ekologiczne coraz częściej przyjmują wygląd bardzo nowoczesny.
Niezmiennie modne pozostają również ogródki tak zwane angielskie. Czyli ogrody, w których sadzone są różnokolorowe kompozycje krzewów, bylin oraz roślin jednorocznych w towarzystwie obrośniętych kwitnącymi pnączami altanek i donic z aromatycznymi ziołami. Modne są również ogrody stylizowane na orientalne, w których głównymi elementami są drzewka bonsai, żwirowe nawierzchnie oraz odpowiednio skomponowane bloki skalne lub duże głazy.
Modne są różne style ogrodowe jednak we wszystkich powtarzają się pewne gatunki oraz odmiany roślin. Są to na przykład nieduże kwitnące drzewka takie jak jabłonki „rajskie”, czy wiśnie ozdobne. Zajmująca niedużo miejsca i nadające się nawet do najmniejszych ogrodów drzewka o kulistym pokroju koron: surmia bignoniowa „Nana”, czy robinia akacjowa oraz wiśnia pospolita odmiany ”Umbraculifera”. Bardzo modne są również drzewa o kolorowym ulistnieniu np.: klon zwyczajny „Crimson Sentry” – niewielkie drzewo o czerwonych liściach i kolumnowym pokroju, równie niewielka glediczia trójcierniowa „Sunburst” o delikatnych żółtych liściach, czy jarząb mączny „Magnifica” o pokrytych jakby srebrnych filcem liściach. Jeżeli chodzi o krzewy o ozdobnych liściach to odmian jest bardzo dużo, niemniej jednak od kilku lat popularnością cieszą się berberysy różnej wielkości, pokroju i maści, derenie, trzmieliny, perukowce i pęcherz nice o żółtych i czerwonych liściach a przede wszystkim niesłychanie odporne na choroby i szkodniki oraz bardzo długo kwitnące tawuły japońskie. Jeżeli chodzi o byliny to chyba najbardziej popularną obecne w europie jest jeżówka – Echinacea oraz jej niezliczone gatunki i odmiany. Kwiaty jeżówki mogą występować w kolorze purpurowym, różowym, białym, żółtym i pomarańczowym oraz w różnych odcieniach tych kolorów. Doskonale nadają się zarówno do ogrodów angielskich jak i do założeń nowoczesnych. Przepięknie komponują się z innymi roślinami kwitnącymi oraz z trawami ozdobnymi, które również są bardzo modne. Z innych bylin, które robią furorę na światowych wystawach jest niewątpliwie żurawka. Ta nie wysoka roślinka pochwalić się może licznymi odmianami o ciekawych kolorach liści. Są tu odmiany o liściach żółtych, pomarańczowych, czerwonych a nawet nakrapianych na przykład odmiana „Hercules” ma liście ciemnozielone z żółtymi zaciekami a „Miracle” liście purpurowe z żółtym obrzeżeniem. Te nieduże rośliny doskonale nadają się do okrywania większych powierzchni i tworzenia grup kolorystycznych.
Modnych roślin i styli jest bardzo dużo, ale ich moda wynika głównie z promocji! Pamiętajmy, zatem, że modny ogród to taki, który nam się podoba, pasuje do otoczenia i domu, spełnia wyznaczone przez nas funkcje i a przede wszystkim daje nam dużo satysfakcji!
Tekst i zdjęcia Agnieszka Hubeny-Żukowska

Bonsai, altany i mostki – EuroStyl 04/2010, wyd. AN-PRESS

Tysiące kilometrów kwadratowych zamknięte w dłoni…
W Pekinie, można zobaczyć Chiny „w pigułce”. Nie daleko centrum znajduje się Muzeum Narodowości Chińskich – Chiński Park Etniczny. Na kilkudziesięciu tysiącach metrów kwadratowych stworzono „małe Chiny”, w których znaleziono miejsce na krajobrazy, charakterystyczne budynki i kulturę aż 56 grup etnicznych zamieszkujących terytorium Chin. W parku możemy oglądać fragmenty Tybetu, stepy, góry Yao, pola ryżowe, lasy bambusowe i jeziora z wodospadami. Wszystko to jest urządzone w tak naturalistyczny sposób, że odbywamy jakby przyśpieszoną podróż w przeszłość po gigantycznej przestrzeni dalekiego wschodu. Przeniesione tu z odległych krain autentyczne budowle oraz mieszkańcy w narodowych strojach wprowadzają w te mini wioski tchnienie realnego życia z przed setek lat. Wybierając się do Parku Etnicznego warto zarezerwować sobie cały dzień. Park jest obszerny i naprawdę ciekawy. Warto też wspomnieć, że nie znajduje się on na „turystycznej ścieżce” chińskich wycieczek i tutejszych przewodników… nie wiadomo dlaczego. Jest to jednak dużym plusem!! Można tu odetchnąć pełną piersią od wszechobecnych na chińskich ulicach tłumów.
Ogród Mistrza Sieci…

2010.4 EuroStyl Bonsai, altany i mostki
Najbogatsze w chińskie ogrody jest Suzhou, miasto liczące ponad 2500 lat. Znajduje się tu kilkadziesiąt ogrodów, 12 odrestaurowanych, w tym 9 otwartych dla turystów. Najmniejszym, a zarazem najbardziej znanym ogrodem tego miasta jest pochodzący z dynastii Song (960-1279) i przebudowany w XVIII w, liczący 5400m2 Ogród Mistrza Sieci. Powierzchnia wydaje się duża. Trzeba jednak zdać sobie sprawę z tego, że tego typu ogrody to labirynt pawilonów, werand, altan i stawów połączonych ze sobą dziedzińcami pełnymi misternie układanych mozaik, symbolicznych skał, dokładnie strzyżonych bonsai i stawów pełnych kolorowych karpi. Powierzchnia samej zieleni jest niewielka, jednak kunszt z jakim cała przestrzeń została zaprojektowana zadziwia nie jednego. Ogród dzieli się na 3 części. Część wschodnią – mieszkalną z recepcją dla gości, część centralną stanowiącą ogród i część zachodnią – ogród wewnętrzny z dziedzińcem i Dianchun Studio. Architektura głównego ogrodu jest dość swobodna i wraz z usytuowanym centralnie stawem sprzyjają spacerom, czytaniu czy popularnemu tu malowaniu. W chińskich ogrodach wszystko zdaje się być mistyczne, ma też swoje symboliczne znaczenie. Nad stawem znajduje się jedna z najbardziej znanych chińskich budowli – Pawilon o romantycznej nazwie „Księżyc Wschodzi z Podmuchem Wiatru”. Jest tu również niewielki mostek liczący 212cm długości i zaledwie 29,5cm szerokości – jest to most „Prowadzący do Spokoju Ducha”.
Rośliny nie grają w ogrodach chińskich dominującej roli i może zawieść nas jej niedosyt pośród tak licznie występującej architektury. Jednak to właśnie budynki, ich misternie wykończone dachy, okna o niepowtarzalnych kształtach, niesamowicie pracochłonne mozaiki, zygzakowato prowadzone ścieżki i mostki, przyczyniają się do tego, że zachwyt nie schodzi z twarzy zwiedzających. Najbardziej fascynujące było dla mnie samo użycie przestrzeni w ogrodzie. Przemyślnie poprowadzone przejścia, ścieżki i otwarcia widoków w najciekawszych miejscach. Ogrody chińskie ogląda się bowiem z wnętrz pawilonów, a widoki zawsze są jakby okolone ramami – drzwi, bram czy okien… W Ogrodzie Mistrza sieci nie ma dwu takich samych widoków tak jak nie ma dwu okien o tym samym kształcie… Zwiedzając Ogród Mistrza Sieci po prostu „błądzi” się po nim znajdując co i rusz nowe przejścia i niewidziane przedtem wnętrza.
Ogrody Suzhou uznawane są za klasykę chińskiej sztuki ogrodowej i słusznie wpisane zostały na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturalnego i Przyrodniczego UNESCO.
Tekst i zdjęcia Agnieszka Hubeny-Żukowska

Ogrody przyszłości – „Świat Rezydencji Wnętrz & Ogrodów” 4 (16)/2010

Projektanci zieleni mając w miastach tak ograniczone możliwości zaczęli zastanawiać się nad wykorzystaniem przestrzeni, której człowiek właściwie nie użytkuje, a której w mieście jest bardzo dużo! To powierzchnie pionowe. Ściany, mury i elewacje budynków. Olbrzymie połacie, na których rośliny odpowiednio dobrane i posadzone mogą czuć się znakomicie. Zieleń na ścianach kojarzy się większości z nas z pnączami. Rośliny te w zależności od gatunku owijają się lub czepiają wąsami czy też ogonkami liściowymi wokół podpór. Inne dzięki korzonkom przybyszowym i przylgom potrafią wspinać się bezpośrednio na powierzchniach pionowych takich jak mury czy ogrodzenia drewniane. Pnącza na ścianach właściwie nikogo nie dziwią, mają swoich sprzymierzeńców, mają też, raczej niesłusznie przeciwników. Ja chciałam jednak skupić się dzisiaj na nieco innych „zielonych ścianach” – tak zwanych ogrodach wertykalnych. Od kilku lat coraz popularniejsze jest obsadzanie ścian we wnętrzach oraz na elewacjach zewnętrznych zupełnie inną roślinnością. Sadzone są, bowiem nie tylko byliny, ale i krzewy, które spotykamy, na co dzień w naszych ogrodach. Można powiedzieć, że prekursorem tych zadziwiających rozwiązań jest Patrick Blanc francuski botanik, który inspirację do swych prac znajduje w tropikalnych lasach. Zdawać by się mogło, że sadzenie roślin na pionowych ścianach wymaga skomplikowanych rozwiązań.

2010.4  ŚRW&O Ogrody przyszłości 1  2010.4  ŚRW&O Ogrody przyszłości 2

Okazuje się jednak, że rozwiązanie jest bardzo proste. Patrick Blanc wybitny botanik, miłośnik podróży, odkrywca wielu nowych gatunków roślin oraz artysta obserwując przez kilkanaście lat rośliny, które rosną w ekstremalnych warunkach doszedł do kilku wniosków. Po pierwsze rośliny nie potrzebują do życia gleby. Radzą sobie bez niej całkiem dobrze, jednak pod warunkiem, że mają dostęp do wody bogatej w składniki pokarmowe. I nie jest to wielkim odkryciem, bowiem o uprawach hydroponicznych – bez użycia podłoża, wspominał już w swoich pamiętnikach z podróży do Chin Marco Polo. W przyrodzie naturalnie występują miejsca, w których rośliny rosną pomimo braku podłoża. Takimi miejscami są na przykład skaliste wodospady, brzegi górskich rzek i strumieni, nadmorskie klify, groty i jaskinie oraz pełne epifitów lasy tropikalne. We wszystkich tych miejscach występuje niewiele podłoża, ale dużo wilgoci. Z drugiej strony botanik skupił się na mniej naturalnych przestrzeniach takich jak ruiny starożytnych miast, porośnięte mchem dachy czy rosnące w spękaniach murów samosiewy. Na podstawie tych spostrzeżeń opracował własny system sadzenia roślin na ścianach. Bardzo prosty, ale skuteczny. Otóż Pan Blanc założył, że na ścianie w pierwszej kolejności powinna znaleźć się płyta z PVC, która zapewnia konstrukcji sztywność oraz ochroni ścianę budynku przed wilgocią. Następnie do PVC przytwierdza się dwie warstwy filcu, który nie ulega rozkładowi, pozwala roślinie zakorzenić się i rozprowadza równomiernie wodę. W zewnętrznej warstwie filcu nacina się kieszonki, w których umieszcza się nasiona, sadzonki lub gotowe rośliny. Dzięki systemowi automatycznego nawadniania, który dostarcza roślinom wody oraz potrzebnych składników pokarmowych w ciągu kilku sezonów ściana całkowicie pokrywa się zielenią. Patrick Blanc zajmuje się głównie dużymi projektami. Jego prace można zobaczyć we Francji, USA, Australii, czy Japonii. Między innymi w, a raczej na, ambasadzie Francji w New Delhi, Parlamencie Europejskim w Brukseli, czy placu w Santa Cruz na Teneryfie. Wertykalny ogród autorstwa Patricka Blanca można oglądać również w Polsce, w Gdańsku w Centrum handlowym Galeria Przymorze. Jego śladami idą jednak również projektanci ogrodów przydomowych. Na wystawach ogrodniczych można oglądać coraz więcej ogrodów wertykalnych będących urozmaiceniem małych przestrzeni na przykład na balkonach czy tarasach. Ciekawe kompozycje proponowane są również do niewielkich przedogródków budynków szeregowych. Wszędzie tam gdzie jest mało miejsca na standardowe kwietniki, ogrody wertykalne robią furorę. Dzięki temu, że zajmują tak niewiele przestrzeni w poziomie, często zastępuje się nimi na przykład żywopłoty. Na ich miejsce możliwe jest, bowiem wprowadzanie mnóstwa ciekawych roślin o barwnych liściach i kolorowych kwiatach. Mnie bardzo spodobały się również wertykalne ogródki warzywne, które umożliwiają uprawę różnorodnych odmian warzyw liściastych, sałat oraz ziół. Ogrody wertykalne dają możliwość komponowania niezwykłych wielobarwnych, żywych kilimów, które są również doskonałym rozwiązaniem dla osób starszych, ponieważ aby pielęgnować taki ogród nie trzeba się schylać. Sekretem ogrodów wertykalnych jest jednak nie tylko samo podłoże i nawadnianie, ale również odpowiedni dobór roślin. W pierwszej kolejności rośliny muszą znosić warunki mikroklimatyczne panujące na ścianach – słońce, wiatr i deszcz mogą dać się we znaki roślinom posadzonym na elewacjach. Po drugie rośliny muszą mieć podobne wymagania siedliskowe powinny też być dobrane tak, aby rosnąc koło siebie nie konkurowały ze sobą o światło i wodę. Dopiero na trzecim miejscu znajduje się problematyka kompozycji roślin, które, tak jak w zwykłym ogrodzie mogą mieć różne wysokości oraz kolory i wielkości liści. Do sadzenia na ścianach, w zależności od ich umiejscowienie – ściany wewnątrz budynków lun zewnętrzne elewacje, oraz od wysokości i nasłonecznienia nadają się różne gatunki roślin. W naszym klimacie na elewacjach zewnętrznych stosowane są między innymi różne gatunki roślin skalnych, paprocie, niskie trawy ozdobne, a także niewielkie krzewy. Wielobarwne, trójwymiarowe kompozycje tworzone są między innymi z bergeni, żurawek, irysów, rozchodników, wilczomleczy, szałwi, hortensji, kaliny i wielu, wielu innych gatunków. Sekretem jest oczywiście odpowiednie odżywianie roślin oraz w przypadku krzewów ich przycinanie. Metr kwadratowy zielonej ściany nie powinien ważyć więcej niż 30 kg, dlatego ważne jest cięcie krzewów tak, aby były zwarte.
Zielone ściany są na pewno przyszłością miast. Dzięki nim możemy wprowadzić do naszych szarych, zatłoczonych i zadymionych przestrzeni więcej koloru oraz, co najważniejsze, więcej Świerzego powietrza. Temat ogrodów horyzontalnych w naszym kraju jest na razie czymś nowym, a nawet egzotycznym. Mam jednak nadzieję, że za przykładem ogrodów wertykalnych w innych miastach europejskich również u nas pojawią się zielone ściany.
Tekst i zdjęcia Agnieszka Hubeny-Żukowska

Przygoda po angielsku – „Świat Rezydencji Wnętrz & Ogrodów” 4 (16)/2010

Knebworth to znakomite miejsce weekendowego wypadu rodzin z dziećmi. Całe założenie to nie tylko ogród, ale także park, ścieżka z dinozaurami dla najmłodszych, park przygody dla nieco starszych oraz miejsce historycznych przedstawień na świeżym powietrzu, gdzie główne role grają kolorowo ubrani rycerze na koniach i panie w długich sukniach przechadzające się po ogrodzie. W Knebworth można też podziwiać prace artystów rzeźbiarzy z całego świata. Można wziąć ślub lub przyjechać na koncert. Bogactwo imprez proponowanych zwiedzającym jest olbrzymie.

2010.4 ŚRW&O Przygoda po angielsku 1  2010.4 ŚRW&O Przygoda po angielsku 2
Przyjeżdżając tutaj nastawiona byłam oczywiście na ogród, jakże dużą niespodzianką było, więc dla mnie, kiedy przy bramie przywitali mnie rzeźbiący w drewnie i kamieniu artyści z Afryki. Okazało się, że ich prace rozstawione zostały w jednej z części ogrodu nadając mu tego dnia niesamowity egzotyczny charakter. Postaci kobiet i zwierząt pośród szumiących traw, w towarzystwie drzew i kwiatów zrobiły na mnie niesamowite wrażenie. A przecież dopiero przekroczyłam furtę wejściową. Dalej był przepiękny ogród różany z niewielkimi zbiornikami wodnymi wypełnionymi grążelami i liliami wodnymi. Miałam ogromne szczęście, że zarówno róże jak i lilie właśnie kwitły, był słoneczny dzień, a w powietrzu roznosił się słodki zapach kwiatów. Naprzeciwko ogrodu różanego stoi pałac, chociaż powinnam może powiedzieć inaczej? Naprzeciwko pałacu na wprost znajduje się ogród różany, ale oczywiście u mnie zawsze ogród ma pierwszeństwo! W ogrodach angielskich czuć jest nierozerwalną nić porozumienia pomiędzy zabudowaniami, a ogrodem, która zawsze powinna się pojawić w dobrym projekcie. Właściwie jedno nie może istnieć bez drugiego ogród bez budynków, budynki bez ogrodu. Właśnie, dlatego projektant założenia w Knebworth pozostawił ogród różany otwarty w stronę pałacu i objął go żywopłotem jedynie z tyłu tworząc dodatkowe wnętrze ogrodowe.

2010.4 ŚRW&O Przygoda po angielsku 3

Położenie ogrodu różanego kilka stopni powyżej ścieżki sprawiło, że są one jednocześnie połączone ze sobą widokiem oraz rozdzielone za sprawą różnicy wysokości. Świetnym pomysłem było również połączenie tych dwu przestrzeni za pomocą strzyżonych podwójnych szpalerów lip. Korytarze drzew po obu stronach centralnego trawnika wprowadzają w tę część ogrodu odrobinę cienia i tajemniczości. Idąc dalej mijamy niewielkie wnętrza ogrodowe wypełnione gęsto ziołami i roślinami kwitnącymi aż dochodzimy do furty w wysokim murze z cegły. To jedno z wejść do ogrodu warzywnego. Ogród jest naprawdę duży, a co najważniejsze użytkowany nie tylko przez ogrodników, ale i mieszkańców pałacu. Jest W całości wypełniony ziołami przyprawowymi i leczniczymi, przemieszanymi na grządkach z warzywami oraz krzewami owocowymi. Na pergoli wije się chmiel oraz maliny, a na ścieżkę kładą się różnorodne odmiany tymianków, szałwii i nagietków. Z inspektów wychylają się kolorowe sałaty i ogórki. A w tradycyjnych ceramicznych kominach posadzono różne odmiany ziemniaków… Świeże powietrze oraz widok i zapach owoców i warzyw niewątpliwie wpływają na apetyty zwiedzających ogród gości. Na szczęście tuż obok głównej bramy znajduje się bogato zaopatrzona restauracyjka… Dzieci ciągną rodziców dalej do parku z dinozaurami i labiryntem z bukszpanu, a ja zmierzam ku wyżej wspomnianej restauracyjce. Przy okazji dowiaduję się, że jest możliwość zwiedzenia pałacu z przewodnikiem. Maszkarony na elewacji bardzo mnie zaciekawiły, więc po posiłku szybciutko udaję się do pałacu i wraz z innymi chętnymi w przestronnym hallu oczekuję na przewodnika. Dopiero teraz dowiaduję się o niesamowitej historii tego miejsca oraz o jego znaczeniu, jeżeli chodzi o…. imprezy muzyczne!!! Okazuje się, że w Knebworth House już w roku 1975 odbył się koncert Pink Floyd, na który przyjechało 80 000 osób!! W 1976 Rolling Stones pobiło poprzedników zbierając 100 000 fanów. Po nich byli inni muzycy, między innymi: Genesis, The Beach Boys, Santana, Scorpions, Queen, Prodigy, a w ostatnich latach Metalica i Robbie Williams. Żeby tego było mało w pałacu kręcono sceny do wielu filmów na przykład do jednego z odcinków „Batmana”. Dom jest niesamowity, datowany na czasy Tudorów, z elewacją pokrytą różnego rodzaju gargulcami z powykręcanymi twarzami, szczerzącymi zęby smokami i innymi potworami z filmowych horrorów. Całość jakby łagodzi otaczający ogród, który w przeciwieństwie do budynku stwarza wrażenie przytulności i miękkości.
Można powiedzieć, że Knebworth House and Garden to „dla każdego coś dobrego”. Od kilkuletnich dzieci, które piszczą z radości widząc figury dinozaurów, przez nastolatki biegające w labiryncie i jeżdżące na kolejce w parku przygody, przez miłośników ogrodów i sztuki aż do fanów horrorów i wielbicieli muzyki. Przed wizytą w tym miejscu warto jednak przejrzeć kalendarz imprez i zarezerwować sobie dobrą pogodę… Mnie się poszczęściło i było naprawdę wspaniale.
Tekst i zdjęcia Agnieszka Hubeny-Żukowska

Puzzle w zieleni – „Świat Rezydencji Wnętrz & Ogrodów” 3 (15)/2010

W IV wieku przed naszą erą mozaiki były wykonywane już na bardzo wysokim poziomie najczęściej przedstawiały wzory geometryczne, motywy z życia codziennego oraz sceny z polowań. Z olbrzymią dokładnością wykonywane były postaci ludzi i zwierząt oraz wzory kwiatowe. Mniej więcej w tym samym czasie w Chinach również rozwijała się sztuka układania wzorów z kamienia, czego doskonale zachowanym dowodem są nawierzchnie w ogrodach Suzhou. Od tamtej pory mozaika podłogowa towarzyszy nam przybierając różnorodne formy wynikające między innymi ze zmian, które przychodzą wraz z upływem czasu. Tak, więc zmienia się materiał, kolorystyka, wielkość elementów a przede wszystkim tematyka obrazów, które zostają utrwalane już nie tylko na posadzkach wewnątrz budynków, ale także na tarasach, balkonach, placach, ścieżkach ogrodowych, małej architekturze, ścianach i elementach codziennego użytku. Jedną z najbardziej znanych postaci, które przywróciły mozaikę do łask współczesnych ludzi był architekt Antonio Gaudi, który z lubością pokrywał mozaiką sporą część swoich dzieł.

3.2010  ŚRW&O puzzle_w_zieleni_2
Fascynacja mozaiką widoczna jest i we współczesnych ogrodach. Architekci krajobrazu korzystają zarówno ze standartowych rozwiązań tworząc kompozycje z kolorowych kawałków ceramiki jak i z bardziej wyszukanych form wykonując na przykład mozaikę z kolorowego kruszywa wysypanego w metalową kratownicę. Oczywiście tematyka rysunków jest nieograniczona. W ogrodach pojawiają się wzory roślinne oraz zwierzęce, wzory geometryczne oraz całkiem swobodne kolorowe mozaiki stanowiące jedynie przejścia kolorystyczne, które współgrają z otoczeniem. W ogrodach tematycznych na przykład chińskich, autorzy chętnie sięgają po sprawdzone wzory z przed setek, a nawet tysięcy lat umiejętnie wkomponowując je nawet w nowoczesne założenia. Nawet w ogrodach warzywnych pięknie układana mozaika morze nadać ogrodowi bardziej ozdobne cechy, czego dowodem jest ogród przedstawiony na wystawie w Hampton. Tu projektanci z kamieni rzecznych ułożyli przepiękny wzór, którego głównym elementem dekoracyjnym były kolorowe pszczoły. Materiałem chętnie wykorzystywanym przez projektantów, jest także beton. Jego popularność wynika zapewne zarówno z jego niskiej ceny jak i z szerokich możliwości, jakie daje twórcy. Ciekawym rozwiązaniem są na przykład wzory utworzone z betonowych odlewów przypominających muszelki lub plastry kamieni.
Pojawił się też zupełnie nowy trend na wprowadzanie urozmaiconych materiałowo i kolorystycznie nawierzchni. Nie są to już wprawdzie typowe mozaiki, z niewielkich elementów, ale wzory utworzone z różnej wielkości różnych materiałów. Tak naprawdę różnorodność nawierzchni w ogrodzie jest olbrzymia. Może być trawnik lub nawierzchnia drewniana w postaci prostych desek, nawierzchnia z kamienia w formie płyt lub bruku. Z betonu o różnorodnych kolorach i fakturach. Ze szkła, z tworzyw sztucznych… Ale najciekawsze są rozwiązania mieszane. Wachlarz wielkości elementów, ich kształtów, materiałów i kolorów powoduje, że takie nawierzchnie stają się doskonałym dodatkiem a nawet głównym elementem przewodnim ogrodu. Najprostsze kompozycje tworzone są poprzez podziały trawnika za pomocą ścieżek i niewielkich placyków. Bardzo modne są też nawierzchnie z kamienia lub betonu przerywane wzorami roślinnymi na przykład w formie kuł, prostokątów lub pasów. Takie rozwiązania spotyka się w wielu wystawowych ogrodach i to zarówno tych klasycznych jak i nowoczesnych, dużych oraz małych.

Światowi projektanci ogrodów oraz architekci krajobrazu z uwagi na oszczędność słodkiej wody oraz ograniczenie zużycia nawozów sztucznych proponują coraz to nowe rozwiązania nawierzchni w ogrodach. Obecnie w dobie bogactwa materiałowego oraz dbałości o środowisko naturalne nisko strzyżone trawniki w prywatnych ogrodach miejskich pomału odchodzą w zapomnienie. Trawniki przydomowe, które i tak wymagają bardzo dużo pielęgnacji, w mieście ze względu na niewielkie przestrzenie ogródków, przysparzają sporo problemów. Niskie ciśnienie wody w ciągu dnia, brak czasu właścicieli na właściwą pielęgnację i problem z wywozem pozostałości po koszeniu sprawiają, że trawniki pomimo chęci właścicieli po prostu nie sprawdzają się. Z drugiej strony przy współczesnej zabudowie pełnej szkła i metalu powstają ponowoczesne ogrody, które niejednokrotnie mają charakter niemal minimalistyczny. Są też ogródki na dachach i tarasach gdzie nawierzchnie utwardzone wynikają z samych konstrukcji tych przestrzeni. Zarówno typowe nawierzchnie z mozaiki jak i nawierzchnie mieszane z roślin odpornych na deptanie oraz materiałów takich jak beton, kamień czy drewno doskonale nadają się do tego rodzaju ogródków.
Tekst i zdjęcia Agnieszka Hubeny-Żukowska

Scena czasu – „Świat Rezydencji Wnętrz & Ogrodów” 3 (15)/2010

Spotykając się z klientami wielokrotnie przekonałam się, że pojęcie ogrodów angielskich jest interpretowane różnorako. I słusznie! Ogrody na wyspach brytyjskich ewoluowały wraz z czasem, postępem technicznym oraz polityką i ludzką świadomością. Najstarsze z ogrodów, które oglądać możemy na Wyspach Brytyjskich to te wzorowane na ogrodach rzymskich i średniowiecznych. Oczywiście ze względu na małe straty spowodowane II Wojną Światową w ogrodach tych spotkać możemy autentyczne elementy pochodzące właśnie z tamtych okresów. Ogrody takie są niewielkie, bardzo geometryczne i nawiązują do założeń klasztornych i zamkowych. Późniejsze renesansowe i barokowe również charakteryzują się geometrią, ale już znacznie bardziej wyszukaną, olbrzymią skalą, zwłaszcza przy pałacach oraz większym bogactwem roślin wynikającym z rozwoju transportu i odkryciami botanicznymi. Znacznie później pojawiły się założenia krajobrazowe. Był to duży odważny krok w stronę zmiany w wyglądzie założeń ogrodowych. Zamiast popularnych dotąd strzyżonych form roślinnych pojawiły się otwarte przestrzenie stylizowane w naturalne krajobrazy.

2010.3 ŚRW&O scena czasu 12010.3 ŚRW&O scena czasu 2

Sztuczne jeziora o łagodnych brzegach, specjalnie budowane ruiny, groty, a nawet całe wsie. Wszystko po to, aby możni mogli podziwiać „naturalne krajobrazy” z okien swych rezydencji. Założenia między innymi panów Kenta, Reptona i Browna, dały nowe spojrzenie na świat, ale niestety zniszczyły sporo pięknych ogrodów pochodzących z wcześniejszych epok. Przez niemal fanatyczną chęć zmiany niszczono partery kwiatowe, zasypywano istniejące jeziora, po to by tuż obok wykopać nowe. Aby „nie zakłócać obrazu” wysiedlano całe wsie, a na ich miejsce zakładano łąki, na których pasły się czyste, uczesane owieczki w towarzystwie elegancko ubranych pasterek…

2010.3 ŚRW&O scena czasu 3

To wszystko działo się pod koniec XVIII i początku XIX wieku. Gdzie są, więc te stare angielskie ogrody pełne kwiatów, strzyżonych żywopłotów i kolorowych krzewów? Te, rozpowszechnione przez projektantkę ogrodów Gertrudę Jeklly, pojawiły się dopiero w drugiej połowie XIX wieku. Rewolucja przemysłowa była okresem olbrzymich zmian, które spowodowały powstanie w miastach fabryk, wzbogacenie się pewnej grupy mieszczan oraz konieczność budowy posiadłości bliżej aglomeracji miejskich. Nastąpił rozwój transportu. Dzięki znacznie większym możliwością podróży do innych państw oraz na inne kontynenty, na rynku zaczęły pojawiać się egzotyczne, dotąd nieznane gatunki roślin. Ogrody zaczęły pojawiać się już nie tylko przy posiadłościach i domach bogatych mieszczan, ale także, choć znacznie mniejsze, przy domach robotników.
Jak widać „ogrody angielskie” nie są aż tak stare. A piszę to w odpowiedzi na teorię niektórych z moich klientów, że zanim ich ogród będzie wyglądał ładnie, ich nie będzie już na świecie… Chcę dziś opowiedzieć o ogrodzie przy Edenbridge House w Kencie. Sam dom jest wiekowy, niesamowity w swej architekturze, czego aż tak nie widać na zewnątrz. Historia miejsca sięga jednak dużo przed czasy średniowieczne, kiedy to założono tu pierwsze domostwo. Potem z upływem czasu do starego domu dobudowywano nowe pomieszczenia. Wewnątrz człowiek czuje się jak w labiryncie. Zawiłość układu pomieszczeń, schodków i poziomów jest zachwycająca. Dom jest bardzo stary i to może nasuwać przypuszczenie, że ogród również. Jednak tak nie jest!!! Historia tego ogrodu to historia jednej Pani, Pani właścicielki. Najmilszej i najbardziej zakochanej w swym ogrodzie kobiety, jaką znam. To ona wprowadzając się do swego nowego domu ponad 50 lat temu postanowiła, że założy na miejscu pastwisk ogród. Jak postanowiła, tak zrobiła. Na początku sama, potem z pomocą ogrodników metr po metrze wydzierała ziemię spod nóg biegających po pastwisku owiec. Tak powstał główny trawnik z niewielkim zbiornikiem wodnym i fontanną, a w jego przedłużeniu rozległe rabaty bylinowe pełne różnokolorowych kwiatów i krzewów o różnobarwnych liściach. Jak przystało na prawdziwy ogród angielski powstał także ogród warzywny oraz sad ozdobiony przepiękną łąką kwietną. W sąsiedztwie ogrodu warzywnego, w którym nie zabrakło też miejsca na krzewy owocowe, powstał ogród kwiatów ciętych wykorzystywanych do ozdoby domu. Wybudowano też niewielką szklarenkę, w której właścicielka kolekcjonuje różne odmiany geranium. Przy budynku powstał także trawnik do krykieta, który z czasem pomieścił również basen. Wzdłuż trawnika pojawił się też strumień i małe oczko wodne, a wokół nich ogród wodny, do którego prowadzi rustykalny mostek z malowniczo rozpostartą glicynią. Wiosną, oprócz niej i wielu innych roślin, w ogrodzie przepięknie kwitną ozdobne czosnki, orliki, różaneczniki i azalie. Wnętrza ogrodowe otoczone zostały strzyżonymi żywopłotami z cisów, laurowiśni i żywotników. Cały ogród ewaluuje wraz z czasem i doświadczeniami i zmieniającymi się gustami właścicielki. Na początku ogród miał być niewielki jednak pasja właścicielki nie pozwalała jej spocząć na laurach. Niedaleko domu we wnętrzu przyległym do rabaty bylinowej powstał kilkanaście lat temu ogród różany, który po wielu perypetiach z doborem gleby i nawozów, dopiero po kilku latach stał się naprawdę ozdobny. W ogrodzie zdarzają się wzloty i upadki. Eksperymentująca z roślinami właścicielka ogrodu wie, że niektóre pomysły mogą być trafne, a niektóre nie. Ponad 10 lat temu przychylnym okiem spojrzała na projekt młodej polki odbywającej praktykę w jej ogrodzie. I tak w miejsce zabłoconego trawnika powstał ogród tropikalny pełen palm, paproci drzewiastych, a w części bardziej suchej dracen i kaktusów. Ten ogród jest w Edenbridge House do dziś i ma się świetnie. A ja, co kilka lat odwiedzając tą część ogrodu uśmiecham się do siebie w duchu pamiętając ile pracy kosztowało mnie i mojego niedoszłego jeszcze wtedy męża wywiezienie po wąskich schodach kilkunastu ton błotnistej ziemi i zastąpienia jej ziemią ogrodniczą i kamieniem płukanym…
Ogród nie jest aż tak stary, ale jest naprawdę cudowny. Pani domu doskonale dobiera rośliny sprawiając, że ogród oglądany o każdej porze roku pozostawia niesamowite wrażenie. Pomimo tego, że przy cięższych pracach pomagają jej ogrodnicy to ona sama spędza tu większość dnia z zamiłowaniem, przekopując grządki, sadząc cebulki i odchwaszczając kwietniki. Ogród wygląda jakby istniał tu tak długo jak sam dom, ale przecież tak nie jest. To troska właścicieli i jej miłość sprawiły, że wszystkie rośliny wyglądają fantastycznie, a ogród jest niesłychanie interesujący.
Tekst i zdjęcia Agnieszka Hubeny-Żukowska

Prezentacja architektów krajobrazu – „OGRODOWA GALERIA Design & Shopping” 1.2010

Szukając przeznaczenia – „Świat Rezydencji Wnętrz & Ogrodów” 2 (14)/2010

W poszukiwaniu interesujących ogrodów nie jednego miłośnika ciekawość zaprowadzi nawet w najdalsze zakątki świata. W Wielkiej Brytanii, ze względu na ilość założeń, zdawałoby się, że „szukanie ogrodu” raczej nie wchodzi w rachubę. A jednak. Wyjeżdżając, co roku do Anglii staram się zobaczyć jak najwięcej, zbaczam też z utartych szlaków turystycznych wynajdując ogrody, o których nie jest aż tak głośno. Tym razem postanowiłam zwiedzić ogród przy Iford Manor położony w hrabstwie Wiltshire, niedaleko miasta Bath. Odnalazłam miejsce na mapie, wsiadłam w samochód i ruszyłam w trasę. Problemy z trafieniem na miejsce zaczęły się już przy pierwszej bocznej drodze, kiedy to okazało się, że ze względu na nadzwyczaj małą szerokość, (co nie jest rzadkością w Anglii) jest ona jednokierunkowa, co jest już raczej mniej oczywiste. Szukając następnego zjazdu trafiłam na jeszcze mniej okazałą drogę, drużkę… polną ścieżkę prawie, ale do jazdy samochodowej przeznaczoną, bo znaki drogowe były! Tym przesmykiem, wąskim, wyboistym i otoczonym wysokimi skarpami ruszyłam dalej w obranym kierunku. Tym razem nie było również łatwo, bo droga okazała się coraz bardziej stroma, biegnąca pod górkę w dodatku w obniżeniu terenu. Krajobraz zaczął się zmieniać pojawiła się piękna dolina i zaczęłam się czuć jakbym cofała się w czasie. Gdzieś za mną pozostały pobliskie miasteczka i wioski, które w Anglii przecież i tak nie wyglądają zbyt nowocześnie… Nie wiem czy ta zapomniana zdawałoby się droga, czy pagórkowaty krajobraz stworzyły atmosferę, w której czuło się odrobinę magii. Wpatrywałam się w dal wyszukując jakiegoś znaku zapowiadającego obecność pałacu i ogrodu. No i się doczekałam, ale nie pałacu, nie zamku tylko rwącej rzeki. Potem pojawił się przepiękny most, nie mostek! Most! Masywna kamienna konstrukcja ozdobiona rzeźbami. Rzeka na drugim brzegu została poskromiona przez wysoki mur tworząc jakby fosę, a gdy oderwałam oczy i spojrzałam w górę wiedziałam, że dotarłam do celu…

2010.2  ŚRW&O Szukając przeznaczenia 1  2010.2  ŚRW&O Szukając przeznaczenia 2

Tylko czy to, aby na pewno nadal Wielka Brytania? Roztaczający się pagórkowaty krajobraz pełen smukłych cyprysów, przypominał raczej Toskanię. Czytałam wcześniej o Iford Manor i wiedziałam, że jadę zobaczyć ogród w stylu włoskim, ale nie spodziewałam się, tego, co właśnie ukazało się moim oczom…
Iford było zamieszkane już w czasach rzymskich, wybudowany z kamienia pałac został wzniesiony w średniowieczu na stromym zboczu malowniczej doliny u podnóża, której przepływa rwąca rzeka Frome. W wieku XIX pałac zyskał dodatkowe skrzydło oraz przepiękny położony na tarasach ogród. W 1899 roku właścicielem Iford Manor stał się angielski architekt i projektant ogrodów Harold Peto, który nie dość że ubóstwiał ogrody włoskie to był również członkiem ruchu artystycznego Arts & Crafts. Znamienne jest to, że członkowie tego ruchu dążyli do odnowy rzemiosła artystycznego i powrotu do rękodzieła, przeciwstawiali się też produkcji fabrycznej. Przekonania i zamiłowanie architekta tu w Iford dały niesamowite rezultaty! Ogród jest pełen włoskiej architektury, kolumn, rzeźb, urn, i sarkofagów. Korzystając z ukształtowania terenu Peto stworzył tarasowy ogród, w którym, wśród innych wnętrz znalazło się zarówno miejsce dla typowego dla ogrodów włoskich giardio secreto – małego ukrytego ogrodu, jak i malowniczego skrawka ogrodu japońskiego…

2010.2  ŚRW&O Szukając przeznaczenia 3
Droga do ogrodu Peto prowadzi pomiędzy rwącą rzeką, a otoczoną zielenią niewielkich przedogródków, starszą częścią zabudowań. Dalej należy przejść przez olbrzymią kutą bramę z potężnymi kamiennymi filarami na dziedziniec. Tu utwardzona, nierówna nawierzchnia z kamienia skręca, prowadząc zwiedzających wzdłuż obrośniętej glicynią fasady pałacu, aby zniknąć za znacznie mniejszą wkomponowaną w mur furtą. Dopiero tu zaczyna się właściwy ogród.

Za furtą nawierzchnia nagle zmienia się na wąską ścieżkę z płyt kamiennych, na którą z wszystkich stron wylewa się gęsta zieleń krzewów i bylin. Idąc jej biegiem skręcamy w lewo gdzie ścieżka ponownie rozszerza się tworząc nieduży kamienny taras przylegający do pałacowej elewacji. Dodatkowym atutem tego miejsca jest półkolisty zbiornik wodny, do którego, z okalającego z tyłu muru, szemrząc spływa woda. Zarówno z prawej jak i z lewej strony zbiornika znajdują się niewielkie schody. Inne chody, znacznie już z resztą szersze i okazalsze prowadzą też w pewnej odległości od elewacji, wzdłuż budynku, tarasami w górę. Właśnie tymi schodami należy się udać, aby móc podziwiać dalsze części kipiącego zielenią ogrodu. Poszczególne tarasy tworzą oddzielne wnętrza ogrodowe z trawnikiem i kolorowymi rabatami, mury przy stopniach udekorowane zostały pięknymi wazami i donicami, a tu i ówdzie z zza krzewów wychylają się utrwalone w kamieniu i metalu postaci zwierząt i ludzi. Niższe i wyższe mury utrzymujące ziemne tarasy wprost ociekają roślinnością. Dodatkowo „włoskości” dodają ogrodowi lawenda, strzeliste cyprysy oraz strzyżone cisy i bukszpany. Mijając oranżerię trafiamy na następny taras, z którego idąc w prawo natrafimy na rwący, kręty strumień otoczony różnymi gatunkami paproci oraz innych roślin lubiących wilgotne podłoże. Jeżeli wybierzemy przeciwny kierunek trafimy na wysoki mur otaczający ogród, a za nim na sad i łąkę z wystrzyżonymi w darni krętymi ścieżkami. Idąc jedną z nich trafiamy ponownie na furtkę prowadzącą do ogrodu. Tym razem jest to bardziej formalna część. Tuż za furtką znajduje się altana obrośnięta glicynią a dalej – sekretny ogród otoczony murkiem, wysokimi cisami oraz kamiennymi kolumnami. Geometryczny wzór ogrodu wykonany został ze strzyżonego bukszpanu i urozmaicony olbrzymimi terakotowymi donicami. Tuż za tym malowniczym zakątkiem znajduje się następne zadziwiające miejsce. Przechodząc po kilku stopniach w górę, schylając głowę pod gigantycznym cisem, trafiamy na niewielki zacieniony staw, którego brzegi gęsto obrośnięte są mchem, paprociami, klonami japońskimi oraz bambusami. To ogród japoński, który dodatkowo ozdabiają kamienna latarenka i dużo od niej większa kamienna pagoda. Strome schody dalej prowadzą w górę, ale ja skręcam ścieżką w dół. Tam wśród zieleni widnieje budynek i to on przyciąga moją uwagę. Błądząc wśród gęstej zieleni, poprzecinanej stopniami, kamiennymi nawierzchniami i żwirowymi ścieżkami, mijając kolejne oczka wodne i przepiękne, kwitnące ku mej radości glicynie, trafiam do budynku stylizowanego na klasztor z wewnętrznym dziedzińcem otoczonym kolumnami. Na jednej z elewacji znajduje się malutki kamiennego balkonik, z którego rozpościera się cudowny widok na ogród i okolicę. Schodząc schodkami w dół trafiamy na wąską krętą ścieżkę, która prowadzi pomiędzy wysokim murem zewnętrznym i dużo niższym murkiem oporowym, który został gęsto obsadzony różnorodnymi ziołami. Wśród nagrzanych majowym słońcem kamiennych ścian rozpościera się cudowna woń szałwii, rozmarynu oraz różnych odmian macierzanki i oregano. Ta pachnąca ścieżka prowadzi w dół powracając do kamiennego tarasu, z którego rozpoczęłam podróż po ogrodzie.
Ogród Peto przy Iford Manor jest pełen niespodzianek. Dzięki krętym ścieżkom, schodom, różnorodnym wnętrzom ogrodowym, architekturze oraz przepięknym roślinom jest to ogród, w którym można spędzić praktycznie cały dzień. Dodatkowymi atutami są przepiękne widoki, które można podziwiać z różnych punktów ogrodu. Maj to wymarzony czas do zwiedzania tego ogrodu ze względu na dużą ilość glicynii, które zostały posadzone w ogrodzie zarówno, jako pnącza jak i wolnostojące drzewka. Jednak również latem i jesienią ten ogród jest pełen kolorów. Właściciele dbają o sezonowe nasadzenia donic, a ogród japoński, który jest otoczony klonami musi wyglądać fantastycznie w kolorach jesieni.

Mam nadzieję, że uda mi się tu jeszcze przyjechać, może następnym razem znalezienie drogi przyjdzie mi dużo łatwiej… Chociaż… Może te szukanie drogi to ekscytujący wstęp przed zwiedzaniem ogrodu?
Tekst i zdjęcia Agnieszka Hubeny-Żukowska

W błysku fleszy – „Świat Rezydencji Wnętrz & Ogrodów” 2 (14)/2010

Moda ogrodowa tak jak i moda „ubraniowa” ulega ciągłym przemianom. Zmieniają się preferowane przez nas materiały, kolory i style. Jednak, co jakiś czas moda zatacza koło i aktualne ponownie stają się rzeczy z szaf naszych mam i babć. Tak samo jest w ogrodzie i pomimo tego, że świat i technologie idą do przodu to niektóre rośliny, czy elementy ogrodowe pozostają ponadczasowe. Tak jest na przykład ze strzyżonym bukszpanem (Buxus), który sadzony był już 4000 lat przed naszą erą w ogrodach Egipcjan. Późniejsi Grecy, Rzymianie i Europejczycy rozpowszechnili uprawę tej zimozielonej rośliny. Obecnie bukszpany przeżywają istny renesans pojawiając się zarówno pojedynczo w formie strzyżonych topiar (kul, stożków, walców itp.) jak i w grupach na przykład w postaci żywopłotów i obwódek. Bukszpan jest obecnie tak popularny, że sadzony jest zarówno w ogrodach klasycznych jak i nowoczesnych, a nawet minimalistycznych. Również graby (Carpinus) i buki (Fagus) przeżywają swój wielki powrót. W założeniach historycznych miały bardzo szerokie zastosowanie. Wycinano z nich zarówno proste w formie wysokie żywopłoty, czy boskiety (masy drzew o strzyżonych ścianach zewnętrznych) jak i bardziej skomplikowane kształty szpalerów – niektóre z nich stanowiły istne dzieła sztuki. Obecnie znowu bardzo modne stają się szpalery półpełne, czyli alejki z drzew o strzyżonych koronkach tworzących nad przechodniem geometryczne zadaszenie. Innym przykładem ciągle popularnego zastosowania roślin są łąki kwietne i ogrody sielskie. Jedne i drugie pełne kwiatów charakteryzują się swobodą nasadzeń i różnorodnością kwiatowych form i barw. Oczywiście dobór roślin uległ nieco postępowi hodowlanemu i upływowi czasu, dzięki czemu w ogrodach pojawiają się coraz to nowsze odmiany. Jednak sam charakter nasadzeń pozostał niezmieniony. Dużo, gęsto i kolorowo!

2010.2  ŚRW&O W blasku fleszy 1  2010.2  ŚRW&O W blasku fleszy 2

Tu prym, wśród wielu innych, wiodą wszelkie trawy ozdobne, krwawniki (Alchemilla), jeżówki (Echinacea), czosnki ozdobne (Allium) i liatria (Liatris). W miejscach bardziej zacienionych i wilgotnych królują natomiast różnorodne paprocie, tawułki (Astilbe) oraz funkie (Hosta) i rodgersje (Rodgersia). Wszystkie te rośliny dzięki swej popularności, co roku ukazują się w innych odmianach różniących się wysokością, kształtem oraz barwą zarówno kwiatów jak i liści. Pomimo wyjściowego wyglądu popularnego żółtego krwawnika czy purpurowej jeżówki obie te rośliny możemy oglądać już w barwach na przykład białej, jasno różowej, lemonkowo zielonej, czy intensywnie pomarańczowej. Tawułka natomiast na zeszłorocznej wystawie Hampton Court w Anglii przedstawiła się w kolorze intensywnie, niemal plastikowo purpurowym. Jak widać kolorystyka modnych kwiatów jest dość rozpięta od zielonych, prawie nie widocznych wśród liści poprzez białe, żółte, pomarańczowe, różowe aż do czerwonych. Modne są też zarówno odcienie pastelowa jak i bardzo intensywne – wszystko zależy od całego założenia ogrodowego. Z drugiej strony modny jest też brak kwiatów… Czyli ogrody w całości zielone, wypełnione prawie „po brzegi” liśćmi różnej wielkości i kształtu. W tego typu ogrodach pojawia się sporo bylin często o niepozornych kwiatach. Ważne natomiast jest to, aby liście miały intensywnie zieloną barwę.
Obecnie modnych jest bardzo dużo różnych roślin, a to i dlatego że coraz bardziej popularne są same ogrody, a czymś wypełnić je trzeba… Na szczęście powszechne w Polsce rośliny iglaste pomału schodzą z piedestału ustępując miejsca innym gatunkom. Oczywiście rośliny zimozielone nadal są bardzo ważnym elementem ozdobnym, ale na przykład żywotniki (Thuja) coraz częściej zastępowane są cisami (Taxus) lub zimozielonymi roślinami liściastymi takimi jak: laurowiśnie (Prunus laurocerasus), ostrokrzewy (Ilex) czy bukszpany. W ogrodach, tak jak i w modzie „ubraniowej” bardzo modne są kontrasty i to zarówno kolorów jak i kształtów, tekstur i wielkości. Często stosowane są rośliny o zdecydowanych pokrojach na przykład drzewa i krzewy o kształtach kolumnowych na przykład kolumnowe jałowce (np.: Juniperus scopulorum „Blue Arrow”), dęby szypułkowe odmiany „Fastigiata”, czy pięknie kwitnące wiśnie piłkowane odmiany „Amanogawa”. Modne są również, ze względu na swój niewielki rozmiar drzewa o regularnych prawie okrągłych koronach takie jak: robinia akacjowa „Umbraculifera”, wiśnia pospolita „Umbraculifera” czy klon zwyczajny Globosum”. Z drugiej strony bardzo modne są drzewa pokrojach naturalnych takie jak brzozy (Betula), zwłaszcza nieduża brzoza pożyteczna „Doorenbos”. Także drzewa i krzewy o formach wielopiennych, a wśród nich prawie wszystkie derenie (Cornus), a zwłaszcza derenie pagodowe, kousa i kwieciste; świdośliwa kanadyjska (Amelanchier lamarckii), sumak (Rhus) oraz oczary (Hamamelis). Oczywiście nie sposób wymienić wszystkich popularnych obecnie roślin, bo w zależności od typu ogrodu, jego stylu, nasłonecznienia i oczywiście rodzaju gleby może pojawić się w nim dziesiątki modnych obecnie roślin.
To, co jednak obecnie dominuje w ogrodach to intensywność nasadzeń i ekologia. Rośliny sadzone są bardzo gęsto i wszędzie tam gdzie tylko się da – w szczelinach, skrzyniach, pod ławkami, pod schodami a nawet na dachach, daszkach i ścianach. Zagęszczeniu przeciwni mogą być ogrodnicy i botanicy, ale takie rozwiązanie ułatwia pielęgnację ogrodu, ponieważ, ze względu na brak wolnego miejsca, chwasty nie mają tu szans. Oczywiście minusem jest to, że ogrody te, co kilka lat wymagają radykalnego przerzedzenia. Jeśli chodzi o ekologię to często wykorzystywana jest woda deszczowa i materiały z recyklingu. Modne są naprawdę różne rośliny i to zarówno, jeżeli chodzi o ich kolor, wielkość oraz pokrój. Najważniejsze jednak jest to, że większość przestrzeni ogrodów, tych dużych i małych wypełniona jest zielenią, a to służy zarówno nam jak i ptakom i innym drobnym zwierzątkom, które chętnie odwiedzają te zielone oazy nawet, jeżeli wciśnięte są w sam środek olbrzymiej aglomeracji miejskiej.
Tekst i zdjęcia Agnieszka Hubeny-Żukowska

Hotel w sercu zieleni – Hotelarstwo (nr 04) 2/2010

Często zapominamy, że hotele, pensjonaty czy ośrodki wczasowe to nie tylko same budynki, ale także cała infrastruktura, która je otacza. Tereny znajdujące się wokół tych obiektów pełnią różne funkcje, które są uzależnione od typu obiektu, rodzaju oferowanych usług oraz rodzaju odbiorcy, do jakiego są one kierowane.
Estetycznie i funkcjonalnie założona zieleń wokół budynku podnosi jego wartość nawet do 20%! Przy czym nakłady przy jej realizacji często nie sięgają nawet kilku procent całych wydatków związanych z budową obiektu. Nie trudno, więc skalkulować, że posiadanie zieleni wokół hotelu, pensjonatu, czy nawet najmniejszego moteliku jest finansowo opłacalne. Ale to tylko jeden aspekt sprawy. Inne, które również przekładają się na finanse to przyciągnięcie klienta, pozytywny wizerunek obiektu oraz jego reklama. Nawet najpiękniejsza bryła architektoniczna budynku niewątpliwie traci, jeżeli jest usytuowana w nieciekawym otoczeniu. Budując obiekt często wycina się istniejące drzewa, a „założenie zieleni” sprowadza się do wyrównania terenu, pokryciu go wątpliwej, jakości darnią i posadzeniu kilku „choinek”. Większość zieleni towarzyszącej obiektom hotelowym czy bazom noclegowym w Polsce jest zakładana chaotycznie, bez ładu i składu, zieleń ta nie spełnia nawet podstawowych funkcji, jakimi są ozdoba i izolacja. Źle zaplanowane obsadzenia przyczyniają się do późniejszych problemów z ich utrzymaniem. Rozproszone nasadzenia drzew i krzewów, zbyt duże powierzchnie trawników, nieodpowiedni dobór gatunków powodują zwiększenie nakładów pracy, a co za tym idzie wzrost wydatków. A przecież dobrze przemyślane zagospodarowanie terenu wraz z odpowiednimi nasadzeniami zieleni mogą chociażby wzbogacić obiekty o dodatkowe atrakcje, ułatwić pielęgnację i ograniczyć koszt pielęgnacji. Wszystkie późniejsze problemy mogą wynikać z głównego błędu inwestorów, jakim jest brak projektu zieleni, który w najlepszym wypadku powinien zostać wykonany już na etapie projektu budowlanego samego budynku czy zespołu budynków.
Jakie błędy są najczęściej popełniane przy zakładaniu zieleni?

2010.2 Hotelarstwo Hotel w sercu zieleni 1  2010.2 Hotelarstwo Hotel w sercu zieleni 2
Błędy powstają niestety już podczas wykonywania samego projektu. Oczywiście głównym i podstawowym niedociągnięciem jest wspomniany zupełny brak projektu zieleni. Czyli pominięcie tematu zieleni na etapie projektu budowlanego. Jakie są tego konsekwencje? Brak współpracy architektów zieleni z grupą projektową zajmującą się opracowaniem projektu hotelu czy innego obiektu może przyczynić się do późniejszych niedogodności.
– Po pierwsze utrudniony dostęp do wody w wybranym miejscu terenu. Częstym błędem jest instalowanie zbyt małej ilości punktów dostępu do wody, kranów o zbyt małej średnicy lub usytuowanych w nieprzemyślanych miejscach. Projektowane nagminnie kraniki na elewacjach budynków mają niedostatecznie dużą średnicę. Pomimo dużego ciśnienia mogą przekazywać zbyt mało wody, aby można było podłączyć do nich systemy automatycznego nawadniania czy nawet węże ogrodnicze. Powoduje to konieczność instalowania systemów pracujących na niższych ciśnieniach, czyli o zwiększonej liczbie zraszaczy, a co za tym idzie większej ilości elektrozaworów oraz większych sterownikach. To wszystko przekłada się niestety na podniesienie kosztów założenia tych instalacji.
– Po drugie, jeżeli na etapie realizacji nawierzchni utwardzonych nie ma planów dotyczących nawadniania i oświetlenia to później przeprowadzenie instalacji wodnych i elektrycznych może się okazać niemożliwe lub wymagać rozbiórki części tych nawierzchni, a to ponownie wiąże się z kosztami. Nawet, jeżeli zieleń nie może być realizowana bezpośrednio po zakończeniu prac budowlanych to warto jest zostawić pod nawierzchniami przepusty z rur, które w każdej chwili (nawet po kilku latach) mogą ułatwić przeprowadzenie instalacji elektrycznych, wodnych itp. Jest to proste i tanie rozwiązanie, które może nam oszczędzić niepotrzebnych wydatków.
Następnym błędem jest myślenie o trawnikach, jako o zieleni prostej w pielęgnacji. Nic bardziej błędnego! Trawniki, aby wyglądały naprawdę dobrze wymagają cięcia minimum raz w tygodniu, ciągłego nawadniania oraz systematycznego nawożenia. Oczywiście posiadanie systemu nawadniania ułatwia nieco sprawę, ponieważ automatyczne systemy zazwyczaj włączają się nocą, kiedy jest lepsze ciśnienie oraz mniejsze parowanie wody, nie wymagają też obsługi. Dużo lepszym rozwiązaniem są nasadzenia z krzewów, które w prawdzie na początku wymagają większego nakładu pieniężnego, ze względu na koszt sadzonek, to jednak w późniejszej pielęgnacji są dużo mniej wymagające. Aby jednak tak było krzewy powinny być odpowiednio dobrane do panujących w danym terenie warunków mikroklimatycznych, świetlnych oraz glebowych. Należy również pamiętać, że lepiej jest stosować krzewy o wysokości docelowej minimum 40cm, ponieważ niższe łatwo zarastają chwastami, co utrudnia pielęgnację. Krzewy czy drzewa nie powinny też być sadzone pojedynczo w trawnikach. Takie rozwiązania powodują utrudnienia w poruszaniu się kosiarką oraz niebezpieczeństwo ich uszkodzenia. Dodatkowo, aby krawędzie trawnika wyglądały estetycznie należałoby przycinać je nożycami… To znowu wydłuża i utrudnia pielęgnację. Dużo lepszym rozwiązaniem są duże powierzchnie krzewów o łagodnych kształtach. W ten sposób poruszanie się kosiarką jest ułatwione. Również samo nawadnianie oraz odchwaszczanie większych połaci krzewów jest dużo łatwiejsze.
Błąd kolejny to sadzenie bardzo małych roślin w dużych odstępach. Małe rośliny wymagają dużo uwagi oraz starannej pielęgnacji. Są dużo bardziej wrażliwe na przesuszenie, mrozy, zachwaszczenie czy też uszkodzenia spowodowane między innymi przez gości hotelowych. Warto jest sobie skalkulować i porównać czas pracy pracownika wydelegowanego do opieki nad roślinami oraz zakup większych roślin. To drugie rozwiązanie wymaga oczywiście jednorazowo większego wydatku, przemawiają jednak za nim, lepszy efekt wizualny, łatwiejsza pielęgnacja oraz przeżywalność roślin, czyli brak konieczności uzupełniania nasadzeń.
Błędy w kompozycji są dużo mniej bolesne, ale warto o nich wspomnieć. Nie próbujmy przy nowoczesnej bryle budynku sadzić kwietniczków upstrzonych kolorowymi pelargoniami czy turkami. Jeżeli chcemy wprowadzić kolor to powinny to być duże jednobarwne połacie. Nie próbujmy też zakładać ogródka włoskiego przy góralskim budynku z bali! Teren wokół obiektów hotelowych powinien być traktowany, jako przedłużenie jego wnętrz. Pierwsze wrażenie, jakie stworzy zieleń wokół hotelu jest bardzo ważne dla gości hotelowych. Jeżeli wnętrza pensjonatu są stylizowane na angielskie, wokół budynku powinien znaleźć się ogród angielski. Jeżeli hotel znajduje się w zamku czy pałacu również otoczenie powinno nosić znamiona ogrodów historycznych. Jeżeli natomiast bryła budynku jest nowoczesna to zieleń wokół niego powinna mieć formę bardziej ograniczoną, czasami nawet minimalistyczną – co nie oznacza braku zieleni, a raczej jej prostotę i jednolitość.
Złożoność projektów terenów zieleni wokół obiektów turystycznych wynika z różnorodności rodzajów tych obiektów, ich wielkości, styli, położenia oraz funkcji. Nie wszyscy zdają sobie, bowiem sprawę, że zagospodarowanie terenu oraz zieleni powinno być inaczej zaprojektowane na terenach górskich czy nizinnych, w mieście oraz w krajobrazie naturalnym. Projektując zieleń trzeba się dopasować nie tylko do panujących w danym terenie warunków klimatycznych, ale także do stylu budynków, funkcji przez nie pełnionych oraz gości, którzy dany obiekt odwiedzają. Błędem, który często zauważam jest na przykład sadzenie roślin trujących w otoczeniu ogródków barowych czy restauracyjnych. Może to stanowić poważne zagrożenie dla zdrowia najmłodszych gości, a dla obsługi hotelu spore nieprzyjemności. Pamiętajmy, więc, aby sadząc rośliny przy obiektach gastronomicznych ostrożnie dobierać gatunki roślin. Trujące mogą być nie tylko owoce, ale także kwiaty czy liście tych roślin!
Wyjście naprzeciw wymaganiom grupy klientów, do których skierowane są dane usługi to bardzo ważne wytyczne, które należy wziąć pod uwagę projektując i zakładając zieleń. Jeżeli goście hotelowi to rodziny z dziećmi to powinien na terenie działki znaleźć się plac zabaw. Który, o czym często się zapomina powinien być częściowo zacieniony (najlepiej koronami drzew, które nie dają cienia całkowitego). Przy placu powinny też znaleźć się ławeczki dla rodziców. Wymagając opieki nad dziećmi na terenie placu zabaw powinno się zapewnić dorosłym możliwość wygodnego siedzenia. Trawnik bez tabliczki „Zakaz deptania trawników” również będzie mile widziany nie tylko przez najmłodszych, ale także przez sponsorów wyjazdów wypoczynkowych.
Niezależnie od rodzaju gości bardzo dobrze są odbierane małe enklawy zieleni pozwalające na spotkania i wypoczynek w ograniczonym gronie. Duże przestrzenie przeznaczone na ogniska oraz spotkania towarzyskie większej ilości osób powinny natomiast znaleźć się przy obiektach, które oferują usługi dla dużych zorganizowanych grup.
Na koniec chciałabym zacytować słowa Pani Beaty Demartin, która jest właścicielem pensjonatu Meander w Łebie: …”Pomimo, że jestem architektem i jak niektórzy sugerują mogłabym zaprojektować sobie ogród, to powierzyłam to zadanie specjalistom z tej dziedziny. System nawadniania spowodował, że rośliny rosną w oczach, a ilość godzin potrzebnych na ich pielęgnacje zmalała. Zadowoleni są też goście, którzy chętnie do nas wracają. Nowi natomiast są zdziwieni i mile zaskoczeni ogrodem, który znajduje się wśród budynków. Największą jednak przyjemność sprawia mi, kiedy patrząc przez okno widzę gości, którzy pomimo tego, że nasz pensjonat znajduje się blisko plaży, spędzają czas opalając się, czytając i bawiąc się w naszym ogrodzie”.
Tekst i zdjęcia Agnieszka Hubeny-Żukowska

Wyczarować ogród – EuroStyl 03/2010, wyd. AN-PRESS

Zbliża się wiosna, a wraz z nią nowy sezon ogrodniczy. Szczęśliwi posiadacze ogródków już zacierają ręce czekając na sposobność rozpoczęcia prac na świeżym powietrzu. Inni nie mogą się doczekać, aby rozpocząć swą przygodę z ogrodami, które dopiero mają powstać wokół ich domów. Promienie słońca zachęcają nas do wyjścia ku naturze. Właściciele ogrodów przystępują do pierwszych prac porządkowych, usuwania reszty liści, suchych gałązek, owoców i owocostanów, które były zarówno zimową ozdobą ogrodu jak i spiżarnią dla ogrodowych gości. Również niektóre drzewa i krzewy wymagają pierwszych wiosennych cięć. Pracy w ogrodzie jest sporo. Właściciele niezagospodarowanych działek zazdrosnym okiem spoglądają na tą wiosenne krzątaninę…

2010.3 EuroStyl Wyczarować ogród  2010.3 EuroStyl Wyczarować ogród 2

Nic straconego, również oni mogą zacząć myśleć o ogrodzie poprzez jego planowanie! Jakże przyjemnie widzieć, że polskie ogrody coraz częściej zakładane są na światowym poziomie. Wynika to na pewno również z faktu, że coraz chętniej właściciele zapraszają do swoich domów projektantów oraz architektów krajobrazu. Ci doradzają jak ogród powinien być zaprojektowany, aby wyglądał interesująco przez cały rok, był łatwy w utrzymaniu i spełniał wszystkie nasze wymagania funkcjonalne. Dzięki wcześniejszym rozmową z projektantem łatwiej jest uniknąć błędów przy zakładaniu ogrodu, sensowniej można też zaplanować prace, które należy wykonać przed przystąpieniem do sadzenia roślin. Ogrodnik dzięki swej wiedzy doradzi nam jak należy przygotować glebę oraz jaka kolejność prac jest właściwa. Ziemia w ogrodzie to najważniejsza sprawa, równie ważna jak prawidłowe wykonanie fundamentów pod dom. Jeżeli gleba zostanie źle przygotowana, nie zostanie odchwaszczona, spulchniona po pracach budowlanych, zdrenowana, jeżeli istnieje taka konieczność lub wzbogacona w materię organiczną rośliny mogą źle się rozrastać, chorować, a nawet zamierać.
Tak jak właściciele ogrodów na całym świecie również my możemy korzystać z nowinek technicznych, które mogą ułatwić pielęgnację ogrodu oraz sprawić, że będzie interesujący o różnych porach dnia i nocy. Systemy nawadniania to już standard w Polskich ogrodach. Na naszym rynku jest kilka firm, które mogą pomóc nam w prawidłowym oraz oszczędnym nawadnianiu ogrodu. W ten sposób nasze rośliny będą szczęśliwe, a my unikamy niekontrolowanego zużycia wody. Na etapie projektowania ogrodu, a nawet wcześniej, na etapie projektowania domu, warto pomyśleć o oświetleniu ogrodowym i to nie tylko w formie popularnych lamp czy latarni. Delikatne oświetlenie ukryte wśród roślin może wydobyć z ciemności ogród, jakiego nie zobaczymy za dnia. Delikatne światłocienie sprawią, że mniej atrakcyjne w dzień fragmenty ogrodu po zmroku ożyją. W ciemnościach kurtyny świetlne mogą również zablokować widok na pobliskich sąsiadów lub ulicę sprawiając, że w ogrodzie oraz w domu będziemy czuli się dużo swobodniej. W sklepach dostępnych jest bardzo dużo różnych systemów oświetlenia od zwykłych lamp ogrodowych, przez oświetlenie na baterie słoneczne do oświetlenia ledowego oraz światłowodów. Gama samych opraw jest również bardzo szeroka, dzięki czemu oświetlenie i styl lampy czy reflektorka można dobrać do każdego rodzaju ogrodów, zarówno klasycznych jak i bardziej nowoczesnych czy minimalistycznych. Jeżeli chcemy, aby nasz taras czy balkon nabrał bardzie romantycznego charakteru możemy sięgnąć po świece lub lampiony. Dobierając do ogrodu rośliny możemy skorzystać z wielu gatunków i odmian roślin, które odpowiednio dobrane mogą przynieść nam mnóstwo satysfakcji. O ile łatwiej jest też zakładać ogrody dysponując roślinami w pojemnikach. W zapomnienie może odejść przekonanie, że ogrody zakłada się jedynie wiosną i jesienią. Nic bardziej mylnego. Do takiej praktyki zmuszeni byli ogrodnicy kilkanaście lat temu, kiedy mieli do dyspozycji jedynie materiał szkółkarski z nagim systemem korzeniowym. Ze względu na to, że musiał być sadzony w formie bezlistnej jedynym słusznym terminem sadzenia była wiosna i jesień. Teraz, kiedy rośliny hodowane są w doniczkach do ich sadzenia właściwie każdy czas jest dobry poza miesiącami, kiedy grunt jest zmrożony. O ile przyjemniej jest też zakładać ogród sadząc pięknie ulistnione rośliny pełne kwiatów i owoców. Nie tylko ogrodnik, ale również właściciel od razu po posadzeniu mogą podziwiać efekty swojej wspólnej pracy. Aby nasz ogród był atrakcyjny powinny się znaleźć w nim nie tylko rośliny, ale także mała architektura oraz meble ogrodowe. W zależności od wielkości ogrodu, jego stylu oraz oczekiwań właścicieli w ogrodzie można zastosować różne materiały, z których mogą być wykonane nawierzchnie, murki ogrodowe, ogrodzenia, pergole, elementy wodne itp. Do wszystkich tych elementów zastosować można zarówno kamień jak i beton, drewno, metal czy szkło. A jest, w czym wybierać. Od prostych drewnianych krzeseł i stołów, poprzez miękkie materiałowe komplety wypoczynkowe aż do skomplikowanych w kształtach siedzisk i huśtawek. Do wyboru jest wiele opcji i jedynie wyobraźnia projektanta oraz limit budżetowy mogą ograniczyć projekt ogrodu. Bardzo modne są meble ogrodowe, które same w sobie mogą stanowić rzeźbę. Ciekawie zaprojektowane w niebanalnych kształtach i kolorach mogą stanowić doskonałe uzupełnienie kompozycji ogrodowej.
Zarówno polska architektura jak i polskie ogrody zaczynają nabierać poziomu europejskiego a nawet światowego. Polska, jako kraj ma największą ilość szkół architektury krajobrazu, w których młodzi projektanci uczą się jak planować ogrody oraz przestrzenie publiczne z użyciem zieleni. Wystarczy dać im tylko szanse, aby nasze ogrody wyglądały wspaniale. Oczywiście sam projekt nie wystarczy, aby rośliny w naszych ogrodach wyglądały dobrze. Wymagana jest dobra pielęgnacja przy użyciu właściwego sprzętu oraz odpowiednich środków do ochrony roślin. Na szczęście i tych na naszym rynku nie brakuje. Wstępując w okres wiosenny warto jest zaopatrzyć się w środki owadobójcze i grzybobójcze, które na pewno będą potrzebne w ciągu sezonu. Warto jest je mieć, ponieważ nigdy nie wiadomo, kiedy choroby oraz szkodniki zaatakują. Szybka reakcja może uratować rośliny. Trzeba też pamiętać, że aby uniknąć popalenia liści roślin, powinniśmy mieć oddzielne opryskiwacze do środków chwastobójczych i owadobójczych. Na rynku są też dostępne gotowe środki w aerozolach, które nie wymagają specjalnego przygotowania.
Producenci prześcigają się w przedstawianiu nam różnych rozwiązań technicznych czy to kosiarek, podkaszarek, nożyc elektrycznych, sprzętu do ochrony roślin czy najprostszych narzędzi ogrodniczych, jakimi są szpadel czy grabie. Zarówno sprzęt jak i zdawałoby się zwykłe rękawiczki czy kalosze mają coraz to ciekawsze wzory i kolory, sprawiając, że praca w ogrodzie staje się czystą przyjemnością. Ciekawe rozwiązania oferują nam też firmy produkujące kosiarki do trawy. Zamiast zwykłych maszyn proponują kosiarki w formie gokartów, czy wersję dla mniej wysportowanych – kosiarki, które same koszą. Takie automatyczne kosiarki same decydują czy powinny wyjechać na trawnik i przystąpić do koszenia, a po skończonej pracy odjeżdżają do swojego stanowiska gdzie następuje ich ładowanie.
Dla ogrodników nieposiadających ogrodów pozostają zawsze rośliny doniczkowe, które ozdobić mogą tarasy, balkony, okna oraz schody wejściowe. Wiosna wraz ze swym bogactwem kwitnących roślin cebulowych to doskonała pora, aby spróbować swoich sił w tworzeniu kompozycji roślinnych. Nawet najprostsze donice ceramiczne mogą wyglądać zachwycająco, kiedy wypełnimy je choćby kwitnącymi żonkilami, krokusami i tulipanami. Producenci oferują nam szeroki wybór kształtów i wielkości donic i pojemników do sadzenia roślin. Również materiały, z których są one zrobione są bardzo różne. Od terakotowych, ceramicznych, kamiennych i betonowych, poprzez drewniane i metalowa aż do lżejszych z włókna szklanego i tworzyw sztucznych. Pamiętajmy, aby kupując pojemniki do ogrodu zwrócić uwagę czy są one mrozoodporne, aby przymrozki ich nie zniszczyły. Raz zakupione donice mogą być z powodzeniem wykorzystywane przez kilka lat. Aby cieszyły nasze oko przez cały sezon wystarczy tylko okresowo zmieniać w nich nasadzenia.
Ogród to miejsce spotkań z naturą, rodziną i przyjaciółmi. Odpowiednio zaprojektowany może przynieść satysfakcje wszystkim jego użytkownikom.
Tekst i zdjęcia Agnieszka Hubeny-Żukowska

Ogrody jak malowane – Kostka nr 5 marzec 2010 – Polbruk

Przez całe życie obracamy się wśród kolorów, a rzadko, kiedy zastanawiamy się nad ich znaczeniem… Często mówimy, że ktoś „patrzy przez różowe okulary” albo, kiedy ma wspaniałe samopoczucie, że jest mu „zielono”. Każdy z nas odbiera jednak barwy inaczej. Kolory wywołują różne reakcje. Jedne uspakajają nas, inne pobudzają a nawet rozdrażniają. Każdy z nas jest indywidualny i nasze preferencje kolorystyczne, kiedy to przeanalizujemy, zmieniają się z biegiem lat, pór roku czy też pod wpływem naszego samopoczucia.
Tekst Agnieszka Hubeny-Żukowska

2010.3 Kostka okładka Ogrody jak malowane 1  2010.3 Kostka okładka Ogrody jak malowane 2  2010.3 Kostka okładka Ogrody jak malowane 3

W zimowej szacie – „Świat Rezydencji Wnętrz & Ogrodów” 1 (13)/2010

W Polsce ogród zimowy kojarzy nam się z oranżerią lub ogrodem wypełnionym roślinami iglastymi. W Wielkiej Brytanii tamtejszy „Winter garden” to ogrodowy krajobraz pełny niespodzianek i kolorów.
Pierwsze, co przychodzi na myśl to posadzić „iglaki”!!! Jeżeli ktoś ma trochę bardziej bujną wyobraźnię lub podróżuje w stronę Niemiec i Holandii to w jego ogrodzie pojawią się także różaneczniki i laurowiśnie… Ten zimozielony krajobraz Holandii jest bardzo charakterystyczny, ale wynika głównie z łagodniejszego klimatu oraz z tego, że prawie cały kraj spoczywa na torfach – glebach kwaśnych, na których i rośliny iglaste i różaneczniki, i wiele innych zimozielonych roślin czuje się świetnie. W Polsce z glebami jest różnie a i zimowe temperatury potrafią dokuczyć… Zresztą czy ogród obsadzony tylko roślinami zimozielonymi nie wydaje się być monotonny? Zimą jest zielony, wiosną… jest zielony, latem… jest zielony i jesienią też jest zielony. Czy nie jest Wam żal wiosennych pierwszych kwiatów wyłaniających się spod śniegu, latem kolorowych motyli, a jesienią odbarwiających się liści i rumach owoców? W Anglii istnieje tak zwany „winter garden” i wcale nie jest to oranżeria!! Jest to ogród na świeżym powietrzem, który charakteryzuje się tym, że najbardziej ozdobny jest właśnie zimą. Część z Was powie: tak, ale to Anglia… Tam rosną zupełnie inne rośliny. Czyżby? Czy u nas nie rosną derenie białe, nomen omen występujące naturalnie również na Syberii? Spotykany w wilgotnych lasach polski dereń świdwa, czy też leszczyna pospolita, która z powodzeniem rośnie nawet na Kaukazie? Brak roślin ozdobnych zimą w naszym klimacie to chyba tylko wymówka, albo brak wyobraźni projektanta ogrodów!
Ogród zimowy no miejsce pełne niespodzianek, a nawet cudów. Tu o poranku szron siada na złotych kwiatostanach i liściach traw haftując gwiaździste wzory. Złociste liście buku i grabu ubiera w delikatną koronkę, a suche owocostany w skrzące się w słońcu czapeczki. Sikory, sójki, kosy i inne zimujące w Polsce ptaki baraszkują wśród krzewów szukając pożywienia. Wszędobylską szarość rozświetlają ogniste kolory pędów dereni i wierzb, różnobarwne owoce jarzębin, jabłoni rajskich i berberysów. Teraz, ogołocone ze swych gęstych ubranek, pokazują swą urodę krzewy leszczyny pospolitej odmiany „Contorta”, której w lecie przez pomarszczone liście pięknością nazwać nie można. Swoimi powyginanymi gałązkami również w zimie pochwalić się mogą wierzby babilońskie „Crispa” i „Tortuosa”, te zimowe pięknotki doceniane zostały również przez mistrzów bukieciarstwa i wystroju wnętrz. Ogród zimą żyje jakby drugim życiem, tym skrzętnie ukrywanym latem, kiedy liście i kwiaty odurzają nas swymi kolorami i zapachami nie zwracamy tak bardzo uwagi na pokroje roślin, na ich pędy, owocostany, które często podczas jesiennych porządków, jako brzydkie i niechciane kończą swój żywot na ogrodowym ognisku. Dopiero zimą, nagi „brzydki” ogród pokazuje swoje drugie ja. Teraz to one – owoce i owocostany, pnie i pędy stają się głównymi aktorami zimowego przedstawienia. Ogołocone z liści jarzęby (jarzębiny), jabłonie rajskie, irgi czy berberysy w pełnej krasie pokazują swe bajecznie kolorowe korale. Trzmielina pospolita w październiku zaczyna nieśmiało, bo na cienkiej niteczce, wypuszczać z czerwonych owocostanów to, co w nich najcenniejsze – pomarańczowe nasiona. Również jesienią pięknotka Bodiniera odmiany „Profusion” w lecie niepozorna teraz obsypuje się gronami błyszczących intensywnie fioletowych owoców. Ale „nie zimozielony” ogród potrafi być interesujący nawet w grudniu! Odpowiednio dobrane, posadzone w grupach krzewy o kolorowych pędach nawet w najbardziej pochmurny zimowy dzień mogą rozjaśnić ogród niczym łuna ognia. Począwszy od krwistoczerwonych pędów derenia białego odmiany „Sibirica”, przez intensywnie pomarańczowe derenia świdwy „Midwinter Fire”, aż do jaskrawożółtych pędów derenia rozłogowego „Flaviramea”. Dla mocniejszego efektu możemy także dosadzić wiśnię piłkowaną o lśniącej w słońcu purpurowo łuszczącej się korze. Jeżeli jednak taki zestaw kolorów nam nie odpowiada możemy stworzyć kompozycję na przykład z bieli i czerwieni dodając jeżynę białokorą o długich, ciernistych pędach pokrytych białym nalotem niczym szron. Do tego brzoza użyteczna odmiany „Doorenbos” o niewielkim jak na brzozę wzroście i śnieżnobiałej korze. Dla lubiących kolory ziemi polecam natomiast buk i grab, które strzyżone przywdziewają na okres zimy sukienki ze złotobrązowych lśniących liści nie zrzucając ich aż do wiosny. Dodatkową atrakcją w tej gamie kolorystycznej mogą być łany traw ozdobnych, które przyciąć możemy przecież dopiero na wiosnę. Jeżówki, osty ozdobne, dzwonki i inne byliny o ciekawych kwiatostanach również przyciąć możemy dopiero po okresie zimy! Ogród zimowy może też być bardziej formalny. W takim wypadku bardzo ważne są bryły żywopłotów czy szpalerów. Nagie zimą, cięte lipy ze swoimi zniekształconymi pniami i konarami również dodają ogrodowi bajkowej aury.
Nie jestem przeciwniczką roślin zimozielonych! Ale ogród, można zaprojektować tak, aby zachować w nim równowagę pomiędzy roślinami iglastymi i liściastymi zimozielonymi oraz tymi, które mogą nam dać również inne wrażenia estetyczne – bylinami, roślinami kwitnącymi zimą, wiosną latem i jesienią, krzewami odbarwiającymi się na jesień i tymi mającymi przepiękne owoce…
Tekst i zdjęcia Agnieszka Hubeny-Żukowska

Spotkania wonne i smakowite – „Świat Rezydencji Wnętrz & Ogrodów” 6 (12)/2009

Obecnie bardzo modne są kuchnie letnie, które często zastępują dotychczasowe altany. W takiej kuchni na świeżym powietrzu znajdują się wszystkie niezbędne urządzenia, które ułatwią Pani Domu ciągłe przebywanie wśród gości bez konieczności systematycznego donoszenia naczyń oraz potraw. Wygodna kuchnia ogrodowa powinna, więc zawierać w sobie, poza grillowym blatem, niewielkie szafki, w których zmieści się odpowiedniej wielkości zastawa, sztućce, przyprawy, kawa i herbata. Blat kuchenny lub stół powinny być na tyle szerokie, żeby pomieścić czajnik elektryczny oraz specjały serwowane przez gospodarzy. Dużym ułatwieniem w ucztowaniu będzie także nieduża lodówka oraz umywalka. Kuchnia letnia może stanowić oddzielny wolnostojący budynek na terenie ogrodu lub być „udoskonalonym” tarasem tuż przy budynku. Kuchnie ogrodowe można sytuować w oddzielnych, zamkniętych wnętrzach ogrodowych lub w centralnym miejscu ogrodu wśród kwiatów i ziół, nad brzegiem zbiornika wodnego lub w miejscu, z którego rozciągają się piękne widoki. W zależności od preferencji oraz charakteru domu mieszkalnego i ogrodu kuchnia może być wykonana z drewna, kamienia czy cegły. Różne bywają także rozwiązania zadaszenia, które mogą być stałe na przykład masywniejsze z dachówki, gontu lub słomy lub lżejsze z poliwęglanu. Niektórzy preferują bardziej zwiewne a nawet ażurowe konstrukcje, dla nich można zaproponować zadaszenie w postaci pergoli lub lekkiego, możliwego do zdjęcia płótna czy rozwijanej w razie potrzeby markizy. W zależności od konstrukcji kuchnia ogrodowa może mieć charakter sezonowy lub całoroczny.

2009.6 SRWO SPOTKANIA WONNE(2)  2009.6 SRWO SPOTKANIA WONNE (3)
W nieco mniejszych ogrodach lub we wnętrzach przeznaczonych dla mniejszej ilości biesiadników kuchnia ogrodowa przybiera kształt niezadaszonego miejsca z grillem. Zarówno same meble jak i palenisko mogą mieć charakter mobilny – meble ogrodowe i przenośne grille, jak i elementów stałej architektury ogrodowej. Przenośne grille nie muszą jednak być wykonane ze zwykłej blachy i kojarzyć nam się z produktami z hipermarketów. Mogą być wykonane z metaloplastyki, z kamienia czy betonu i mieć naprawdę ciekawy „design”. Również grille murowane nie muszą wyglądać standardowo – grill z wątpliwej urody kominem, mogą stanowić otwarte palenisko ładnie i funkcjonalnie wkomponowane w otaczającą je architekturę w postaci wygodnych foteli czy ław. Takie kompleksy mogą mieć różne kształty. W zależności od preferencji właścicieli mogą zostać zaprojektowane na rzucie kwadratu czy prostokąta, mogą też przebiegać falą na przykład nad brzegiem zbiornika wodnego. Koncentrować użytkowników wokół paleniska, lub stanowić wnętrze wypoczynkowe z grilem w bliskim sąsiedztwie.
Miejsce biesiadowania ogrodowego to nie tylko kuchnie ogrodowe i grille, dużo prostsze konstrukcyjnie, ale wcale nie mniej urokliwe są jadalnie ogrodowe. Obecnie na rynku dostępne są przeróżne meble ogrodowe, które odpowiednio wkomponowane w ogród mogą stanowić jego serce. Wygodne krzesła i wysokie stoły obiadowe, udekorowane świeżymi kwiatami i kolorowymi naczyniami, które projektowane są właśnie z myślą o ogrodowych ucztach. Zestawy obiadowe i kawowe proponowane do ogrodu mogą być skromne, jednobarwne o fikuśnych kształtach, bogato zdobione w motywy kwiatowe lub jednobarwne o intensywnych kolorach. Do tego ciekawe oświetlenie, lampiony lub świeczniki. Wszystkie odpowiednio dodane detale nadają niepowtarzalnego klimatu naszemu ogrodowi.
Aby odpowiednio dobrać kształt i wielkość kuchni ogrodowej, musimy przemyśleć kilka spraw. Ile razy w ciągu roku będziemy korzystać z kuchni? Ilu będzie biesiadników i w jakim będą wieku? Jak daleko od miejsca planowanej jadalni znajduje się nasza kuchnia domowa? Te informacje pomogą nam w decyzji dotyczącej nie tylko wielkości, ale także wyposażenia planowanej kuchni. Inną sprawą jest, że sama konstrukcja, meble oraz nawierzchnia kuchni powinny być kompozycyjnie i materiałowo spójne z całym ogrodem oraz budynkiem mieszkalnym.
Tekst i zdjęcia Agnieszka Hubeny-Żukowska

Piknik na królewskim dworze – „Świat Rezydencji Wnętrz & Ogrodów” 6 (12)/2009

W tym roku Hampton Court Palace obchodziło dwie rocznice, które bardzo wpłynęły na przebieg wystawy. Pierwszą z nich był jubileusz piętnastolecia trwania wystawy ogrodniczej, a drugą pięćsetlecie wstąpienia na tron Henryka VIII. Właśnie, dlatego organizator ogłosił czasy Tudorów tematem przewodnim wystawy. Mnie jednak bardziej interesują czasy współczesne i choć podziwiałam misterność wykonania charakterystycznych dla ogrodów zamkowych ław darniowych oraz ogródków ziołowych to skupiłam się na tym, co może zostać wykorzystane w naszych ogrodach przydomowych. Hampton Court niestety nie błyszczy jeszcze, tak jak Chelsea Flower Show, nazwiskami wybitnych projektantów. Mimo to na wystawie było kilka ciekawych propozycji ogrodów oraz setki, a nawet tysiące przepięknych roślin. Te ostatnie, w odważnych zestawieniach gatunkowych oraz kolorystycznych grały zresztą główną rolę na wystawowej scenie. Wspomniałam tu o kolorze i to on był hitem tego lata. Zarówno projektanci jak i hodowcy wykorzystali do aranżacji swych stoisk intensywne pomarańcze, czerwienie i róże, a na drugiej stronie szali biały, czarny i delikatne pastele. Kolorowe były liście, kwiaty, mała architektura i wszelkie ogrodowe dodatki. Kolor przyciągał z daleka. Tegoroczna debiutantka, a zarazem zdobywczyni srebrnego medalu Niki Palmer przyciągnęła oglądających swym ogrodem, w którym dominującymi kolorami były biały, szary i kontrastujące do nich purpury i róże różnych odcieni. Ogród krzyczał kolorem, jednak uspokajał niezwykle romantycznymi detalami w postaci przepięknie wykonanej huśtawki, nawierzchni pokrytej delikatnym wzorem oraz niewielkiej fontanny w centrum ogrodu. Ogród sam w sobie bardzo romantyczny. Został bogato obsadzony kwitnącymi bylinami (liatrią, naparstnicą, nowymi odmianami tawułek, żurawek i penstemonów), różami, hortensjami oraz od kilku lat modnymi brzozami odmiany „Doorenbos”.
Innym ogrodem, który zachwycał kolorem oraz bogactwem kwiatów był projekt autorstwa Philippy Pearson. Niewielki skrawek ziemi pokryty niby łąką kwietną. Piszę „niby”, ponieważ z założenia mieszanka proponowanych roślin miała tylko przypominać łąkę kwietną, ta niezmiernie ciekawa kompozycja kolorystyczna stanowiła propozycję „skrawka natury” dla ogrodu miejskiego. Natura i ekologia od kilku sezonów goszczą na wystawach ogrodniczych i również w Hampton właściwie na każdym kroku widać było, że projektanci bardzo serio podchodzą do wykorzystywania wody opadowej, recyklingu czy też ekologicznej uprawy warzyw i ziół. Bardzo ciekawym rozwiązaniem przedogródka miejskiego z wykorzystaniem wody opadowej był projekt Wendy Allen, który słusznie otrzymał złoty medal. Młoda projektantka pochwaliła się świeżym pomysłem – na niewielkiej przestrzeni udało jej się wybudować frontową elewację budynku mieszkalnego z podjazdem skonstruowanym z szyn kolejowych, na którym zmieścił się niewielki samochód z silnikiem elektrycznym (wszystko 100% ekologiczne). Całość przykryta została „zielonym dachem”, z którego po łańcuchu nadmiar wody spływał do ogródka bagiennego. Ogródek bagienny to ekologiczny sposób na odprowadzenie wód opadowych, gdzie woda zamiast być wylaną do kanalizacji jest pomału rozsączana do gleby. W tego typu ogrodach roślinność musi znosić czasowe zalewanie wodą oraz okresy bardziej suche. Takie rozwiązania na dużą skalę są już od kilku lat stosowane w norweskich i duńskich projektach zagospodarowania terenów całych osiedli mieszkaniowych. Niedaleko ogrodu Wendy Allen swoją pomysłowością popisały się sześciolatki. Tak, to nie pomyłka, ogród zatytułowany „I Promise” zaprojektowały dzieci ze szkoły podstawowej. W ogródku tym pokazały jak według nich przedmioty spotykane, na co dzień w mieście mogą zostać wykorzystane w ogrodzie. Tak, więc element wodny stworzony został z typowej londyńskiej skrzynki na listy, kwietniki z opon a część nawierzchni z potłuczonej cegły.

Recykling to również pomysł na ogrody warzywne, nawet takie zakładane na balkonie. Grupa trzech projektantów: Adam Frost, Matthew Biggs oraz Chris Myers przedstawiła na wystawie 3 propozycje warzywnych przedogródków oraz 6 balkonów. Pierwszy projekt przedstawia ogród raczej dziki, gdzie warzywa i zioła przerastają się nawzajem tworząc jedną masę zieleni. Drugi jest ogrodem o bardziej geometrycznych kształtach, ze strzyżonymi bukszpanami i skrzyniami wypełnionymi ziołami. Trzeci stanowi ogród nowoczesny z miękką linią ścieżki biegnącej od furtki do drzwi wejściowych. Resztę terenu w całości poświęcono warzywom, które jednak posadzone zostały w dość nietypowy sposób – równolegle do falistej ścieżki. Tuż za przedogródkami podziwiać można rozwiązania balkonów, na których również posadzono warzywa. Jedne w bardziej tradycyjny dla balkonów sposób – w donicach i koszykach następne już bardziej „ekologicznie”, w zużytych kolorowych kartonikach po sokach, pudełkach po lodach, czy zdawałoby się jednorazowych kubkach po kawie. Również kaski ochronne, kapelusze, kalosze i torebki okazały się dla projektantów dobrymi „doniczkami”. Czy tego typu balkon może się podobać? To zostawiam już indywidualnej ocenie zwiedzających. Dla mnie, jako projektanta liczył się pomysł. A pomysłów na wystawie w Hampton Court widać nie brakowało. Jednym z najmniejszych, najdziwniejszych i jednocześnie robiących duże wrażenie ogrodów był ogród zatytułowany „It’s Hard to See”, który z daleka faktycznie był raczej trudny do zauważenia. Projektantki umieściły, bowiem swój ogród pod powierzchnią ziemi, w kwadratowym obniżeniu, które na zewnątrz obsypane zostało jedynie ściółką z pofarbowanych na czarno skrawków drewna. Cała kompozycja roślinna składała się głównie z egzotycznych roślin o ozdobnych liściach, te można jednak było zobaczyć dopiero z bliska podchodząc do krawędzi ogródka. Pomysł był dość niesamowity, ponieważ ściany obniżenia, wewnątrz wykonane zostały z lustra tak, że oglądający miał wrażenie, że ta zielona masa liści rozciąga się gdzieś pod „podłogą” pod jego stopami. Każdy, kto tu podszedł pomimo naprawdę niewielkiego rozmiaru kompozycji, spędzał tu sporo czasu zastanawiając się nad tą zadziwiającą i zarazem prostą iluzją.
Podsumowując. Wystawa w Hampton Court była pełna niespodzianek, ciekawych pomysłów i kolorów. Co promowali projektanci? Śmiało mogę powiedzieć, że modne tu było coś kolorowego, coś starego, coś nowego i coś ekologicznego. Wymieszajmy wszystko razem w odpowiednich proporcjach a uzyskamy przepis na współczesny ogród doskonały.
Tekst i zdjęcia Agnieszka Hubeny-Żukowska

Z wizytą u królowej Elżbiety II – „Świat Rezydencji Wnętrz & Ogrodów” 5 (11)/2009

Wybudowany został z inicjatywy Księcia i Księżnej Walii, późniejszych Króla Edwarda VII i Królowej Aleksandry, w roku 1870. Uprzednio w miejscu tym znajdował się jednak inny dom, o którym najwcześniejsze wzmianki sięgają roku 1296, znaleziono tu również pozostałości rzymskiej willi. Rodzina Królewska zakupiła posiadłość wraz z 7 000 akrów w 1862 roku i od tej pory opiekuje się tym terenem. W ciągu minionych lat budynki zostały rozbudowane, zmieniono ukształtowanie terenu, zasypano jezioro… a w zamian, tuż obok wykopano dwa inne… Każdy z właścicieli stara się pozostawić po sobie ślad w ogrodzie Sandringham. Obecnie, co roku sadzonych jest kilka mil żywopłotów i około pięciu tysięcy drzew. Oczywiście prace te nie są przeprowadzane tylko i wyłącznie w pobliżu pałacu. Należy pamiętać, że cała posiadłość jest olbrzymia, w jej skład wchodzą całe wsie, stadniny, gospodarstwa rolne i lasy.

2009.5 SRWO Z wisytą u królowej jpg (1)  2009.5 SRWO Z wisytą u królowej 2
Samo założenie pałacowo-ogrodowe składa się z kilu części, z których największa to park leśny oraz park krajobrazowy, który wtapia się z jednej strony w pobliskie lasy zaś z drugiej w łąki i pola Norfolk. Część posiadłości znajdująca się na terenach leśnych jest ogólnie dostępna dla lubiących spacery turystów, część wokół pałacu oraz sam pałac znajdujące się za wysokim ogrodzeniem z cegły są dostępne po wykupieniu biletu. Są też części posiadłości, które zwiedzać można jedynie w wyznaczone dni oraz po uprzednim zorganizowaniu i ustaleniu terminu wycieczki. Wybierając się do Sandringham rozpoczyna się podróż od leśnej polany, na której usytuowane są miejsca parkingowe. Potem szeroką ścieżką dochodzi się do zespołu drewnianych budynków – restauracji, centrum ogrodniczego i sklepu z pamiątkami, które umiejętnie zostały wtopione w ten leśny krajobraz. Dopiero idąc dalej dochodzi się do jednej z bocznych bram, które po zakupie biletu prowadzą do pałacu i ogrodów. Ogród w obrębie ceglanych murów to park z dużą ilością ciekawych drzew i krzewów, z polanami, ogrodem bagiennym i jeziorem. Nie jest on jednak zupełnie wyodrębniony z otaczającego go krajobrazu. Wręcz przeciwnie. Otwarcia widokowe zostały zaprojektowane tak, aby można było podziwiać znajdujący się nieopodal zabytkowy kościółek oraz piękne łąki. Bliżej zabudowań znajduje się formalny Ogród Północny z żywopłotami z cisu i bukszpanu oraz strzyżonymi alejami z lipy. Zaprojektowany został przez Sir Geoffreya Jellicoe po okresie II Wojny Światowej, kiedy to, ze względu na oszczędności w pielęgnacji większość wymyślnych parterów zastąpionych zostało połaciami trawników. Najwięcej wrażeń przynosi jednak okolica sztucznego jeziora, wokół którego posadzono tysiące lubiących wilgoć roślin. W dużych, płynnie łączących się ze sobą połaciach pośród krzewów posadzono wysokie paprocie, języczki i tarczownice o olbrzymich liściach, delikatnie kwitnące tawułki i strzeliste kosaćce. Słoneczne zbocza jeziora obsadzone zostały różnobarwnymi azaliami a na półwyspie, na sztucznym skalistym brzegu umieszczono letni domek. Tą uroczą budowlę z kamienia wybudowano w 1913 roku dla Królowej Aleksandry obecnie cieszy ona swym widokiem nie tylko członków rodziny królewskiej, ale także miłośników ogrodów. U stóp domku rozpoczyna swój bieg sztuczny strumień, który kaskadą pośród skał zlewa się do jeziora. Sielski klimat posiadłości oprócz strumienia podkreślają skubiące trawę rodziny kaczek i gęsi. Sandringham to piękna posiadłość z rozległym domem obrośniętym w wielu miejscach przepięknymi egzemplarzami glicynii i powojników. Do wizyty tu zachęca dodatkowo fakt, że część domu otwartego do zwiedzania stanowią pomieszczenia użytkowane przez rodzinę królewską.
Tekst i zdjęcia Agnieszka Hubeny-Żukowska

Szlaki Wodne – „Świat Rezydencji Wnętrz & Ogrodów” 5 (11)/2009

Obecnie przy pomocy techniki i współcześnie wykorzystywanych w budownictwie materiałów projektanci mają szerokie pole do popisu i oprócz standardowych sadzawek proponują bardzo ciekawe, a czasem można by rzec odważne rozwiązania. Woda to bardzo wdzięczny element. Może wartko płynąć, powoli spływać, wylewać się, ciurkać albo kapać, może też strzelać strumieniami w górę albo po prostu stanowić gładką taflę… Element wodny stanowi oprawę wody, bierze ją w ramy, kształtuje ją, utrzymuje lub w odpowiednim miejscu i czasie wypuszcza. Wprawia w ruch a następnie na nowo przechwytuje. Miękka i nieuchwytna zdawałoby się woda i ciężkie materiały stanowią jakby parę w tańcu, który przybiera różne pozy i różne tempo. Biorąc pod uwagę potencjał wody oraz bogatą gamę materiałów budowlanych uzyskujemy właściwie nieskończone możliwości projektowe.

2009.5 SRWO szlaki wodne 1  2009.5 SRWO szlaki wodne 2
W dużych założeniach pierwszym elementem, który kojarzy nam się z wodą w ogrodzie jest basen. Niestety zazwyczaj stanowi on nudny kompozycyjnie prostokąt na środku trawnika… To najprostsze rozwiązanie, które nie wymaga wiele fantazji… Może jednak warto podczas projektowania basenu w ogrodzie zapytać o zdanie architekta krajobrazu? Współpraca projektantów domu i ogrodu może przynieść naprawdę ciekawe efekty. Ogród wokół basenu można, bowiem zaprojektować tak, aby tworzyły nierozerwalną całość, fragment słonecznej laguny, leśną polanę lub skalisty brzeg górskiego jeziora. Sama konstrukcja basenu zyskuje bardzo na wyglądzie, gdy w jego pobliżu pojawią się kolorowe krzewy i pachnące krzewy. Mając do wyboru leżenie w pełnym słońcu na pustym trawniku przy basenie i odpoczynek na leżaku w lekkim cieniu niewielkiego drzewa, wśród wielobarwnych, aromatycznych ziół tuż nad brzegiem basenu zdecydowanie wybierzemy to drugie. Baseny mogą mieć różne ciekawe kształty i formy. Łącząc nawet typowy zbiornik na przykład z kaskadą wodną wpływającą do basenu uzyskujemy naprawdę ciekawy efekt.
Innymi elementami, które pojawiają się w dużych ogrodach są strumienie i kanały, które często zakańczane są kaskadą lub wodospadem. Zarówno wartkie strumienie jak i nieco bardziej statyczne kanały wykonywane są z kamienia, betonu, szkła, czy metalu… Co tylko projektantowi przyjdzie do głowy… Jedynym kryterium ograniczającym budowę zbiornika jest jego szczelność, ale i z tym można sobie poradzić. Kanały mogą mieć bardzo symetryczne kształty a nawet postać swoistych rynienek, z drugiej strony mogą przepływać wśród „spękanych” nawierzchni z nieregularnych płyt kamiennych. Tak samo kaskady. Pasują zarówno do ogrodów klasycznych, w których spływać mogą po naturalnych głazach lub do ogrodów nowoczesnych i ponowoczesnych gdzie woda przelewać się będzie po geometrycznych ciosach skalnych, lub na przykład elementach betonowych. W nieco mniejszych założeniach, a nawet w zupełnie malutkich ogródkach pojawiają się kaskady, ściany lub kurtyny wodne. Najczęściej stanowią urozmaicenie takich wnętrz ogrodowych jak wgłębniki, atria i tarasy. Ściany wodne i kurtyny wymagają minimalnej ilości miejsca. Właściwie jedynie powierzchni na ścianie i miejsca do ukrycia zbiornika, który powinien znaleźć się u podnóża elementu wodnego. W tego rodzaju rozwiązaniach woda ściekać może po ścianie z betonu, kamienia, metalu lub innego materiału. Często stosowane są również tafle ze szkła lub pleksi. W małych ogrodach lub w wydzielonych wnętrzach większych założeń coraz częściej spotkać można stoły wodne, które w niektórych przypadkach faktycznie przybierają postać stołu. Najczęściej jednak są to geometryczne zbiorniki wodne ze stojącą wodą wykonane na przykład z betonu, kamienia lub metalu. Takie statyczne lustra wody są doskonałym rozwiązaniem dla małych lub zacienionych ogrodów, ponieważ tak jak zwykłe lustro we wnętrzu, odbijają światło i obrazy optycznie powiększając przestrzeń.
W ogrodach pojawiają się też zupełnie małe elementy w postaci różnorodnych dzbanów, geometrycznych zbiorników, a nawet pionowych rurek wykonanych ze szkła lub tworzywa sztucznego. Tak naprawdę każde umiejętnie uszczelnione naczynie może stanowić element wodny. Projektanci często bawią się różnymi formami wodnymi łącząc je ze sobą i tworząc całe układy wodne. Na przykład stół wodny może przelewem przechodzić w kanał wodny, a ten może kończyć się zbiornikiem lub kaskadą. Woda może też po prostu niknąć gdzieś w posadzce. Zwykłe zdawałoby się zbiorniki wodne są urozmaicane przy pomocy techniki. Projektanci tworzą wiry wodne, spuszczają wodę z wysokości lub wyrzucają wodę w górę na różną wysokość, z różną siłą i objętością strumieni. Przy akompaniamencie muzyki i światła tworzą całe przedstawienia.
Element wodny nie musi być duży, nie musi zajmować wiele miejsca wystarczy jedynie kilkadziesiąt centymetrów kwadratowych, aby zmieścić zbiornik, w którym woda znajdzie swoje miejsce. Przy odrobinie wyobraźni wnętrze, w którym znajdzie się element wodny zyskuje nie tylko na wyglądzie. Woda niezaprzeczalnie ma też inne atuty. Swym szumem z jednej strony potrafi ożywić, a z drugiej uspokoić otoczenie, nawilża powietrze, przyciąga ptaki… Wszystko to razem sprawia, że chcemy, aby woda w takiej czy innej postaci znalazła się w miejscach, w których odpoczywamy.
Tekst i zdjęcia Agnieszka Hubeny-Żukowska

Chelsea ogrodowa ekstraklasa – „Świat Rezydencji Wnętrz & Ogrodów” 4 (10)/2009

W ciągu zaledwie kilku dni na powierzonym przez organizatora gruncie – skrawku trawnika, często przy pomocy ciężkiego sprzętu budowlanego powstają nie tylko nasadzenia roślinne, ale również architektura: ścieżki, elementy wodne, a nawet całe budynki z kamienia i cegły. W tym roku na wystawie, jako efekt pracy wyobraźni projektantów, pojawiły się między innymi fronty klasycznych angielskich kamieniczek oraz nowoczesnych szeregówek miejskich. Po wystawie zaledwie w kilka dni wszystko wraca do dawnego stanu… Na miejscu pięknych ogrodów widać już tylko nowo założone trawniki… i tak, co sezon. Na tegorocznej wystawie zauważyć można było kilka trendów, które w różnym stopniu uwidaczniały się we wszystkich ogrodach pokazowych. Najbardziej znamiennym było to, że w żadnym z ogrodów nie zaproponowano typowego trawnika. Dlaczego? Po pierwsze trawnik to najbardziej pracochłonna część ogrodu, która spędza sen z oczu niejednego pana domu. Po drugie trawnik wymaga ciągłego nawadniania, a oszczędność wody oraz promowanie ekologii przewijało się prawie w każdym ogrodzie prezentowanym w tym roku.

2009.4 SRWO Chelsea ogrodowa ekstraklasa 2  2009.4 SRWO Chelsea ogrodowa ekstraklasa 3  2009.4 SRWO Chelsea ogrodowa ekstraklasa 4
Jednym z przykładów jak można we współczesnym ogrodzie przy pomocy odpowiednio dobranych roślin oraz przemyślanego systemu odprowadzania wody deszczowej stworzyć ogród, który będzie rajem nie tylko dla właścicieli, ale także, dla ptaków i owadów był projekt Adriana Hallama, Chrisa Arrowsmitha oraz Nigel Dunnett zatytuowany Future Nature. W ogrodzie tym punktem centralnym był „dom” dla owadów wszelkich gatunków. Projekt ciekawy, na pewno proekologiczny tylko czy każdy chciałby dzielić tak niewielką przestrzeń z komarami, pająkami i innymi mniej lubianymi przez większość ludzi, owadami? Większość z nas jest świadoma ich olbrzymiego znaczenia w przyrodzie, ale chyba lepszym domem dla nich byłby duży ogród gdzie wystarczyłoby miejsca dla wszystkich…
Niewiele zmieniło się, co do preferencji kolorystycznych. W architekturze, tak jak i w latach poprzednich królowała biel i czerń oraz naturalne drewno. Właśnie w tej tonacji utrzymanych było w całości kilka ogrodów. Pierwszy z nich to zdobywca złotego medalu, zaprojektowany dla The Daily Telegraph ogród autorstwa szwedzkiego projektanta Ulfa Nordfjella. Projektant połączył w swym dziele szwedzką prostotę architektury z angielskim bogactwem roślin. Użyte przez niego materiały – szkło, metal i drewno doskonale kontrastowały z architektonicznymi roślinami takimi jak wielopienna forma sosny odmiany ‘Watereri’, różne gatunki irysów, szałwia oraz ozdobne osty i trawy. Innym ogrodem, w którym projektanci postawili na biel i czerń był ogród The Canary Islands Spa Gardens. I w tym przypadku autorzy David Cubero i James Wong zaproponowali prostą architekturę w postaci geometrycznego, otoczonego wodą i egzotycznymi roślinami pawilonu ogrodowego. Czarne ściany i nawierzchnie wykonane z płyt ze skały wulkanicznej zostały urozmaicone białymi ramami podkreślającymi wejścia do ogrodu oraz stanowiącymi swego rodzaju pergolę. Również część ścieżek w ogrodzie zostało pokrytych białymi nawierzchniami. Odbiciem lustrzanym tych „czarnych” ogrodów był projekt Roberta Myersa, w którym z kolei cała architektura ogrodowa: murki, ściany, rzeźba ogrodowa oraz nawierzchnie zostały wykonana w kolorze białym.
Wśród roślin ponownie dominuje kolor zielony głównie w postaci różnorodnych bylin oraz krzewów liściastych. Bardzo mało pojawiło się w tym roku roślin iglastych, właściwie jedynie sosny i cisy w postaci strzyżonych żywopłotów. W ogrodach pokazowych preferowanymi barwami kwiatów był biały, czerwony i purpurowy oraz fiolety i pomarańcze. Nowością w dekoracjach ogrodowych był kolor niedojrzałej cytryny czy też limonki. Takie zestawienia kolorystyczne już od paru sezonów modne były w kompozycjach kwiatów ciętych jednak do ogrodów zawitały dopiero teraz. Warto wspomnieć również, że rośliny we wszystkich ogrodach były sadzone bardzo gęsto – można powiedzieć, że to wynik lenistwa właścicieli ogrodów, a może przejaw dbałości projektanta o czas wolny właścicieli… Takie gęsto obsadzone ogrody są znacznie mniej pracochłonne, jeżeli chodzi o pielęgnację, a zwłaszcza odchwaszczanie.
Ogrody wertykalne, czy też zielone ściany to kolejny umacniający swoją pozycję hit ostatnich 2 lat. W zeszłym roku na wystawie pojawiły się w kilku ogrodach takie właśnie rozwiązania. W tym roku można powiedzieć, że w większości ogrodów zaistniała większa lub mniejsza ściana gęsto obsadzona roślinnością. Jest to niezaprzeczalnie doskonały pomysł zwłaszcza w niewielkich przestrzeniach ogródków miejskich, ale także dla elewacji całych budynków oraz wewnętrznych ścian biur i centrów handlowych. Myślę, że takie rozwiązania będą coraz częstsze nie tylko na wystawach.
Tak jak we wszystkich ogrodach nie było trawnika tak śmiało powiedzieć mogę, że we wszystkich była woda. Czy to w formie stołu wodnego, kaskady, zbiornika czy tylko niewielkiej misy, ale pojawiła się wszędzie. W jednym ze swoich trzech przedogródków Sarah Eberle zaproponowała niebanalne rozwiązanie – zalała cały ogród wodą. Projektując nisko budżetowy ogród autorka zaproponowała rozwiązanie dla, jak sama mówi „osób, które chcą być pewne, że nikt nie zagląda im do okien”. Przedogródek, który zamieniony został w fosę z pewnością gwarantować może prywatność… Autor ogródków The Marshalls Living Street, również pokazał różne pomysły dla jednakowej wielkości przedogródków przed zabudową szeregową tyle, że ich projektant Ian Dexter skupił się na budownictwie współczesnym. Autor pokazał jak jednolicie ze względu na zabudowę a jednocześnie różnorodnie ze względu na roślinność wyglądać może współczesna ulica osiedlowa.
Jak widać na całej wystawie aż kipiało od nowatorskich pomysłów o ciekawych rozwiązań. Na Chelsea Flower Garden każdy może znaleźć coś dla siebie. Ja w telegraficznym skrócie przedstawiłam zaledwie niewielką garstkę tego, co przywitało zwiedzających. Oprócz ogrodów na wystawie są również pokazy kompozycji kwiatów ciętych, gigantycznych rozmiarów namiot z nowinkami ogrodniczymi, ciekawymi odmianami zarówno roślin domowych jak i ogrodowych, warzyw i owoców. Pokazy drzewek bonsai, kaktusów i storczyków i wiele, wiele innych ciekawych stoisk. Na wystawie czekają również niespodzianki dla osób chcących umeblować swój ogród, taras oraz balkon. Dziesiątki stoisk z przeróżnymi meblami, oświetleniem, elementami wodnymi, rzeźbami i donicami. Oraz następne tyle stoisk z małymi przynoszącymi radość przedmiotami, które tak naprawdę trudno skwalifikować… i książki, i zioła… i czego tylko dusza wielbiciele ogrodów zapragnie…
Tekst i zdjęcia Agnieszka Hubeny-Żukowska, Pracownia Sztuki Ogrodowej

Wysłuchaj swoich pragnień – „Świat Rezydencji Wnętrz & Ogrodów” 3 (9)/2009

Nie ma chyba człowieka, który po męczącym dniu w pracy, po długiej podróży czy nawet dniu spędzonym z rodziną, czy na zakupach nie chciał zrelaksować się kładąc swoje zmęczone ciało w pozycji horyzontalnej. To naturalna potrzeba fizjologiczna, a gdy do tego dołożymy wygodną kozetkę, leżankę lub hamaczek, przytulny kocyk, delikatny powiew wiaterku pachnący ogrodem i szum drzew zmieszany z cichym śpiewem ptaków tworzy się raj na ziemi. Miejsce do cichego wypoczynku na świerzym powietrzu można zaaranżować zarówno w dużym i małym ogrodzie, na dachu, tarasie jak i niewielkim balkonie. Chcemy wypoczywać, wypoczynek jest w modzie i dlatego projektanci z całego świata proponują nam różnorakie formy ogrodowych mebli wykonanych w różnych stylach, z różnych materiałów i w różnej formie.
Ogród to miejsce narażone na ciągłe zmiany temperatury, wilgotności i nasłonecznienia. Promieniowanie UV, deszcze i wiatry to przysłowiowy „gwóźdź do trumny” dla wielu materiałów w tym drewna oraz kolorowych dzianin, które na słońcu płowieją. Współcześnie jednak meble coraz częściej wykonywane są z materiałów, które są odporne na te niedogodności. Obecnie możemy kupić przepiękne meble ze sztucznego rattanu, egzotycznego drewna, różnego typu metali oraz tworzyw sztucznych. Meble powinny być ładne i trwałe, ale powinny też być wygodne i pasować do miejsca, w którym zamierzamy je ustawić. Meble ogrodowe mogą, bowiem stanowić dodatek do wnętrza ogrodowego, ale mogą też być główny „gwóźdź programu”, wokół którego wnętrze zostanie zaaranżowane. W ogrodzie meble mogą znaleźć się w kilku miejscach, jednocześnie nadając im charakter i podkreślając ich funkcję. W cichych osłoniętych zakątkach będziemy chcieli czytać książkę lub drzemać, na tarasie obiadowym, przy kuchni ogrodowej lub grillu ideałem będą wygodne komplety złożone z krzeseł i stołu, a na tarasie wypoczynkowym i przy basenie najchętniej ustawilibyśmy sofy, leżaki i leżanki.

2009.3 SRWO Wysłuchaj swoich pragnień (1)      2009.3 SRWO Wysłuchaj swoich pragnień (2)      2009.3 SRWO Wysłuchaj swoich pragnień (3)
Tak jak modne są ogrody różnych styli – zarówno nowoczesne jak i klasyczne, czy rustykalne, tak dostępne są różne meble, które z tymi ogrodami będą harmonizować. W pachnących ogrodach kwiatowych, możemy ustawić romantyczne, misternie zdobione huśtawki, które niejednokrotnie same w sobie stanowią dzieła sztuki. Na takiej huśtawce miło będzie pani domu wypoczywać czytając poetycką opowieść. Również dla pań adresowane są wygodne leżanki, które ustawione mogą być zarówno w oranżerii jak i na tarasie, pod dającą cień pergolą lub w pełnym słońcu przy basenie. Z kolei dla panów poleciłabym wygodne masywne ławy, leżaki, wygodne fotele lub hamak zawieszony wśród drzew. Z hamaka na pewno równie chętnie skorzysta reszta członków rodziny…
Do odpoczynku wraz z przyjaciółmi potrzebna jest nam nieco inna, mniej liryczna sceneria oraz trochę większe wnętrze ogrodowe. W tym przypadku wygodniejsze będą sofy, fotele i krzesła oraz stoły i stoliki, ustawione w ogrodowej kuchni, nad basenem lub na tarasie. Jeżeli ogród przyjął formę minimalistyczną to doskonałe będą geometryczne kanapy i architektoniczne fotele ze sztucznego rattanu. Swoje zadanie spełnią również gięte meble z egzotycznego drewna czy aluminium. Bardzo modne ostatnio ogrody minimalistyczne lub ponowoczesne często koncentrują się na dwóch kolorach – zielonym i innym dodatkowym np.: białym, purpurowym, fioletowym lub pomarańczowym. Do tego typu ogrodów doskonałym dodatkiem kolorystycznym mogą być wygodne jednolite lub wzorzyste poduchy lub meble z tworzyw sztucznych, które przyjmują różne można by rzec „dziwne” kształty. Takie mebelki poza swą oczywistą funkcją pełnią w ogrodzie również dodatkowe zadanie rzeźby ogrodowej. W projekcie bardziej konwencjonalnym znacznie bardziej pasować będą meble z metaloplastyki lub ich lżejsze odpowiedniki ze specjalnych stopów metali. Można tu będzie również dopasować bardziej klasyczne formy mebli z drewna i rattanu.
Można powiedzieć, że wybierając meble do ogrodu „wszelkie chwyty są dozwolone”. Warto jednak zwrócić uwagę na to, aby nasz wybór nie był oparty jedynie o wygląd, ale również o funkcjonalność mebli. (Pomijając oczywiście ogrody, w których mebel ma być wyłącznie rzeźbą ogrodową). Jeżeli nasze meble mają być funkcjonalne to zwróćmy uwagę na to ile ważą! Czy krzesło, które będzie stało przy stole przesuniemy z łatwością, czy będziemy musieli w tym celu wynająć dźwig, lub wystawić na próbę siłę swego partnera? Czy nóżki krzeseł nie będą wpadać pomiędzy deski lub kafle tarasu? (Swoją drogą robiąc nawierzchnię tarasową również warto wziąć pod uwagę fakt, że powinny na niej stabilnie stać meble). Warto również zadać sobie pytanie czy meble przetrwają próbę deszczu i słońca oraz gdzie i jak będziemy przechowywać je podczas zimy? Na czym polegać ma konserwacja mebli i czy konserwację możemy przeprowadzić sami, czy może (lub musi) przeprowadzić ją specjalistyczna firma?
Wybierając meble ogrodowe warto również zasięgnąć rady architekta lub projektanta ogrodu, który doradzi nam, które z nich będą współgrały z ogrodem tworząc jedną całość i uzupełniając się nawzajem.
… A potem pozostaje nam tylko leżeć i wypoczywać…

Agnieszka w Krainie Zielonych Olbrzymów – „Świat Rezydencji Wnętrz & Ogrodów” 3 (9)/2009

I tak pewnego wiosennego dnia, rankiem stanęłam u bram Levens Hall. Właśnie opadła mgła, a słabe poranne promienie słońca nie zdążyły jeszcze przebić się przez chmury. Ledwo widoczna bryła Elżbietańskiego pałacu otoczonego zielenią, wszędobylska cisza oraz wilgotna atmosfera sprawiły, że z jednej strony czułam, że jestem tu sama, z drugiej jednak, doświadczałam na sobie jakby spojrzenia obserwujących mnie oczu… Ogród został dopiero otwarty i w okolicy nie było innych zwiedzających. Panujący tu nastrój sprawił, że z trudnością i jakby pewnym lękiem szłam wzdłuż budynku do widniejącej przede mną bramy ogrodowej. Chociaż niewielka, stanowiąca jedynie mały otwór w grubym murze brama hipnotycznie zapraszała mnie do swego wnętrza. Ogród we frontowej części pałacu był niewielki, schludnie utrzymany i dość ładny. Ja jednak nastawiona byłam na obejrzenie zawartości ogrodu za murami i nie zwracałam uwagi na pospolite w Wielkiej Brytanii żywopłoty czy też niewielkie strzyżone piramidy… Przyjechałam tu specjalnie dla topiar zaprojektowanych przez Monsieur Beaumonta, jedynej żywej pozostałości po człowieku, który brał udział w tworzeniu ogrodów Wersalu i Hampton Court. Ścieżka prosta, furta niewielka i nawet widok przez nią dość pospolity… Moja fascynacja jakby osłabła. Może trochę się zawiodłam… I wtedy obróciłam się w lewo…

2009.3 SRWO Agniszka w krainie zielonych olbrzymów (2)  2009.3 SRWO Agniszka w krainie zielonych olbrzymów (3)

Tego widoku nie zapomnę nigdy w życiu!! Jak olbrzymie dinozaury z prehistorycznych czasów tuż przede mną wyrastały z ziemi masywne bryły kilkunastometrowych zielonych posągów. Jak Alicja w Krainie czarów z uniesioną ku górze głową szłam w głąb ogrodu niczym dziewczynka za białym królikiem. Soczysta zieleń krzewów, ich ogrom w powiązaniu z wilgotnym wiosennym powietrzem sprawia, że straciłam poczucie normalnie odbieranej perspektywy, świadomość swego niewielkiego rozmiaru przytłaczała, a niesamowite kształty krzewów sprawiły, że nierealne stało się realne. Ogród był napakowany topiarami, zielonymi rzeźbami które pamiętają czasy Aleksandra Pope, tego samego który swym esejem w 1713 roku zapoczątkował krucjatę przeciw tym „zielonym potworom”. To między innymi za jego sprawką możni ówczesnych czasów bardzo szybko wyzbyli się ze swych ogrodów wszystkich strzyżonych form… na ich miejsce nastały krajobrazowe ogrody Kenta i Browna… Ale nie tu, nie w Levens Hall. Tu jest ostoja tych olbrzymów. Niektóre z nich to w 100% oryginalne, ponad 300 letnie okazy cisów i bukszpanów, które starannie przycinane są w fikuśne kształty. Już od roku 1688, kiedy to właściciel posiadłości Colonel Grahame zlecił słynnemu artyście zaprojektowanie ogrodu, kilkanaście pokoleń ogrodników dba o ogród w Levens Hall. O dziwo jednak do dnia dzisiejszego pracowało tu jedynie 10 głównych ogrodników, którzy całe swoje życie poświęcali tym przepięknym ogrodom. Posiadłość od ponad 700 lat pozostaje w rękach tej samej rodziny, która nie zwracając uwagi na zmieniającą się modę ogrodową dba o wygląd ogrodu. Ciekawostką jest również to, że opiekunem ogrodu była prawie zawsze kobieta – żona pana na włościach, która zazwyczaj żyła znacznie dłużej od swego męża. (Podobno rzeczy miały się tak za sprawką cyganki, która nie wpuszczona do pałacu przeklęła jego właściciela przepowiadając wcześniejszą śmierć każdego z kolejnych panów Levens Hall.) W ciągu tych długich lat topiary, tak jak i zabudowa pałacu zmieniały nieco swój kształt. W tej jakże długiej historii istnienia ogrodu zdarzały się też pewne potknięcia pielęgnacyjne. Na przykład za czasów kiedy ogrodem opiekowała się synowa córki założyciela ogrodu – Viscountess Andover, która postanowiła pozwolić ogrodowi na swobodny rozrost. Efekt tego był taki, że jej następczyni oraz jej ogrodnik musieli wymienić 9 mil obwódki bukszpanowej, która nie nadawała się do dalszego strzyżenia. Od tamtej pory jednak ogród przechodząc z rąk do rąk jest starannie pielęgnowany. Ogrodnicy z wielką dokładnością i pieczołowitością strzygą krzewy w kształty przypominające gigantyczne kilkunastometrowe grzyby, żuki, ślimaki, bezy, stożki, walce i spirale. Kiedy w kwietniu odwiedzałam posiadłość strzyżone żywopłoty i bajeczne topiary w towarzystwie wiosennych kwiatów zapierały dech w piersi. Ogród z topiarami to tylko fragment całego założenia, dalej znajdują się bowiem jabłoniowy sad, gaj leszczynowy, ogród ziołowy oraz powstała w 1994 roku, otoczona lipowymi tunelami nowa część ogrodu z fontanną. Ogród w Levens Hall to z pewnością jedyny w swoim rodzaju rodzynek na torcie sztuki ogrodowej, a wizyta w nim to jak podróż do świata Alicji z Krainy Czarów…
Topiary to sztuka strzyżenia drzew i krzewów w różnorodne kształty. Najprostszą formą topiar są żywopłoty, stożki oraz kule. Jednak wytrawni ogrodnicy potrafią wyczarować z krzewów także bardziej skomplikowane kształty takie jak cyfry, arabeski, łuki, postaci ludzi i zwierząt, a nawet całe krajobrazy. Według Pliniusza Starszego, sztucznie formowane krzewy występowały w ogrodach starożytnych już w 38 roku p.n.e. Pod koniec 1 wieku naszej ery były już popularne i występowały w większości ogrodów zamożnych rzymian, którzy podbijając kolejne państwa i tworząc na ich terenach swoje siedziby rozprzestrzeniali wiedzę i modę na topiary. W mrocznych czasach średniowiecza gdzie ludzie myśleli raczej o przetrwaniu niż o pięknie ogrodów, sztuka strzyżenia krzewów przeżyła ukryta za klasztornymi murami. Po kilku setkach lat ponownie odkryta przeżyła swój wielki powrót w okresie renesansu. Począwszy od XV wieku nastało 300 złotych lat topiar, w których strzyżone formy występowały zarówno w postaci olbrzymich połaci geometrycznych parterów jak i pojedynczych rzeźb ogrodowych. Późniejsze ogrody krajobrazowe prawie w całości wyparły topiary. Sporo z nich oparło się jednak wiatrowi zmian. Niektóre z nich przetrwały kryjąc się w ogrodach wiejskich, inne zachowały się za kamiennymi murami pałaców i zamków angielskiej arystokracji. Obecnie na całym świecire, w każdym ogrodzie możemy napotkać na jakieś formy topiar czy to w postaci żywopłotów, strzyżonych kul, czy też w japońskiej odmianie tej sztuki – bonsai.
Tekst i zdjęcia Agnieszka Hubeny-Żukowska, Pracownia Sztuki Ogrodowej

Jeden dzień w raju – „Świat Rezydencji Wnętrz & Ogrodów” 2 (8)/2009

Eden Project został wybudowany, jako jeden z projektów milenijnych dla uczczenia roku 2000 w Wielkiej Brytanii. Powstał na miejscu 160-letniej, zamkniętej już, kopalni gliny do produkcji chińskiej porcelany, usytuowanej w Bodelva w poblirzu St. Austell w Kornwalii. Było to gigantyczne przedsięwzięcie, które zresztą jak mówią sami twórcy i projektanci ciągle się rozwija. Wystarczy wspomnieć, że ze względu na specyfikę miejsca, ukształtowanie terenu wymagało przesunięcia 1,8 miliona ton ziemi, co zajęło aż sześć miesięcy. Przywieziono dwa tysiące bloków skalnych, z których niektóre miały nawet 11 metrów długości. Przykryto część doliny gigantycznymi szklarniami, które zostały uznane za największe na świecie i wpisane do Księgi Rekordów Guinnesa. Wyprodukowano 83 tysiące ton podłoża, a na końcu posadzono w nim około milion roślin, które w większości wyhodowano z nasion.

2009.2 SRWO Jeden dzień w raju (2)  2009.2 SRWO Jeden dzień w raju (4)
Eden projekt już po samym przyjeździe zadziwia swą potęgą. Same parkingi, wydawało by się tak przyziemna rzecz, są przepięknie obsadzone różnorodną roślinnością i położone na kilku tarasach zajmujących ogółem ładnych kilka hektarów. Ta nagła eksplozja zieleni jest tym bardziej uderzająca, że krajobraz w tej części Kornwalii to głównie pokryte trawą nieużytki, a raczej pastwiska z wolno pasącymi się stadami białych owieczek. Gdzieniegdzie widok urozmaicają zamknięte kopalnie odkrywkowe oraz niewielkie wioski robotnicze o raczej mało interesującej architekturze. Eden projekt jest więc przysłowiowym rodzynkiem tej okolicy, w którym ekologia łączy się z nowoczesnością, ciekawą architekturą oraz nutką dowcipu w postaci na przykład kilku metrowej pszczółki „pasącej się” na polu lawendy.
Kiedy pokonamy już kilkaset metrów krętej drogi prowadzącej od miejsc parkingowych do budynków stanowiących przednie wrota ogrodu, zobaczymy niezwykły widok, który zapada głęboko w pamięci. Olbrzymie konstrukcje z aluminium i folii, a raczej pewnego rodzaju tworzywa sztucznego, które przypominają olbrzymie bańki mydlane, eskimoskie igloo, lub zatopione w ziemi piłeczki golfowe… Inspiracją dla ich architekta była podobno piana mydlana…

2009.2 SRWO Jeden dzień w raju (3)  2009.2 SRWO Jeden dzień w raju (1)

Jest to główna, ale nie jedyna atrakcja tego miejsca – szklarnie mieszczące w sobie fragmenty krajobrazów różnych krajów i stref klimatycznych. Konstrukcje te zdecydowanie dominują nad doliną, nie zajmują jednak większej części terenu, są miejscem, do którego się zmierza. Spacerek do „bąbli” jest jednak usiany niespodziankami, zajmuje też sporo czasu. Wiodąca nas w dół, „ku przeznaczeniu”, kręta ścieżka przebiega bowiem przez różnorodne wnętrza ogrodowe. Na przykład przez ogród ziołowy czy plac zabaw dla dzieci, w którym nawet dorosły może stracić rachubę czasu. Jak przystało na projekt ekologiczny miejsce zabaw dla dzieci utworzone zostało z wiklin. Jest to niewielki skrawek terenu pokryty labiryntem korytarzy wiklinowych, które łączą ze sobą nieco większe pokoiki i otwarcia. Całość meandruje pomiędzy kilkoma piaskownicami, a właściwie stanowi jedną wielką piaskownicę. Zaskakujące są tu jednak nie tylko same wnętrza ogrodowe kryjące w sobie ciekawostki ekologiczne, ale również nowoczesne rzeźby na przykład postać olbrzymiego robota, który stworzony został z różnorodnych odpadów metalowych.
Zbliżając się ku szklarniom, człowiek zaczyna zdawać sobie sprawę jaki jest w stosunku do niej malutki. Oglądając konstrukcje z góry, z drugiej strony doliny, zdawało się, że są znacznie mniejsze… Tuż przed wejściem spragnionych i głodnych odkrywców wita restauracja otoczona przepięknym ogrodem ziołowym. Niezliczone kolory roślin oraz zapach ziół dodatkowo pogłębiają apetyt na świeżo przyrządzone sałatki oraz soki z ekologicznych warzyw i owoców. Jedni powiedzą dobry chwyt marketingowy… a mnie zachwyciły zioła, doskonałe zestawienia kolorystyczne, kwitnące czosnki ozdobne oraz pachnące tymianki i szałwie.
Wnętrze szklarni przytłacza swą powierzchnią. Zmieściły się tu fragmenty krajobrazów morza śródziemnego ze swymi bielonymi murami oraz terakotowymi donicami wypełnionymi pelargoniami. Starczyło też miejsca na skrawek Australii i Ameryki. Pomiędzy winnicami, stepami i kolorowymi kwiatami tańczą tubylcze plemiona ustawionych rzeźb. Całość jest niezwykle malownicza i spacer w tej części szklarni to czysta przyjemność. Równie ciekawie, choć czasami znacznie mniej przyjemnie, spaceruje się w tropikalnej części Eden Project. Przy samym wejściu usytuowana została „bananowa farma” z olbrzymią makietą statku towarowego, do którego owoce, jak przystało na prawdziwą plantację, przemykają na hakach nad naszymi głowami. Potem jest już nieco mniej „słodko”, choć niezmiernie ciekawie. Tu zaczyna się prawdziwa dżungla. Jedynie przez chwilę cudowny wodospad, wyłaniający się zza zieleni, ochładza powietrze, dalej jest już parno i gorąco, naprawdę gorąco… Odgłosy ptaków oraz konieczność omijania, wychodzących na wyznaczone ścieżki, olbrzymich liści roślin tropikalnych nadają dżungli realizmu. Nadal jest bardzo gorąco, a aparat fotograficzny cały pokryty jest parą wodną, zresztą mokry jest nie tylko aparat… a ja zaczynam tęsknić za Europą. Na ostatniej prostej tej ścieżki zdrowia, prowadzącej poprzez kręte dróżki, mostki i schody, wita nas kolorowy samochód należący do fabryczki cukru z trzciny cukrowej. Żegnam gorąco szklarnie i wyruszam w poszukiwaniu chłodnej bryzy otwartych ogrodów.
Żeby wydostać się z doliny możemy skorzystać z pociągu turystycznego lub wspiąć się krętymi ścieżkami wzdłuż obsadzonych różnorodnymi roślinami tarasów. Warto wspomnieć, że klimat Kornwalii pozwolił twórcą ogrodu na sadzenie tu paproci drzewiastych, olbrzymich juk czy bambusów. Po drodze zobaczymy też pola lawendy, ogródek warzywny oraz jeszcze kilka atrakcji. Cały teren usiany jest bowiem licznymi niespodziankami.
Eden Project jest centrum edukacji ekologicznej oraz centrum badań. Organizowane są tu różnorodne imprezy zarówno dla małych jak i dla dorosłych, a żeby spokojnie zobaczyć cały ogród musimy spędzić tu cały dzień. Bardzo smakowity i interesujący dzień…
Tekst i zdjęcia Agnieszka Hubeny-Żukowska, Pracownia Sztuki Ogrodowej

Naturalna perfumeria – „Świat Rezydencji Wnętrz & Ogrodów” 2 (8)/2009

„Zapach deszczu”, „zapach wiosny”, „zapach świtu”… Można powiedzieć, że to nazwy perfum stworzonych przez naturę, to mieszanki różnorodnych, czasem trudnych do określenia woni. Jednocześnie są to składowe zapachu ogrodu. Czym więc ogród pachnie? Marząc o cichym lenistwie w ogrodowym hamaku zamykam oczy i przypominam sobie zapach ogrodu, wyławiam z tej słodkiej mieszaniny pojedyncze wonie… Zapach świeżo skoszonej trawy, zapach rozgrzanej ziemi, kory, wody, zapach świeżych poziomek, czarnej porzeczki, ziół i kwiatów… Ogród codziennie pachnie inaczej. Inna jest woń ogrodu rano, w południe i wieczorem. Inaczej pachnie w słońcu, inaczej po deszczu… Wiosna, lato, jesień, nawet zimą ogród „pachnie mrozem”… Projektowanie „pachnącego ogrodu” to naprawdę nie lada wyzwanie!
Rośliny to główne składniki perfumu zwanego ogrodem, jednak pachną nie tylko kwiaty. Olejki eteryczne nadające roślinom zapach znajdują się w liściach, korzeniach, kłączach, owocach, nasionach, cebulach i kwiatach. Szczególnie miłe są dla nas aromaty liści ziół. Orzeźwiająco pachną liście mięty, tymianek i macierzanka mają aromat korzenny, a rumianek lekko jabłkowy. Inne rośliny, które mają pachnące liście to na przykład lubczyk, geranium czy pelargonie. Pachną również rośliny iglaste. Któż z nas nie zna świeżego zapachu igieł sosny lub jałowca? Niewiele osób polubi za to zapach czarnego bzu, czosnku czy pomarańczowo i żółto kwitnących aksamitek. Zapach roślin i kwiatów ma stanowić wabik dla owadów od nich, bowiem zależy zapylenie kwiatów i wydanie owoców, a co za tym idzie przedłużenie gatunku. Niektóre kwiaty przyciągają owady swym wyglądem, dlatego niektóre rośliny o pięknych i kolorowych kwiatach nie „wysilają się by pachnieć„ (np.: różaneczniki). I na odwrót rośliny pięknie pachnące mogą mieć niepozorne kwiaty (np.: lipa). Są jednak kwiaty, które zarazem pięknie pachną i wspaniale wyglądają. To na przykład wszystkim znane lilaki (bzy), jaśminowce (jaśmin), magnolie czy też floksy. Jest jeszcze jeden szczegół, o którym warto wspomnieć. Niektóre rośliny silniej pachną rano, do nich należą maciejka oraz tytoń ozdobny inne, takie jak lawenda czy szałwia uraczą nas swoją silniejszą wonią w dni ciepłe i słoneczne.
Rośliny kwitną i pachną o różnych porach roku i aby nasz ogród był aromatyczny przez większą część roku powinniśmy dobrać do niego różnorodne gatunki roślin. Już w lutym swym zapachem zachwycić nas może wawrzynek wilczełyko (silnie trujący) oraz oczar, w kwietniu zakwita słodko pachnąca azalia pontyjska i mahonia. Zaraz po nich pojawiają się kwiaty magnolii, lilaków i jaśminowców wonnych, a od lata do jesieni ogród wypełniać mogą zapachy wiciokrzewu oraz róż. Te ostatnie powinniśmy starannie dobierać. Naukowcy skupiając się, bowiem na hodowli róż o niespotykanych kolorach, wytrzymałych na choroby i szkodniki, zapomnieli o zapachu… Coraz mniej tych przepięknych kwiatów roztacza woń. Nie gardźmy, więc starymi odmianami, które może są mniej odporne, ale za to jak cudownie pachną. Warto też wiedzieć, że intensywniejszy zapach mają róże o ciemnych, aksamitnych płatkach. Róże czerwone i różowe pachną najbardziej „różano”. Pomiędzy krzewami powinniśmy sadzić pachnące byliny: konwalie, floksy, w tym także rośliny cebulowe takie jak hiacynty, tulipany i narcyzy. Nie zapomnijmy również o roślinach jednorocznych: groszku pachnącym, maciejce, lewkonii i goździku brodatym. Rośliny pachnące powinniśmy sadzić w pobliżu kącików wypoczynkowych, w sąsiedztwie tarasów i ganków, na balkonach i przy oknach. Musimy jednak pamiętać o tym, że każdy nawet najpiękniejszy zapach zastosowany w nadmiarze może stać się uciążliwy i doprowadzić nas do bólu głowy.
Tekst i zdjęcia Agnieszka Hubeny-Żukowska

Kwiatowe show na pledzie – „Świat Rezydencji Wnętrz & Ogrodów” 1 (7)/2009

Ze względu na duży obszar którym dysponują organizatorzy, inaczej niż w Chelsea, ta wystawa miała bardziej charakter rodzinnego festynu. Można tu było podziwiać zarówno, najbardziej interesujące nas, przykłady rozwiązań projektowych jak i same rośliny, sprzęt ogrodniczy, pokazy florystyczne oraz tegoroczną nowość – obsadzenia sezonowe kwietników. Ponadto w trakcie trwania wystawy miały tu miejsce różnego rodzaju konkursy, a zwiedzający ucztowali rozkładając koce i kosze piknikowe na słynnych angielskich trawnikach.
Tegoroczna wystawa mogła zadowolić nawet najbardziej wyszukane gusta. Projektanci przedstawili bowiem zarówno ogrody nowoczesne jak i klasyczne, a i na ogródki warzywne również znalazło się miejsce. Dodam, że potocznie nazywane warzywniaki można było oglądać zarówno w wersji wiejskiego bogactwa kwiatów jak i miejskiego minimalizmu.
Przykładem ogrodu współczesnego może być „The Adlington Relax and Reflekt Garden”, który zainspirowany został, jak mówi jego autor, nowym stylem życia. I okazuje się, że nie ludzi młodych, a tych powyżej 55 lat! Co ciekawsze ogród przedstawiony na wystawie, zaraz po niej „trafił na swoje miejsce” – został w całości przeniesiony do Sandbach, gdzie znajduje się zespół budynków, dla których ogród został zaprojektowany. Cała koncepcja ogrodu została pomyślana tak, aby na wspólnej dla mieszkańców przestrzeni powstały wnętrza do cichego odpoczynku i relaksu wśród roślin. Odrobinę prywatności, w tej publicznej przestrzeni, zapewniają zarówno ażurowe ściany wnętrza jak i różnorodne formy roślinne. Od strony kompozycyjnej architektura jest przedstawiona raczej w sposób prosty i czysty, natomiast ogród jest pełen różnorodnych kontrastów, które nadają mu pewnej dynamiki. Zastosowano tu bowiem bardzo modne w tym sezonie kolory: biały – w formie architektury ogrodowej, zielony w postaci roślin oraz czerwony – jako dodatki: miękkie poduchy oraz kwiaty. Inny kontrast, którym posłużył się projektant to zestawienia strzyżonych brył żywopłotów oraz zwiewnych traw i delikatnych kwiatostanów krwawnika oraz krokosmi. Całe założenie ogrodowe przedstawia się bardzo ciekawie i elegancko, a projektant za swój pomysł wyróżniony został srebrnym medalem w kategorii Show Gardens.
Wspomniane przeze mnie ogródki warzywne – cóż za bogactwo form i kolorów. Zdawałoby się tak przyziemny i nieciekawy temat. A jednak! Już od kilku lat wzrasta zainteresowanie właścicieli ogrodów – tych dużych i małych, „uprawą” warzyw. Może uprawa to zbyt wygórowane określenie, jednak każdy z nas lubi świeży szczypiorek, marchewkę czy rzodkiewkę zerwaną prosto z grządki… a do tego kilka truskawek… o tym marzą nie tylko dorośli ale i dzieci! Na wystawie w Tatton można było podejrzeć kilka ciekawych rozwiązań takich niedużych „warzywniaków: i to zarówno w wersji ogrodu wiejskiego jak i małej przestrzeni ogródka miejskiego. Można było nawet podziwiać wiecznie zieloną – bo ceramiczną kapustę, która dumnie spoczywała wśród swojego pierwowzoru: główek kapusty białej. Ogród miejski został założony nieco inaczej bo w wielobarwnych skrzyniach, w których przepychały się równie kolorowe odmiany warzyw liściastych. Czy to dla ozdoby, czy do kuchni? Całość wyglądała bardzo świeżo, apetycznie i ciekawie. Doskonałe rozwiązanie zwłaszcza dla rodziny z dziećmi.

Na wystawę trzeba było poświęcić cały dzień i oczywiście nikt tego nie żałował. Prawie wszystkie przedstawione na wystawie ogrody jakby szeptały do nas: „usiądź i odpocznij”. Gdzie nie spojrzeliśmy tam kusiły nas wygodne ławy i fotele obłożone miękkimi poduchami… a to wszystko jakby utulone delikatnym kocykiem z zwiewnych traw i pachnących kwiatów… To dowód na to, że ogródki sielskie zdecydowanie przeżywają swój renesans, a jednocześnie można by rzec ciągle się rozwijają. Bo nie są to już ogrody charakterystyczne dla ogrodów wiejskich XIX czy XX wieku, a raczej ich przekształcenia dostosowane do naszych współczesnych gustów. Najpopularniejsze kolory tegorocznej wystawy to róże i fiolety w wersji pastelowej i tej bardzo intensywnej wręcz krzyczącej swą ostrością.
Wystawa w Tatton to światowej klasy impreza rodzinna, tu można było spokojnie oglądać pomysły projektantów, pić angielską herbatkę i odpoczywać na nisko strzyżonym trawniku. Jest to zdecydowana przewaga tej imprezy nad bardziej znaną wystawą Chelsea Flower Show, która odbywa się w Londynie. Z drugiej jednak strony można tu było czuć niedosyt w postaci mniejszej ilości ogrodów pokazowych no i światowych sław, które chętniej pokazują swoje projekty w Londynie. Dla każdego jednak coś dobrego. Z dziećmi, bardziej spokojnie i rekreacyjnie – zapraszam do Tatton. Zawodowo i hobbystycznie, zobaczyć propozycje projektantów – zdecydowanie bardziej polecam Chelsea.

Pomaluj swój świat – „Świat Rezydencji Wnętrz & Ogrodów” 1 (7)/2009

„Więc chodź, pomaluj mój świat”- mój dom, mój ogród… Przez całe życie obracamy się wśród kolorów, a rzadko kiedy zastanawiamy się nad ich znaczeniem… No właśnie, czy kolor w ogóle ma jakieś znaczenie? Naukowcy twierdzą, że tak, że już starożytni zwracali uwagę na to jakich kolorów używają do malowania wnętrz świątyń i innych ważnych budowli. Współcześnie powstała nawet nauka zwana Chromoterapią – czyli koloroterapią.. Ja nie jestem naukowcem… ale jako projektant ogrodów obserwuję świat i ludzi, i widzę, że kolor ma znaczenie! Często mówimy, że ktoś „patrzy przez różowe okulary”, albo kiedy ma wspaniałe samopoczucie, że jest mu „zielono”. Każdy z nas odbiera jednak barwy inaczej. Kolory wywołują różne reakcje. Jedne uspakajają nas, inne pobudzają a nawet rozdrażniają. Każdy z nas jest indywidualny i nasze preferencje kolorystyczne, kiedy to przeanalizujemy, zmieniają się z biegiem lat, pór roku czy też pod wpływem naszego samopoczucia.

2009.1 SRWO  Pomaluj swój świat 22009.1 SRWO  Pomaluj swój świat 3 2009.1 SRWO  Pomaluj swój świat 4 2009.1 SRWO  Pomaluj swój świat 1
Na świecie jest 16 milionów barw, przy czym oko ludzkie dostrzega ich zaledwie 256! Projektowanie ogrodu to „zabawa roślinami”, których paleta barw jest tak olbrzymia, że aż niemożliwa do opisania. Jednak poprzez preferencje klientów, często wyjęte z ich podświadomości, skala kolorów w których się poruszamy podczas projektowania ogranicza się do zaledwie kilku. Kiedy się zastanowimy, okazuje się że mamy tylko parę ulubionych kolorów, albo że jakiś kolor nam się podoba ale nie chcielibyśmy się nim otaczać, czy mówiąc inaczej „w śród niego żyć”. Można powiedzieć, że w takich momentach górę bierze nasz instynkt i to jemu się podporządkowujemy. W taki sposób dobrana gama kolorów może nam zapewnić długotrwałą radość z ogrodu… pod warunkiem, że dokonując wyboru nie jesteśmy w stanie nadmiernej euforii lub depresji… Bo po powrocie naszego stanu do nazwijmy to „normalności”, może się okazać, że wybrana wcześniej kolorystyka irytuje nas lub przygnębia. Obecnie przy doborze kolorów coraz częściej sugerujemy się jednak, nie naszym instynktem, a raczej panującą modą. Jest to również dobre rozwiązanie dlatego, że ogród powinien współgrać swą kolorystyką oraz formą z towarzyszącymi mu budynkami oraz wnętrzami tych budynków.
Kiedy pytam moich klientów jakie kolory lubią? Otrzymuję odpowiedź: kwiaty białe, kwiaty różowe, kwiaty niebieskie,… Ale, ale, kolor w ogrodzie to nie tylko kwiaty!! Kolor to również liście, pędy, owoce, mała architektura… kwiaty to dodatek!!
Ogrody naszego dzieciństwa, naszych babć faktycznie pełne były kolorowych kwiatów. Wysokich malw, żółtych słoneczników, wszędobylskich maków… Ale zamykając oczy powracają również wspomnienia z innymi kolorami.. to złote łany dojrzewających zbóż, na tle stalowego nieba, ogniste kolory jesiennych płaszczy lasów i kuszące nas swym słodkim rumieńcem jabłka. Czyli kolor ogrodu to nie tylko kwiaty…
Ogród to składowa wielu elementów, tak jak pomieszczenie w mieszkaniu ogród ma swoje ściany – płot, mur budynku, krzewy; podłogę – trawnik, ścieżka, taras i sufit – na przykład niebo lub korony drzew. Tak jak mieszkanie, tak też urządzamy ogród. Nie malujemy naszych mieszkań na zielono i nie obstawiamy ich różnorodnymi dodatkami (kwiatami). Staramy się do naszych wnętrz dobrać ulubioną tapetę czy farbę, do tego starannie kolorystycznie dobieramy podłogi – parkiet, terakotę czy dywan, potem przychodzą meble, a na końcu dodatki. Tak samo jest w ogrodzie. Dobrze zaprojektowany powinien cieszyć nas cały rok… a kwiaty kwitną najobficiej wiosną i latem. Wprawdzie jest wiele roślin których kwiaty pojawiają się również jesienią i zimą, ale nasze ogrody są w większości wypadków niewielkie i nie jesteśmy w stanie zmieścić w nich tyle roślin, aby zaspokoiły nasze kwiatowe oczekiwania przez cały rok.
Jak zatem zagospodarować nasz pokój, czy też pokoje, na świeżym powietrzu tak, aby widok z okien był imponujący cały rok? Otóż poza kwiatami mamy do dyspozycji wiele elementów, które mogą nadać naszemu ogrodowi koloru o różnych porach roku. Są to między innymi liście. I nie mówię tutaj jedynie o jesiennym odbarwianiu się roślin, ale o kolorze od wiosny do jesieni, a nawet zimy! Jest wiele odmian krzewów oraz bylin które poszczycić się mogą liśćmi o kolorze purpurowym, żółtym czy srebrnym. Niektóre z roślin mają liście wielobarwne na przykład zielone z jasnym obrzeżeniem, lub pstrokato nakrapiane. Niektóre rośliny zmieniają barwę liści z biegiem ich rozwoju – na przykład jako młode są pomarańczowe, a potem zmieniają swój kolor na żółty. Jest też wiele roślin zimozielinych i nie mówię tu tylko o popularnych „iglakach”, ale na przykład o bluszczu pospolitym, zimozielonej laurowiśni czy kalinie sztywnolistnej. Posługując się takimi roślinami możemy stworzyć piękne kompozycje barwne, które będą doskonałym tłem dla naszych dodatków – kwiatów.
Kolor w ogrodzie to również owoce oraz owocostany. Pojawiające się najczęściej w lecie, dojrzewające jesienią i nie rzadko pozostające na roślinach aż do wiosny wielobarwne owoce to nie tylko kolor roślin, ale również kolor odwiedzających ogród stołowników – pożeraczy tych przysmaków – ptaków. Piękne owoce to nie tylko nasze maliny, czereśnie czy jabłka deserowe, ale również wszystkim znana jarzębina, owoce jabłonek rajskich, ognika czy kalin. Kolorystyka owoców jest bardzo szeroka od białych i różowych owoców śniególiczki, przez żółcie, pomarańcze i czerwienie ognika czy jarzębiny aż do czarnych owoców bzu i niektórych kaliny. Wymieniam tu oczywiście tylko niektóre i to te najbardziej znane. Do tego owoce to bogactwo kształtów i wielkości. Niektóre są pokryte delikatnym meszkiem inne są błyszczące albo matowe. Oprócz owoców mamy też owocostany. Bardzo ciekawe są na przykład kłosy niektórych traw ozdobnych, albo przekwitnięte kwiatostany jeżówki, ostów ozdobnych lub rozchodników. Mogą pozostać w ogrodach aż do wiosny i będą cieszyć swą pastelową barwą przez całą zimę.
Kolor w zimowe miesiące mogą zapewnić również pędy krzewów. Nawet najpospolitsze derenie, których pędy w zależności od odmiany przybierają barwę zieloną, żółtą, pomarańczową lub czerwoną, nie wiadomo dlaczego, są w polskich ogrodach stosowane dość rzadko. Tak samo jak leszczyny, wierzby, trzmieliny i inne krzewy ozdobne z pędów. Wiedząc o takim bogactwie kolorów możemy poprosić projektanta o zaproponowanie odmiany odpowiedniej dla naszego ogrodu.
W małych, zwłaszcza nowoczesnych ogrodach coraz częściej pojawia się architektura ogrodowa i w takim wypadku to właśnie ona może nadać ogrodowi całoroczny kolor. W ogrodach współczesnych to murki, nawierzchnie i inne elementy stałe nadają ogrodowi struktury, a roślinność stanowi dodatkowe wypełnienie. Obecnie bardzo modne są ogrody jednokolorowe, skupiające się na jednym kolorze lub melanżu tonacyjnym danego koloru. Bardzo modne są pastelowe róże i fiolety. Ponadto ponadczasowa, elegancka biel i błękit. Po drugiej stronie szali stoją czerwień i purpura oraz intensywne pomarańcze i wściekłe róże. Modne są zarówno zestawienia harmonijne jak i mocne kontrasty. Jednym słowem co kto lubi, z pewnym jednak ograniczeniem wielobarwnych mieszanek kolorystycznych. Najmodniejsze są takie ogrody w których główną strukturę stanowią krzewy, drzewa i mała architektura, a ich kolorowym dodatkiem są starannie dobrane mieszanki roślin kwitnących oraz kolorowe detale w postaci na przykład donic czy poduch.
Tekst i zdjęcia Agnieszka Hubeny-Żukowska

Rewia sztuki – „Świat Rezydencji Wnętrz & Ogrodów” 3 (6)/2008

Obserwując tegoroczną wystawę można było zauważyć, że na rynek europejski starają się wejść również projektanci z krajów wschodnich – Chin i Japonii. Przedstawili oni swoje pomysły na rozwiązania ogrodowe, które równocześnie można było odczytać jako świeży powiew nowych pomysłów… a czasami, niestety, jako zgrzyt kulturowy. Z ciekawych projektów naszych wschodnich kolegów warto nadmienić „Garden in the Silver Moonlight” autorstwa Pani Haruko Seki, który charakteryzował się niezwykłą prostotą i harmonią. Cały ogród składał się ze sporych rozmiarów owalnego, płytkiego zbiornika wodnego gęsto obsadzonego różnorodnymi ozdobnymi z liści bylinami oraz bambusami. Charakter ogrodu został wydobyty poprzez proste wykończenia zbiornika oraz nadwieszoną nad lustrem wody swobodnie przechodzącą kładkę z jasnego piaskowca. Dodatkowo zastosowano element pionowy w postaci suchych, grubych pędów bambusowych. Tego typu minimalistyczne rozwiązania doskonale nadawałyby się do niewielkich przestrzeni miejskich, ogrodów nowoczesnych oraz zieleni przy firmach.
W ostatnich sezonach światową modą staje się również udzielanie się w pracy projektowej gwiazd z kręgów muzyki i filmu. Popularne są też ogrody symbole. Również na wystawie w Chelsea mieliśmy okazję oglądać tego typu ogród, powstał on na pamiątkę życia Georgea Harrisona – członka grupy The Beatles. Projektantkami ogrodu, zatytułowanego „From life to life, a garden For Georg”, były Yvonne Innes oraz żona nieżyjącego muzyka Olivia Harrison. Cały ogród skupiał się wzdłuż kolorowej ścieżki z mozaiki otoczonej różnorodnymi kwiatami. Ścieżka symbolizować miała życie i zmiany zachodzące w twórczości artysty, od pokrytego czerwoną cegłą Liverpoolu, poprzez kolorowe lata sześćdziesiąte, aż do cichej przestrzeni białego pawilonu – symbolu dojrzałej twórczości muzyka.

   

Zupełnie inaczej temat ogrodu rozwinęła ekipa australijska – stali bywalcy Chelsea Flower Show, która zresztą, co roku zdobywa wysokie noty zarówno u wystawowego jury jak i szerokiego grona publiczności. Australijczycy już od kilku sezonów prezentują projekt jednego z większych ogrodów wystawowych. Tym razem duża część terenu zagospodarowana została tarasem drewnianym otoczonym murkami z płyt piaskowca. Murki te ciekawie i z wielkim kunsztem stopniowo przechodziły swą płynną konstrukcją, w ławy i siedziska wokół oryginalnego stołu – paleniska. Inną ciekawostką był zbiornik wodny, który był jakby wycięty nożem z drewnianego tarasu. Całości smaku dodawała odpowiednio dobrana kolorystyka kamiennych płyt oraz muru otaczającego ogród.
Każdy z ogrodów reprezentowanych na wystawie jest nietypowy, jednym może się podobać innym nie, ale o to przecież na tego typu wystawach chodzi – „dla każdego coś dobrego”… Jednym z ogrodów, który według mnie był kwint esencją tego co w tym roku będzie promowane, był ogród: „The Laurent-Perrier Garden”, zaprojektowany przez znanego angielskiego projektanta Toma Stuarta-Smitha. Właśnie ten ogród, chociaż pod względem atrakcyjności nie był moim faworytem, zdobył złoty medal. Na powierzchni całego ogródka dominowały gęste obsadzenia z bylin o ciekawych pod względem kształtów liściach. Pomiędzy nimi ustawione zostały wyniesione na wysokość około 50 cm betonowe, prostokątne zbiorniki wodne, a nad całością dominowały strzyżone formy drzew. Całość kolorystycznie była raczej zrównoważona, bo wszystko sprawiało wrażenie wszechobecnej zieloności. Jedynym urozmaiceniem kolorystycznym, choć raczej niedużym, były białe kwiaty piwonii, rodgersji i jarzmianki większej.
Już od kilku sezonów podobny rodzaj nasadzeń przedstawia w swoich projektach inny bardzo znany projektant ogrodów, autor książek i współtwórca programów telewizyjnych – Irlandczyk Diarmuid Gavin. W tym roku projektant przemieszał strzyżone bukszpanowe kule z lawendą, szałwią i czosnkami olbrzymimi, co zdecydowanie zróżnicowało kolorystykę ogrodu. Jednak jak w każdym swoim projekcie Gavin zaproponował dodatkowy, nieroślinny element. Tym razem były to nadające nowoczesności olbrzymich rozmiarów metalowe kwiaty w formie lekko zacieniających, ażurowych parasoli. Efekt rzucających cień „stokrot” był niesamowity, choć wzbudzały one, jak i zresztą inne prace projektanta wiele kontrowersji. Prawdę mówiąc na terenie wystawy takich najbardziej lubianych i zarazem nie lubianych ogrodów było więcej… Ogród – The Lloyds TSB Garden mnie osobiście zachwycił najbardziej ze względu na swą oryginalność oraz odwagę twórczą projektanta, który zaproponował czerwoną, szklaną altanę w niespotykanym kształcie. Altanę, czy raczej fragment daszku ustawiono na platformie „unoszącej się” nad zbiornikiem wodnym. Dodatkowo platforma – taras wydzielona została od pozostałej części ogrodu przy pomocy kotary wodnej. Jedyną drogą łączącą obie części ogrodu był wąski, kręty pomost wykonany z drewna. Cały ogród otoczony został intensywnie czerwonymi murami i zapełniony wielobarwnym nasadzeniem z kwitnących bylin. Mnie osobiście proponowany zestaw kolorystyczny do końca nie przekonywał, natomiast całość była zdecydowanie bardzo ciekawa.
Podsumowując spostrzeżenia ze wszystkich proponowanych ogrodów zdecydowanie można stwierdzić, że rośliny iglaste ustępują miejsca rośliną liściastym, zwłaszcza bylinom o dużych architektonicznych liściach. Bardzo popularne stają się gęste nasadzenia różnokolorowych lub jednobarwnych, kwitnących bylin tworzących sielskie łąki pośród bardziej formalnych krzewów, kanałów wodnych oraz ciągów komunikacyjnych. Powracają formy strzyżone krzewów i to zarówno w postaci żywopłotów jak i różnokształtnych topiar oraz ciekawych kształtów drzewek bonsai. Zupełną nowością w tym roku były natomiast zielone ściany. Doskonały pomysł na małe miejskie przestrzenie i to zarówno w ogrodach jak i na tarasach czy dachach o odpowiedniej nośności. Elementy wodne zostały przedstawione chyba w każdym z ogrodów wystawowych i były to zarazem kanały wodne, zbiorniki wodne jak i niewielkie kaskady. Zdecydowanie najmniej zaobserwowałam typowych fontann. Wspomniane już kanały wodne występowały za to zarówno jako sporej wielkości i długości elementy jak i niewielkie podłużne zbiorniki wypełnione wodą stojącą.
Wystawa trwa tylko kilka dni, a pomimo to zjeżdżają zwiedzający z całego świata. Są pośród nich zarówno hobbyści i miłośnicy ogrodów jak i dziennikarze rządni sensacji, są też projektanci, którzy starają się całą duszą pochłonąć jak największą liczbę informacji i widzianych obrazów. Opuszczając wystawę chyba większość ze zwiedzających czuje oszołomienie oraz przepych widzianych ogrodów. Aż chce się przystąpić do pracy i zaproponować u siebie w kraju podobne odważne projekty…
Tekst i zdjęcia Agnieszka Hubeny-Żukowka

Zielone puzzle – „Świat Rezydencji Wnętrz & Ogrodów” 3 (6)/2008

Aby ogród nie był nudny czy monotonny wprowadza się tak zwane wnętrza ogrodowe, które mogą spełnić jakąś określoną funkcję lub być tylko urozmaiceniem przestrzeni.
W dużych ogrodach jest większe pole do popisu jeżeli chodzi o indywidualne funkcje wnętrz. Możliwe jest utworzenie kilku samodzielnych pokoi w postaci na przykład ogródków tematycznych. Najbardziej wszystkim znane i typowe wnętrza ogrodowe to na przykład otoczony żywopłotem ogródek różany czy warzywnik. Obecnie popularne stały się też fragmenty ogrodów poświęcone jedynie basenom, miejscom grillowania, czy też placom zabaw dla dzieci.
Wydzielenie przestrzeni żywopłotem jest najprostsze i najbardziej oczywiste, ale tak naprawdę wnętrze ogrodowe może powstać w różnoraki sposób, można też wnętrza podzielić ze względu na ich rodzaj i funkcję oraz na sposób wydzielenia z poza większego terenu. Jeżeli spojrzymy na ogród jak na zbiór funkcjonalnych pokoi to zauważymy: przedogródek, trawnik do gier i zabaw, taras kawowy, ogród warzywny itd. Możemy też podzielić ogród na nieco inne wnętrza: na ogród różany, alpinarium, ogród wodny, biały ogród… Wnętrza mogą być wydzielone bardzo wyraźnie – konkretnie, na przykład za pomocą murów czy strzyżonych żywopłotów, ale ich „ściany” mogą też być mniej oczywiste i wydzielać pokój ogrodowy tylko w pewnym stopniu. Takie wnętrze odbieramy bardziej obiektywnie, będzie ono osłonięte na przykład za pomocą wyższych i niższych krzewów. Jeżeli natomiast ściana stanie się jeszcze bardziej ażurowa to wnętrze takie w języku architektów krajobrazu będzie się nazywało subiektywnym. W takim wypadku jego ściany mogą tworzyć na przykład jedynie pnie drzew. Można też stworzyć wnętrze, które ścian w ogóle mieć nie będzie… Jak? Bardzo prosto! Na przykład parasol ogrodowy, czy nawierzchnia tarasu tworzą indywidualne pomieszczenia, które ścian nie mają…

2008.3  ŚRW&O Zielone puzzle 1 2008.3  ŚRW&O Zielone puzzle 2
Jakie są i czym się charakteryzują współczesne wnętrza ogrodowe? To dość trudne pytanie, a trudność ta wynika z faktu, że rodzaj wnętrz w ogrodzie uzależniony jest od bardzo wielu czynników, w tym od rodzaju działki (miejska, wiejska), stylu i wielkości domu, który stoi na działce, uwarunkowań siedliskowych i sąsiedzkich, a przede wszystkim od samego właściciela – jego upodobań, składu rodziny (dzieci) oraz aktywności na świeżym powietrzu.
W typowym dużym ogrodzie na przedmieściach lub na wsi, w ogrodzie pojawi się zapewne duży trawnik, być może basen, niewielki ogród warzywny lub ziołowy, ogród ozdobny, przedogródek, taras, miejsce na grill lub ognisko. Wszystkie te wnętrza będą miały spore rozmiary i będą połączone ze sobą przejściami i korytarzami. Z drugiej strony w niedużym ogrodzie miejskim trawnik zajmie znacznie mniej miejsca, pojawi się taras prawdopodobnie połączony z wiatą grillową. Miejsce basenu zajmie niewielki element wodny, który zapewne znajdzie się w sąsiedztwie tarasu kawowego… W ogrodach miejskich, ze względu na ograniczoną przestrzeń jedno wnętrze będzie płynnie przechodzić w drugie. Nie rzadko pokoje będą też pełnić wielorakie funkcje.
W ogrodach klasycznych „ścianami” wydzielającymi wnętrza będą najczęściej rośliny lub klasyczna architektura np.: drewniane pergole, kamienne lub ceglane mury. Można też użyć drewnianych czy wiklinowych parawanów. W ogrodach nowoczesnych natomiast, pojawi się znacznie więcej materiałów – będą to betonowe mury, szklane lub metalowe przegrody, ściany wodne, fikuśnie strzyżone rośliny lub wysokie trawy ozdobne. W obu wypadkach projektant może posłużyć się żywopłotami strzyżonymi lub grupami krzewów, stosuje się również wysokie byliny. Wnętrza ogrodowe jak pokoje w budynku są niezmiernie ważne. Powodują, że ogród staje się ciekawy, że chce się po nim wędrować i odkrywać go. Przejścia z jednego pokoju ogrodowego do drugiego ubierają obraz w pewne ramy nadając mu niepowtarzalny klimat zmieniający się w zależności od pory dnia i roku. Takimi ramami mogą być zarówno pnie i korony drzew, rozszerzenia pomiędzy obsadzeniami roślin, przerwy w strzyżonych żywopłotach jak i elementy architektoniczne takie jak bramy, furtki czy pergole.
Tak jak pisałam wcześniej otwarty ogród o terenie pokrytym jedynie trawnikiem i obsadzonym wzdłuż linii ogrodzenia żywopłotem jest strasznie nudny i monotonny. Właściciel właściwie nie ma po schodzić z tarasu, który najczęściej powstaje równocześnie z budynkiem, cały ogród jest w stanie zobaczyć z leżaka, spacer po ogrodzie wydaje się zbędny… Takie zagospodarowanie ogrodu, a właściwie jego brak w większości krajów uznaje się za „uporządkowanie terenu” nie za założenie ogrodu!!! Starajmy się więc urozmaicać naszą przestrzeń wokół domu, twórzmy ogrody po których warto spacerować, do których zwiedzania zapraszają nas zakamarki i ciekawe wnętrza ogrodowe.

Tekst i zdjęcia Agnieszka Hubeny-Żukowka

Pochwała sielanki – „Świat Rezydencji Wnętrz & Ogrodów” 2 (5)/2008

Żaden inny styl ogrodowej aranżacji nie budzi więcej emocji i nie działa równie silnie na wyobraźnię, co ogrody sielskie. Przesiąknięte romantycznym klimatem, wyidealizowane przez ludzi pióra są źródłem inspiracji dla malarzy. Ich magia stanowi też nieodpartą pokusę dla projektantów ogrodów na całym świecie; przez ponad dwa stulecia nie wyszły również z mody. Wśród zgiełku i zamętu współczesnego stylu życia, nacechowanego gorączkowością i szaleńczym tempem, cicha i niczym nie zakłócona idylla „tradycyjnych” sielskich ogrodów zyskała walor niemal mityczny.
Tematem obrazu przywoływanego przed oczyma wyobraźni jest furtka z łukiem uformowana ze strzyżonego cisu lub obrośnięte pnączem wejście prowadzące na ścieżkę z ubitej ziemi lub wyłożoną kamiennymi płytami o nieregularnym kształcie, która prowadzi do bielonej chaty krytej strzechą. Nad drzwiami kolejny tuk podpiera dalsze pnącza – być może róże, powojniki lub wiciokrzew (kapryfolium), a przy ścianie poprowadzone jest starannie drzewo owocowe – śliwa, jabłoń lub grusza. Po obu stronach ścieżki urządzone są rabaty, podzielone bocznymi ścieżkami. Nigdzie nie widać trawnika, drzewo owocowe rzuca cień i stwarza podporę dla gatunków pnących; motywem o bardziej formalnym charakterze są formowane cisy (jeden lub dwa). Wzdłuż obrzeży rabat wysadzone są kwiaty jednego rodzaju, np. goździki lub bratki, a rabaty kwiatowe wypełnia tryskająca życiem mieszanina samosiejnych roślin jednorocznych, bylin oraz ziół – nowe okazy są sadzone tam, gdzie znajdzie się miejsce. Na innych grządkach rosną liczne warzywa, wysadzone – w przeciwieństwie do kwiatów – w równych rzędach, stanowiąc element ogólnej harmonii i wnosząc kontrast formy, kolorów i faktury, tworzących całość sielskiego ogrodu.
Uzupełnieniem sielankowej scenerii są urokliwy szczebiot i ćwierkanie ptaków oraz senne buczenie pszczół. Taki właśnie obraz sielskiego ogrodu – spokojny, relaksujący i kojący – nosi w sobie każdy z nas, obraz oazy spokoju.

ŚRW&O Pochwała sielanki 1 ŚRW&O Pochwała sielanki 2
Tego rodzaju sielskie ogrody wciąż można spotkać w wioskach z malowniczych pocztówek, zarówno w Wielkiej Brytanii, jak i na wschodnim wybrzeżu USA (zwłaszcza w Maine, Massachusetts, Connecticut i New Hampshire), ale jest to tylko jedno z wcieleń ogrodów w tym stylu. Autor wyraża nadzieję, że na stronach tej książki uda mu się pokazać, że ogrody o założeniu sielskim są czymś więcej, niż tylko retrospektywą oraz, że potrzebom obecnych projektantów odpowiadają jak nigdy wcześniej.
Ogród w stylu sielskim stanowi fizyczną manifestację określonego stanu ducha. Zawiera w sobie kwintesencję cech dekoracyjnej aranżacji ogrodowej – jest oazą piękna i spokoju, rajem na ziemi. Nie istnieją ścisłe reguły tworzenia tego stylu, ze względu na jego pragmatyzm, wszechstronność i elastyczność, Liczba odmiennych interpretacji jest przeogromna, istnieje również możliwość adaptowania tego stylu do indywidualnych gustów i do warunków otoczenia. Prezentuje się on równie naturalnie w scenerii miejskiej, jak i wiejskiej przestrzeni, na dużej i małej powierzchni. Co więcej, styl sielski rozwijał się przez z górą 200 lat i przekazuje współczesnym projektantom tego typu ogrodów bogatą schedę, z której mogą czerpać pomysły i inspirację. Jednocześnie nie wyklucza sięgania po gatunki i materiały stosowane w nowoczesnych projektach.
Bez względu jednak na konkretny kształt i formę, ogród w stylu sielskim cechuje się prostotą i kreatywnością, nie wymaga dużych nakładów, a jego pielęgnacja jest stosunkowo łatwa.
Być może jednak powinniśmy zacząć od początku i zadać pytanie, co właściwie rozumiemy pod pojęciem ogrodu sielskiego? Jeśli za podstawę definicji posłuży „tradycyjny” angielski ogród sielski, wypełniony bujną mieszaniną roślin ozdobnych i użytkowych, wtedy będziemy mieli do czynienia z ogrodem, który wbrew powszechnemu przekonaniu nie sięga korzeniami zbyt daleko, Na dobrą sprawę brak jest źródeł pisanych na ten temat wcześniejszych niż druga połowa XVIII wieku. Z pewnością małe ogrody istniały już wcześniej, lecz albo należały do możnych i kryty się za murami średniowiecznych zamków, albo – gdy byty uprawiane przez zwykłych śmiertelników – hodowano w nich głównie gatunki służące przetrwaniu. Ogród sielski, w którym rośliny sadzi się wyłącznie ze względu na ich walory ozdobne, wiąże się zawsze z dwoma aspektami.
Po pierwsze, jego właściciel dysponuje dostatecznymi dochodami, by pozwolić sobie na zakup jadła i nie musi poświęcać grządek na własną uprawę warzyw; po drugie, założyciel ogrodu ma dostatecznie dużo wolnego czasu, by móc cieszyć się ogrodem. Zatem ogrody sielskie nigdy nie były domeną biednych mieszkańców wsi. Znajduje to potwierdzenie w najwcześniejszej angielskiej publikacji poświęconej ogrodom. Książka Thomasa Tussera A hundreth good pointes ofhusbandrie ukazała się w 1577. Tytuł wskazuje, że jej adresatem byt drobny farmer (ang. husbandman) lub rodzina zamieszkująca na wsi. Należy wszelako przypomnieć, że w Anglii epoki Tudorów na zdobycie umiejętności czytania oraz kupno książek mogli sobie pozwolić wyłącznie ludzie zamożni. Wobec tego pojawia się dylemat, dla kogo tak naprawdę wolumin ten został napisany? Chociaż Tusser określa swych czytelników jako farmerów, bliższa prawdzie będzie odpowiedź, że byli to ci, którzy pragnęli rozkoszować się niewątpliwymi urokami wiejskiej idylli – zapaleni ogrodnicy ze szlacheckim tytułem i niezależnymi dochodami, Wskazywałoby to na fakt, że już wtedy istniała potrzeba kreowania „stylu życia”.
Po drugiej stronie Atlantyku sytuacja wyglądała inaczej, Pierwsi osadnicy w koloniach musieli uprawiać rośliny, by przeżyć. Nie spodziewano się entuzjastycznego podejścia rdzennych mieszkańców Ameryki do dzielenia się własnymi płodami i technikami ich uprawy; pierwsze ogrody osadników miały charakter użytkowy; hodowano w nich gatunki pokarmowe, lecznicze oraz użytkowe. Tym sposobem upodobniły się one do angielskich odpowiedników. Wiele roślin również wyemigrowało za ocean. „Sielskie” ogrody nie były jednak w Ameryce igraszką arystokratów, lecz instrumentem przetrwania. G. Taylor w pracy Old-fashioned Gardening (1912) stwierdził, że te wczesne ogrody urządzano w pobliżu domostw; otaczano je drewnianym płotem ze sztachet lub żerdzi, chroniąc przed pasącymi się wieprzami i krowami. Każda wolna piędź ziemi była w nich obsadzana roślinami warzywnymi oraz kwiatowymi.

Kraina osobliwości – „Świat Rezydencji Wnętrz & Ogrodów” 2 (5)/2008

Formy ziemne, powstały najwcześniej „Land Dragon” oraz późniejsze „Snake Mound” i „Snail Mound” mają kształty organiczne, które jednocześnie nawiązują do kształtów chińskich smoków, fal energii i łańcucha DNA. Każda z powstających tu rzeźb, a nawet mała architektura łączy w sobie kilka punkt widzenia. Część terenu związana jest z bogatą historią Szkocji, dalej jest część, której głównym tematem jest wszechświat i budowa atomu, tu na budynkach, murach i chodnikach można odnaleźć między innymi modele wszechświata z różnych epok oraz wzory teorii Einsteina. Kaskada wodna – „Universe Cascade” ma przedstawiać skoki czasu wraz z zachodzącymi w świecie zmianami, a niewielki ogród kuchenny został przekształcony w ogród „Six Senses & DNA”. Tutaj pośród starannie strzyżonych w niespotykane wzory niskich żywopłotów z bukszpanu, lawendy i innych pachnących ziół umieszczone zostały rzeźby obrazujące wyobrażenia autora na temat zmysłów.
Charles Jencks przy pomocy głównego ogrodnika Alistaira Clarka, który jest jednocześnie osobą twardo stojącą na ziemi – co jest bardzo potrzebne (jak mówi sam projektant) nadal rozbudowuje swój ogród. Jednocześnie stwierdza, że tak naprawdę ogród nigdy nie zostanie skończony… Autor przyznaje, że jego pomysły ulegają ciągłym zmianom tak jak zmianom podlega wszechświat. Mówi, że jego projekt dostosowuje się również do warunków panujących w ogrodzie, że czasami efekt końcowy jest zupełnie inny niż początkowy zamysł… Marzeniem projektanta jest „zamknięcie ogrodu w całość” – stworzenie 3 dodatkowych części ogrodu, które umożliwią zamknięcie pełnej pętli. Charles Jencks ma w tej wizji pomocników – córkę i syna, którzy przejmują część obowiązków, ale jednocześnie są współtwórcami dalszych fragmentów ogrodu; drugą żonę – Louisa Lane Fox, która jest podporą projektanta oraz wspomnianego już Alistaira Clarka, który jako ogrodnik, oraz współtwórca ogrodu czuwa nad jego funkcjonalnością oraz stroną techniczną.
„Ogród Kosmicznych Spekulacji”, aby go zrozumieć właściwie, wymaga wielu wyjaśnień i zwrócenia uwagi na detale… Ale ogród jest również fascynujący bez tej oprawy filozofii chaosu… Dzieli się na kilka części, które tworzą ze sobą całość. Pierwsza, największa to formy ziemne pokryte krótko strzyżoną darnią z gigantycznych rozmiarów górą w kształcie stożka – ślimaka, oraz drugą, podłużną przedstawiającą wijącego się węża. Pomiędzy całością rozpościerają się fantastycznych kształtów lustra wody stworzonych przez Maggie Keswick stawów, w których odbijają się trawiaste góry, kwitnące wiśnie oraz wysokie topole. Przechodząc przez niewielki mostek przedostajemy się do innej części – dzikiego ogrodu obsadzonego młodymi brzozami o białej korze kontrastującej z soczystą zielenią podszycia. Tu wśród drzew ustawiony został również krąg z plastrów zmurszałych wewnątrz pni – „Diabelskie Zęby”. Idąc dalej napotykamy dziwną konstrukcję – intensywnie czerwone, powyginane mostki połączone serpentyną również czerwonej ścieżki. Całość wykonana jest z malowanego drewna. To „Skaczący Most”, który oczywiście ma swoje korzenie gdzieś w kosmosie oraz chińskiej mitologii, ale nawet dla zwykłego śmiertelnika to bardzo ciekawa architektura…
Bliżej domu znajduje się otoczony murem „Ogród Sześciu Zmysłów i DNA” z fantastycznymi rzeźbami nowoczesnymi przedstawiającymi zmysły. Jest tu 6 rzeźb, między innymi wśród ziół metalowy odlew w kształcie dwu połączonych nosów, metalowa spirala przedstawiająca zmysł smaku oraz drewniana konstrukcja – rzeźba zmysłu słuchu. Instalacja ustawiona została w kwaterach nawiązujących do tradycyjnego ogrodu ziołowego jednak sama forma obsadzeń jest bardziej „kosmiczna”. Nawet wzory metalowych furt i bram wokół ogrodu inspirowane są „falami energii” i wyglądają naprawdę imponująco zwłaszcza, że mury i żywopłoty wokół ogrodu również mają formę fal.
W pobliżu domu na wysokiej skarpie powstał wodospad o zadziwiającej formie dwu biegów schodów przecinających się zygzakowato. Na zakończeniu kaskady na samym dole znajduje się zbiornik wodny z elementem wodnym wydającym wprost „nieziemskie”, jęczące dźwięki rozchodzące się nad całym ogrodem. Z drugiej strony ogrodu, również w pobliżu domu znajduje się w sąsiedztwie a-cha „Taras Czarnej Dziury”. Jest to obniżenie w terenie na którym rośnie pojedyncze dużego drzewo. Z pod pnia drzewa, które jest jednocześnie centrum zadziwiającej konstrukcji wystaje spirala z metaloplastyki, która rozchodzi się po ziemi tworząc dziwne i jednocześnie ciekawe wzory.
Jak widać cały ogród jest osobliwy, czasami szokujący i niezrozumiały. Zmusza odbiorcę obrazów, jak również i dźwięków do przeżywania w jednej chwili różnorodnych wrażeń. Jest tu zaskoczenie, zaduma, niezrozumienie, ciekawość… Opuszczając ogród człowiek ma głowę pełną szalejących różnorodnych myśli…
Chyba jeszcze długo nic nas tak nie zaskoczy jak ogród Charlesa Jencksa i Maggie Keswick…
Tekst i zdjęcia Agnieszka Hubeny-Żukowska

Letnie peregrynacje domatora – „Salon i Sypialnia” 4/2008, wyd. Publikator sp. zo.o.

Na balkonie
Balkon to miejsce, które często towarzyszy naszym pokojom dziennym, przestrzeń ta jest jednak ciągle niedoceniana. Balkon i taras stanowią jednak doskonałą przestrzeń do zagospodarowania jako kącik relaksu. Odpowiednio urządzając i meblując ten niewielki obszar możemy osiągnąć zaskakujące wyniki. Kompozycja balkonu powinna nawiązywać do stylu i kolorystyki wnętrza pokoju, do którego przylega i z którego będzie oglądany. Nasz przykładowy balkon to wygodne miejsce wypoczynku pełne barwnych pledów i poduch uzupełnione detalami o współgrającej kolorystyce. Na balkonie oprócz popularnych skrzynek kwiatowych możemy również ustawić ozdobne donice z roślinami sezonowymi oraz bylinami czy też niewielkimi krzewami. Musimy jednak pamiętać, że balkon ma swoją ograniczoną nośność, nie powinniśmy, więc przesadzać z ciężarem ustawianych na nim ozdób. Na dużym słonecznym balkonie możemy pokusić się na rośliny o tropikalnym wyglądzie nawet, jeżeli w naszym klimacie są one jedynie roślinami sezonowymi np.: paciorecznik czy rącznik. Możemy również wystawić nasze rośliny domowe, którym dobrze zrobi świeże letnie powietrze. Z wystawianiem tych roślin powinniśmy jednak poczekać, aż temperatury powietrza ustabilizują się i zrobi się naprawdę ciepło. Na balkonach najlepiej wyglądają kompozycje różnej wielkości donic należy jednak pamiętać, że mogą one szybko przesychać i należy je często i regularnie podlewać oraz nawozić. Warto jest też, zwłaszcza w skrzynkach kwiatowych sadzić odpowiednio skomponowaną mieszaninę różnych gatunków roślin. Możemy w jednej skrzynce umieścić zarówno rośliny kwitnące jak i te ozdobne z liści, rośliny wyprostowane oraz te o pokroju zwisającym. W ten sposób stworzymy barwną, a przede wszystkim trwałą kompozycję.
W małym ogrodzie
Nawet w najmniejszym ogrodzie można wygospodarować miejsce na kącik relaksu. Wystarczy niewielki fragment nawierzchni utwardzonej tak, aby zmieścił się chociażby stolik i dwa krzesełka. Taki mały ogródek to połączenie projektu balkonu z fragmentem ogrodu. Powinny się tu znaleźć zarówno rośliny posadzone w gruncie jak i rośliny w donicach. W niewielkim ogródku znajdzie się miejsce na niskie ozdobne drzewa na przykład pięknie kwitnące jabłonie rajskie lub wiśnie ozdobne oraz robinie akacjowe odmiany „Umbraculifera”, o regularnych kulistych koronach Krzewami nadającymi się do małych ogródków są takie, które osiągają niewielkie wymiary od 0,3-1,2m wysokości. Z krzewów liściastych, które powinny dominować w kąciku relaksu, można polecić wszelkie odmiany tawuły japońskiej, miniaturową formę lilaka (potocznie nazywanego bzem): lilak Meyera „Palibin” lub rośliny znoszące cięcie takie jak bukszpan pospolity, niskie odmiany berberysu czy ligustr. Wśród roślin wieloletnich, w małym ogrodzie możemy sobie pozwolić na pozostawienie miejsca na rośliny sezonowe, które wedle uznania będzie można uzupełniać np.: wiosennymi hiacyntami, letnimi begoniami czy też jesienną kapustą ozdobną. Nieduże ogrody to również pole popisu dla ogrodników hobbystów, którzy mogą „pobawić się” kolorem i dosiać w wolne miejsca rośliny jednoroczne. Aby w ogrodzie panowała miła atmosfera można zainstalować niewielki element wodny: kaskadę, strumień, małą fontannę lub po prostu dzban z przelewającą się wodą. W ten sposób „zagłuszymy” odgłosy z sąsiednich ogródków i skupimy się na cichym, uspakajającym szumie wody. W małych ogrodach bardzo ważne są detale. Wolno stojące dzbany czy też rzeźba ogrodowa doskonale dopełnia kompozycję.

2008.4 Salon i Sypialnia - Letnie Perygrynacje domatora (1)  2008.4 Salon i Sypialnia - Letnie Perygrynacje domatora (2)  2008.4 Salon i Sypialnia - Letnie Perygrynacje domatora (3)  2008.4 Salon i Sypialnia - Letnie Perygrynacje domatora (4)
W ogrodowej altance
Ogrodowa altanka powinna być ustawiona w pewnej odległości od budynku. Jest to doskonałe rozwiązanie dla nieco większych ogrodów. Ze względu na zadaszenie altana może służyć swoim właścicielom i ich gościom zarówno w gorące słoneczne dni jak i jesienne popołudnia. W lecie daje upragniony cień, w deszczowe dni chroni przed wilgocią, a w jesienne chłodne wieczory możemy ustawić w niej ogrodowe podgrzewacze i dłużej cieszyć się pobytem na świeżym powietrzu. Altanki mogą mieć różną formę i wykonane mogą być z różnorodnych materiałów, ale należy pamiętać, że powinny swym wyglądem nawiązywać zarówno do architektury głównego budynku jak i do stylu ogrodu, w którym zostaną ustawione. Prezentowana altana znajduje się w środku ogrodu ziołowego i swą formą nawiązuje do stylu wiejskiego. Ogródki ziołowe to wspaniałe miejsce do wkomponowywania kącików wypoczynku. Pachnące kwiaty i zioła bardzo dobrze wpływają na nasze samopoczucie, a jeżeli jemy akurat obiad czy kolację to dodatek świeżych ziół będzie doskonałym dopełnieniem posiłku. Wokół altany ustawiono również ceramiczne donice z ziołami oraz kwiatami sezonowymi. Do obsadzania pojemników możemy użyć różnych roślin, a zwłaszcza ekspansywnych ziół, których nie powinniśmy sadzić do gruntu w ogrodzie: mięta, a szczególnie jej kolorowo listna odmiana „Variegata” oraz melisa lekarska, która ma również formę o liściach w złote plamy. Doskonale w doniczkach dają sobie również radę często stosowane w kuchni pietruszka oraz bazylia, która jest jednak ziołem sezonowym. Sadząc zioła w donicach musimy pamiętać, że aby wyglądały one ładnie muszą być często uszczykiwane. W ten sposób rośliny będą się zagęszczać i cieszyć nasze oko ładnym pokrojem przez cały sezon.
Tekst i zdjęcia Agnieszka Hubeny-Żukowska

Modny ogród – „REZYDENCJE” marzec – kwiecień /2008

Tak jak na rynku mody, tak też w ogrodnictwie wystawy lansują nowe trendy na zbliżający się sezon. Co więc będzie modne tego roku? Czy zakładać ogrody nowoczesne, angielskie czy może chińskie? Jakie rośliny, czy też kolory powinny się znaleźć w naszych ogrodach w tym roku? Już od kilku sezonów zaobserwować można tendencję projektantów do łączenia ogrodu z domem. Otwierania budynków tak, aby ogrody tworzyły dodatkowe wnętrza użytkowe. Projektanci pokazują nam swoje propozycje ogrodowych kuchni, z których można korzystać przez większość roku. Dla zapracowanych, interesujące mogą się okazać ogrodowe gabinety z podłączeniem do Internetu. A dla zmęczonych potrzebujących wypoczynku „ogrodników” projektanci proponują niewielkie przestrzenie pełne pachnących kwiatów, miękkich poduch czy romantycznych huśtawek. Wszystkie te wnętrza ogrodowe przedstawiane są zarówno w wersji nowoczesnej jak i klasycznej pasującej do dużych domów oraz sielskich klimatów rezydencji wiejskich.
Na wystawach zaobserwować można, z jaką pasją i kunsztem twórcy ogrodów zagospodarowują zielenią każdy nawet najmniejszy fragment terenu, tarasu, dachu czy nawet balkonu. Anglicy niewątpliwie są mistrzami zakładania dużych ogrodów oraz zagospodarowywania niewielkich przestrzeni powstałych pomiędzy ścianami budynków. Szwedzi natomiast z pełną gracją projektują swoje niewielkie balkony i tarasy. Jednak zarówno w pracach jednych jak i drugich można zaobserwować pewne trendy kolorystyczne i materiałowe. Niewątpliwym hitem ostatnich sezonów jest kolor purpurowy, czerwony i biały. Modne są rośliny o purpurowych liściach oraz ciemnych, prawie czarnych kwiatach, zwłaszcza w kontrastowym połączeniu z kolorem pomarańczowym, żółtym lub czerwonym. Te zestawienia mogą być utworzone zarówno z kolorowych kwiatów jak i elementów architektury, czy też dodatków w postaci mebli ogrodowych, donic, poduch czy pledów. Takie zestawienia kolorystyczne dominują w założeniach nowoczesnych. W bardziej klasycznych ogrodach preferowane są kolory pastelowe, fiolety, róże, biel oraz błękit. Bardzo modne jest szkło zarówno barwione, mleczne jak i zwykłe przejrzyste tafle szkła. Wykorzystywane są do oddzielania wnętrz ogrodowych, w elementach wodnych oraz jako rzeźba ogrodowa. To samo tyczy się różnorodnych metali, z których wykonywane są zarazem nowoczesne jak i klasyczne elementy małej architektury ogrodowej. Od kilku sezonów hitem są wyroby metalowe pokryte rdzą, małe elementy ozdobne na przykład donice, kule, posążki, oraz duże elementy architektoniczne takie jak ściany czy detale wodne. Na wystawach zaobserwować też można jeszcze jedną tendencję, otóż ogrody są bardzo gęsto obsadzane roślinnością. Zarówno w założeniach nowoczesnych, pomijając minimalistyczne, jak i w klasycznych ogrodach kwiatowych. Proponowane są zestawienia drzew, krzewów i bylin (w tym również roślin cebulowych) zmieszanych ze sobą tak, że tworzą gęstą, kolorową, strukturalnie urozmaiconą masę kwiatów i liści. Takie zastosowanie roślin sprzyja leniwym. Po pierwsze przy takiej ilości roślin łatwo jest dobrać gatunki tak, aby o każdej porze roku „coś” kwitło, lub przynajmniej było atrakcyjne z liści. Po drugie, nawet jeżeli do naszej kompozycji wedrze się kilka chwastów to nikt tego nie zauważy. Takie obsadzenia wynikają również z chęci szybkiego efektu, większość z nas nie chce czekać na piękny ogród latami.
Tak więc jeżeli chodzi o trendy na nadchodzący rok to modne będą ogrody zarówno nowoczesne jak i klasyczne, minimalistyczne oraz te pełne kwiatów. Najważniejsze jednak jest to by projektowany ogród pasował do sąsiadujących budynków i żeby znalazł się w nim kącik wypoczynkowy z wyścielonymi poduchami wygodnymi meblami ogrodowymi. Potem, z zimnym napojem pozostaje nam tylko oczekiwać na ładną pogodę… Należy bowiem pamiętać, że w tym sezonie najmodniejszy jest relaks w ogrodzie.
Tekst i zdjęcia Agnieszka Hubeny-Żukowska

Zielona liga – Urządzamy taras – „Salon i Sypialnia” 3/2008, wyd. Publikator sp. zo.o.

Od gatunku roślin zależy też podłoże, które powinno być w większości przypadków przepuszczalne. Pojemniki ustawiamy na podstawkach lub specjalnych stópkach, które umożliwiają lepszą cyrkulację powietrza i odpływ nadmiaru wody. Rośliny preferują „oddychające” donice z terakoty. Tego typu pojemniki są bardzo efektowne zwłaszcza na tarasach pełnych kwiatów i ziół, wymagają jednak częstszego podlewania i zabezpieczenia przed zimą, gdyż najczęściej nie są mrozoodporne. Na tarasach urządzonych nowocześnie pojawia się raczej niewielka ilość roślin. Są to bardziej założenia minimalistyczne, a rośliny sadzone są w geometrycznych, prostych, czasem nawet surowych pojemnikach z tworzyw sztucznych, metalu lub glazurowanej terakoty. Najczęściej stosowanymi tu roślinami są zimozielone żywotniki, miniaturowe odmiany sosny oraz bukszpany, ale również będące ich kontrastem zwiewne trawy ozdobne.

2008.3 Salon i sypialnia Zielona Ligazielona liga 4
Taras to „ogród” trudny do utrzymania. Osoby często wyjeżdżające powinny pomyśleć o zatrudnieniu ogrodnika lub założeniu systemu nawadniania ponieważ małe pojemniki należy podlewać bardzo często. Dla ułatwienia pielęgnacji można zastosować specjalną mieszankę podłoża z hydrożelem, który dłużej utrzymuje wilgoć. Pamiętajmy też o tym, że łatwiej jest zadbać o rośliny, gdy są posadzone w większych donicach, gęsto ustawionych obok siebie. Zmniejsza się wówczas parowanie wody. Na tarasach usytuowanych po stronie południowej warto jest też sadzić rośliny, które znoszą silne nasłonecznienie i okresową suszę. W takich przypadkach doskonale dają sobie radę rośliny o drobnych sztywnych listkach np. lawenda czy rozmaryn, oraz rośliny o grubych, skórzastych liściach np.: różnego rodzaju rozchodniki. Na tarasy zachodnie, bardziej zacienione polecam choinę kanadyjską „Jeddeloh”, suchodrzew chiński, różaneczniki oraz funkie

Zmysłowy żywioł – „Świat Rezydencji Wnętrz & Ogrodów” 1 (4)/2008, wyd. Koncept Sp. z o.o

Oczywiście woda sprzyja rozwojowi flory i fauny, dzięki niej możemy w ogrodzie wykorzystać większą gamę roślin. Ale elementy wodne stosujemy w założeniach ogrodowych również z innych powodów. Dlaczego? Odpowiedź jest dość prosta. Przebywając w pobliżu strumienia czy niewielkiego wodospadu, a nawet w bliskości malutkiej fontanny po prostu czujemy się dobrze. Dzieje się tak, ponieważ wodę odczuwamy wszystkimi swoimi zmysłami: płynąca dostarcza nam doznań słuchowych – słyszymy przyjemny szum; czujemy również zapach wody oraz jej smak. Woda może być na przykład słodka lub słona. Woda ochładza i nawilża pobliskie otoczenie stwarzając przyjemny mikroklimat, co pozytywnie wpływa na nasze samopoczucie, zwłaszcza w upalne letnie dni. Wodę widzimy w różnoraki sposób, w zależności od jej oprawy, wprowadza ruch i światło do ogrodów, jest elementem przyciągającym wzrok. Może też stanowić element zaskoczenia, a poprzez odbicia, lustro wody podwaja ilość widzianych przez nas obrazów. Może, więc powiększać wizualnie wnętrza ogrodowe. Wprowadza równowagę w otoczeniu z drugiej jednak strony powierzchnia wody jest urozmaiceniem oraz kontrastem dla innych powierzchni.

2008.1 ŚRW&O Zmysłowy żywioł 1   2008.1 ŚRW&O Zmysłowy żywioł 2

Woda w naszym życiu odgrywa, więc niesamowicie ważną rolę… Była wykorzystywana w ogrodach wszystkich epok pełniąc w nich różne funkcje. Na początku były to potrzeby użytkowe i kulturowe, potem rozwinęły się funkcje ozdobne. Woda była jednym z podstawowych elementów ogrodów starożytnych. W założeniach średniowiecza występowały zdroje oraz czasami bogato zdobione studnie. W renesansie docenione zostały efekty dźwiękowe i dynamiczne wody, przez co różnorodność jej form znacznie wzrosła. Pojawiły się baseny
i sadzawki a także kaskady, fontanny wolnostojące i przyścienne. Ciekawym elementem były również „sztuki wodne”. Te ostatnie miały zaskakiwać przechodnia znienacka oblewając go wodą. W baroku oprócz wielu form kaskad takich jak „schody wodne” i „ściany wodne” zaczęto budować aleje, kanały i partery wodne.
Zupełnie inny charakter miały elementy powstające w ogrodach krajobrazowych. Tu zaczęły pojawiać się stawy, jeziora z wyspami i kręte potoki. Z biegiem czasu detale wodne zmieniały się, czasem jedne ustępowały miejsca drugim…
Jak zatem stosowana jest woda w naszych czasach? Co jest modne i jak obecnie powinniśmy wykorzystywać elementy wodne w ogrodach?
Okazuje się, że mimo upływu lat prawie wszystkie formy aranżacji wodnych dotrwały do dziś i wprawdzie czasem przekształcone, nadal doskonale ozdabiają nasze ogrody. Obecnie, w zależności od stylu architektury, modne są zarówno typowe fontanny wolnostojące oraz fontanny naścienne; pełne kolorowych ryb naturalne oczka wodne jak i nowoczesne baseny i geometryczne kanały. Wybór elementu wodnego zależy, bowiem od naszych preferencji, stylu architektury i samego ogrodu oraz wielkości założenia ogrodowego.
Mając do czynienia z dużymi powierzchniami możemy pozwolić sobie na przykład: na basen lub na duży staw albo na sztuczny strumień. Jeżeli dysponujemy terenem o zróżnicowanym ukształtowaniu możemy pokusić się o stworzenie wodospadu. Jeżeli jednak ogródek, który trzeba zaprojektować ma znajdować się na ograniczonej przestrzeni musimy skorzystać z nieco mniejszych elementów wodnych. Może to być sadzawka, fontanna albo fragment strumienia. Nawet, jeżeli ogródek ma poniżej 100 m2 to nadal możemy przecież zainstalować małą fontannę naścienną, stworzyć tryskające spod kamienia źródełko lub ustawić niewielki gotowy detal wodny.
Przy formalnych założeniach ogrodowych również fontanna czy staw powinny być zaprojektowane na bazie figur geometrycznych, na przykład w kształcie koła czy kwadratu. Jeżeli ogród ma być bardziej naturalny możemy założyć strumień lub oczko wodne z naturalnie ukształtowaną linią brzegową. Geometryczne zbiorniki najczęściej stosowane są w nowoczesnych założeniach, często też są pozostawione puste bez roślinności wodnej. Są wtedy najczęściej traktowane jako element architektoniczny i zarazem lustro odbijające światło oraz otaczające je obrazy. Takie zbiorniki z wodą mogą być stosowane nawet w najmniejszych ogrodach. Mogą być płytkie, ponieważ bardzo często na okres zimy są opróżniane z wody. Zbiorniki tego typu są stosowane również po to, aby wizualnie powiększyć przestrzeń ogrodową. Należy jednak pamiętać, że wszelkie małe zbiorniki wymagają dużo pielęgnacji, częstej wymiany wody i zastosowania środków biologicznych lub chemicznych w celu zwalczenia glonów.
Technika pomogła nam urozmaicić i ułatwić pracę oraz pielęgnację detali wodnych. Odpowiednio oprawiona i wykorzystana jest doskonałym i niezastąpionym elementem ozdobnym naszych ogrodów.
Tekst i zdjęcia Agnieszka Hubeny-Żukowska

Ogrodowe pret-a-porte – „Świat Rezydencji Wnętrz & Ogrodów” 4.2008

Ta rozbieżność jest spowodowana różnorodnością styli i form powstającej obecnie architektury oraz pojawiającej się na rynku nieruchomości coraz większej liczby obiektów zabytkowych. Idąc za potrzebą klientów projektanci ogrodów oraz architekci krajobrazu prześcigają się proponując nam coraz to nowe rozwiązania techniczne i materiałowe.
Głównymi elementami, które fascynują projektantów i w których możemy zauważyć zmiany są nawierzchnie ogrodowe, meble, mała architektura oraz elementy wodne. Zdecydowanie do łask powraca kamień naturalny. Jak mogliśmy zaobserwować na wystawie w Sztokholmie, hitem roku 2007 były piaskowce, granity, oraz marmury w różnych odcieniach i formach. Z drugiej jednak strony, pospolity wydawałoby się beton również przeżywa swój renesans. Bardzo modne, zwłaszcza w założeniach nowoczesnych, są elementy małej architektury: murki, ławki, czy też rzeźby z surowego betonu. Popularne są też duże betonowe płyty oraz stylizowane kafle betonowe z różnego rodzaju wzorami, przypominającymi na przykład mozaikę z muszli. Projektanci przedstawiają nam też różnorodne zestawienia wyrobów betonowych z kamieniem naturalnym. Bardzo modne jest szkło oraz ceramika, można by rzec w każdej postaci: rzeźby, donice, elementy wodne, przeszklenia w formie ścian oraz witraże. W tym sezonie kunsztem rzemieślniczym będą musieli pochwalić się również metaloplastycy. Elementy z różnego rodzaju metali będą modne zarówno w ogrodach nowoczesnych jak i klasycznych.

2008.1  ŚRW&O Ogrodowe pret-a-porte 1
W małych ogrodach prezentowanych na światowych wystawach ogrodniczych zobaczyć można różnorodne meble ogrodowe, a zwłaszcza wymyślne metalowe huśtawki w kształcie kul czy też wiszących koszy. Natomiast w dużych założeniach pergole, bramy, mostki i ławki ogrodowe. Projektanci proponują nam także ustawianie różnorodnych metalowych elementów – rzeźb, wśród zieleni.Jeżeli chodzi o rośliny to ponownie wyróżnić można dwa trendy. W ogrodzie nowoczesnym charakteryzującym cię czystością i prostotą lansowane są rośliny architektoniczne o wyrazistych kształtach. Bardzo modne jest kontrastowe zestawienie traw ozdobnych z jeżówką purpurową, szałwią lub czosnkiem ozdobnym. Na wystawie dużą popularnością cieszyły się również rośliny o purpurowych liściach, z krzewów warto tu wymienić: bez czarny „Gerda”, pęcherznice kalinolistną „Diabolo” i jego nową odmianę „Lady in Red” oraz znany nam perukowiec podolski „Royal Purple”. Wśród bylin gwiazdami były między innymi: żurawka drobnokwiatowa „Palace Purple” oraz rozchodnik okazały „Matrona”.
W ogrodach nowoczesnych obserwujemy zarówno modę na czyste, niemalże minimalistyczne obsadzenia z krzewów ozdobnych głównie z liści, jak i obsadzenia bardziej kolorowe urozmaicone kwiatami. W ogrodach nowoczesnych projektanci lansują zestawienia kontrastowe. Bardzo modne jest mieszanie koloru purpurowego z karminowym, pomarańczowym lub żółtym. W ogrodach klasycznych przeważają bardziej rośliny kwiatowe, mile widziane są zestawienia odcieni fioletów, róży i bieli lub jednobarwne kompozycje niebieskie i białe. Ponadczasowe i wszechstronnie stosowane są natomiast żywopłoty, które znaleźć można zarówno w propozycjach nowoczesnych jak i klasycznych. Najmodniejsze są żywopłoty z grabu i czerwonolistnego buka oraz żywopłoty kwitnące na przykład z derenia jadalnego czy popularnego u nas ligustru.
Podsumowując, wszystko, co zielone i związane z wypoczynkiem na świeżym powietrzu jest modne. W Sztokholmie na corocznej wystawie ogrodniczej podziwiać można było fantastyczne kompozycje powstające na tarasach i balkonach… Projektanci starają się wprowadzić odrobinę zieleni w każdą wolną przestrzeń naszych miast, apartamentów i miejsc pracy. Już od kilku lat, bowiem zaobserwować można tendencje związane z wyjściem ogrodu naprzeciw oczekiwaniom zmęczonych, zapracowanych ludzi tak, aby jak najwięcej czasu można było spędzać wśród kojącej nasze nerwy zieleni.
Tekst i zdjęcia Agnieszka Hubeny-Żukowska

Salony pod szkłem – „Świat Rezydencji Wnętrz & Ogrodów” 2/2007, wyd. Koncept Sp. z o.o.

Oranżerie to domena Wielkiej Brytani (obecnie także USA), ich rozwój to zapewne skutek rozkwitu floty Angielskiej, oraz licznych wypraw botanicznych sięgających daleko poza granice Europy. Niewątpliwie Anglicy byli także zainteresowani oszklonymi pomieszczeniami ze względu na długie okresy deszczowej jesieni, zimy i wiosny.
W wieku XIX, w Anglii, w czasie panowania króla Jerzego III, ogrody zimowe takie, jakie obecnie znamy, zaczęły powstawać jak „grzyby po deszcz”. Przyczyną był oczywiście rozwój przemysłu oraz dostępność konstrukcji żelaznych i szkła potrzebnego do budowy ogrodów zimowych. W roku 1844 powstał Great Palm House w Ogrodzie Botanicznym w Kew, a w roku 1851 sir Joseph Paxton zbudował Crystal Palace w Londynie – były to początki wielkich szklanych budowli, które są popularne do dziś.
W czasach królowej Wiktorii nastąpił z kolei rozwój przydomowych oranżerii i ogrodów zimowych. Były one bogato zdobione i stanowiły ozdobę same w sobie, a do tego stały się nie tylko miejscem przechowywania roślin, ale również miejscem spotkań i wypoczynku. W tym okresie gospodarze prezentowali w nich głównie rośliny, które nie wymagały wysokich temperatur zimą – popularne stały się paprocie. Po I Wojnie Światowej popularność ogrodów zimowych spadła, pomieszczenia z pojedynczych tafli szkła były nieprzytulne i wilgotne, a do tego trudne i drogie w utrzymaniu. Dopiero ostatnia dekada XX wieku, przyniosła nowe technologie grzewcze, które sprawiły, że dotychczas chłodny i nieprzyjemny „szklany ogród” stał się atrakcyjny również w miesiącach zimowych. Obecnie ogród zimowy stanowi przedłużenie przestrzeni domu. Często jest to jasne przeszklone pomieszczenie, które może znajdować się zarówno na poziomie ogrodu, jak i na ostatnim piętrze wieżowca. Zazwyczaj przeszklone ogrody towarzyszą balkonom lub tarasom, ale mogą to być także przeszklone ściany budynku, wpuszczające do wnętrz większą ilość światła. Współcześnie w przeszklonych pomieszczeniach sytuujemy jadalnie, kuchnie, gabinety, pokoje dziecięce i baseny, zawsze jednak są to wnętrza wypełnione większą, niz standardowo liczbą roślin. We wszystkich tych przypadkach należy jednak pamiętać o tak zwanych cieniówkach, czyli o zasłonach cieniujących wnętrze zawieszonych pod sufitem i na szklanych.
Ogród zimowy stanowi pomost pomiędzy wnętrzem budynku, a światem na zewnątrz niego – najczęściej ogrodem. Wskazane jest, aby nawierzchnia na zewnątrz ogrodu zimowego była przedłużeniem nawierzchni wykorzystanej w jego wnętrzu. W ten sposób granica pomiędzy ogrodem a domem staje się prawie niewidoczna. Najczęściej stosowanymi materiałami na podłogi w ogrodach zimowych jest terakota, kamień naturalny lub sztuczny oraz drewno.
Ogrody zimowe powinny swą stylistyką, kształtem i materiałem, z którego są wykonane, nawiązywać zarówno do bryły budynku, jak i otaczającego ją ogrodu. Szklane konstrukcje mogą być usytuowane po każdej stronie budynku – nie musi to być strona południowa. Ważna jest również kolorystyka konstrukcji ogrodu zimowego. W cieniu powinny to być ciepłe odcienie terakoty i drewna, natomiast w miejscach słonecznych złamana biel lub pastelowe odcienie żółci, zieleni lub granatu. W zależności od siły nasłonecznienia należy odpowiednio dobrać też rośliny – w końcu stanowią one najważniejszą ozdobę ogrodu pod szkłem. Ogród usytuowany od strony południowej to raj dla roślin kwitnących takich jak oleander, bugenwilla, jaśmin czy niecierpek. Wymaga on jednak zacieniania i wentylacji tak, jak i ogrody usytuowane po wschodniej i zachodniej stronie budynku, które okresowo są silnie nasłonecznione. Po stronie wschodniej i zachodniej dobrze będą się czuły np..: cyklameny perskie, papirusy
W ogrodzie na stronie północnej królować będą paprocie, bluszcze i inne rośliny cienioznośne, przy północnych oknach bardzo dobrze kwitną np.: kliwie pomarańczowe oraz róże chińskie. Oprócz niewątpliwych walorów estetycznych i rekreacyjnych tego rodzaju ogród stanowi doskonałą dodatkową izolację budynku.
Oprócz usytuowania ogrodu zimowego względem stron świata, na rodzaj uprawianych w nim roślin wpływają także jeszcze inne czynniki. Jednym z nich jest temperatura, jaka utrzymywana jest w ich wnętrzu. W zależności od tego, czy jest on pomieszczeniem ogrzewanym lub nie, wyróżniamy ogrody zimowe ciepłe i chłodne.
Ogrody ciepłe mogą być użytkowane przez cały rok, a temperatura w ich wnętrzu waha się pomiędzy 15 – 25 st. C, ale nigdy nie spada poniżej 10 st. C. Dzięki takiemu klimatowi możemy sadzić w nich rośliny pokojowe takie, jak hoje, draceny, krotony czy anturium, ale też jeszcze bardziej delikatne okazy np. pasiflory. Tego rodzaju przestrzeń znakomicie nadaje się również na urządzenie typowego ogrodu tropikalnego, pełnego egzotycznych kwiatów, wielokolorowych liści i szemrzącej wody, a przy tym wiklinowych mebli. Całoroczne towarzystwo kwitnących roślin, gwieździste niebo nocą i przepiękny widok na ośnieżony ogród zimą to niewątpliwe atuty ciepłego ogrodu zimowego. Można go urządzić jako typową oranżerię pełną, może jednak stanowić ukwieconą jadalnię, część pokoju dziennego lub słoneczny gabinet.
Zupełnie inna aura panuje w ogrodach chłodnych, w których temperatura waha się pomiędzy 5-15 st.C, ale nigdy nie spada poniżej zera. To doskonałe miejsce dla ogrodu śródziemnomorskiego. Doskonale będą się tu czuły cytrusy, figowce, mirty, akacje, fuksje, eukaliptusy i oleandry. Charakterystyczną i pięknie kwitnącą rośliną Morza Śródziemnego jest bugenwilla gładka, która jako pnącze wymaga jednak podpory. W ogrodzie charakterze śródziemnomorskim nie powinno też zabraknąć istotnego detalu dekoracyjnego, czyli różnej wielkości terakotowych donic.
Zupełnie inny charakter można uzyskać urządzając ogród „suchy” obsadzony różnorodnymi kaktusami i sukulentami. Dla kontrastu powinny się tu znaleźć zarówno wysokie egzemplarze o architektonicznych kształtach, jak i mniejsze kwitnące rośliny. Dla lepszego efektu w tego typu kompozycji możemy dostawić duże fragmenty skał, a przestrzeń pomiędzy roślinami pokryć żwirkiem.
Rośliny w ogrodzie zimowym można ustawiać w donicach, odpowiednio dobranych do charakteru ogrodu oraz gatunków roślin. Obecnie na rynku dostępny jest szeroki wybór donic różnych wielkości, wysokości, kształtów i kolorów. Donice mogą być wykonane z różnych materiałów: z terakoty, glazurowane lub nie w kamienia naturalnego lub sztucznego, można również wybrać różnorodne osłonki. (Doniczki bez dziurek na spodzie, wkładamy do nich rośliny posadzone w doniczki plastikowe). Osłonki mogą być wykonane na przykład z tworzywa sztucznego, włókna szklanego czy miedzi lub innych metali.
W dużych ogrodach zimowych, na etapie ich projektowania można przeznaczyć dla roślin więcej miejsca poprzez budowę całych kwietników. Mogą one być podwyższone lub znajdować się na poziomie podłogi. W takiej dużej przestrzeni rośliny będą nie tylko lepiej się czuły, ale też łatwiejsza będzie ich pielęgnacja.
Niezależnie od tego, na jaki typ ogrodu zimowego się zdecydujemy, czy będzie to ogród ciepły czy zimny po stronie północnej czy południowej, pamiętajmy, że rośliny wymagają stałej pielęgnacji, podlewania i ochrony przed szkodnikami. Czy jest oranżeria czy ogród wokół domu najważniejsza przy pielęgnowaniu roślin jest systematyczność. W ogrodzie zimowym dodatkowym utrudnieniem jest to, że cały rok panują tu temperatury dodatnie, a więc wszelkie choroby i szkodniki rozwijają się przez 12 miesięcy na okrągło. Jeżeli decydujemy się na dużą oranżerię pełną roślin może warto również pomyśleć o profesjonalnej obsłudze w postaci ogrodnika. W dużych obiektach dobrze jest też zainstalować urządzenia pomocnicze czuwające nad temperaturą, nasłonecznieniem i wilgotnością pomieszczenia.
Ogrody zimowe ze względu na bogactwo swych styli, kształtów, wielkości i materiałów można dopasować do każdego typu i wielkości budynku. Aby upiększyć i uatrakcyjnić wnętrze budynku wcale nie muszą być duże.
Ogrody zimowe pełne roślin uspakajają i pozytywnie wpływają na nasze samopoczucie. Ponadto otwarte, słoneczne pomieszczenia wizualnie powiększają przestrzeń domu.
Rośliny w ogrodzie zimowym zapewniają lepszą klimatyzację pomieszczenia, zwiększają wilgotność powietrza i ochładzają je. Poprawiają jakość powietrza oraz dostarczają cienia tak potrzebnego nam w miesiącach letnich. Innym, często niedocenianym ich plusem, jest dodatkowa izolacja budynku.

Jeśli modnie, to zielono – „Prestige House” 05.2007

W tym roku zdecydowanie modne są ogrody. Ruch na rynku nieruchomości napędza również rynek ogrodniczy, a chęć Polaków do posiadania własnego, zadbanego ogrodu na wysokim poziomie jest coraz większa. Polacy stają się pomału jedną z przodujących narodowości pod względem wydatków na ogrody. Dodatkowo właściciele posesji zaczynają sobie zdawać sprawę, że zieleń znacznie podnosi wartość ich nieruchomości. Domy otoczone zielenią znacznie łatwiej i drożej się sprzedają. Tak, więc ogrody stają się modniejsze z roku na rok.
Ogrody i tereny zielone zaczynają mieć coraz większe znaczenie w naszym życiu codziennym. Zmieniający się klimat sprzyja dłuższemu przebywaniu na świeżym powietrzu, a nowoczesna technika pozwala nam na wyciągnięcie rąk w stronę ogrodu. Projektanci coraz częściej proponują swym klientom tworzenie miejsc pracy poza pozbawionymi słońca murami biur. W ogrodzie biznesowym mamy dostęp do telefonu, faksu i Internetu, tu praca staje się przyjemnym odpoczynkiem na tle przyrody. Również wielkie koncerny coraz częściej poważne spotkania organizują w otoczeniu zieleni, gdzie w cieniu drzew, w przyjemnym klimacie, który stwarzają rośliny, są zawierane nowe umowy. Tak, więc modne w tym roku jest zielone: zieleń w domu i wokół niego, zieleń przed i w budynku firmy. Rośliny są elastycznym i różnorodnym materiałem, który łatwo dostosować do wielkości, stylu i funkcji przestrzeni, w której ma się znaleźć.
Co będzie modne tego roku? Coraz większe znaczenie w ogrodach nowoczesnych zaczynają mieć rośliny architektoniczne, głównie wysokie trawy ozdobne, które znajdują szerokie zastosowanie zarówno w założeniach klasycznych jak i minimalistycznych. Zaobserwować również można tendencję ku sadzeniu dużych grup jednogatunkowych o różnych kolorach liści. Bardzo modne są rośliny nie o ozdobnych kwiatach, a raczej te z ciekawym ulistnieniem. Jeżeli są sadzone rośliny kwiatowe to w dużych, zwartych zespołach.
Przeciwieństwem tego trendu są różnego rodzaju obsadzenia z delikatnych kwiatów łąkowych – jednobarwne lub wielobarwne, zwłaszcza w połączeniu z masywną architekturą z betonu szkła lub aluminium. Na tegorocznej wystawie w Sztokholmie to właśnie beton był gwoździem programu. Ten jak się wydaje toporny surowiec, Szwedzi potrafili przedstawić w nieco odmienny, nowoczesny sposób. Bardzo modne są również mury i ściany z surowego betonu. Innym materiałem, który pojawia się na światowych wystawach jest pokryty rdzą metal, z którego robione są zarówno rzeźby jak i architektura ogrodowa.
Zgodnie z tegoroczną modą ogrodów nowoczesnych klasyczne stawy i oczka wodne odchodzą do lamusa. Architekci przedstawiają nam swoją wizję wody jako elementu żywego. Gładkie tafle wody stosowane są jedynie w założeniach bardzo nowoczesnych gdzie projektant traktuje je jako lustro odbijające obrazy. Mało jest również typowych fontann, za to projektanci prześcigają się w pomysłach na aranżację geometrycznych kanałów oraz wodospadów. Coraz częściej wraz z wodą pojawia się szkło i to jest chyba najbardziej popularne zestawienie tego roku. Na wystawie w Chelsea w 2006 roku najbardziej monumentalnym elementem szklanym była zaprezentowana przez Stuart Perry Consultants gigantycznych rozmiarów – 2,4m wysoka i 8m długa, pojedyncza tafla szkła ważąca 2000kg. Niewątpliwie był to największy „kawałek” szkła, jaki do tej pory widziano na Chelsea Flower Show oraz w samej Wielkiej Brytanii.
Co roku na wystawach ogrodniczych pojawiają się nowe odmiany roślin. Niektóre z nich zaczynają w ten sposób swoją długoletnia karierę, inne to gwiazdy jednego wieczoru i ich blask gaśnie w szybkim tempie. Jednak coraz większą popularnością zaczynają się cieszyć stare odmiany roślin kwiatowych, krzewów a nawet drzew owocowych. Niektóre z nich są bardzo rzadkie i na rynku osiągają bardzo wysokie ceny. W marcu tego roku w Królewskich Ogrodach w Sztokholmie przedstawiono kolekcje żonkili i narcyzów z całej europy. Organizatorom udało się zgromadzić kilkadziesiąt odmian, a najstarsze z nich pochodziły z 1650 roku.
Tak oto w XXI wieku w ogrodach nowe miesza się ze starym… A co jest modne? Modne jest zielone!!!

W cieniu chińskich ogrodów – „Salon i Sypialnia” 3/2007, wyd. Publikator sp. zo.o.

Na rozwój sztuki chińskiej wpływ miały głównie religia i filozofia. Za najbardziej interesujące twory natury Chińczycy uważali góry oraz rzeki. Kwiaty i roślinność były natomiast traktowane jako przemijające i krótkotrwałe. Dopiero w X w. zostały ustanowione wartości symboliczne roślin i wtedy zaczęły pojawiać się w ogrodach między innymi:
kwitnące wiśnie – symbol budzącego się życia,
bambusy – trwała przyjaźń,
sosna – stałość i siła charakteru,
orchidea – symbol uroku kobiecego,
a także chryzantema jako symbol długiego życia…

Zdjęcia i tekst Agnieszka Hubeny-Żukowska

„Polscy architekci krajobrazu prezentują” – album, Wydawnictwo: Krusikiewicz 3.2007

Polski album polskich projektantów ogrodów i architektów krajobrazu.
Format: 211 x 284 mm
Ilość stron: 118
Oprawa: miękka
Wydanie: marzec 2007
„Polscy architekci krajobrazu prezentują” to nowość na Polskim rynku. Pierwszy w Polsce album przedstawiający twórczość polskich projektantów ogrodów i architektów krajobrazu. Jest jedyny w swoim rodzaju, bo jest w całości napisany dla Polaków, opiera się o polskie projekty i realizacje, nie jest przedrukiem zagranicznych książek. My też mamy się, czym pochwalić!!!

„REZYDENCJE” 3-4/2007, INTERIORS Sp. z o.o. Warszawa

Niezależnie od stylu i wielkości ogrodu, idąc wraz ze światowymi trendami mody ogrodowej, proponujemy Państwu na nadchodzący sezon – ogrody będące miejscami wypoczynku i spędzania wolnego czasu.
Już od kilku lat na największych światowych wystawach ogrodniczych zaobserwować można modę na ogród, który jest przedłużeniem naszej przestrzeni mieszkalnej. Salon i kuchnia, a nawet gabinet coraz częściej wychodzą w stronę ogrodu. W pobliżu domów powstają całe letnie kuchnie ogrodowe pozwalające gospodyni na czynne uczestniczenie nie tylko w gotowaniu, ale także w samej zabawie. Dla aktywnych zawodowo proponujemy gabinety wśród zieleni z możliwością dostępu do Internetu. Mamy coraz dłuższe lata i coraz więcej pracy, dlaczego nie połączyć przyjemnego z pożytecznym… Proponujemy Państwu ogrody, które można nie tylko podziwiać z okien, ale także miło spędzać w nich czas – takie letnie rezydencje na świeżym powietrzu.

ogrodowe trendy 2007

Pocztówka znad Żółtej Rzeki, „Świat Rezydencji Wnętrz & Ogrodów” 1/2007

Mój pobyt w Chinach to wycieczka po miastach i ich ogrodach, bo mnie jako ogrodnika i projektanta najbardziej fascynują rośliny, ich zestawienia i wykorzystanie.
Po tętniącym życiem Pekinie i Chińskim Murze, którego nie może zabraknąć na trasie zwiedzania czeka nas podróż do Suzhou…
Ogród Mistrza Sieci…
Suzhou jest najbogatszym w ogrody, liczącym ponad 2500 lat miastem. Znajduje się tu kilkadziesiąt ogrodów, 12 odrestaurowanych, w tym 9 otwartych dla turystów. Najmniejszym, a zarazem najbardziej znanym ogrodem tego miasta jest pochodzący z dynastii Song (960-1279) i przebudowany w XVIII w, liczący 5400m2 Ogród Mistrza Sieci. Powierzchnia wydaje się duża. Trzeba jednak zdać sobie sprawę z tego, że tego typu ogrody to labirynt pawilonów, werand, altan i stawów połączonych ze sobą dziedzińcami pełnymi misternie układanych mozaik, symbolicznych skał, dokładnie strzyżonych bonsai i stawów pełnych kolorowych karpi. Powierzchnia samej zieleni jest niewielka, jednak kunszt z jakim cała przestrzeń została zaprojektowana zadziwia nie jednego. Ogród dzieli się na 3 części. Część wschodnią – mieszkalną z recepcją dla gości, część centralną stanowiącą ogród i część zachodnią – ogród wewnętrzny z dziedzińcem i Dianchun Studio. Architektura głównego ogrodu jest dość swobodna i wraz z usytuowanym centralnie stawem sprzyjają spacerom, czytaniu czy popularnemu tu malowaniu. W chińskich ogrodach wszystko zdaje się być mistyczne, ma też swoje symboliczne znaczenie. Nad stawem znajduje się jedna z najbardziej znanych chińskich budowli – Pawilon o romantycznej nazwie „Księżyc Wschodzi z Podmuchem Wiatru”. Jest tu również niewielki mostek liczący 212cm długości i zaledwie 29,5cm szerokości – jest to most „Prowadzący do Spokoju Ducha”.
Rośliny nie grają w ogrodach chińskich dominującej roli i może zawieść nas jej niedosyt pośród tak licznie występującej architektury. Jednak to właśnie budynki, ich misternie wykończone dachy, okna o niepowtarzalnych kształtach, niesamowicie pracochłonne mozaiki, zygzakowato prowadzone ścieżki i mostki, przyczyniają się do tego, że zachwyt nie schodzi z twarzy zwiedzających. Najbardziej fascynujące było dla mnie samo użycie przestrzeni w ogrodzie. Przemyślnie poprowadzone przejścia, ścieżki i otwarcia widoków w najciekawszych miejscach. Ogrody chińskie ogląda się bowiem z wnętrz pawilonów, a widoki zawsze są jakby okolone ramami – drzwi, bram czy okien… W Ogrodzie Mistrza sieci nie ma dwu takich samych widoków tak jak nie ma dwu okien o tym samym kształcie… Zwiedzając Ogród Mistrza Sieci po prostu „błądzi” się po nim znajdując co i rusz nowe przejścia i niewidziane przedtem wnętrza.
Ogrody Suzhou uznawane są za klasykę chińskiej sztuki ogrodowej i słusznie wpisane zostały na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturalnego i Przyrodniczego UNESCO.
Chińska Wenecja…
Miasto Suzhou, miasto ogrodów, leży w delcie rzeki Jangcy i jest również nazywane Wenecją Wschodu lub Chińską Wenecją. Starsza część miasta usytuowana jest nad kanałami. Małe, chylące się ku wodzie budynki obwieszone czerwonymi lampionami oraz drewniane łodzie, na których na moment przycupnęły kormorany mają swój niepowtarzalny urok. Przy domach z wejściami od strony wody siedzą stare kobiety i zajmują się swoim zwykłym życiem, jedna z nich szykuje obiad a druga tuż obok robi pranie… Sielski widok w ubogiej dzielnicy….
Część kamienic i kanałów zostało odrestaurowanych i tam większymi, motorowymi łodziami wożeni są zagraniczni turyści, którym „kapitanowie statków” proponują na pokładzie kupno pocztówek, słomkowych kapeluszy i maści tygrysiej… W Suzhou tak jak Pekinie, Szanghaju i innych miastach chińskich bieda i zacofanie zderza się z bogactwem i postępem cywilizacji. Spacerując ulicami Europy nie natkniemy się na takie widoki i nie przeżyjemy tylu mieszających się ze sobą emocji…
Wycieczka do Chin to wyprawa jedyna w swoim rodzaju, już sama myśl o podróży zapiera dech w piersiach… Jednak Chiny coraz szerzej rozchylają swe wrota przed zagranicznymi turystami i wycieczki na wschód stają się coraz bardziej popularne. W ciągu ostatnich lat rząd chiński odrestaurował wiele ciekawych zabytków i głównie tam zabierani są zagraniczni turyści, warto jednak czasem zboczyć z wydeptanej przez turystów ścieżki i zobaczyć co kryją mury mniej znanych zabytków.
Zdjęcia i tekst Agnieszka Hubeny-Żukowska

Podróż do źródeł – „Rezydencje Wnętrza & Ogrody” 1/2006, wyd. Koncept Sp. z o.o.

Od gatunku roślin zależy też podłoże, które powinno być w większości przypadków przepuszczalne. Pojemniki ustawiamy na podstawkach lub specjalnych stópkach, które umożliwiają lepszą cyrkulację powietrza i odpływ nadmiaru wody. Rośliny preferują „oddychające” donice z terakoty. Tego typu pojemniki są bardzo efektowne zwłaszcza na tarasach pełnych kwiatów i ziół, wymagają jednak częstszego podlewania i zabezpieczenia przed zimą, gdyż najczęściej nie są mrozoodporne. Na tarasach urządzonych nowocześnie pojawia się raczej niewielka ilość roślin. Są to bardziej założenia minimalistyczne, a rośliny sadzone są w geometrycznych, prostych, czasem nawet surowych pojemnikach z tworzyw sztucznych, metalu lub glazurowanej terakoty. Najczęściej stosowanymi tu roślinami są zimozielone żywotniki, miniaturowe odmiany sosny oraz bukszpany, ale również będące ich kontrastem zwiewne trawy ozdobne.

Polskie domy i ogrody 2007/5

VIP 2007/3 „Futurystyczne ogrody”

2007.3 VIP Futurystyczne ogrody 4 2007.3 VIP Futurystyczne ogrody 3 2007.3 VIP Futurystyczne ogrody 2

Prestige 2006/4 „Co będzie modne tego roku?”

Świat klinkieru 2004/2

Artykuł Agnieszki Hubeny-Żukowskiej o zastosowaniu klinkieru w Nowym Jorku

Świat Klinkieru - Klinkier w wielkich miastach 2 Świat Klinkieru - Klinkier w wielkich miastach 3 Świat Klinkieru - Klinkier w wielkich miastach 4

Ogrody, ogródki, zieleńce. Królowa pnączy 2001/5

Gazeta 2

Pod względem organizacji, nakładu finansowego oraz nakładu pracy Floriada niezaprzeczalnie robi olbrzymie wrażenie. Jak jednak postrzegana jest s ama wystawa oczami zwiedzających? Ze względu na trudną zimę niestety komentarze nie były pochlebne. Dużo roślin przemarzło, bardzo mało kwitło w okresie wiosennym. Ze względu na zimną wiosnę rośliny zaczęły rozrastać się dużo później niż w poprzednich latach. Wiosna była zimna i mokra. Kiedy odwiedzałam wystawę w czerwcu rośliny nadal nie robiły piorunującego wrażenia. Widać było, że część z nich została dosadzona w późniejszym terminie. Na wystawie można było oglądać zieleń wchodzącą w skład całego kompleksu – fragmenty lasu, duże połacie trawników, ozdobne zieleńce i przestrzenne rabaty bylinowe przypominające łąki kwietne. Oglądać można też zieleń towarzyszącą pawilonom indywidualnych wystawców oraz kilkunastu Państw. Część z tych założeń było bardzo ciekawych jak chociażby niewielki ogródek fundacji promocji ogrodów holenderskich (Stichting Tuinpromotie Nederland), czy ogród zrównoważony (Duurzame tuin van NL Label). Estetycznie został wykonany również ogród przedstawiany przez Chiny. Samo przygotowanie terenu, infrastruktura oraz budownictwo z pewnością robiły na mnie bardzo dobre wrażenie. Floriada pochwalić się może bardzo ciekawą architekturą niektórych pawilonów chociażby restauracji Aquapavilion czy niesamowitego budynku niderlandzkiego rządu – My Green World. Budowla ta przypomina kształtem olbrzymie ziarnko fasoli. Wykonana została z konstrukcji drewnianej oraz licznych warstw płyt drewnianych pomalowanych na intensywnie pomarańczowy kolor. Również Belgia przedstawiła ciekawe rozwiązanie swojego stanowiska wznosząc budowlę wpisaną w bogat

Stop szarudze „Świat rezydencji, Wnętrz & Ogrodów” 9(35)/ 2012

Ogród jesienią i zimą wcale nie musi być nudny i jednostajny. Dzięki różnorodności wykorzystanych w kompozycji ogrodowej roślin można zaprojektować ogród tak, aby był atrakcyjny przez cały rok. Począwszy od wiosny, a kończąc na zimie. Oczywiście w ciągu sezonu wiosennego i letniego prym wiodą różnobarwne kwiaty jednak jesienią rośliny są nie mniej atrakcyjne. Aby zrozumieć urok jesienno-zimowego ogrodu należy nieco szerzej spojrzeć na rośliny i odnaleźć w nich nowe piękno. Bo atrybutami roślin są nie tylko kwiaty! Rośliny to także indywidualny pokrój, wielkość, kolor i kształt liści, zabarwienie i kształt pędów, kora o różnej barwie i strukturze i oczywiście kwiatostany oraz owoce. Żeby jednak móc podziwiać te jesienne atrybuty roślin musimy je odpowiednio pielęgnować. Czasem poprzez zbyt wczesne cięcia lub ich brak pozbawiamy rośliny możliwości ukazania zaschniętych kwiatostanów oraz owocostanów, które pokryte lekkim szronem wyglądają bajkowo. Późną jesienią na pierwszy plan wysuwają się rośliny zimozielone, które latem stanowiły jedynie tło dla innych ciekawszych gatunków. Sosny, żywotniki, jałowce, bukszpany czy ostrokrzewy to tylko niektóre z roślin, które zielone będą przez cały rok. Są piękne jednak, aby ogród nie był zbyt ciężki i monotonny należy unikać przeładowania roślinami zimozielonymi. Jesień w ogrodzie to czas wielu zmian, dlatego warto wiedzieć, co rośliny mogą nam oferować o tej porze roku i projektować ogród tak, aby pomiędzy roślinami zimozielonymi oraz tymi kolorowymi zaistniała pewna równowaga.

stop szarudze kopia (1)

  • Kwiaty

Do września, a nawet października podziwiać można między innymi atrakcyjne dla motyli budleje, perowskie oraz rudbekie. Dopiero pod koniec lata pojawiają się też kwiaty astrów, dzielżanów oraz złocieni. Również rośliny cebulowe takie jak krokus jesienny czy zimowit mogą wprowadzić kolor na nasze rabaty. Nieco później, jeżeli nie zetniemy przekwitłych kwiatów, możemy podziwiać okazałe zasuszone kwiatostany oraz owocostany różnych roślin jednorocznych, bylin i krzewów chociażby: czarnuszki damasceńskiej, rozchodnika okazałego, perukowca, sumaka octowca czy powojnika tanguckiego. O tej porze roku niczym z czarodziejskiego snu budzą się też zapomniane w ciągu lata ogrody wrzosowe.

  • owoce

W okresie jesieni następuje wielka transformacja. Kwiaty, czasem nawet te najbardziej niepozorne, przekształcają się, niby motyl, w wielobarwne owoce. Na przykład trzmielina europejska, zostająca przez cały sezon w cieniu innych roślin, nagle jesienią staje się gwiazdą pożądaną przez nie jednego ogrodnika.  We wrześniu i październiku rodzi czterokomorowe, żywo różowe owoce, które otwierając się wypuszczają na delikatnych niteczkach pomarańczowe nasiona. Pod koniec lata również jarzębiny, róże, jabłonie rajskie, irgi i mnóstwo innych roślin upiększa nasze ogrody i to nie tylko dzięki swoim wielobarwnym owocom, ale również dzięki ich skrzydlatym smakoszom.

  • pędy

Niektóre rośliny, aby zaistnieć muszą zrzucić szatę z liści. To pod nimi ukrywają, bowiem różnorodność kształtów i kolorów swoich pędów. Prym wśród nich wiodą derenie. Najpiękniejszy okazuje się ten najbardziej pospolity: dereń biały, który ma przepiękne czerwone, lśniące pędy. Korzystając tylko z różnych gatunków dereni możemy stworzyć całą paletę barw od różnych odcieni zieleni, żółci, pomarańczy, aż do czerwieni tak ciemnej, że przypomina czarny. Równie ciekawymi kolorystycznie pędami mogą się pochwalić wierzby. To jednak nie koniec, jeżeli chodzi o pędy. Mogą one być fantazyjnie powyginane, tak jak leszczyna pospolita „Concorta” czy wierzba babilońska „Crispa” lub mieć ciekawy kształt tak jak wierzba sachalińska „Sekka”, mogą też mieć fantazyjne narośla jak trzmielina oskrzydlona.

  • kora

Ozdobne pędy to głównie domena krzewów jednak i drzewa mają się, czym pochwalić zimą. Przepięknie łuszcząca się korowina różnych gatunków platanów, wiśni ozdobnych, brzóz oraz klonów mogą być tego doskonałym przykładem. Piękne są też pnie brzóz o różnych odcieniach na przykład śnieżnobiała brzozy pożytecznej odmiany „Doorenbos” czy łuszcząca się pomarańczowo-różowa brzozy chińskiej „Fascination”.

  • liście

Kolorowe jesienne liście krzewów i drzew to niewątpliwy atut państw europejskich. Mamy to szczęście, że co roku możemy podziwiać jesienną przemianę między innymi tawuł, forsycji, różnych odmian kaliny, trzmieliny czy pęcherznicy. Z drzew najpiękniejsze w swych jesiennych sukniach są sumaki, klony, brzozy, dęby oraz ambrowce. Wymieniam zaledwie kilka, lecz drzew, krzewów, a także pnączy o ciekawym jesiennym ubarwieniu jest naprawdę mnóstwo, dzięki czemu można wybrać wśród nich rośliny, które nie tylko będą wpasowywać się w kompozycję naszych ogrodów, ale będą też odpowiednie do występującej w nich warunków glebowych i mikroklimatycznych.

  • liście byliny

Myśląc o ciekawie odbarwiających się jesienią liściach często skupiamy się na drzewach i krzewach zupełnie zapominając o bylinach. Również te jakże urocze rośliny mogą pochwalić się jesienną barwą. Przepięknie przebarwiają się chociażby liście funkii, bergenii czy bodziszków.

  • trawy

Trawy ozdobne to jedne z najbardziej interesujących jesienią bylin. Dzięki różnorodności wysokości roślin oraz formy kwiatostanów nie potrzebują wielu dodatków. Same w sobie stanowią nie lada atrakcję. Najpiękniejsze są oczywiście trawy lampasowe te jednak wymagają dużo pracy i często przymarzają w naszym klimacie. Doskonale za to czują się inne równie czarujące odmiany gatunki traw na przykład miskanty, prosa, trzęślice, czy śmiałki.

Realistyczny obraz ogrodów „Zieleń Miejska” Nr 6 (98) 2015

Relacja ze światowej sławy wystawy ogrodniczej Chelsea Flower Show, która co roku, od ponad 100 lat odbywa się w Londynie. Ti można przekonać się jakie nowe trendy promują najlepsi projektanci ogrodów z całego świata. zapraszamy do lektury.